ona ma wątpliwości, czyli czy istnieje recepta na szczęście

źródło:pixabay.com

Jakbyście się mnie jeszcze 3 lata temu zapytali jak sobie spieprzyć życie, to bym powiedziała „wziąć ślub przed 25 rokiem życia i najlepiej z powodu wpadki”. Powiedzmy sobie szczerze- małżeństwo, czy w ogóle związek to NIE JEST prosta sprawa. Wymaga naprawdę dużo rozsądku, samozaparcia, umiejętności komunikacji, cierpliwości, EMPATII i oczywiście wymaga też sporego wkładu finansowego. Kto z nas miał to wszystko w okolicach 25 roku życia..? Halooo! Ktoś miał?
Dziękuję. Ja też nie 😉

Ci 25-latkowie biorą kredyt, mieszkają pokątnie z rodzicami, uprawiają coraz mniej seksu i w wieku mniej więcej 35 lat są zdesperowanymi, sfrustrowanymi młodymi ludźmi. To tak w skrócie- pominęłam oczywiście jakieś szybkie romanse, depresje, próby ratowania związku i inne takie. Czy im się uda? Niektórym tak, niektórym niekoniecznie…
Moja koleżanka z pracy mając w tej chwili lat 26, za niecałe 2 lata ma wziąć ślub. I dziewczyna ma WĄTPLIWOŚCI. To jest jej najdalej drugi partner. Kocha go. Oczywiście, że kocha, ale… Ale wcale nie wie czy chce brać ślub, rodzić już dzieci i w ogóle to wszystko. On wie. Wie, że chce i w ogóle MUSI.
No i typowa tragedia.
Dziewczę od kilku miesięcy analizuje wszystkie „za” i „przeciw” i od jakiegoś  czasu nieśmiało próbuje zdobyć nasze opinie na tematy ślubów, związków i zakładania rodziny.
-Ej! A ty co?! Raptem boisz się odpowiedzialności za swoje życie i swojego partnera?-Atakuje dziewczynę kolega z pokoju- mąż i ojciec- Ile masz lat? Przecież jak jesteście razem szczęśliwi, to czemu nie mielibyście tego przypieczętować?
No właśnie- czemu…?
-Ale wiesz…-odpowiada mu-Tyle pieniędzy na to wesele… Przecież za takie pieniądze można by kupić nowy samochód, albo pojechać w porządną podróż.
W myślach sobie przytakuję.
-I wiesz, Marcin*, co ja wiem o życiu? Mam jeszcze brać odpowiedzialność za drugiego człowieka i zaraz za trzeciego?
Znów sobie przytakuję, ale nie odzywam się. Nie mam męża, więc wielką specjalistką nie jestem.
-Laska! Ty sobie daj spokój ze ślubami!-Wtrąca się kolega po rozwodzie, który tym razem zdecydował się na związek bez papierka-To jest cholernie ciężki orzech do zgryzienia! Raptem za decyzje tej drugiej osoby, ty też ponosisz odpowiedzialność a pamiętaj, że te decyzje nie zawsze są mądre i zgodne z twoim poczuciem jestestwa.
Cholera jasna. Chłopak, ma trochę racji.
-A ty w ogóle musisz już teraz brać ten ślub? Nie możecie sobie poczekać?
-Boję się, że on ode mnie odejdzie, jeśli za te 2 lata ślubu nie będzie. I on chce taki normalny ślub z weselichem. Kocham go, ale… Ale nie czuję się jeszcze na to gotowa. Tyle rzeczy chciałabym zrobić a wiem, że założenie rodziny mnie przystopuje.
W naszym pokoju robi się głośno. Chłopaki troszkę się przekrzykują, Do akcji wkracza koleżanka z drugiego pokoju, która też dorzuca swoje mądre życiowe rady a przyszła panna młoda robi się coraz mniejsza i coraz bardziej zagubiona.
-Chomik, a ty co myślisz?-Pyta.
Jakbyście się mnie zapytali dzisiaj jaki jest najlepszy sposób, żeby spieprzyć sobie życie, odpowiedziałabym, że poświęcenie życia karierze. Ale… Może za 3 lata uznam, że się mylę. W moim całym życiu tylko z jednym facetem myślałam, że chcę ułożyć sobie życie. Miałam wtedy 24 lata i dzisiaj wszystkim dziękuję, że jednak się rozstaliśmy, bo z moim dzisiejszym rozumkiem wiem, że nie byłabym z nim szczęśliwa… Wtedy myślałam, że to na pewno już na całe życie. Potrzebowałam kilku innych doświadczeń, dodatkowych lat, aby wiedzieć kogo naprawdę szukam i kogo chcę obok siebie. Co by było, gdybyśmy jednak się nie rozstali?
Z drugiej jednak strony… Powiedzmy sobie szczerze- mam skończone 30 lat. Jako kobieta powinnam już mieć dziecko. Tak nas biologia poustawiała. Dziecko=rodzina. Chomik+dziecko+rodzina=? czyli dupa. Żyję pracą i rozwojem zawodowym. Przyszła panna młoda, kiedy usłyszała jak wyglądało moje dotychczasowe zawodowe życie aż otworzyła buzię ze zdziwienia. A ja właśnie sobie uświadomiłam, że każde moje zajęcie poza pracą jest związane z zarabianiem pieniędzy lub ma mi przynieść w przyszłości pieniądze. Inwestuję ciągle w siebie. Dla ochrony swojej przyszłości, na wypadek jakby mi jednak przyszło żyć w tym całym singielstwie do końca życia. Nie mam czasu myśleć o tym, czy jestem tak naprawdę szczerze szczęśliwa, czy nie. Wiem tylko, że czas leci…
-Kochana, a może dla odmiany po prostu zrób to, co CZUJESZ, że cię uszczęśliwi..? Nie ma jednej recepty na szczęście.
———————————————–
*imię zmienione

27 odpowiedzi do “ona ma wątpliwości, czyli czy istnieje recepta na szczęście”

  1. Nie ma jednej recepty na szczęście. I naprawdę niedobrze jest radzić. Można pomóc dziewczynie zorientować się czego ona chce w tej chwili (za rok może chcieć coś innego), ale to co jest dobre dla twoich kolegów i koleżanek z pracy, dla tej dziewczyny może być porażką.

    1. No pewnie- Ona sama musi dojść do tego o co Jej chodzi. Czy jest to problem z narzeczonym, czy boi się odpowiedzialności. Musi sama podjąć decyzję.

  2. Obawiam się, że wątpliwości twojej koleżanki nie dotyczą ślubu, tylko faceta… Może się mylę, ale jeśli dwoje ludzi się kocha, to ślub nie może kojarzyć się z ograniczeniami czy blokadą zawodową. Gdy ludzie się kochają, to są dla siebie partnerami, mają do siebie zaufanie, wsparcie, szacunek, a wtedy jedno nie wyklucza drugiego.
    A że człowiek jeszcze nie jest gotowy aby wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka? Z ręką na sercu – kiedy tak naprawdę jest? Tego dopiero uczy związek, codzienna bliskość. Wtedy założenie rodziny to nie koniec, a początek. A dziecko nie zamyka świata, ale go otwiera.

    1. Bardzo możliwe, że to chodzi o faceta. Ale Ahaja, odpowiedzialności uczymy się też z wiekiem. mądrzejemy, obserwujemy świat. Do pewnych spraw trzeba dorosnąć.

      dziecko otwiera świat…?

  3. Odradź Jej ślub…

    Są ze sobą od jakiegoś czasu – zgadza się?
    Ma jakieś wątpliwości, czy chce się wiązać z tym właśnie gościem? Moim zdaniem ona czuje jakiś niepokój, ale nie umie go wyrazić, więc szuka jakichś drobniejszych powodów (np. koszt wesela), gdyż wydaje się Jej, że to właśnie to jest przyczyną niepokoju…

    POWINNAŚ (;D) gdzieś ją wyciągnąć, rzucić temat, a potem słuchać…

    1. Ale Chomikowa za koleżankę nie umrze, więc nie powinna jej mówić jak ma żyć!
      Przed każdą poważną decyzją człowiek czuje niepokój i ma jakieś tam wątpliwości. Ale laska ma mistrza. Ślub za dwa lata, a ona już panikuje? To nawet ja tak nie schizuję 😛 Moim zdaniem dziewczę jest po prostu niedojrzałe emocjonalnie i stąd te wątpliwości. Rodzina ją przystopuje? Chyba powinna porozmawiać ze swoim narzeczonym, a nie z kolegami z pracy, bo widzę że mają odmienną wizję rodziny…

        1. Hahahahaha to nie ma być rozmowa w stylu – co powinnam zrobić, wyjść za ciebie czy cię olać? Ale uważam, że powinna powiedzieć mu o swoich obawach. Być może on ma takie same obawy? Często bywa tak, że na siłę chcemy kogoś uszczęśliwić ( w tym przypadku tradycyjne weselisko), a druga osoba wcale tego nie chce. Tyle że , co już niejednokrotnie było poruszane u Chomika, ludzie ze sobą nie rozmawiają. I stąd biorą się problemy, obawy, niepokoje, schizy, itd. Jeśli oni teraz nie rozmawiają, to potem będzie tylko gorzej.

          1. Założę się, że Ona próbowała z NIm porozmawiać, żeby ten ślub odłożyć (lub go w ogóle nie brać), ale skoro Ona mówi, że On w końcu od Niej odejdzie, to pewnie ten ślub dla Niego priorytetem.
            Ale właśnie- ja za nikogo nie umrę 😉 nie będę Jej mówić, co ma zrobić. Musi sama podjąc decyzję, ale nie zazdroszczę Jej.

    2. Mówisz, że POWINNAM? 😀 ;P
      nie będę Jej odradzać. Sama niech dojdzie ze sobą do ładu. Zresztą…Matko kochana. Nie ma ŻADNEJ sytuacji bez wyjścia. Ma jeszcze trochę czasu. Nawet jak już wpłacili zaliczkę na salę, to są to tylko jakieś tysiące. Cóż to jest w porównaniu z 40 latami do przodu? 😉

  4. Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy chcieli być razem i planowali ślub na za 2-3 lata. Kurcze, jak chcę z kimś być, to teraz, zaraz, od już, a nie dopiero za 2 lata. A jak koleżanka teraz ma wątpliwości, to co będzie za 2 lata?
    Inna sprawa…. Nie chce dużego wesela, niech mówi. Nie chce na razie rodzić dzieci, niech mówi. Ale zgadzam się w 100% z przedmówcą – niech mówi narzeczonemu, a nie kolegom w pracy. Albo się dogadają i znajdą złoty środek (np. uroczystość dla najbliższych, dzieci po 30-tce), albo niech sobie podziękują. Nic na siłę.
    Szkoda, że znamy tylko jej wersję, bo o nim wiemy tylko, że „chce i w ogóle MUSI”. Trochę mało danych.

    1. Nie wiem jak rzeczywiście jest w przypadku pary, którą przedstawiła nam Chomikowa ale takie odległe planowanie ślubu ma związek z rezerwacją sali, orkiestry i innych atrakcji weselnych.

    2. Tati ma rację- planowanie tak odległe dotyczy rezerwacji sali itp. Ona z NIm rozmawiała, tylko że ten ślub jest dla Niego priorytetem. Oczywiście, że nie wiem jakie jeszcze Jej w główce siedzą wątpliwości, ale w kwestii samego ślubu na bank rozmawiali. Chłopaka poznałam- bawiliśmy się wszyscy na weselu (innego kolegi 😉 ) i sprawia wrażenie bardzo normalnego człowieka. Ale co ja mogę powiedzieć po 5 wspólnie spędzonych przy stole godzin?

  5. Po głębszym namyśle… nie wiem, czy wina nie leży w tamtym gościu… co to za warunek – ślub lub rozstanie?

    Chyba ulega naciskom rodziny…

    1. A co to za hocki klocki – przyjęła zaręczyny, a teraz ma jakieś wątpliwości? Gdybym była mężczyzną i moja narzeczona po roku czy dwóch latach narzeczeństwa oznajmiła mi, że jednak nie chce ślubu, też bym się zastanowiła nad przyszłością takiego związku. No bo o co chodzi? Chce sobie zostawić otwartą furtkę? Wkurzają mnie takie laski. Boi się odpowiedzialności? To niech idzie mieszkać w lesie, bo nawet przyjaźń tego wymaga, nie mówiąc już o wspólnym życiu.

      1. las to zły pomysł – korniki, mordercze łosie („UWAGA!!! Po Łomiankach Chopina grasuje łoś. Przeskakuje przez ogrodzenia na posesje. Pognał w stronę Wiślanej. Jest poraniony. Straż Miejsca jest już poinformowana, ale uważajcie” – piszą Łomianki.info.) oraz żubry napadające na biednych Niemców…
        Nie mówiąc już o stadach dzikich harcerzy…

        Tak – las to zło

  6. A tak se sobie myślę…
    Miałam 23 lata, kiedy wychodziłam za mąż. I uważam, ze to była dobra decyzja. Ani wtedy, ani dziś nie mam co do tego wątpliwości. Natomiast sądzę, że problem Twojej koleżanki bierze się z debilnego wręcz przekonania, że jako 25-latka jest ZA MŁODA, żeby brać za kogoś odpowiedzialność. Jak widzę takie dictum, to mi się woda w d*pie gotuje. Halo?!!!! Od 7 lat ma dziewczyna dowód, może głosować, wyjechać za granice, pracować i oddać komuś nerkę bez pytania rodziców o zgodę !!! Jeśli potrafi zapłacić w terminie rachunek za telefon i wziąć antybiotyk co 12 godzin, to z małżeństwem tez sobie da radę!!!

    Druga rzecz w tym całym ambarasie, która zwraca moją uwagę – te potencjalne możliwości, które ma stracić owa niedoszła epuzerka. Myślę, że tu jest pies pogrzebany. I widzę to jako walkę egoizmu („bo małżeństwo mnie przystopuje”) z uczuciem do chłopaka. Nota bene – niezbyt sensownego egoizmu, bo nikt nie zagwarantuje, ze owe mityczne cele dziewczyna osiągnie, a miłość może stracić. Z drugiej strony – czy życie kończy się zaraz po weselu? Czy planów nie można realizować także wtedy, gdy są dzieci? A wiesz jak fajnie jest mieć duże dzieci i być jeszcze stosunkowo młodym? 🙂

    1. 18 lat to strasznie mało, żeby podejmować decyzje. Zresztą wiesz… Jak ma się faceta, który chce zamknąć kobietę w domu i woli, żeby się skupiła na rodzinie, to trudno się rozwinąć 😉 a w tym wypadku coś czuję, że tak może być 😉

  7. Yyyy kochani, ja podejrzewam że dla niego to weselicho nie jest takim priorytetem, tylko raczej dla Jego MAMY.
    Bo to MAMA mówi że musi ślub brać, bo to MAMA mówi że musi być wesele. A jak wiadomo co MAMA synowi mówi to rzecz święta… Łatwiej narzeczoną namówić do pewnych rzeczy niż MAMĘ od nich odwieść.
    Ja bym zrobiła tak jak Chomikowa. Powiedziałabym że ma zrobić tak by była szczęśliwa tylko dodała jeszcze, nie martw się ślub to nie koniec świata bo od czego są rozwody 😀

  8. Jak ja mam wątpliwości to zawsze o nich rozmawiam, szczególnie w tak wyżach kwestiach. Jeśli to małe problemy sama znajduje rozwiązania na takie błache problemy jak wybór butów np z kolekcji zoio . Jednak są rzeczy których sami nie rozwiążemy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *