takie żarciki. Nieudane żarciki.

źródło:pixabay.com

Uwielbiam dowcipy i uwielbiam się śmiać. To taki mój sposób na życie. Obśmiać, dodać odrobinę cynizmu, okrasić sarkazmem i mam idealną sałatkę na dobry humor.
Ale!
Wiem, kiedy są granice dobrego żartu. Przecież są pewne tematy, z których lepiej nie robić sobie dowcipów. Przecież nie będziemy żartować z kogoś, kto ma ewidentną nadwagę, czy z kogoś, kto jeździ na wózku inwalidzkim. Po co sprawiać komuś przykrość….

W pracy mam koleżankę, która od kilku lat próbuje zajść w ciążę. Oczywiście nie wiedzą o tym wszyscy, bo po co. Dziewczyna coś tam słabo się poczuła a kolega oczywiście wtrącił swój żarcik typu „Ooo! Na pewno jesteś w ciąży!”. Aż się ciśnie na usta „Czy maczałeś w tym cokolwiek, skoro jesteś taki tego pewien?”.
Żarcik średnio kogokolwiek rozbawił a już na pewno nie samą zainteresowaną, która nawet nie wystawiła nosa zza laptopa. Kolega w takich sytuacjach się nie poddaje i ciągnie dowcip jeszcze mocniej, zaśmiewając się przy tym jak małe dziecko przy zabawie balonikiem.
-Wiesz! I siedzisz jeszcze na miejscu Liliany, które gwarantuje zajście w ciążę. Zapytaj Michała! On wie najlepiej o co chodzi.
-Ty! A może byś się przymknął?-Syczę do kolegi porozumiewawczo.
-A ty, Chomik co raptem taka święta i poważna? Niech się rodzą dzieci! Będą firmowe! Wszystko zostanie że tak powiem „w rodzinie firmowej”.- Nie poddaje się kolega dowcipniś.
-Ja ci radzę, facet, ty się ZAMKNIJ.- Już naprawdę zaczynam być niemiła, bo widzę, że do chłopa NIC nie dociera a koleżanka robi się coraz bardziej przygnębiona aż w końcu wychodzi z pokoju.
-Jak ci kobieta mówi w takich sytuacjach, żebyś się ZAMKNĄŁ, to się ZAMKNIJ!
-Ale dlaczego, Chomik?! Co ty raptem taka obrończyni moralności, co?
NIE WIERZĘ… NAPRAWDĘ NIE WIERZĘ.
-Bo nie wszyscy zachodzą w ciążę od kichnięcia, jak ty to sobie wyobrażasz! Czasem kosztuje to wiele łez i stresów!- Gadam do chłopaka już naprawdę zła- Rozumiesz w końcu?!
Zapowietrzył się.
Może więc i zrozumiał.
Choć obawiam się, że nie na długo…

Byłam kilka dni temu u Rodzicielki w szpitalu na badaniu USG. Wiadomo, że wszyscy mnie tam znają, wiadomo, że trzeba sobie pożartować nawet z badania. Czemu nie, ale… Pytanie „To jak tam, Chomik? Bliźniaki są?” wcale mnie nie rozbawiło.
W sumie chciałabym być na badaniu USG ciąży. Chciałabym, żeby się wszystko normalnie poukładało… Póki co się nie układa.
Żarcik się nie udał.

13 odpowiedzi do “takie żarciki. Nieudane żarciki.”

  1. Ciemna ciula i tyle.

    Niech się Wam kobiety ułoży! Z całego serca życzę;* Też swoje wycierpiałam, wyczekałam. Jedyne co mnie ratowało to wmówienie sobie że po co mi dziecko, przecież ja nie chcę mieć dzieci…

  2. No cóż, jest taki typ człowieka, które zwie się „człowiek dowcipny”. Kiedyś był niezły skecz na ten temat, warto posłuchać.
    A do człowieka dowcipnego nic nie dociera, naprawdę, mam takiego w rodzinie…

  3. Wiem jak bolą takie dowcipy…
    W dzisiejszych czasach chyba niestety łatwiej trafić na osobę, dla której to trudny temat niż taką, którą rozbawią podobne aluzje pod swoim adresem… ale i tak dowcipnisiow nie brakuje. 🙁

    1. Właśnie! Jeśli chodzi o ciąże, to trzeba uważać, tym bardziej jeśli chodzi o dziewczynę, która już ma od dluzszego czasu męża…

  4. Mnie czasem też ponosi, jeśli chodzi o żarciki :/
    Staram się pamiętać o tym i nie wychylać, ale co jakiś czas zaryję jak struś o beton. Potem mi strasznie wstyd – ale wiem, że za jakiś czas znowu tak zrobię.
    Jedynym wyjściem w takiej sytuacji – to robić żarciki z samej siebie. To gwarantuje mi przynajmniej ten komfort, że nie obrażę nikogo, nawet jeśli będzie to żart bardzo wątpliwej jakości.

    1. Hahaha. To jest właśnie najbezpieczniejsze- żarciki z samej siebie 😀 Ja często przy tych żartach płaczę ze śmiechu. Sama z siebie 😀 Urocze to przecież 😀

  5. Oj… no prawie zawsze jest ryzyko, że nie trafimy z żartem.
    Najbezpieczniej byłoby nie żartować… albo robić sobie heheszki z ogranych tematów, które wiadomo, że nie urażą.
    No albo z siebie (choć też ryzyko… jakbym się śmiał z siebie, żem gruby, to jakiś grubszy mógłby się poczuć dotknięty).
    Czasem się trafia kiepsko… bywa. Lepsze chyba to, niż powtarzać n-ty raz ten sam żarcik 🙂

    Naukę można wyciągnąć jedynie taką, że jeżeli nikt się nie śmieje po dowcipie, to już go nie próbować na siłę ratować i ciągnąć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.