przecież jest tak pięknie…

Dwoje ludzi… Zastanawiające. Próbuję nie brać tego jakoś uczuciowo. Chciałabym podejść do tematu pragmatycznie… Jedno samo już od dłuższego czasu. Drugie podobnie. Jakoś pewnie przez przypadek gdzieś na siebie wpadli. Tak to już jest w tych opowieściach miłosnych. Zawsze gdzieś jakoś przez przypadek. Zbiegiem okoliczności. Niechcący.  Mają sobie tyle do powiedzenia. Śmieją się, żartują. Ona widać, że ostrożnie przechyla głowę, nieśmiało spogląda na niego i cały czas się śmieje. Tak miło patrzeć na kobietę, która dużo się śmieje, dzięki mężczyźnie. Ja sama zawsze miałam „problem” z takimi facetami. Wystarczyło, że cały wieczór inteligentnie rozbawiał mnie do łez i byłam zakochana po uszy… 🙂 Tak- zdarzyło się.
Patrzę na niego. Stara się, ale nie widzę tej samej iskry, która bije z jej oczu. Przecież  ciągle rozmawiają. O wszystkim. Oglądają te same filmy, omawiają ich treść. Słuchają tej samej muzyki. Potrafią bez końca wymieniać się linkami z ostatnio wysłuchanych utworów. Ale co najgorsze… Ostatnio zaczęli umawiać się na randki. Nie, nie wspólne. Dlaczego? Pytam DLACZEGO? Patrzę na nich z boku i widzę ludzi, którzy wspaniale się ze sobą dogadują. Gdzieś kiedyś może byli pogubieni ale teraz…. Aż serce ściska, kiedy się rozstają. Co się dzieje? Gdzie i kiedy coś poszło nie tak…? Moja N. mi mówi, że to przez chemię a raczej jej brak. Głupiutki Chomiczku… nie tylko N. tak mówi. Ty przecież też tak mówisz. Tylko nie wierzysz, żeby to miała być przyjaźń, bo ona w przyjaźnie damsko-męskie nie wierzy. Zresztą ja przecież widzę w jej oczach, że to nie jest przyjaźń. Właśnie dlatego nie wierzę w te przyjaźnie…
Pytam się więc CO POSZŁO NIE TAK…? Dlaczego dwoje ludzi tak idealnie dopasowanych gdzieś się mija…? To naprawdę ta chemia, której gdzieś zabrakło…? Przez tą chemię rozejdą się każde w swoją stronę poszukując feromonów, endorfin i Bóg wie czego jeszcze? Nie chce mi się wierzyć, że nawet nie próbują. Tyle czasu już nie próbują, stawiając sprawę na półce „przegrane”…
To nie są dla mnie „dobre dni”… Zaczęłam dużo myśleć. Nie wiem po co. Powiedzenie „myślenie sprawia ból” doskonale się u mnie sprawdza. Przecież jestem szczęśliwa. Szczęście bije z mojej twarzy, DO CHOLERY.
-Pamiętasz, Chomikowa mojego znajomego, którego Ci przedstawiałam?- pyta znajoma.
-Tak, pewnie, że pamiętam. Dość miły człowiek.
-Może was umówię? Przemek chętnie z tobą pójdzie na kawę.
Uśmiecham się nieśmiało. Ze smutkiem.
-Nie, dzięki. Powiedz, że jestem zajęta.
Okłam go po prostu. Perfidnie w oczy powiedz kłamstwo. To nic takiego. Kwestia wprawy.

Siedzę na fotelu u fryzjerki. Ma być pięknie. Za chwilkę będę jedną z najładniejszych na osiedlu. Zawsze z niecierpliwością zerkam w lustro i czekam na efekt. Teraz również. Patrzę w moje odbicie i gdzieś niespodziewanie napływają mi łzy.
-Chomiczku, wszystko OK? Co się dzieje?
Biorę głęboki wdech. Czuję lakier do włosów, szampon i odżywkę innej klientki gdzieś w środku pęcherzyków płucnych. Udaje mi się powstrzymać łzy pod źrenicami. Jeszcze tego by brakowało…
-Coś ty! Przecież wszystko super! Tak wszystko pięknie jest!

Zrzucam to przygnębienie na zespół napięcia przedmiesiączkowego. Nie mam innego wytłumaczenia.
Tylko że ja NIGDY nie miałam czegoś takiego, jak zespół napięcia przedmiesiączkowego.

włamali się…

źródło: własne
źródło: własne

To miało być w miarę spokojne grudniowe popołudnie. Rodzicielka z Przyszywanym Ojcem w szpitalu na zabiegu a ja walcząca w kuchni z niesprawiedliwym podziałem obowiązków w kuchni 😛 Już miałam sięgać po kawał karczku, z którego miało powstać coś zjadliwego, gdy na ratunek zadzwonił mi Smarcik (telefon dla jasności 😉 ). Rodzicielka. Jakże by inaczej…
-Słuchaj, dziecko…
Bardzo nie lubię tego tonu głosu. Słyszałam go dwa razy w życiu. Raz, gdy mi powiedziała, że zmarła prababcia a drugi, gdy dziadek był bardzo ciężko chory i nikt nie dawał mu szansy na choćby 2 dni życia.
Troszkę sztywnieję, bo przecież są w szpitalu na poważnym zabiegu.
-No dawaj, matka….
-Włamali się do Pani Babci. I ja nic nie wiem więcej. Policji jeszcze nie ma, ale ona jest tam sama. Dziecko, zrób coś może z tym wszystkim, bo mnie łeb już nie pracuje…
Pani Babcia to mama Przyszywanego Ojca. Bardzo ją lubię. Pełna energii i ciekawa postać. Nie to, co moje „rodzone” babcie… Spinam się i jadę do kobieciny, bo akurat tego dnia NIKT nie był w stanie do niej podjechać i zająć się całą sytuacją. Po drodze myślę sobie, jakie to cholernie niesprawiedliwe, że okradają samotną starszą panią, która każdy grosz, który jej zostaje, to oddaje wnukom lub dzieciom, a sama żyje… nazwijmy to jak należy w miejscach publicznie dostępnych nazywać- „SKROMNIE.”
Na miejsce docieram błyskawicznie. Otwieram drzwi wejściowe i jestem załamana. Biorę głęboki wdech jak przed zanurzeniem się na głębokość co najmniej 15 metrów głębokiej krystalicznej wody. Tylko, że to nie moja magiczna Turcja, czy choćby Grecja… W przedpokój należałoby tylko rzucić granat. On by zrobił największy porządek. Pokój dzienny nie wygląda lepiej. Z szafek jest wyrzucone prawie wszystko. Kanapa stoi otwarta. Lampa przewrócona, krzesła jakby je pijany mąż w szale rzucał o podłogę. Sypialnia to jak miejsce zabaw 3-latka. Wszystkie drobiazgi ze skrzyni z materiałami do szycia leżą w artystycznym nieładzie. Z szafki nocnej powypadały wszystkie leki. Pościel gdzieś między szafką a łóżkiem. Telewizor… Jak to telewizor? Radio…????
-Pani Babciu- czy cokolwiek ukradli? Coś zginęło? Przecież jest telewizor, jest radio…
-No właśnie nie. Mam wszystko. Nawet pieniądze, które miałam odłożone na rachunki leżą w szafie nieruszone.
UFFF!!!
Lawiruję między tym cholernym nieładem i udaję się do kuchni. To jedyne miejsce, gdzie chyba nikt nie wszedł. Siadam odrobinę zrezygnowana na krzesełku i zbieram myśli. Najważniejsze, że nic nie zginęło, nikomu nic się nie stało. Teraz tylko muszę ogarnąć poddenerwowaną Panią Babcię i poczekać na Policję. Herbata. Zrobimy gorącą herbatę. Ona jest dobra na takie chwile.
Wysyłam smsa do znajomego policjanta i pytam, ile czasu możemy czekać na przyjazd Policji. Muszę mieć jakiś plan i pomyśleć jak ten wieczór wziąć w swoje ręce.
„Chomikowa, zależy ile było dzisiaj włamań w tym rejonie. Ale na pewno ze 2 godziny będziesz czekać.” Co ja mam tu zrobić przez te 2 godziny? Chyba tylko rozpalić ognisko na środku pokoju, bo nie widzę innej możliwości. A na to wszystko Pani Babcia chodzi i krzyczy. Nie, nie- nie krzyczy na mnie czy na całą sytuację, ona po prostu bardzo głośno mówi. Tak ma 🙂 Generalnie mnie to bawi, ale nie tego wieczoru. Kobiecina wykonuje bardzo dużo nie zsynchronizowanych ruchów i próbuje za wszelką cenę wydedukować jak ci ludzie dostali się do jej mieszkania, bo drzwi są nienaruszone. Okna też. Tylko jedno z tyłu bloku jest otwarte. Tamtędy wyszłi, ale jak weszli…? I czemu NICZEGO nie zabrali??? Nie widzę żadnych śladów, niczego… Ja do tego nie dojdę. Zresztą jakie to ma teraz znaczenie?
Po niecałych dwóch godzinach przyjeżdża Policja. Zaskoczyli mnie 😉 Spodziewałam się ich bardzo późnym wieczorem 😉
Pani Babcia to nie jest moja rodzina, więc ukrywam się w kuchni i udaję, że mnie nie ma 😉 Jednak kobieta tak energicznie zaczyna wszystko opowiadać, że dla Policji, która jej nie zna, staje się ona kobietą do co najmniej obowiązkowej pacyfikacji 😉 Wyłaniam się z mojego schronu 🙂
-Ja panów przepraszam, ale babcia tak po prostu ma. Ona po prostu głośno mówi i na pewno nie robi tego celowo a już na pewno, aby panów obrazić. – i strzelam na obronę Pani Babci i mojej uśmiech numer sześć. No, chłopaki… nie zawiedźcie mnie. Dajcie z siebie wszystko a ja będę najmilszą „poszkodowaną”, z jaką tylko mieliście do czynienia.
Panowie od razu jaśnieją i biorą się za robotę. W ciągu niecałych 5 minut łażenia po mieszkaniu i świeceniu latarką po oknach, pokazują mi niewidoczne dla mnie ślady włamania. Jestem naprawdę pod wrażeniem a poza tym chcę, aby zajęli się tą sprawą, bo nie chciałabym, aby Pani Babcia czuła się zagrożona i nie daj Boże nie chciała z nami zamieszkać ze strachu 😉 czas zrobić z siebie słodką idiotkę.
-Panowie, jesteście NIEPRAWDOPODOBNI. Jestem pod wrażeniem waszej pracy. No ale to przecież lata praktyki, prawda?- i znów szeroki uśmiech.
To niesamowite jak mężczyźni łapią komplementy, jak im się buzie rozjaśniają 🙂
-Wie pani, to przecież nasza praca. Robimy to codziennie. Najważniejsze, żeby to robić dobrze.
-Matko kochana! I to jeszcze panowie z powołaniem! Że też ja takich stróżów prawa nie widuję codziennie na ulicy. No ale co panowie z tym zrobią? Bo że tamci zostaną złapani, to na to nie liczę, ale niech tu chociaż jakiś radiowóz podjeżdża ze 3 razy dziennie, bo babcia sama i tyle tu ludzi na tym osiedlu mieszka…
Dorobiłam im tyle piórek, że jak nic pofruną do radiowozu.
-Oj, proszę pani- zgłosimy potrzebę i czterech dziennie patroli. A babcia niech pozakłada jakieś sygnały ostrzegawcze w mieszkaniu (ale to że jak? Żółte lampki bożonarodzeniowe wystarczą?). Bo tym razem włamywacze się wystraszyli, ale co by było, gdyby babcia nie wróciła z zakupów tak wcześnie? A tak chociaż jakiś dźwięk przy wejściu do mieszkania ich wystraszy.
-Kurczę, panowie naprawdę są niesamowici. Bardzo dziękuję za szybką interwencję i pomoc. – i znów uśmiech numer sześć. Matko, już szerzej się nie umiem uśmiechać. To wszystko, na co mnie stać.
Żegnamy się przyjaźnie. To chociaż mniej więcej wiem na czym stoję.
Spustoszenie po tornadzie ogarniam w 2 godziny. Dobrze, że to małe mieszkanie i niewiele mebli. W innym wypadku musiałabym się tam przeprowadzić 😉 Pani Babcia jest taką odważną kobietą, że ze spokojną głową zostaje na noc sama a mnie wygania do szpitala do Przyszywanego Ojca.
Niesamowita jest 🙂
A co do Policji, to muszę stanąć w ich obronie. To są normalni ludzie, jak my wszyscy. Każdy z nich popełnia jakiś błąd, jak każdy z nas w swojej pracy. Ale oni naprawdę wiedzą, co robią. Działają wedle określonych procedur ( czy my nie pracujemy wedle określonych zasad i reguł w swoich zakładach?) i starają się robić to dobrze. Przecież oni też chcą pracować. Jeśli będą ciągle partaczyć swoją pracę, to ktoś wejdzie na ich miejsce, bo wbrew temu, co słyszmy w mediach- chętnych do pracy w Policji nie brakuje.
Tak czy siak Chomikowa jest pod wrażeniem. Może nie ogromnym, ale jest 🙂

dialog z obcokrajowcem

źródło: memy.pl
źródło: memy.pl

Z moimi dziewczynami z byłej już pracy wyszłam do knajpy. O godzinie późnowieczornej przysiadł się do mnie mężczyzna. Jeden z tych „podejrzanych”, których omijam szerokim łukiem, a którzy lgną do mnie jak muchy do… wiadomo czego 😉 Wzrost najwyżej 160 cm, biała koszulka z postawionym kołnierzykiem, włoski na żelu a twarz ani grama nie wyrażająca inteligencji no i oczywiście ciemna karnacja skóry. Tym razem jednak nie byłam w stanie zidentyfikować skąd Toto pochodzi, bo na pewno nie Indie, nie Turcja, Tunezja… Jakieś Włochy? Bułgaria…? Nieistotne.
Siada na kanapie obok mnie i wydaje z siebie jeden wielki… BEŁKOT. A zaznaczam, że nie był kompletnie nietrzeźwy. Widać było, że na pewno coś wypił, ale mętnego wzroku jeszcze nie miał 😉
Z tego bełkotu nie rozumiem kompletnie NIC. Absolutnie nie jestem w stanie stwierdzić w jakim języku do mnie mówi. Na pewno nie był to polski, czy choćby angielski. Bełkot ciągnie się i ciągnie, gestykulacja tylko ubarwia sytuację a ja…? A ja wybucham śmiechem 😀 Facet ma tak śmieszny wyraz twarzy i tak uroczo bełkocze, że ledwo łapię oddech podczas ataku śmiechu.
Do gry wkracza moja koleżanka. Próbuje nawiązać z nim kontakt, jakoś go zrozumieć i nagle gdzieś wyłapuję jego „Is her name Agnieszka?”
-No, my name is Chomikowa.-
wtrącam się, bo o mnie mowa.
-Nice to meet you Agnieszka.- 
i bierze mnie za rękę, którą z całym swoim romantyzmem i gracją całuje.- Ja jestem Francesco.
Nie wiem czemu ta Agnieszka i Francesco mnie bawi, ale znów zaczynam się nieprzyzwoicie śmiać. Dialog przejmuje w takim razie znajoma i widzę, że bardzo mocno się skupia, żeby cokolwiek zrozumieć.
–Agnieszka jest… tu pada kilka bełkotów…
-No, she is Chomikowa and yes- she is pretty.
Tu się ocknęłam, bo o mojej wątpliwej urodzie nie lubię jak się rozmawia.
-Ok, Im not pretty and don’t talk about it, please. Where you come from?
-Agnieszka!
-Im not Agnieszka!- już zaczęło mnie to irytować. Bo jak już nieudolnie podrywa, to niech chociaż imię spamięta. A że mnie bawi całym swoim jestestwem, to jeszcze go nie wyrzuciłam z kanapy.
-Ok, ok. I come z…- i wskazuje palcem na dół.
Świetnie… ale że jak? Z parteru? Bo knajpa jest piętrowa a my zasiadamy na górze właśnie.
– Italy? Croatia? Belarus?- ale on chyba mnie nie słucha, albo nie rozumie. Przestaje mieć to dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Poza tym facet zręcznie zmienia temat:
-Agnieszka, in which język chcesz rozmawiać?
-Ku*** mać. CHOMIKOWA!- zirytowałam się. Imię nie jest skomplikowane, da się je pokojarzyć.
-K***???- i patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. Chyba natychmiast wytrzeźwiał 😛 A poza tym słownictwo języka polskiego jednak nie jest dla niego kompletną abstrakcją.
-NO! NO! She’s not k*** she’s Chomikowa. – próbuje mnie ratować koleżanka. Jakby mi zresztą na ten moment zależało na jakimkolwiek ratunku 😛
-Oh! Ok! Chomikowa!
Pojął. A jednak. Ze też najpierw trzeba było rzucić mięsem…
-Chomikowa in which język chcesz talking?
-It doesn’t matter. We can speak English.
-Ale dla mnie matter, bo nie znam Polish and English very well.
I ja już nie mogę. Pokładam się na stoliku i szukam chusteczki, żeby łzy śmiechu sobie powycierać 😀
I po makijażu. Niech to szlag. Jestem zasmarkana i spłakana jak po rozstaniu 😀
Dialog w międzyczasie przejmuje koleżanka, która chyba wyznaczyła sobie za cel życia ogarnięcie tego człowieka. Nawet słyszę, że udaje im się wymieć ze 3 zdania, więc ja udaję, że jestem wpatrzona w innych ludzi i sączę piwo.
I nagle:
-Chomikowa! Do you hear me?
-Yes.
-Chomikowa, do you give me your phone number?
-No.
-No?- nie rozumiem zdziwienia malującego się wyraźnie na jego twarzy.
-NO.
-NIE PAMIĘTASZ???

I dziękuję. Już nie jest „matter”, czy robi sobie ze mnie jaja, czy wręcz przeciwnie i po prostu majaczy. Dialog rozbawił mnie do takiego stopnia, że wybucham znów niepohamowanym śmiechem i muszę oddalić się od stolika 😀

—————————————
A na audio-blog kolejne nagranie o rozmowach seksualnych Chomikowej 🙂

o modnej seksualności

Jak niektórzy z Was mogli gdzieś „pokątnie” zauważyć, nie oglądam telewizji. Już nawet odpuściłam sobie mój ulubiony serial, jakim jest Prognoza Pogody. Wszystko, co chcę wiedzieć znajduję w Internecie lub gazetach. I w obserwacjach. Plączę się po tym kraju, czytam i obserwuję. I oczom własnym nie wierzę… Bo już kilka razy miałam dziwne wrażenie, że nie jestem na jednej z polskich ulic, ale gdzieś w jakimś buszu… Głową potrząsnęłam, ogarnęłam swoją osobę i znów zerknęłam na ulicę. I znów to samo. BUSZ. Ale gdzie drzewa? Gdzie siekiera? Gdzie chociażby jakiś nędzny kominek…? Tylu mężczyzn à la drwal a żadnego drewniaka w okolicy……..

źródło: pl.vichan.net
źródło: pl.vichan.net

Właśnie…
Przyszła moda na mężczyzn drwaloseksualnych. O tym, że ci brodaci panowie mają już swoją „seksualność” dowiedziałam się od Męża mojej N. Przyszło Toto takie obrodaczone z pracy a ja się pytam:
-Ej, a gdzie ja mam ci dać buzi na „dzień dobry”, kiedy nie wiem gdzie masz twarz?
-To ty nie wiesz, Chomikowa, że teraz modna jest drwaloseksualność?
No teraz już wiem… Zresztą i tak mi ładnie odpowiedział, a nie że w takim razie mogę go pocałować w… no wiadomo gdzie 😛
Moją N. szlag najjaśniejszy trafia, że ukochany zapuszcza sobie, to co zapuszcza. Na ten moment jeszcze nie jest najgorzej, bo broda Męża N. ma co najwyżej 0,5 cm. długości, ale ja się boję co będzie dalej. Tzn. nie boję się o Męża, tylko o N., bo widzę, że jest u kresu wytrzymałości i nie wiem czy to się rozwodem jakimś nie skończy…
Skąd się w ogóle ta moda wzięła, ja się pytam…???? Pamiętam, że jakoś ponad rok temu w jakiejś gazecie oglądałam reklamę Vistuli. I tam ubrania reklamował jakiś model. Z brodą właśnie. Nagłówki krzyczały, że jest to powrót do męskości; że w ogóle wszystko jest ach! och! I generalnie boskie… W sumie trudno się nie było z nimi zgodzić, bo po ostatniej modzie na hipsterów, czy coś tam (celowo piszę bezosobowo), to moja wiara w męskość opadła, niczym… Dobra, wybaczcie, ale skojarzenia na ten moment o opadaniu mam tylko takie, które na ten blog akurat się nie nadają 😛

źródło: tumblr.com
źródło: tumblr.com

Pamiętam, że kiedy kilka miesięcy temu rozmawiałam z dziadkiem o aktualnej męskiej modzie, która niestety dominuje wśród młodych mężczyzn i nastolatków, to dziadek patrzył na zdjęcia i widziałam, jak szuka słów, którymi w sposób kulturalny i nieobraźliwy mógłby opisać, to co się w nim kotłuje 😉
-Nie najlepiej, prawda, dziadziuś? No niestety tak teraz się wygląda na ulicy.
-Wiesz, malutka (no wiadomo czemu jestem malutka 😛 ), nie chcę nikogo obrażać, ale…
-Ty dziadku nie chcesz nikogo obrażać? A to coś nowego widzę. Nie krępuj się, wśród swoich jesteś- zachęcam zgryźliwego tetryka do dyskusji.
-Ty już nie bądź taka rozwinięta. A ci panowie to wyglądają wiesz… Kiedyś się na takich mówiło ci*y…
-No dziadziuś! Teraz też się tak na nich mówi! 😛

Martwiłam się hipsterami a przecież myślałam, że po facetach metroseksualnych już gorzej być nie może.

źródło: pudelekx.pl
źródło: pudelekx.pl

Pamiętam, że kiedyś próbowałam się umawiać z takim jednym wypięknionym. Jakoś przełykałam to, że na randkę się spóźniał, bo mu suszarka do włosów padła, ale tego, że właśnie wybiegł od manicurzystki NIE. Popatrzyłam kątem oka na moje maźnięte kremowym lakierem paznokcie, które nie widziały manicurzystki od kilku miesięcy (manicure raz w tygodniu ogarniam samodzielnie) i aż mnie zniesmaczenie ogarnęło na tą całą sytuację. Poza tym stroje miał tak podobierane kolorystycznie i stylistycznie, że szlag mnie trafiał, że czasem wygląda lepiej ode mnie. A to przecież JA mam być ozdobą faceta a nie on moją 😛

No dobra… to co z tymi drwaloseksualnymi? Ma to być jakaś taka mała odskocznia od tego, co się działo na ulicach przez ostatnie lata? Spoko. Już chyba nawet wolę takiego z zarostem, niż metroseksualnego, czy NIE DAJ BOŻE hipstera. Tylko może trochę z umiarem? Bo jak byłam w knajpie w sobotę, napiłam się drinka i zobaczyłam młodego (przypuszczam, że młodego…) chłopaka z brodą Świętego Mikołaja, to ogarnęło mnie raptowne obrzydzenie. Bo co on tam w tej brodzie musiał skrywać? Wczorajszą zupę pomidorową? Niedzielne gołąbki u mamusi…?
Jak tu takiego POCAŁOWAĆ?
Z umiarem, Panowie… z umiarem…

wyniki konkursu :)

TADAM! 🙂

Troszkę zaskoczyliście mnie swoim głosowaniem w konkursie „Sposób na Chomikową”.    A konkretnie nie przypuszczałam, ze walka będzie się rozgrywać pomiędzy sposobem nr 3  i sposobem nr 5… Tak mi w głowie namieszaliście, że musiałam się chwilę zastanowić, co zrobić. Uznałam, że najbardziej przyzwoitym rozwiązaniem będzie przyznanie dwóch miejsc pierwszych 🙂 Laureaci mieli ten komfort, że nagrody wybrali sobie sami 🙂
Tak więc:

I miejsce:
-sposób nr 3 stworzony przez NIEdźwiedzia
(nagroda- kubek)
-sposób nr 5 stworzony przez Arte- autorkę bloga  http://arte1973.blogspot.com/
(nagroda- kubek)
II miejsce:
-sposób nr 2 stworzony przez Weska 100- autorkę bloga http://kasta.blog.pl/
(nagroda- torebka)
Wyróżnienia:
-sposób nr 1 stworzony przez Phoenix’a
(nagroda- brelok)
-sposób nr 4 stworzony przez Koszmarną z bloga http://koszmarnarodzinka.blog.pl/
(nagroda-brelok)
-sposób nr 6 stworzony przez Sylwię
(nagroda- brelok)

Oczywiście GRATULUJĘ i dziękuję:)
Dajcie znać jak Wam służą nagrodki 😉

———————————————————————————————————-
A teraz z innej bajki 🙂 Słuchaliście już na audio-blog kolejnego nagrania Chomikowej (tym razem było na poważnie o mobbingu)? Na co czekacie, hm???? 😉

 

wychowałam się bez ojca… i całe szczęście

źródło: www.demotywatory.pl
źródło: www.demotywatory.pl

Standardowa rodzina składa się z matki, ojca i dziecka. Czy tam z dwóch matek lub dwóch ojców i dziecka. Nie, nie będzie o rodzinach homoseksualnych 😉 To znaczy na pewno nie dzisiaj, bo w tym temacie nie czuję się jeszcze wystarczająco mocna. Niestety lub -stety nie każdy ma możliwość wychowywać się w pełnej rodzinie. Już pomijam te wszelkie nieszczęścia, w których jedno z rodziców spogląda na swoją rodzinę „z góry”, ale te przypadki, kiedy rodzice dochodzą do wniosku, że nie potrafią ze sobą funkcjonować „na dobre i na złe”, i na litość boską. Decydują się na rozwód. Płacz, nerwy… i co z dzieckiem…? Przecież to dla dobra dziecka powinniśmy PRÓBOWAĆ. To dla niego powinniśmy być ze sobą, tworzyć wspólny dom, budować RODZINĘ. Dziecko potrzebuje obojga rodziców. Co z tego, że rodzice nie potrafią wytrzymać w swoim towarzystwie więcej, niż minutę? Co z tego, że tatusia więcej nie ma, niż jest, bo albo generalnie ma wszystko w głębokim poszanowaniu albo najzwyczajniej w świecie z precyzyjnie układanych od dłuższego czasu gałązek wije już sobie drugie gniazdko z inną gołąbeczką? Co z tego, że tatulek znęca się nad mamusią a w ich domu najczęstszym gościem jest Policja a nie przyjaciele? Przecież to jest RODZINA a dziecko powinno mieć i mamusię i tatusia. Nawet jeśli tatuś tymże dzieckiem szczególnie nie jest zainteresowany.

Parodia.

Moi rodzice rozwiedli się, kiedy miałam jakoś 6-7 lat. Pamiętam, że fakt, iż tatuś się wyprowadził nie robił na mnie większego wrażenia. Nigdy nie poświęcał mi czasu. Może ze dwa razy zabrał mnie na spacer. Nigdy nie zagrał ze mną w piłkę, nigdy nie uczył mnie pływać, nie był ze mną na rowerze i nigdy nie przeczytał mi choćby jednej bajki na dobranoc. Dla niego istnieli tylko koledzy, muzyka i alkohol. To przez niego mam wstręt do dźwięków gitary. Bo gitarę słyszałam ciągle. I smooth jazz. Taki niespełniony muzyk. I widziałam też ciągle nieszczęśliwą Rodzicielkę, która harowała jak wół w domu, w ogrodzie, w pracy i przy mnie. Awanturom, wrzaskom nie było końca. Pamiętam, jak pewnego dnia poszłam z Rodzicielką na zakupy do osiedlowego Supersamu. Jedna ze sprzedawczyń powiedziała do Rodzicieli: „Nie szkoda pani życia swojego i tego Chomiczka? Przecież to wstyd jest na całe osiedle.” Nie wiedziałam do końca o co chodziło, ale wiedziałam, że skoro Rodzicielka znów posmutniała, to na pewno dzieje się coś BARDZO ZŁEGO. Bo to był wstyd. Osiedle niewielkie, więc wszyscy widzieli tatuśka wracającego po nocnych libacjach z kolegami.
Rozwiedli się. Na CAŁE SZCZĘSCIE. Z całych sił próbuję znaleźć jakikolwiek pożytek z tego, że tatuś jest moim tatusiem. Próbuję, próbuję, próbuję……….. Dobra MAM! Odziedziczyłam po nim gęste, kręcone włosy 😀 Więcej zalet nie pamiętam 😉
Wychowała mnie Rodzicielka z pomocą dziadków i małym wkładem ciotki (tak- Tej ciotki 😀 I to by wiele tłumaczyło 😉 ). Nie mówię, że było łatwo, ale na pewno zdecydowanie łatwiej, niż miałabym dorastać obok człowieka, dla którego nie istniało nic, oprócz jego samego i ewentualnie kolegów.
Nawet nie chcę myśleć jak wyglądałoby życie Rodzicielki i moje, gdyby byli ze sobą do dnia dzisiejszego. To znaczy wiem jak wyglądałoby moje. Na bank wyniosłabym się z domu w dniu 18-stych urodzin, jeśli nie wcześniej… Tak,  jak uczyniła Rodzicielka z ciotką. One są kolejnym przykładem tego, że rodzice swoim nieszczęśliwym związkiem potrafią zatruć życie swoim dzieciom. Dziadziuś nie potrafił wychowywać córek inaczej, niż pasem i zakazami. Do tego ta ich ciągła wzajemna małżeńska walka…  Wyzwiskom, krzykom i płaczom nie było końca. Zresztą tak jest do tej pory. Dziadkowie miłość przelali tylko na mnie. Tego, czego nie dali swoim córkom, dawali mnie. Nie wiem, czy sprawę przemyśleli, czy po prostu na ten czas się ogarniali, ale fakt faktem ja od nich niczego złego nie zaznałam. Dzisiaj ciotka i Rodzicielka co rusz powtarzają, że lepiej by było, gdyby ich rodzice się rozwiedli. Zresztą ja też tak uważam. Jak patrzę na Dziadków, jaką nienawiścią do siebie pałają, jakiego słownictwa używają we wzajemnej komunikacji, to odechciewa mi się siedzieć z nimi przy stole.
I przyszedł czas na Przyszywanego Ojca. Wkroczył w nasze życie, kiedy byłam już uformowaną psychicznie istotą. Miałam ukształtowaną drabinę wartości, swoje priorytety i cele. Wiedziałam kim jestem i kim chcę zostać. Nie tylko zawodowo. W sumie byłam już dorosła. Co nie jest powiedziane, że  nie wpływały na mnie opinie innych na mój temat, że byłam i jestem obojętna na to, co się do mnie mówi.  Przez te wszystkie lata nie usłyszałam od Przyszywanego Ojca, że cokolwiek zrobiłam dobrze lub że cokolwiek co robię ma sens. Jego dzieci też tego nigdy nie usłyszały. Zawsze wszystko było źle. Czegokolwiek by się człowiek nie dotknął, to było źle. Jakikolwiek sukces nie zostałby osiągnięty, to dopóki nie przyniósł kilku tysięcy na konto bankowe, nie był żadnym sukcesem. Zastanawiam się, czy jego syn, który jest nieprawdopodobnie utalentowanym człowiekiem, pisze świetną muzykę i jest rozpoznawany w co prawda niewielkim gronie odbiorców, ale odbiorców muzyki w wielu krajach, usłyszał od swojego ojca kiedykolwiek, że jest świetny w tym co robi. Obawiam się, że nie. Chłopak musiał być nieprawdopodobnie upartym człowiekiem, żeby mimo braku wsparcia ze strony ojca tak kurczowo trzymać się swoich marzeń.
A kim byłabym ja, gdybym dorastała u boku taty, który nigdy mnie nie pochwalił i był zajęty, tylko zarabianiem pieniędzy…? Jak bardzo krucha bym była i niepewna siebie? Czy znałabym swoją wartość? Jak bardzo szukałabym u innych akceptacji i miłości…?
Jakie to szczęście, że moi rodzice się rozwiedli! Jakie to szczęście, że wyrastałam co prawda w biedzie, ale w spokoju i miłości. Dziękuję, ci mamo że oszczędziłaś mi tych wszystkich awantur, wyzwisk i niespokojnych nocy. Dziękuję, że jestem, kim jestem.

Ktoś mógłby mi zarzucić, że przez to, że wychowałam się w niepełnej rodzinie nie wiem jak wygląda prawdziwy związek. Może odrobinę w tym prawdy jest, ale na swoją obronę powiem, że na pewno wiem jak związek wyglądać NIE POWINIEN.

Kilka lat temu załamana otępiającą rozmową telefoniczną w moim ojcem, zadałam Rodzicielce pytanie:
Mamo, coś ty widziała w tym facecie, kiedy brałaś z nim ślub?! OŚWIEĆ mnie! Bo ja nie widzę w nim NICZEGO, co mogłoby sprawić, że którakolwiek kobieta mogłaby się w nim zakochać! On nawet przystojny nie jest!
-Nie wiem, dziecko… Nie wiem… Chyba ładnie grał na gitarze… I raz kupił ładny i użyteczny kosz na śmieci.
Dziękuję.
Znokautowała mnie 😀

rozstrzygnięcie KONKURSU :)

   MAMY TO!  🙂

Otrzymałam od Was kilka przepięknych „Sposobów na Chomikową” 🙂
Każdy z nich wywołał u mnie uśmiech a o to chodziło przecież.
Niektóre nawet mnie wzruszyły…
NIE ZAWIEDLIŚCIE MNIE, jak zwykle 🙂

BARDZO Wam dziękuję za udział w konkursie. Zanim jednak powysyłam uczestnikom nagrody, musimy rozstrzygnąć kto zasłużył na I miejsce (bo ja nie mam pojęcia…) a kto zajął odrobinę niższe podium 🙂 Głosujemy do jutra- czyli do 26 listopada 2014 r. do godziny przełomowej (do północy). Głosy oddajemy oczywiście w komentarzach.

Z każdym z laureatów będę się kontaktować mailowo 🙂

1.
1)  Szczerość
2) Uczciwość
3) Schludny wygląd
4)  Chloroform
lub
5) maczuga;p

2. Sposób na Chomikową w 3D
I – SPOSÓB NA CHOMIKOWĄ : 

 UWOLNIĆ Z KLATKI.
Dlaczego? BO LUBI SOBIE …POBRYKAĆ .
II – SPOSÓB:
NIE UBIERAĆ.
Dlaczego? BO NIE MA LEPSZEGO STROJU….NIŻ  TEN  JEJ NATURALNY( STYL).
III – SPOSÓB:
ODPOWIEDNIO ODŻYWIAĆ ,, CZARNĄ POLEWKĄ,,  Z KAŁAMARZA.
Dlaczego? ŻEBY MOGŁA DOKONAĆ ALCHEMII SŁOWA ,, CZARNE W ZŁOTE.,,
..MYŚLI.

3.

Mój sposób na Chomikową?

Trzeba podejść do Niej z głową.

Ciut humoru by się zdało,

Nawet więcej, ciut za mało.

Bo gdy Chomik, ta Kruszyna,

Kiedy blog pisać zaczyna,

Powiem szczerze, nawet śmiało,

Oj wtedy będzie się działo.

W tym to blogu, tam się mieści,

To co gnębi ród niewieści,

Tam przeczytasz (daję głowę),

Jak Chomika wziąć sposobem.

Nie dłub w nosie, nie cwaniakuj,

Nie wywijaj, nie chojrakuj,

Bukiet (kwiatki) by się zdało

(Jedna Cola będzie mało)

Możesz piwo – ryzykujesz

Z wieszakiem pokonwersujesz

Szczerze takie jest ryzyko

Dawać alkohol Chomikom.

Bo ten Chomik, ta Kruszyna

To wrażliwa jest dziewczyna

Bo czy wtorek, czy niedziela

Potrzebuje przyjaciela.

Tego jednego człowieka

Co z gorącą kawą czeka

Co ma czas na wysłuchanie

I nie zwieje przed śniadaniem.

 

Więc ChomiQ kciuki trzymam

Znajdź wreszcie tego olbrzyma

I to koniec jest tych treści

Więcej kartka już nie zmieści 🙂

4.
Sposób na Chomikową to mi dzieci podsunęły;) Chomikowa zapraszam Cię na kawkę, jak posiedzisz przy mej osobistej dzieciarni, posłuchasz dziwnych kombinacji słowno-zdaniowych, pośpiewasz chwilkę z nami, poprzesuwasz z nami wskazówki zegara ( polecam do tyłu) to… To albo zwariujesz tak jak ja i będziesz w berecie na piętach skakać, albo oświecisz mnie syndromem Chomikowej 😉

5.

Z chomikami to jest trudna sprawa, a z Chomikową to już w ogóle tragedia, ale nie przegrana. Nawet mole w kuchni N. zebrały sie na tajną naradę i wciąz radząc, pałetaja się tam do dnia dzisiejszego. N. podobno starała się je podsłuchać, ale one w ramach zemsty zaczęły wpierdzielać wszystko to co mogą wpierdzielać. Jednym słowem- sytuacja stała się patowa.
Do zadań specjalnych, jak to zwykle bywa, potrzebne jest odpowiednie oprzyrządowanie. I to nie byle jakie. Jak i cały plan. Najlepiej rozrysowany na papierze formatu A4 czarnym pisakiem z legendą w kolorze czerwonym. Plan, który uwzględnienia wszelkie parametry przestrzennoczasowe. I dzban kawy czarnej.
Zasada dla chomików jest jedna: rano śpimy, w dzień lewitujemy, wieczorem żyjemy. Jednak przez całą dobę towarzyszy chomikom nieufność wobec rąk z obcym zapachem. Jednak ci, którzy myślą, że podejście do Chomikowej w masce gazowej, w fartuchu gumowoochroonym i w kaloszach wędkarskicgh kupionych w sklepie pana Zbycha przyniesie efekt, ten jest w błędzie.
Chomikowa to wyższa półka. Najpierw trzeba rozwalić mury dobrym humorem. A potem wkroczyć z cięzarówką ptasiego mleczka i dobrego wina. Chomik wówczas usiedzi na miejscu. Przez chwilę. Chyba, ze do akcji wkroczą mole N. to dłużej.
Zasiedziałą Chomikową należy z miejsca powalić na podłogę, by nie uciekła. I tu pojawia się duży problem, bo trzeba wykazać się inteligencją. Przebiegłość musi  zawrzeć się nie tylko w rozmowie, ale i w sprytnym podlewaniu piwem. Nie wystrczą ochy i achy, ale musi się wkraść niepowtarzalne ciepło połaczone z normalnie wyjechanymi randkami. Trzeba sporządzić mega trudną miksturę: normalność wymieszaną z odlotem. Ugotowaną Chomikową należy obrabiać dzielnie przez parę dni, by nie uciekła. I zaskakiwać można banałem, znaczy kwiatami. 
Powinno się udać.
A mole N.? No jeśli usłyszą jak Chomikowa w kuchni wypali do N: – Zakochałam się!!! – same padną z wrażenia. Razem z N. I to dopiero będzie działo się!

6.
-porządna dawka humoru
-trochę uczucia
-kultury
-szczerości
-najlepszego wina (nie mylić z winą)
-podsumowując: UCZUCIEM, KULTURĄ I HUMOREM JĄ! Niech się pławi w niej i rozkoszuje 🙂

GŁOSUJEMY 🙂 La la la (tak sobie podśpiewuję od rana, sama jestem w domu, więc kto mi zabroni 😉 )

 

 

o krwiodawstwie

źródło: Phoenix
źródło: Phoenix

Z pewnością pamiętacie, że zalała mnie ostatnio fala jakiejś nikomu niezrozumiałej dobroci, prawda? Z tych moich pomysłów pomagania innym już próbowałam się wyspowiadać, biczować i generalnie leżeć w pokucie krzyżem w kościele, ale… ale naszło na mnie pewne olśnienie. Nawet wiem cóż to olśnienie. Albo raczej któż to 🙂  Otóż niedługo po tym napisał do mnie ktoś, kogo doskonale znacie. Jest to postać, która udziela się na wielu blogach, u Chomikowej również 🙂  Nie będę Was trzymać w niepewności, bo nie o to chodzi 😉 – napisał do mnie Phoenix czyli Łukasz. Łukasz zrobił na mnie spore wrażenie, ponieważ chłopak nie ogranicza się do tak prostej pomocy, jaką jest wrzucenie 2 złotych do puszki bezdomnego, czy ustąpienie miejsca starszej kobiecie w autobusie…  Łukasz od wielu jest HONOROWYM dawcą krwi. Nagminnie, z premedytacją RATUJE LUDZIOM ŻYCIE. Bierze udział w prawie każdej akcji związanej z krwiodawstwem i nakłania ludzi do oddawania krwi. Ot tak. Ostatnia akcja, w jakiej brał udział miała miejsce w październiku w Legionowie. Działała ona wedle zasady tej głupiej zabawy „ice bucket challenge”, o której na pewno każdy z Was słyszał. Tyle że tutaj chodziło o nominację do oddawania krwi. Phoenix chciał nominować Was- czytelników bloga niecodzienne-notatki, ale ja Was wcale do tego nie chcę nakłaniać. Bo wiem, że taka pomoc to bardzo INDYWIDUALNA sprawa. Nie chcę Was do niczego zmuszać, tym bardziej, że ja- autorka w/w bloga nie mam się czym chwalić i przykładem nie świecę. Nigdy w życiu krwi nie oddałam. Raz w tchórzostwa, później z powodów zdrowotnych. Natomiast gdzieś w głowie kiełkuje mi od jakiegoś czasu myśl o oddaniu szpiku. Ale to jest na razie myśl. Do decyzji trochę mi jeszcze brakuje. Zapewne odwagi…. Bo jeśli już ponad 5 lat zbieram się na chirurgiczne usunięcie ósemki, to znaczy że do bohaterek nie należę 😉 Gdyby jednak ktoś z bliskich potrzebował krwi, szpiku, czy nawet nerki, to z ręką na sercu powiem Wam, że byłabym pierwsza w kolejce (zapewne nieistniejącej).
Podsumowując. Jeśli tylko gdzieś Wam kiełkuje myśl o pomaganiu tym Pomaganiu przez duże P, to zbierzcie w sobie odrobinę odwagi i… działajcie. Życie jest tylko jedno.  A może ktoś z Was już kiedyś zrobił coś wartego przedstawieniu na forum..? Piszcie choćby w komentarzach. Może dzięki Wam choć jedna osoba zdecyduje się na Wielki krok 🙂
POMAGAJMY, jeśli tylko możemy.

źródło: Phoenix
źródło: Phoenix

P.S. Phoenix na dowód, że „nie rzuca słów na wiatr” przesłał mi zdjęcia będące dowodem udziału w akcjach krwiodawstwa z prośbą o umieszczenie ich przy wpisie.  Zamieszcza również link do Jego prywatnej strony na facebooku, gdzie możecie zadać Mu jakiekolwiek nurtujące pytania (w końcu możemy Go uznać za specjalistę od pomagania 🙂 ) https://www.facebook.com/phoenixlk

… recepta na ślub

źródło: tumblr.com

To ja dzisiaj polecę z tzw. grubej rury. Proszę bardzo Panowie- któremu z Was marzy się rychły ożenek? Albo może chociaż stały, piękny związek z dzieciakiem w tle? No! Odważnie, odważnie! Ręka do góry! Śmiało Panowie, bo ja znam receptę na Wasz przyszły związek. Trochę się muszę poświęcić, ale czego to się nie robi dla ludzkości i dla czytelników, prawda?
Otóż, jedyne co należy zrobić to związać się choćby na kilka miesięcy z Chomikową. Nie wiem czy wystarczy związek czytelniczy, ale kto wie 😛 Daję Wam gwarancję, że kolejna kobieta (zakładam, że to będzie kobieta, choć istnieje prawdopodobieństwo, że tak Wam się wyryję w psychice, że zmienicie orientację), z którą się zwiążecie, zostanie Waszą żoną. Najpierw szybkie mniej lub bardziej bolesne rozstanie ze mną (nie zdarzyło mi się jeszcze takie na luziku, ale CZEGO TO SIĘ NIE ROBI DLA CZYTELNIKÓW, tak? 😛 ) a już następnego dnia bierzecie się za kobietę, z którą na serio chcecie się związać- na AMEN.

Dobra, wiem, wiem. Wszystko to zbieg okoliczności. Wszystko da się jakoś psychologicznie wytłumaczyć, ale zezłościłam się sama na siebie. Przełknęłam jakże romantyczny ślub faceta (OCZYWIŚCIE z najczystszej miłości), który przez dobre 4 lata fundował mi ostrą jazdę po mojej psychice realizując definicję stalkingu zdanie po zdaniu. Przełknęłam ślub w trakcie „znajomości” ze mną i jakiś tam jeszcze inny ślub. Każdy z kobietą poznaną zaraz po rozstaniu ze mną. Teraz przełknęłam kolejny ślub. A ty, głupiutki Chomiku przez ostatnie 1,5 roku przeżywałaś to rozstanie. Ryczałaś przez tydzień, bo przecież społecznie jesteś zgaszona za porzucenie człowieka, który kochał cię całym sercem i oddałby za ciebie życie. Co z tego, że nie ogarniał codzienności, ale jak cię kochał! Z pokorą przyjęłaś wszelkie reguły jego gry, żeby tylko więcej go nie ranić swoją osobą. Ponad rok obchodziłaś się z nim jak z jajkiem na miękko a on właśnie zawiązał sobie węzeł miłości (oby nie na szyi 😛 ). A tak się o niego martwiłaś. Ty, głupiutka dziewczynko. Przestań instynktownie działać tak, żeby nikogo nie ranić. I nie biczuj siebie za dążenie do własnego szczęścia. Bo jak widać wszyscy doskonale radzą sobie bez ciebie. Ba! Bez ciebie, naiwny Chomiczku dopiero zaczynają Żyć.
Wstyd mi przed samą sobą.

To proszę- komu zbudować przyszłość? Do usług 😛

UWAGA! KONKURS u Chomikowej! :)

 

N A R E S Z C I E!

Nadszedł ten dzień, kiedy z całą odpowiedzialnością mogę OGŁOSIĆ KONKURS 🙂 🙂 🙂 i to nie byle jaki, bo z NAGRODAMI 🙂

Nagrodami są torebki bawełniane na zakupy (jak ktoś się uprze, to mogą być na randkę, ale ja za to odpowiedzialności nie chcę brać 😉 ) , kubeczki i breloczki. Wszystko niepowtarzalne, bo tworzone z sercem i zawierające esencję bloga Chomikowej 🙂

Z A S A D Y
Do 23 listopada 2014 roku wysyłacie na maila niecodzienne-notatki@wp.pl kilka zdań na temat
” SPOSÓB NA CHOMIKOWĄ”


Abym nie została posądzona o stronniczość, to wszystkie prace (które będą się nadawały na publikację) zostaną opublikowane na blogu i to Wy w komentarzach będziecie oddawać głosy na te wpisy, które będą Wam się najbardziej podobać. Acha, żaden wpis nie zostanie opublikowany z podpisem. Tylko ja będę znać autora.
Dodam też, że decydujące zdanie będę mieć JA 😉

Koszt przesyłki nagrody pokrywam też ja.

 

Moja N. mi jeszcze bardzo podpowiada, żeby był drugi konkursowy temat a mianowicie
„Jak się pozbyć moli z kuchni N.”
Jakoś mało romantyczne to mi jest i w ogóle jakieś takie… No ale MOŻE KTOŚ ZNA ZŁOTY ŚRODEK? 😉

IMG_5023popr

IMG_5013popr   IMG_5018popr

Wiecie, co lubię najbardziej, więc do dzieła 🙂
LICZĘ NA WAS!