w pociągu

źródło:giphy.com

Minęło kilka ładnych lat od moje ostatniej podróży pociągiem. Myślę, że to mogą być nawet i jakieś 4 lata. Sporo czasu, prawda? Sporo? Mogło się troszkę od tego czasu pozmieniać? Mogło, prawda? Mogłam czuć się odrobinkę zagubiona? Mogłam, prawda?
Tak więc zakupienie biletu przez Internet na jednodniową wycieczkę do koleżanki, której dawno nie widziałam może i nie było trudne (choć nie ogarnęłam do tej pory biletu dobowego na tego samego przewoźnika…). I na tym poziom „łatwy” bym zakończyła.

Dzień z koleżanką spędziłam cudowny. W pośpiechu zwiedziłyśmy najprzyjemniejsze miejsca w mieście, przedstawiła mi swojego męża i biegiem odstawiła na pociąg powrotny. Z rozchwianą czupryną i totalnie zmęczona rzuciłam kątem oka na bilet. Miejsce 26 wagon 2 . JESTEM.
-Przepraszam pana bardzo, ale pan ma moje miejsce- zwracam się do faceta, który usadowił się na moim miejscu.
-Niemożliwe. Może pani ma drugi wagon? Bo ja mam pierwszy.
-Panie!- Wtrąca się rycerz zza jego siedzenia- to, że jest to wagon, w którym jest maszynista, to nie oznacza, że to jest wagon numer jeden!
-Naprawdę? – Facet jest mocno zaskoczony. Bierze swoją partnerkę za rękę i szybko opuszczają razem wagon.
Dziękuję uprzejmie rycerzowi, zakładam maseczkę, której w pośpiechu jeszcze nie zdążyłam założyć i sadowię zmęczony całodziennym bieganiem tyłek na siedzeniu.
Na spokojnie wyjmuję swój bilet, który szykuję na kontrolę. Od niechcenia zerkam na kartkę (nie ufam technice do końca i zawsze wszelkie certyfikaty czy bilety jednak drukuję. Papier to papier!- Rzekła Grażynka 😀 ) Miejsce 25 wagon 1.
Brawo, Chomik.
Nie dość, że pomyliłam miejsce to jeszcze wagon. Wsiadając do pociągu zerknęłam na stary bilet. Nie wstaję. Łudzę się, że uda mi się choć połowę drogi posiedzieć, choć wiem, że to raczej niemożliwe. Ludzi robi się sporo. Minęło 10 minut. Stacja. W moją stronę idzie ojciec z synkiem.
-Przepraszam panią….
-Tak, tak… ja wiem- wtrącam zrezygnowana i podnoszę swój wielki zmęczony tyłek z siedzenia. Może uda mi się jednak nie zmieniać wagonu i znów spotkać człowieka, którego zrzuciłam z nie swojego siedzenia……. Szukam wzrokiem czegoś wolnego. Dopadam jedno wolne miejsce. Muszę usiąść. Jestem za stara na stanie w pociągu choćby 30 minut. Jest mi do tego gorąco. Obok mnie jest wolne miejsce, na którym leży skórzany plecak i otworzony sok. Mija kilka minut i nikt na siedzenie się nie ładuje. Z każdą kolejną minutą niepokój o plecak z sokiem się powiększa. Jednak jestem z pokolenia, które widząc na dworcu czy w jakimkolwiek innym publicznym miejscu plecak lub torbę pozostawioną samą sobie, widzi od razu tykającą w nim bombę jakiegoś terrorysty walczącego o miejsce w niebie u boku stada dziewic. Dziewicą już dawno nie jestem. Nie mam szans.
-Proszę pana! – Zaczepiam kolejnego faceta w pociągu ( przez ostatni rok nie miałam tylu możliwości nawiązania z facetami, co w tym jednym cholernym pociągu)- czy nie orientuje się pan czyj to jest plecak? Może pana?
-Proszę pani, to jest miejsce służbowe- wskazuje palcem na tabliczkę uwieszoną nad moją rozczochraną głową. To konduktora plecak.   
Wzdycham i przewracam oczami. Trochę czuję się jak w tej zabawie z przedszkola „gorące krzesła”. Siedzę i czekam na konduktora, który za chwilę mnie przegoni z jego miejsca. Nawet nie zdążyłam policzyć do dziesięciu. Proszę jak się ta nasza obsługa w PKP rozwinęła…
-Poproszę bilet-Bierze kartkę do ręki-To nie jest panie miejsce.
-Wagon też nie jest mój- odpowiadam totalnie podłamana.- Na kolejnej stacji mogę zmienić wagon? Otrzymuję odpowiedź twierdzącą i zbieram się do drzwi z moimi manelami.
Na stacji ładuję się do drugiego wagonu. Cały czas mam maseczkę na twarzy, więc naiwnie myślę, że para, którą wcześniej zrzuciłam z siedzenia jednak mnie nie rozpozna, ale zapominam, że mam ponad 180cm. wzrostu i na pewno jestem najwyższą kobietą jaką dzisiaj (lub nawet w tym miesiącu) widzieli, więc prawdopodobieństwo, że mnie nie poznają jest… żadna.
Podchodzę po cichu do pana (znów pana!), który siedzi na moim miejscu numer 25.
-Przepraszam pana, ale pan siedzi na moim…
-A pani co tu robi?! – Odezwał się. No odezwał! Zaciskam wargi, marszczę nos. Jest mi cholernie głupio.
-A bo widzi pan… No tak te wagony oznaczają, że ja też pomyliłam wagon!- rozkładam bezradnie ręce.
-No już myślałem, że to jakiś prank! I będzie pani teraz…
-Nie, nie! – Przerywam rozentuzjazmowanemu pasażerowi- Nie zamierzam chodzić po wagonach i zrzucać ludzi z ich miejsca (choć może tak to trochę od 30 minut wygląda…)
-Właśnie! Ja się w ogóle z panią zgadzam! Jak te wagony oznaczają? Ja nawet nie wiem gdzie jest napisane, że to „jedynka”. Dobrze, że to są tylko dwa wagony, bo bym szukał chyba do usranej śmierci, póki pani by mnie nie znalazła- snuje rozbawiony swoją historię.
Przytakuję. Przytakuję tylko dlatego, żeby nie wyszło, że jestem idiotką i od samego początku wszystko pomyliłam. Ja nie wiem jakim cudem jeszcze nigdy samolotu nie pomyliłam. Chociaż… Chomik… nie mów hop….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.