zabawa trwa…

źródło:giphy.com

Opieka nad babcią trwa w najlepsze. Ja nie mam powodów do narzekań, bo jestem u niej raz w tygodniu, żeby po prostu pomóc Rodzicielce nie zwariować. Bo jeśli ktoś jeszcze opieki nad starszą osobą nie doświadczył, to mało doświadczył. I na pewno nie wie co to jest cierpliwość i odpuszczanie.Każdy dzień zaczynam z babcią od jej pytania „Jak jest dzisiaj na dworku?”
-Ciepło, babciu.
-Aaa. To nie wiedziałam. A jak jest dzisiaj na dworku?
-Bardzo ciepło, babciu.
-Taaak?-Dziwi się, jakbym jej powiedziała w środku lata, że jest grudzień.
-A ciepło jest dzisiaj na dworku?
Wzdycham i już się nie odzywam, ale w babci jednak za 3 minuty znów się budzi ciekawość.
-Ciepło jest dzisiaj na dworku?
-Ciepło babciu.
I tak dialog sobie będziemy prowadzić, póki babcia znów się nie zagłębi w rozwijających serialach typu „Detektywi”.
Babcia już porusza się coraz mniej. Może gdyby każda z osób, która się nią zajmuje zmuszała ją do poruszania się i jakiejkolwiek aktywności fizycznej, to sprawa wyglądałaby inaczej, ale jest jak jest. Babcia generalnie siedzi lub leży. Czasem ma lepsze dni i sama wstaje i popiernicza po pokojach. Jednym z takich dni była sobota, którą babcia spędziła u nas. Potrzeba natychmiastowych zakupów zmusiła Przyszywanego do pozostania z babcią sam na sam przez kilka godzin.
Kiedy po bardzo szybkich i wyczerpujących zakupach (ale najważniejsze UDANYCH!) usiadłam z Rodzicielką w kawiarni na naszą ukochaną kawę, zadzwonił do nas Przyszywany.
-Tołdi- zwraca się pieszczotliwie do Rodzicielki (należy zwrócić uwagę na postać Tołdiego z Gumisiów……..)- kiedy w końcu będziecie? Bo twoja mamusia rozbraja kosmos normalnie. Już trzeci raz wyrzucam z domu obcego kota.
-Jak to obcego?- Rodzicielka drąży temat.
-No siedzi twoja mamusia przy tarasie i widzi za drzwiami tą starą kocicę, więc jej otwiera drzwi a ta wbiega do domu. Przecież mamusia nie pamięta, że już Trytka z nami nie ma. I ona ją wpuszcza do chałupy. Krzyczę do niej „Nie wpuszczaj kota, bo to nie nasz!” a ona mi na to „Przecież nie wiedziałam!” Wyrzucam kota głównymi drzwiami, nie mijają dwie minuty a ja znów zwierzaka widzę w kuchni. Krzyczę „Nie wpuszczaj kota do domu, bo to nie nasz” a ona mi jak w Dniu Świstaka „Przecież nie wiedziałam!”. Tołdi! Na litość boską! Właśnie trzeci raz kota z domu wyrzuciłem!
Z Rodzicielką pokładam się ze śmiechu na stoliku.
Zabawa trwa 😀

2 odpowiedzi na “zabawa trwa…”

  1. Oj z tymi kotami to coś czuję, że będę robić dokladnie tak samo na starość. A może by tak udawać, że nie pamiętam, tylko po to by wpuszczać te wszystkie słodziaki 😁.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.