będę piękna!

źródło: giphy.com

Cholerna pandemia, cholerne życie i cholerny świat…
Całe to zamieszanie z wirusem zamknęło cały świat łącznie z fryzjerami i kosmetyczkami. Ja chcąc nie chcąc zamknęłam się w domu, w swoim małym niewymarzonym świecie. Tę, która szlag trafia przy cotygodniowym malowaniu paznokci i obsługiwaniu cążek do skórek; tę, która nie ogarnia samodzielnego wykonania warkocza na włosach nie wspominając o samodzielnym farbowaniu włosów; tę, której codzienny makijaż wykonywany o 5 rano przyprawia nie tylko o ból głowy, ale też o rozwój słownictwa w zakresie tego powszechnie uważanego za niecenzuralne zmuszono do wzięcia sprawy w zakresie swojej urody (wątpliwej, ale jednak…) s swoje ręce… Czytaj dalej będę piękna!

czas tylko (???) dla urody

fly lipstick make up old lady Christine Michael
źródło: giphy.com

Jakiś czas temu byłam u fryzjerki. Mojej ukochanej zresztą 😉 Na fotelu obok siedziała młoda kobieta. Z racji, że bardzo podobał mi się jej kolor włosów, zaczęłam się dziewczynie przyglądać. Ładne rzęsy (nie wiem, czy nie sztuczne…), bardzo ładna cera i delikatny, choć bardzo starannie wykonany makijaż. Na szyi miała śliczny, delikatny łańcuszek, który często poprawiała wypielęgnowanymi dłońmi z pięknymi paznokciami. Elegancki sweterek, dopasowane jeansy do nienagannej figury i ładne kozaki.
IDEAŁ.
Czytaj dalej czas tylko (???) dla urody

z wizytą u kosmetyczki

żródło: www.direwolf.pl

Nigdy w życiu nie posiadałam nadmiernej wiedzy dotyczącej kosmetyków do makijażu, czy pielęgnacji cery. Działam zawsze trochę jakby po omacku i właśnie tą metodą próbowałam sobie radzić z moją „urodą” 😉 Kiedy kilka lat temu łażenie do kosmetyczek stało się popularne, zaczęłam dostawać na różne okazje kupony upoważniające do wykorzystania jakiegoś zabiegu w różnych gabinetach, które to miały sprawić, że się zrelaksuję i wyjdę stamtąd piękniejsza. No i nie wychodziłam. Piękniejsza znaczy się 😛 Wychodziłam natomiast z masą wspaniałych porad kosmetycznych, które to niby miały sprawić, że już nie będę mieć problemów z suchą cerą. Srata ta ta. Problemy nie znikały a mnie się już nie chciało toczyć jakichkolwiek walk i z cerą i tym bardziej z kosmetyczkami.
W końcu trafiłam do Pani Sylwii 🙂 Kobieta szybkim spojrzeniem na moją twarz od razu mi powiedziała, że mam jedną z najtrudniejszych do pielęgnacji typów skóry: sucha, naczynkowa z przetłuszczającym się czołem 😛 Rewelka 😀 Dostałam od kobiety 3 kremy, kilka wskazówek pielęgnacyjnych i NAKAZ picia dużej ilości WODY. Kremy REWELACJA. Już po tygodniu ich stosowania widziałam poprawę 🙂 Natomiast już wspominałam przy wpisach dotyczących moich potyczek z siłownią i osobistym trenerem (nota bene facet się poddał w walce o moją figurę i ewidentnie mnie unika 😀 ), z wodą mam PROBLEM. To znaczy nie przepadamy za sobą. Jeszcze w czasie upałów, to potrafimy żyć w jako-takiej symbiozie, ale zimą… Kiedy jest mi zimno i zakładam na siebie trzeci sweter oraz czwartą podkoszulkę (swoją drogą jak to dobrze, że nie mam aktualnie żadnego faceta, bo zanim by mnie rozebrał, to… to byłoby PO WSZYSTKIM 😛 ) i jeszcze patrzę na butelkę zimnej wody, to od razu mam ochotę założyć pod spodnie getry 😛 Nie potrafię się zmusić do wypicia całej 1,5 litrowej butelki wody. Wiem, że powinnam. Wiem, że woda poprawia pracę układu trawiennego; że nawilża skórę i oszukuje żołądek przed jedzeniem. Na litość boską, no WIEM. Ale poza herbatą i kawą ciężko mi wlewać w siebie taką ilość wody. Zresztą jakoś nie wierzyłam, że sama woda nawilży mi cerę i będę piękniejsza 😛 Żeby jednak nie narażać się na kolejne pytanie kosmetyczki o ilość wlewanej w siebie wody, zrobiłam w czasie Świąt Bożego Narodzenie eksperyment.  Z racji, ze z domu w sumie przez kilka dni nie wychodziłam, olej do piecyka ogrzewającego mieszkanko miałam zakupiony w ilościach hurtowych, więc chodził prawie na okrągło i nie było mi tak zimno, to piłam wodę. Sporo wody. Dużo wody. BARDZO DUŻO…
-Pani Chomikowa, no widzę że skóra nadal jest przesuszona- karci mnie moja kosmetyczka, przyglądając się w skupieniu mojej twarzy.
-No wiem, ze jest. Ale! Ja się pani pochwalę, że w czasie Świąt Bożego Narodzenia miałam bardzo ładną cerę!
-Jak to?
-Bo piłam prawie 3 litry dziennie wody! I jak zwykle miała pani rację- już po dwóch dniach takiego wlewania w siebie płynów jak w staw melioracyjny zauważyłam, ze buzia mi się nie przesusza. Kto by pomyślał! Ale niech się pani tak nie cieszy, bo ja już nie będę pić takiej ilości wody.
-No masz ci! A czemu nie? No przecież widziała pani efekty!- Pani Sylwia jest kompletnie rozczarowana i widzę, że znów ma ochotę mnie skarcić 😛
– Bo biegałam do toalety co godzinę! Pani! No przecież ja nic innego nie robiłam, tylko sikałam! Dobrze, że ja już szamba nie mam w domu, bo musiałabym po 4 dniach zamawiać szambo-nurka!
-Aż tak bardzo to pani przeszkadzało? No przecież szczęśliwie już ma pani kanalizację, więc w czym problem?
-Jak to w czym?! Przecież ja nie mogę swojego życia podporządkowywać toalecie! Nie będzie kibel rządził moim życiem! Ja wolna kobieta jestem!
-No tak, pani Chomikowa… Rozumiem.
Ale widzę, że NIE ROZUMIE 😛 Trudno.
-Pani Chomikowa, ale ja widzę, że pani coś chyba schudła, prawda? I to po świętach!
-Ja?! – zdziwienie maluje mi się na tej przesuszonej twarzyczce niemałe, bo właśnie ja nic nie schudłam, więc w ogóle o co kaman?- I teraz mi pani o tym mówi, kiedy moim postanowieniem noworocznym jest zaprzestanie zbędnego łażenia na siłownię?
-Jakiego zbędnego? Jak widać bardzo niezbędnego, bo ja widzę efekty!
-To nie efekty, tylko za ciasne spodnie! Byłam w moim sklepie ze spodniami i mi 3 osoby wmawiały, że właśnie te idealnie na mnie leżą! Kiedy ja uważam, że jednak nie leżą, tylko CISNĄ! Ale skoro je kupiłam, to noszę… Skoro trzem osobom się podobały, to może jeszcze kilku też się będą podobać 😛
-Widzi pani?! To może jednak te spodnie musi pani nosić? Zresztą to niemożliwe, żeby to był tylko efekt za ciasnych spodni, bo ewidentnie ma pani tyłek mniejszy.
-No pewnie, że mam! Bo mi spodnie ścisnęły tłuszcz 😛
-Z panią to widzę, że generalnie nie jest łatwo…
-Ha! Pewnie, że NIE JEST- i zaśmiewam się szczerze sama z siebie- pogadałaby pani z moimi „byłymi”, to dopiero by sobie pani o mnie opinię wyrobiła! Już nie byłoby między nami takiej sympatii! 😀