czas tylko (???) dla urody

fly lipstick make up old lady Christine Michael
źródło: giphy.com

Jakiś czas temu byłam u fryzjerki. Mojej ukochanej zresztą 😉 Na fotelu obok siedziała młoda kobieta. Z racji, że bardzo podobał mi się jej kolor włosów, zaczęłam się dziewczynie przyglądać. Ładne rzęsy (nie wiem, czy nie sztuczne…), bardzo ładna cera i delikatny, choć bardzo starannie wykonany makijaż. Na szyi miała śliczny, delikatny łańcuszek, który często poprawiała wypielęgnowanymi dłońmi z pięknymi paznokciami. Elegancki sweterek, dopasowane jeansy do nienagannej figury i ładne kozaki.
IDEAŁ.

Już jej nie lubiłam 😛 choć z pewnością podziwiałam.
Czasem widuję takie dziewczyny na ulicy czy w kawiarni, czy gdzieś tam 😉 Są całe DOPRACOWANE i przyciągają męski wzrok. Patrzę na te ich wypracowane centymetry i zastanawiam się „JAKIM CUDEM?” Przecież na to, żeby tak wyglądać wydaje się mnóstwo pieniędzy i zabiera to nieprawdopodobną ilość czasu. Wiem, że kobiety wstają jakieś 2 h przed wyjściem do pracy, aby np.ułożyć sobie fryzurę, wziąć prysznic, zrobić makijaż, ale co z całą resztą? Co z paznokciami? Ja robię szybki  manicure w domu raz w tygodniu, zajmuje mi to jakąś godzinę i NIENAWIDZĘ tej czynności. A co z pedicure, skórą całego ciała, dietą i całą resztą???? Nigdy nie wiedziałam jakim cudem to WSZYSTKO na całym ciele daje się ogarnąć. Dlatego postanowiłam zrobić eksperyment i sprawdzić ile czasu z życiorysu zajmuje kobiecie dbanie o siebie. Mam mniej ostatnio pracy, więc MAM CZAS i w ciągu tygodnia jestem w stanie to zbadać 😛
Poniedziałek.
Dzień zaczynam od porannej toalety i umycia głowy. Na szczęście czy nieszczęście mam kręcone włosy, więc wystarczy, że tylko zepnę włosy w kok lub wysuszę włosy dyfuzorem i „fryzura gotowa”. Włosy mam niestety długie… Odżywki, balsamy, szczotka, suszarka, porządek z twarzą, zębami… W łazience spędzam jedynie 35 minut (bez makijażu i ubrania się chciałam zaznaczyć). W sypialni wieńczę dzieło delikatnym dziennym makijażem, który zawsze mi zajmuje jakieś 10-15 minut. Umalowana i ubrana zerkam na zegarek i cóż… kawy już na pewno nie zdążę wypić. Dopadam w biegu do Pędzidła i opuszczam chałupinę. W aucie jeszcze nakładam krem do rąk i pryskam się perfumami.
W ciągu dnia staram się już nie poświęcać więcej czasu na zabiegi pielęgnacyjne. Wystarczy, że o poranku straciłam 30 minut więcej, niż zwykle.
Wieczorem za to biorę porządny prysznic. Depiluję co potrzeba, wcieram balsam ujędrniający, później balsam nawilżający, później balsam do stóp, krem pod oczy, pierwszy krem do twarzy, drugi krem do twarzy (WSZYSTKO ZGODNIE Z ZALECENIAMI MOJEJ KOSMETYCZKI)  i… padam na twarz. 55 minut proszę państwa. Chcę do łóżka.
Wtorek.
Dzisiaj chcę mieć naprawdę ładną fryzurę, więc po myciu i wysuszeniu włosów, łapię prostownicę i męczę kudły gorącą temperaturą. Dodatkowe 15 minut do podstawowych 50 właśnie pykło. Na pewno nie mam już czasu ani na kawę, ani na nic. Pędzidło, WIOOOOO!
Po południu odwiedzam kosmetyczkę. Regulacja, oczyszczanie twarzy i maseczka. Na szczęście tylko raz w miesiącu. Na szczęście tylko raz w miesiącu marnuję 2,5 h życia na wizyty u kosmetyczki. Zawsze namawia mnie jeszcze na manicure, ale jak sobie pomyślę, że mam jeszcze spędzić u niej kolejne 1,5 h i wydać dodatkowo jakieś 100 zł, to opuszczam salon niczym antylopa podczas ucieczki przed drapieżnikiem.
Żeby mieć piękną figurę, 20 minut poświęcam na ćwiczenia. Nie, nie z Chodakowską 😛 W dalszym ciągu jesteśmy na siebie obrażone.
Wieczorem prysznic, balsamy, kremy i… wychodzi na to, że dzisiaj swojej urodzie poświęciłam ponad 4 h (!!!!!) Matko kochana! Ile ja bym rzeczy mogła w tym czasie zrobić! Książki poczytać, obiad przygotować! 4 h! Nie wiem, czy zasnę.
Środa
Z racji, że dzisiaj czeka mnie randka (nie oczekiwałabym zbyt wiele…), to włosom i makijażowi muszę poświęcić troszkę więcej czasu. Głowę umyłam, włosy wyprostowałam, makijaż robiła mi Moja N. W łazience łącznie spędziłam prawie 2h.

SERIO????
Jest plus- makijaż został nawet zauważony i generalnie trafił mi się komplement dotyczący urody.
Inteligencji już nie.
Cóż….. coś za coś. Muszę się z tym pogodzić 😛
Wieczorem prysznic, balsamy, kremy… I tak w kółko. 50 minut.
Nie, nie zamierzam jeszcze dzisiaj ćwiczyć.
Czwartek
Nie ma takiej mocy, która mnie znów zmusi do umycia głowy rano. NIE.
Robię kitkę. Oszczędzam jakieś 30 minut, ale nie wyglądam już jak chodzące milion dolarów.
Makijaż, KAWA i szybka kanapka. SPOKOJNIE kroczę do Pędzidła i włączam muzyczkę. I nawet się uśmiecham 😉
Pod wieczór decyduję się na pedicure. Wcale nie mam ochoty tego robić, bo marnuję na to przynajmniej 1h. Czas, kiedy moczę nogi wykorzystuję na przejrzenie poczty i odpisanie na maile. Później pumex i lakier. Naprawdę się staram, więc właśnie uciekło mi z życia 1 h 25minut (przecież lakier musi wyschnąć).
Dobra, niech będzie… Poćwiczę dzisiaj. Na basen raczej czasu nie znajdę.
Prysznic, balsamy, kremy… Rzygać mi się chce.
Piątek
Ograniczam się do porannego makijażu, bo po południu moje włosy ogarnie fryzjerka.
U fryzjera na szczęście nie nakładam farby, tylko odświeżam kolor i podcinam końcówki. Jakie to szczęście, że NIE MAM dzieci, więc nie muszę się stresować, że będę tutaj 1,5 h. Gotować na szczęście też nie muszę. W innym wypadku, na pewno musiałabym spędzać noce przy garach, bo w ciągu dnia jestem zajęta dbaniem o siebie.
Wyglądam pięknie 🙂 Dzisiaj powinnam iść na randkę, a nie :/
Nie chcę psuć fryzury, więc 20 minut ćwiczę znów w domu.
Chomik… aleś ty musiała w swoim poprzednim życiu nagrzeszyć…
Prysznic, depilacja, nie- balsamy NIE. NIE CHCE MI SIĘ. I tak nikt mnie nie maca 😛 Kremy na twarz jednak obowiązkowo.
Sobota
Po śniadaniu basen. Tam ogarnę później balsamy, lekki makijaż i jakoś włosy. Z powrotem jestem po 2,5 h (baseny mam kilometr od domu). Jest już godzina 14.00 a ja jeszcze jak co tydzień muszę jeszcze zrobić manicure. Nienawidzę tego robić, więc nie wkładając za dużo serca w tę czynność przeznaczam na nią najwyżej 45 minut. Ale dzisiaj jest inaczej- dzisiaj ma być PIĘKNIE, żebym wyglądała jak te wszystkie odstawione laski. Po godzinie zaczynam się wiercić na krzesełku. Po 1,5 h już przeklinam.
1 h 40 minut! Dwie warstwy lakieru, utwardzacz i mam piękne paznokcie. Siadam na łóżku i zaczynam się niepokojąco kiwać.
NIE, NIE ĆWICZĘ.
Niedziela
Obym tylko nie szła na żadną randkę, bo nie zniosę kolejnych przygotowań.
Wystarczy, że jestem umówiona z moimi dziewczynami. Lekki makijaż na 15 minut wydaje się być OK. Oooo nie- nie umyję włosów. Dzisiaj kok. Poświęcę się wieczorem.
Wieczorem najpierw poćwiczę. 15 minut tylko na nogi i brzuch. Resztę muszę zaakceptować 😛 Później wanna. Tam odbywa się prawdziwa WALKA. Peeling całego ciała, masaż, odżywki na włosy, balsamy do ciała. Rąk już nie czuję od tego całego wklepywania. Rodzicielka zaczyna się niepokoić moją dłuższą nieobecnością. Trytek miauczy pod drzwiami a komórka słyszę, że mi napierdziela od 15 minut.
Po ponad godzinie wychodzę z łazienki w nerwach.
To OSTATNI TAKI mój tydzień. Czy ktoś policzył ile godzin poświęciłam swojej urodzie w tym tygodniu? Mam wrażenie, że jakieś 11. PRZECIEŻ TO PÓŁ DNIA! No dobrze, może i wyglądam ciut lepiej, ale zaniedbałam kuchnię. A co, gdybym miała rodzinę?! I naprawdę te wypielęgnowane kobiety poświęcają tyle czasu na to wszystko? Ba! Są takie, które raz w tygodniu chodzą jeszcze do SPA na jakieś zabiegi na ciało. KIEDY ja się pytam, KIEDY? I za co? Ale to już odrębny temat.
Jak będzie mnie stać na pomoc domową i nie będę musiała pracować na pełen etat, to się poświęcę mojej urodzie.

70 odpowiedzi do “czas tylko (???) dla urody”

  1. „Czy ktoś policzył ile godzin poświęciłam swojej urodzie w tym tygodniu?”

    Odpowiedź – uzyskanie dokładnego wyniku jest niemożliwe z powodu niezbyt precyzyjnego opisu. Sformułowania w stylu „wychodzi na to, że dzisiaj swojej urodzie poświęciłam ponad 4 h (!!!!!)” czy „Oszczędzam jakieś 30 minut,” powodują dość znaczne zaburzenie wyliczeń…

    Wyszło mi 895 minut (prawie 15 godzin)… z powodu wspomnianych wcześniej braków w precyzji opisu nie podejmuję się oszacowania błędu pomiaru (w przypadku przyjęcia błędu na poziomie 5% mamy odchył wynoszący +- ok. 45 minut…)

    Zatem – do uzyskania prawidłowej odpowiedzi musiałabyś powtórzyć eksperyment, wraz z precyzyjnym notowaniem wszystkich wartości mierzonych

    Kierunek Informatyka i Ekonometria wypacza umysł;D

    Przy okazji – po cholerę Ci makijaż w saunie?

    1. Wiedziałam, że można na Ciebie liczyć 😀 😛
      serio aż 15…?
      Proszę jak kierunek studiów może spaczyć osobowość 😀
      Jaka sauna? Nie myślisz chyba, że poszłam na randkę z tym od sauny?

      1. nie osiągnęłaś jeszcze aż takiego poziomu spaczenia, by się dłużej z tamtym kolesiem zadawać… Ale byłem ciekaw, czy czytasz, co piszę, czy wymiękniesz ;p

  2. Myślę drogi Chomiczku, że takie oto wypielęgnowane Bożyszcze to nic innego jak córeczki bogatych tatusiów, bądź jak to w dzisiejszych czasach sponsorów, które swoich wypielęgnowanych rączek nigdy nie użyły do pracy, czy to w domu czy pracy zawodowej.
    Nie ma co się z nimi porównywać:)
    Pozdrawiam:D

    1. Ja też bardzo bym chciała tak myśleć, ale ja czasem widuję takie zadbane matki. MATKI małych dzieci, czujesz????? No jakim cudem????

      1. Chomiś to ja Ci odpowiem.Jak urodziłam to codziennie punkt 11.00 z Młodą na spacer.I codziennie widziałam matkę też z takim maleństwem.Ja dres,wygodne buty,czapka,puder,tusz i róż 😉 Ona…O matko kochana…Wszystkie matki na deptaku ją nienawidziły !Ołówkowa spódnica,kozaki na wysokim obcasie,futerko,fryzura idealna i jeszcze idealniejszy makijaż.Zastanawiałam się jakim cholera cudem???Pewnie nie tylko ja.Do czasu aż spotkałam koleżankę,która mnie uświadomiła że do Iwonki przychodzi o 7 rano jej mama i zabiera dzidziusia na spacer,a ona w tym czasie się szykuje.Babcia o 10 wraca na karmienie z małym,po czym matka idealnie zrobiona zabiera syna na kolejny spacer,żeby dołować inne matki.No także tak to jest 😀

  3. Haha, ojej… Skąd to znam 😀 W sumie prawda jest taka, a nie mam dzieci i mam dość sporo czasu, że ja nie ogarniam jak można każdego dnia mieć tak wszyyyyystko dopracowane zawsze, nie wiem jak ;O I mówię to mimo, że dużo uwagi poświęcam wyglądowi. Co do zaoszczędzenia czasu trochę przynajmniej to sztuczne rzęsy polecam, a no i manicure hybrydowy, taki manicure można zrobić nawet samemu, skoro potrafisz standardowy to ten też wyjdzie, a na włosy zawsze można zrobić keratynę (aczkolwiek z posta wynika, że chyba nie masz z nimi problemu), makijaż permanentny brwi też na maksa ratuje dupę i depilacja laserowa, która boli jak c*uj, ale pomaga…. ;D

    1. I tak blondi, nie wiem jak znajdujesz czas na tych fryzjerów, kosmetyczki….
      O prostowaniu keratynowym myślałam, ale ja lubię mieć i loki i proste, więc odpada. Hybrydy to całkiem dobry pomysł i muszę się nad nimi zastanowić. A makijaż permanentny ODPADA. Zawsze widać, że to jest coś domalowane, dorobione. Jestem przeciwniczką takich sztuczności.
      Blondi- laser, fryzjer, hybrydy, kosmetyczka… wiesz, że to miesięcznie wychodzi prawie 1.000zł? 😀 Nawet przy dobrych zarobkach ta kwota jest zawrotna 😛

      1. Zgadzam się, że to dużo pieniędzy wychodzi, ale zawsze można pokombinować 😉 PS te wydatki nie są przecież każdego miesiąca, a przynajmniej nie muszą…;-) ja do fryzjera chodzę co 2 msc, hybrydy robię sama, seria laserów jest droga, ale jak już zrobisz to potem spokój albo jednorazowy wydatek na laser do domu tylko wtedy trzeba regularnie powtarzać 🙂 Co do permanentnego makijażu się nie zgodzę, że jest nienaturalny, zobacz sobie metodę microblading, mówię ci u mnie nikt się nie zorientował, że mam zrobione brwi, przy tej metodzie tego nie widać, bo dorysowuje się pojedyncze włoski, to jedna z lepszych urodowych decyzji jaką podjęłam 🙂

  4. Myślę,że ostatnie zdanie to odpowiedź na Twoje pytanie – KIEDY.No i jak za co Chomikowa,jak za co?Za te 5 dych na koncie 😀 😉

    A tak na serio – są tacy,bo i faceci tacy są również,że muszą dobrze wyglądać,żeby się dowartościować.Wiadomo – dbać o siebie trzeba ale pytanie czy nie szkoda życia.Mam taką kuzynkę – ona makijaż robi 1,5 godz.,ja 15 min.I oczywiście,że widać różnicę,chociażby dlatego że kosmetyki kupuje w Niemczech ale ja pierdziele pytam się po co?Za parę godzin i tak będzie to musiała zmyć…
    Idę umyć głowę i nawet maseczkę se zrobię,a co mi tam 😀

    1. Maseczka! To jest dobry pomysł, zrób sobie, zrób 😀
      Te droższe kosmetyki to czasem jest dobra rzecz (niestety). Dłużej utrzymują się na twarzy, lepiej rozprowadzają. A że trzeba to zmyć to jasna sprawa 😀 Jak się zasypia samej, to z Bogiem sprawa, bo nikogo się nie wystraszy, ale pomyśl co przeżywają ci panowie, którzy raptem dostrzegają piękno swojej kobiety wieczorem? 😀

  5. A niech Cię! Wpędziłaś mnie w zakłopotanie, bo jestem duuuuużo starsza i powinnam poświęcać swojej urodzie (?) więcej czasu niż Ty w eksperymentalnym tygodniu. Usprawiedliwiam się tym, że nie chodzę na randki (zewnętrzne), które zawsze zabierają więcej czasu. Te domowe, po 33 latach, są mniej wymagające 😉

  6. Zante, jakbyś miała poświęcić więcej czasu, to … zabrakłoby Ci tego czasu 😀
    nawet teraz tak zaczęła myśleć o tych paniach dyrektorkach, które mają kasę, żeby na to wszystko sobie pozwolić, ale co z czasem? Przecież one PRACUJĄ i to niemało, więc jak mają siłę, żeby 2 razy w tygodniu gdzieś biec na 2h, żeby się upiękniać?

  7. Cóż… mam jakieś nieodparte skojarzenie z takim filmikiem:
    https://www.youtube.com/watch?v=lt6iq40yjyA
    Można? Pewnie że można…
    Czy to ma sens? Khem… no jak kto uważa.

    Jak ktoś ma misję życiową „podobać się”, ewentualnie „a niech mi inne zazdroszczą”, to pewnie 🙂
    Wtedy warto wstać o godzinę wcześniej (i pójść spać też), połowę wolnego czasu w tygodniu poświęcić na zabiegi upiększające…
    Niestety – zawsze jest coś za coś… nawet te „piękne panie” nie potrafią zakrzywiać czasoprzestrzeni – ich doba też trwa 24 godziny (a i lata mijają).
    Dlatego albo nie mają dzieci, albo nie zajmują się domem, albo nie pracują… albo „odstrzelą się” raz na jakiś czas.
    A i tak w wieku 50+ się okaże, że nawet botox, sztuczne cycki i kilo tynku już cudów nie zwojują i usłyszy się co najwyżej komplement „ale się dobrze trzymasz”, a pełne podziwu gwizdy ze strony napalonej młodzieży będzie można usłyszeć jedynie stojąc tyłem 🙂

    I nie, nie poświęcisz się urodzie nawet jak nie będziesz musiała pracować na pełen etat i będziesz miała pomoc domową. To naprawdę trzeba lubić – Ciebie by coś trafiło 🙂

    1. Filmik robi furorę… Ale laska jest zrobiona? No jest 😀
      Oczywiście, że nikt nie zakrzywi czasoprzestrzeni, ale jak się ma +50 lat, to wartości ma się też już inne. Tu nie chodzi o to, żeby być piękną, tylko w miarę zadbaną i opiekuńczą 😉
      A powiem Ci, Sokole, że nie wiem czy by mi się to nie podobało… Może cały czas nie, ale chodzić raz w miesiącu do SPA, do fryzjera i do kosmetyczki raz na 2 tygodnie… Wiesz… nie pogardziłabym 🙂

      1. Zachowaj, Chomisiu, to swoje zdanie i przeczytaj je znów po swoich 50-tych urodzinach ;-)))))) Chyba mam cel, żeby nie umrzeć i doczekać tej chwili, gdy uznasz, że już nie jesteś piękna, a wystarcza Ci, że jesteś w miarę zadbana, a przede wszystkim opiekuńcza (pewnie Ci chodzi o wnuki) ;-))). To brzmi jakby kobieta po 50-ce już tylko pilnowała, żeby nie straszyć otoczenia i poświęcała się wnukom ;-))))))))))))))))))))))))))))))

        1. Wiem, że to brzmi komicznie, ale rzadko widzę kobiety mocno po 50 tce, żeby biegały po kosmetyczkach czy innych takich. Moja Rodzicielka już w ogóle się poddała w wyglądzie. Mam wrażenie, że te kobiety odpuściły i zaczęły doceniać inne wartości jak wnuki właśnie 😉

          1. Bardzo uogólniasz. Ja z kolei mam wokół siebie wiele moich równolatek, które sobie nie odpuściły: czują się i są bardzo kobiece i bardzo zadbane. Nie lulają wnucząt, bo są czynne zawodowo i uważają tak samo, jak ich córki, że każdy wychowuje swoje dzieci sam. A, że docenia się w tym wieku inne wartości to prawda. Jest się ponad wyścigiem szczurów, łapaniem wzroku zainteresowanych facetów i szukaniem akceptacji. Nie szukają potwierdzenia swej atrakcyjności, bo są jej pewne. Czy zawsze jest to obiektywna atrakcyjność to inna sprawa.

            1. Po prostu patrzę na te kobiety, które widuję w moim życiu, ale jest to świat faktycznie przeciętnych ludzi, których nie stać na kosmetyczki i inne takie. Te kobiety, które ja znam często lulają wnuczęta, czytają i spełniają się w kuchni 😉

              1. No to sama widzisz, że są różne 50-latki. Te, które ja mam w otoczeniu to też przeciętne, zwyczajne kobiety. Dzieci poszły świat i one ten czas wykorzystują dla siebie. Widać różnie można, z tej drugiej wolności, korzystać.

        2. Zante! Czekam razem z Tobą na chomikowe 50 i zobaczymy, co będzie wtedy myśleć!

          Nota bene – nie trzeba latać po kosmetyczkach, żeby dobrze wyglądać. Dobrze zrobiona fryzura, ładny makijaż, niezły krem w szafce i kilka ciuchów, które nie wyszły z mody pięć lat temu i jest ok.

          W moim otoczeniu też jest wiele 50-tek, które niczego nie odpuszczają. I bynajmniej nie są to przedstawicielki klasy biznesowo – finansowej z funduszami na waciki wysokości średniej półrocznej pensji 🙂

      2. E tam zaraz zrobiona… może zwyczajnie głupia 😀
        I wcale nie jestem pewien czy osoba poświęcająca tyle uwagi swojemu wyglądowi zmienia priorytety w wieku 50+… Obawiam się, że jednak nie.
        A że efekty już nie te, to i depresja gotowa.
        Do „w miarę zadbanej” wystarczy jakaś aktywność fizyczna, mycie się, delikatny makijaż i nie wpieprzanie jak świnia 🙂

        Jasne, SPA raz w miesiącu, kosmetyczka czy fryzjer o podobnej częstotliwości – czemu nie.
        Ale idź do tego co najmniej raz w tygodniu robić pazury, codziennie rób sobie kremacje, łaź na siłownię/basen, pełny makijaż…

        Już widzę jak Ci się oczy świecą na myśl o tych pasjonujących godzinach przed lustrem 😀

  8. To wszystko pryszcz – ponieważ regularnie się katuję siłownią widuję różne zjawiska nadprzyrodzone – np – dziunia robiąca PERFEKCYJNY makijaż i fryzurę idzie ćwiczyć , po godzinie max dwóch – wchodzi pod prysznic i zaczyna maskaradę od nowa – w sumie spędza na siłowni od 4 do 5 godzin. I tak 3-4 razy w tygodniu. To jest dopiero sztuka

    1. No ej! No i powiedz mi JAK TO MOZLIWE?! To chyba tylko jest na czyimś utrzymaniu, albo pracuje w weekendy w salonie kosmetycznym… a wszystko wydaje właśnie na to.

      1. znaczy się jak mówi mój osobisty mąż „pustak jak się patrzy a patrzy się miło ale nic poza tym” Ale nie wszystkie malowane lale są tak puste że widać dno…ale chciało by Ci się pacykować 3 x dziennie i to na siłownię . Osobiście ćwicząc pocę się a nie ma aż tak genialnych kosmetyków żeby się nie rozmazały … i po co ?? i kiedy ?? wolałabym książkę poczytać w tym czasie – no ale może one czytać nie potrafią i dlatego malują …..

  9. Myślę dokładnie to samo co Ty, gdy widzę taką zrobioną dziewczynę/kobietę. Olać kasę, ale pytam się: KIEDY? Mam wrażenie, że one przez cały dzień patrzą w lustro. Na siebie, rzecz jasna. Czy mają jeszcze czas, by spojrzeć na kogoś obok? Czy może poza sobą nie widzą w życiu nic i nikogo?…

    1. Nie wiem Fifi, NIE MAM POJĘCIA.
      Ale żeby nie było- znam takie zadbane kobiety i inteligentne. Ale nadal nie wiem kiedy one to robią. NIE WIEM.

  10. Poczułam się odmłodzona, po przeczytaniu powyższych komentarzy, bo pękałam ze śmiechu, a ten jest dobry na wszystko, więc i na urodę. Pozdrawiam wszystkie przed i po 50+.

  11. Chomiś, a po zadku chcesz??
    Przecież to było z góry wiadomo, że tak się nie da. Co więcej – wcale nie trzeba. To, że będziesz wyglądać jak łajza, jeśli się nie będziesz smarować mazidłami całe ranki i wieczory – to czysta ściema. Podpucha reklamowa i tyle.

    Ponadto pytanie brzmi – czy uważasz, że jest ci to do czegoś potrzebne? I do czego? Mężczyźni i tak nie docenią tej pielęgnacji, kobiety obrobią ci tylko tyłek 🙂 Dla siebie? Dla siebie – to kobieto zrób coś, co ci sprawi przyjemność, a nie będzie orką na ugorze 😉

    1. Pewnie, że mężczyźni nie doceniają tego ile każda z nas poświęca czasu urodzie, bo oni chcą wierzyć, że my tak mamy z natury 😛
      Wiesz… nie pogardziłabym SPA raz w miesiącu, fryzjerką raz na 2 tyg i fryzjerką raz na 2 tyg 😉 Ale cóż… i czau i pieniędzy brakuje 😉

  12. Muszę przyznać, że się uśmiałam, chociaż to trochę jak śmiech przez łzy. Niby tym idealnym zazdrościmy, a jednak podejmujemy próby by takimi jak one być. 😉 Tak czy inaczej ja osobiście będąc mamą 3 latki i do tego w 7 miesiącu ciązy nie mam ani tyle kasy ani czasu żeby go poświęcać na pielęgnowanie samej siebie. 😛 Owszem, zdarza mi się kupić maseczkę w Rossmanie za 2,5zl albo wieczorem wklepać w twarz trochę kremu, ale na ile przybliża mnie to do bycia panią idealną, to już trzeba by męża zapytać. 🙂
    Wniosek jest prosty – najlepiej żeby zostało tak jak jest. 🙂 Pozdrawiam

    1. Pewnie, że tak jest najprościej, ale co z samooceną? Sama piszesz, że nie masz czasu ani tyle kasy, żeby dbać o siebie tak, jakby się chciało dbać, więc to wszystko się rozchodzi o kasę właśnie I o czas. Jak zwykle 🙁

      1. Chomiś a nie sądzisz,że to właśnie te zrobione na „piko belo” kobiety mają problem z samooceną?Że jakoś muszą się dowartościować?

  13. To ja chyba jestem zboczona, bo zanim jadę 500 m do sklepu na wsi, to robię makijaż. Niestety, ale wstaję o 5.30, bo moja druga połowa jeszcze pracuje i muszę go wyprawić(śniadanie, koszula, otwarcie bramy i garażu- oraz zamknięcie w odwrotnej kolejnosci, spacer z psem, prysznic, makijaż i o 8.00 jestem gotowa i jadę do sklepu po zakupy. Tylko raz w miesiącu jadę do miasta do fryzjera i kosmetyczki. Farbowanie, strzyżenie, fryzura 120 zł, kosmetyczka róznie – 50zł do 100zł. „Ręce i nogi” robię sama w sobotę wieczorem lub w niedzielę rano(brak odporności i obrzęk limfatyczny ręki).
    W tym wieku nie chodzi o to, aby się podobać, ale dobrze czuć. Oczywiście mam czas na kulturę i inne zajęcia nadobowiązkowe i dorabiam do emerytury. W domu mam muzeum jak mówi moja mama, która jest moim przeciwieństwem.Wyrodziłam się.

  14. Lekki makijaż jest wskazany i to bardzo. Ja od kilku ładnych lat nie pokazuję się poza domem bez choćby odrobiny makijażu 😉
    Emerytko…. piszesz, że mieszkasz na wsi. I tam też chodzisz do kosmetyczki i fryzjera? Bo te ceny, co napisałaś nijak się mają do cen, które ja znam…

    1. To są ceny z dość dużego miasta na Śląsku. Chodzę do tej samej fryzjerki od 10 lat (poprzednia moja fryzjerka poszła na emeryturę). Jest dużo młodsza, ale bardzo fajna. W cenie, którą podałam mam jeszcze zaserwowaną dużą kawę i czasem małe „co-nieco”. Mogę do niej zadzwonić nawet o 20-tej, jak jest jakiś wyjazd i muszę jakoś wyglądać. Wie jakiej farby użyć i jak się czeszę (choć czasem lubię zmiany).Cena zależna jest od długości włosów, bo byłam świadkiem jak wystawiła rachunek na 200,- (wyszło dużo farby). Salon nie jest w marmurach, ale nowoczesny i czysty. Nie chodzę tam, gdzie są marmury, bo cena z kosmosu, a uczesanie wychodzi różnie.

  15. Wczoraj przeczytałem świetny tekst;)

    Czy chcesz, by na siłowni faceci patrzyli na Ciebie z pożądaniem, a dziewczyny z zazdrością?

    Przynieś na siłownię pizzę ;D

  16. hahahaha to miałaś super tydzień – 🙂
    pomijam kwestie finansowo-czasowe, ale to trzeba mieć zaparcie w sobie, by tak na tych fotelach tkwić 🙂 a potem zmienia się to na nóż – operacje plastyczne- schiza na maksa i po co? by komuś coś stanęło z zazdrości? pffffff 😛 😀

  17. Aż się mojej osobistej drugiej połowy zapytałem ile poświęca na „robienie” się. I wychodzi na to, że nie jest tego wcale dużo, a jest osobą zadbaną.
    Poza tym kobiety nie upiększają się dla facetów, tylko dla siebie nawzajem. Mężczyzna nie jest w stanie rozróżnić makijażu dwugodzinnego, od 20 minutowego. Nie dostrzega różnicy, ale kobiety tę różnicę dostrzegają

    1. Może po prostu jest tak naturalnie ładna, że nie potrzebuje nie wiadomo ile czasu na upiększanie 🙂 tylko Ci pogratulować 🙂
      Pewnie, że dla kobiet też to robimy, oczywiście 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.