nie umrzesz za mnie, więc nie mów mi jak mam żyć

 unimpressed whitney houston suspicious say what not amused GIF
źródło:giphy.com

Zaczęło się, jak byliśmy dziećmi. To rodzice i najbliższa rodzina nam mówiła, co wolno, a czego nie, co jest dobre, jak postępować, z kim się bawić a kogo lepiej unikać, jak się ubierać. To oni dobierali nam zabawki, plac zabaw, przedszkole, szkoły i układali życie.
Szkoda, że niektórzy czasem zapominają, że dzieciństwo mija i dorosły człowiek te wszystkie decyzje podejmuje SAM. Plac zabaw, ubranka, plany na życie i zabawki wybiera sobie SAM. No chyba, że prosi o radę, wskazówki JAK ŻYĆ. To już coś całkiem innego. Ale skoro NIE PROSI, to czemu ktoś mu się w to życie wcina?Skończyłam 30 lat już jakiś czas temu. Jestem BARDZO dorosłą osóbką. Prawie wszystkie decyzje podejmuję sama ( z bólem mniejszym lub większym 😉  ale mam na tyle rozwiniętą główkę, że jakoś udaje mi się je podjąć).  Nie pożałowałam do tej pory jeszcze ANI JEDNEJ z nich. No może żałuję tego, że pewne decyzje podjęłam później, niż powinnam. Nie- złe słowo „powinnam”. Żałuję, że pewne decyzje podjęłam później, niż tego naprawdę chciałam. W sytuacjach naprawdę beznadziejnych, kiedy nie potrafię samodzielnie poogarniać pewnych kwestii idę po radę do Mojej N. lub Rodzicielki (chociaż jeśli chodzi o radę dotyczącą tego, w co się ubrać i akcji mamusi „na ślub, żeby nie zmarznąć, załóż do sukienki spodnie”, już wiem, że dobrej rady od tej kobiety mieć nie będę 😛 a już na pewno nie w kwestii trendy fashion). Nie wiem więc skąd się czasem te dobre rady „nie jedź tam”, „nie dzwoń do niej”, „zostaw to w spokoju”, „nie kupuj tego” lub „nie odbieraj tego telefonu” albo jedno z moich ulubionych „powinnaś …”. Już ja wiem najlepiej co POWINNAM a czego nie. Pytałam o zdanie „czy powinnam”? NIE PYTAŁAM.
Jestem w takim wieku, że jeśli robię coś, czego NIE POWINNAM, to znaczy, że robię to ROZMYŚLNIE,  ŚWIADOMIE (nawet, jeśli jestem pod wpływem alkoholu 😉 ) i z pełną PREMEDYTACJĄ, bo tak i już. Bo widzicie… Chomikowa może i jest chodzącym rozsądkiem, ale są pewne sytuacje, kiedy rozsądek chowam do kieszeni a z drugiej wyjmuję głęboko schowaną głupotę. Ale tylko po coś. Ostatnio zauważyłam, że po to, aby komuś pokazać, że nie jest pępkiem tego świata. Albo dla własnej przyjemności. Może i krótkiej, ale jakże ważnej.
Dlatego też nie kupuję żadnych poradników mówiących mi ” jak żyć, aby być szczęśliwym” lub „co zrobić, aby dostrzegać piękno życia”. To jest MOJE życie. To, że komuś sprawia przyjemność szydełkowanie, nie jest powiedziane, że mnie ono będzie sprawiało radochę. To, że ktoś medytuje codziennie po 30 minut, nie jest powiedziane, że mnie to nie doprowadzi do szału. Ktoś ćwiczy codziennie, aby być FIT i mówi jak to robić? No SUPER! Ale ja wolę ten czas poświęcić temu blogowi lub poczytać książkę i mieć o czym porozmawiać ze znajomymi. Dlatego też bardzo cenię sobie blogi, w których nie ma co drugiego wpisu mówiącego o tym „JAK ŻYĆ” i wyszczególnionych punktów „powinieneś to lub powinieneś tamto” albo co gorsza „rób tak i tak”. Jestem wolnym człowiekiem i NIC NIE MUSZĘ. Nawet prawa nie muszę przestrzegać. Jestem świadoma konsekwencji i wiem, co mi grozi za jego łamanie. Wiem, że za parkowanie w niedozwolonym miejscu grozi mi mandat. Parkuję w tym miejscu ŚWIADOMIE i wiem, jakie mogą być tego konsekwencje. Świadomie też decyduję się na to, że prawa łamać nie będę.
Przecież to ja- rozsądna Chomikowa 😛

To Moja N. mi kiedyś powiedziała, już nie pamiętam w jakiej sytuacji, ale ważne zdanie „Nie umrzesz za mnie, więc nie mów mi jak mam żyć”.
Amen, kochani.

27 odpowiedzi do “nie umrzesz za mnie, więc nie mów mi jak mam żyć”

  1. Hehe czyżby to przytyk do niektórych komentarzy? Ja już obiecuję, że się poprawię 🙂
    A co do tego, o czym piszesz… Całkiem niedawno spotkałam się po prawie 30 latach z dwoma koleżankami z czasów szkoły podstawowej. Fajne kobitki, fajne spotkanie, ale gdy zaczęły się licytować, która to ma więcej pasji i jest bardziej zajęta (bo jedna to wróciła do malowania, druga jeździ konno, pierwsza uczy się jazdy na nartach, a druga sama piecze chleb, ale za to pierwsza ma piwniczkę z winami, no a druga to przygotowuje się do przejścia na wegetarianizm, a pierwsza odpoczywa przy wyrywaniu chwastów, a ta druga to ma jakiś super motor w garażu i chcą z mężem zacząć jeździć, a w ogóle ta pierwsza to okna myje sama, bo żadna sprzątaczka nie jest w stanie umyć ich tak dobrze, jakby ona sobie tego życzyła, a u drugiej ubrania w szafie to muszą wisieć na identycznych wieszakach, posortowane kolorami i obowiązkowo zwrócone w jedną stronę itp. itd.), oparłam się wygodnie, wzięłam do ręki moje mojito i sącząc je i uśmiechając się w duchu, pomyślałam: „A ja najbardziej to się lubię położyć na kanapie i poleżeć nic nie robiąc :)”

    1. Hahahaha moja pierwsza myśl – no to koniec z komentowaniem 😛 😉 Ale Chomik często pyta nas co powinna zrobić. Jak Ona nam ufa 😛 I widzisz Fifi – jest nas więcej kanapowców 🙂 Często się zastanawiam czy ludzie naprawdę chcą takiego życia czy podążają tylko i wyłącznie za trendami? Leżenie na kanapie nie jest passe, zwłaszcza dla naszego organizmu.

            1. „A może zmieni? Może da do myślenia?
              Może ja chociaż przez jedną sekundę poczuję się lepiej? A jeśli chociaż przez jedną sekundę poczuję w sobie siłę i dumę, to… CZEMU NIE?”
              http://niecodzienne-notatki.pl/2017/09/13/odwagi-chomik-odwagi/

              „I tak sobie żyłam na tym świecie będąc przekonaną, że talentów u mnie BRAK, aż ktoś mi tu zaczął w komentarzach do moich wpisów na blogu skrobać, że talenty MAM. Mam…? ”
              http://niecodzienne-notatki.pl/2017/08/31/mam-talent/

              Jeśli zdefiniujemy, że często = co najmniej raz w miesiącu, lub w co drugim wpisie… to tak – często ;D

              Nie ma za co;p

              1. No tak, to ewidentne prośby o rady 😀
                Jakieś 2 tygodnie temu dostałam w mailu do przeczytania taki jakby mini poradnik „jak żyć i jak radzić sobie z ciężką chorobą”. Oczywiście na podstawie własnych doświadczeń. Napisany dobrym językiem, ale KOMPLETNIE do mnie nie przemawiający (jak zresztą większość poradników z tego cyklu). Uznałam, że nie napiszę swojej opinii, bo… no bo nie byłaby najlepsza. Autor strasznie się na mnie sfochował… Ten wpis dotyczy tez właśnie tego, poradników wszelakich. Każdy z nas ma swój sposób na życie. Zostawmy te sposoby w spokoju.

              2. szkoda, że tego nie zrobiłaś…;)

                Już widzę, jak piszesz „W swojej książce autor POWINIEN uwzględnić…”

                😀

  2. Hahahaha . Prawda? I to jest piękne! Twoje życie, nawet jeśli innu uważają, że je marnujesz to nadal jest Twoje życie i rób sobie z nim co chcesz.
    A co do komentarzy. To tylko blog. Ale faktycznie-gdzie się nie zerknie- na jakikolwiek blog, to lubimy pisać autorom co powinni zrobić, nawet jeśli wcale o to nie proszą.
    Najgorzej jest w prawdziwym źyciu jak nam się ktoś wtrąca. Miejmy swoje opinie. Możemy się z nimi dzielić ale po co komuś mówić jak ma żyć?

    1. nie powinnaś czytać komentarzy rozpoczynających się od słów „nie powinnaś”

      ;D

      Poważniej…

      Ktoś kiedyś powiedział „Jedno wiem, że nic nie wiem” – został znanym filozofem.
      Ktoś inny powiedział – Wiem wszystko… niestety słuch po nim zaginął…

      Obecnie przyznanie się do swojej niewiedzy jest… niemodne… każdy MUSI znać się na polityce, sporcie, ekonomii, modzie i pogodzie… nie masz nic do powiedzenia na dany temat? Jak mi przykro…

      Dlatego niektórzy wychodzą z założenia, że będą gadać na każdy temat – nawet, jeśli się na tym nie znają…

      Zagadka dla wszystkich… obejrzyjcie sobie kiedyś – w przeciągu np. miesiąca – kilka różnych debat na różne tematy. Ważne, by byli tam zaproszeni politycy… Po kilku takich programach może się okazać, że polska polityka to ok. 20 – ciągle tych samych – osób, które są alfami i omegami we wszystkim

      1. Pracuję z jednym takim … którego opinie mnie wcale, ale to wcale nie obchodzą. Ale nawet taki typ czasem coś mądrego z siebie wydusi (ślepa kura i ziarno, prawda?) otóż tenże %$@#$# komentując rzeczywistość i wszelkiej maści „ałtorytyety”(także te z komentarzy pod artykułami ocenił tych ludzi jednym jakże celnym zdaniem:
        Nie znam się na tym, dlatego się wypowiem.
        Jakże to trafne i pasujące do tego co obserwujemy dookoła siebie.
        A co do tego co Ty napisałeś, dodałbym, że tych 20 samych osób, są „genialni” we wszytkim, od piłki nożnej, przez ekonomię, medycynę i … loty w kosmos.
        Udanego weekendu 🙂
        PS. Coś mnie w kościach strzyka, że Wam jutro ta poznańska Pyra napyka ….

        ChomiQ, wybacz kibicowski „wtrąt”, ale nie mogłem się powstrzymać, ale obiecuję, że to było ostatni raz, słowo uczciwego oszusta 😀

              1. spójrz na to z drugiej strony…
                FC Progrès Niedercorn 2-0 Rangers F
                Rangers FC 1-0 FC Progrès Niedercorn

                1 runda el. do LE
                tak – Ci Rangersi z Glasgow… kontra zespół z Luksemburga;)

  3. Początek komentarza boski 😀
    Teraz jakieś modne się zrobiło wszystko wiedzenie na każdy temat a ludzie idą za tym… jak ta CIEMNA MASA.

  4. Jestem tu nowa i wiem, że bardzo nieładnie zaczynać od wścibstwa (no, naprawdę nieładnie, będę się smażyć w piekle!) ale nic na to nie poradzę… No, więc, czy post ten ma coś wspólnego ze spotkaniem byłego, co to jego numer miał być wykasowany? Czy zupełnie nie w tę mańkę uderzam?
    Pozdrawiam 😀

  5. „(…) Nawet prawa nie muszę przestrzegać. ” – trafiłaś w sedno 🙂 Jest tylko jeden problem że co do prawa a zwłaszcza przepisów ruchu drogowego to ja jednak wolałabym by ludzie myśleli że muszą. 🙂 A ja wtedy nie musiałabym się wkurwiać o postępującą głupotę kierowców i żyć każdego dnia z myślą ciekawe czy dziś na czołówkę wyjedzie mi jeden czy trzy samochody. 🙂

    1. Zawsze możesz wyjść i mi „przypierdzielić” 😉 ale też bądź świadoma ewentualnych konsekwencji 😉 albo najprościej- nakręć filmik i wyślij do Policji 😊
      Martynko, Ty wiesz iloma zachowaniami denerwujemy ludzi…?

      1. No na szczęście mam kamerkę w aucie, przy ilości kilometrów jakie pokonuje codziennie jest to niezbędne. Np. dziś wyobraź sobie zdziwienie gdy rano jak gdyby nigdy nic wycofuje sobie z miejsca parkingowego (skośnego) samochód i chłop mi prawie wjeżdża w dupę. I nie to że ja nie zachowałam ostrożności przy wycofywaniu, on po prostu jechał pod prąd. Bo to była jednokierunkowa uliczka. Mało tego jest to strefa ruchu pieszych a kawałek dalej mój sąsiad w locie łapał psa i odskakiwał na bok bo jego też by przejechał, oczywiście jadąc dalej pod prąd 🙂 Więc przy perspektywie posiadania jeszcze 110 km do pracy to nie dziw się mojemu podejściu. Jednak wolałabym by ludzie myśleli że muszą tego prawa przestrzegać.

        1. Martyna
          Masz mojego LAJKA
          Gdybym się nie bał, że mi żona moja własna $!@#$!@#$@!@, to bym nawet napisał, że buziaka, ale zostańmy przy LAJKU 🙂

          PS. Pierwsza kawa w sobotę o 11, taka mała rzecz, a TAK cieszy… radość (po tej kawie) mnie rozsadza …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *