Po tygodniu pracy wchodzę zniechęcona do drogerii. Ciągnę za sobą wózek i całe swoje nieudane życie. Tu alkohol nie pomoże. Nadzieją jest tylko prozac. Za mną energicznym krokiem wchodzi facet. Opalony (przecież jest środek lata, ale ta opalenizna raczej wskazuje na pracę „na zewnątrz”), zadbany i z wysoko podniesioną głową. telefon trzyma przy uchu i głośno wypowiada jakieś zdania. Mało mnie interesuje życie innych ludzi, więc nie zwracam na niego szczególnej uwagi. Nie zwracam, ale jednak nieustanne niezwracanie się nie udaje. W drogerii prawie nikogo nie ma, więc stojąc od człowieka w odległości 5 metrów słyszę każde jego bądź co bądź głośno wypowiedziane zdanie. Czytaj dalej „te normy społeczne”
jak nigdy wcześniej
Uspokajam swoje życie. Miarowy oddech towarzyszy mi coraz częściej.
Jest we mnie coraz więcej nadziei i wiary.
Zdejmuję z siebie wszystko coraz dokładniej.
Naga, bezbronna i czuła.
Odważna jak nigdy wcześniej.
on idiota czyli kwintesencja mojego życia
Czasem tak sobie stanę w zamyśleniu, popatrzę na obraz przed sobą (dobrze, że wiosna przyszła, to chociaż obrazy są kojące a nie wiecznie tylko łóżko, ściana lub kuchenka gazowa z pełnymi gorącymi garami) i zapytam tę przestrzeń „SERIO???” Ten świat i ci ludzie na których trafiam w życiu to tak na SERIO??? Czytaj dalej „on idiota czyli kwintesencja mojego życia”
takt zagubiony

Matko kochana… Jestem coraz starsza (dobra- nazywajmy rzeczy po imieniu, bo i tak już mi to zostało ostatnio przez dwóch facetów określone- STARA) i rok w rok widzę jak się zmieniam. Widzę siebie spokojniejszą, pokorniejszą, bardziej wyrozumiałą ale też odważniejszą, stanowczą. Jasno określiłam swoje plany i marzenia. Wiem do czego dążę i czego pragnę. Wiem co mogę powiedzieć, aby zawalczyć o siebie i czego nie mówić, aby nikomu nie sprawić moimi słowami krzywdy. Cóż… może nieskromnie powiem, że jestem mądrzejsza 😉 Czytaj dalej „takt zagubiony”
baby są głupie

Stawiam tezę. Chyba bardzo odważną. Proszę- niech ktoś próbuje ją obalić. My-kobiety jesteśmy naiwnymi kretynkami. Czytaj dalej „baby są głupie”
najlepsze, co mogło mi się przytrafić w 2022

Szlag by to… Dość późno to moje szybkie podsumowanie 2022 roku (bo i w sumie mało co jest podsumowywać), ale jednak szczeniak jest mega absorbujący i daje mi co najwyżej 10 minut spokoju. Jak z małym dzieckiem… Dobrze chociaż, że nie gada 😉 Czytaj dalej „najlepsze, co mogło mi się przytrafić w 2022”
za chwilę Boże Narodzenie

Długo mnie nie było znowu…
A to dlatego, że w tym roku świat mi się zatrzymał. Chyba dopiero zaczyna ruszać, tzn. mam taką nadzieję…
Święta Bożego Narodzenia przed nami. Już składałam Wam tutaj tyle razy życzenia. Spełniały się? 😉 Nie ma we mnie w tym roku smutku, pragnień ani wielkich uczuć. Po prostu delikatnie się uśmiecham na myśl o Bożym Narodzeniu, o kolędach, czasie spokoju, światełkach i domowym cieple. To może tego Wam życzyć? Tego spokoju i domowego ciepła? Nie kłóćcie się z bliskimi. Po co? Skoro to są nasi bliscy, żyjemy z nimi, to nie kłóćmy się. A jeśli nie możemy z nimi wytrzymać, to po co spędzać z nimi ten czas?
Tak- niech to będzie dla Was dobry czas. I taki, jak Wy tego potrzebujecie.
Życzę Wam ja- Chomikowa 🙂
śniadanie kacowe

Bardzo rzadko miewam kaca (moralnego nigdy… Aż nie wiem czy nie żałuję). Staram się pić ilości rozsądne a jak nie rozsądne, to coś dobrego, co nie spowoduje, że kolejnego dnia będę wrakiem człowieka. Czytaj dalej „śniadanie kacowe”
dom wariatów

Weekend.
Akurat nad babcią wypadł dyżur Rodzicielki. Ja wiem, że ona źle to znosi i wcale się jej nie dziwię.
W sobotni wieczór schodzę do Rodzicielki i Przyszywanego. Zaglądam do babci. Babcia jak zawsze po lekach wesoło sobie nuci jakąś nieznaną mi melodię pod nosem i mało świadomie patrzy w telewizor.
-Wszystko u ciebie ok, babciu?-Pytam nie oczekując w sumie żadnej odpowiedzi.
-A dobrze, Duża. Taki ładny był dzionek.
No tak- jak zawsze jest/był ładny dzionek. Czytaj dalej „dom wariatów”
chomikowa na full opcji optymizmu

Ostatnie lata nie były najlepsze. Oczywiście nie były też najgorsze, bo tragedie spotykają ludzi a mnie i moją rodzinę jakoś na szczęście omijały, ale nie wydarzało się też nic, co choć trochę wzniosłoby mnie ponad ziemię. Robiłam co mogłam, żeby sprawiać sobie choć najmniejsze przyjemności i chyba tylko to ratowało mi życie, bo ciągle trafiałam na ludzi, którzy… nie powinni pojawiać się na mojej drodze i przez których moja wiara w świat i przyszłość zbliżała się do przepaści.
I tak lata mijały.
Późną wiosną tego roku, kiedy obudziłam się o 4 rano ze łzami w oczach, popatrzyłam na przerażoną Rodzicielkę, która zbierała się tak jak i ja do pracy, zdecydowałam się zająć się sobą.
Czytaj dalej „chomikowa na full opcji optymizmu”

