geometryczna propozycja ;)

Kota wariat :
źródło: gifak.net

 

Po odejściu z mojej pierwszej pracy, utrzymywałam kontakt z jedną znajomą. Bardzo miła, ciepła i sympatyczna kobieta. Zresztą cały jej zestaw rodzinny (córka + mąż) przyciągał innych swoim ciepłem i humorem. Aż grzech nie utrzymywać z nimi kontaktu. Było mi bardzo miło, kiedy kilka tygodni po rozpoczęciu nowej pracy odebrałam od niej telefon z zaproszeniem na kawę.
Kilka dni później ochoczo dreptałam na umówione miejsce. Jedna kawa, druga, ciacho, sok i nawet nie wiem kiedy minęły nam 3 godziny spotkania. Było tak sympatycznie, że zostałam zaproszona do jej mieszkania jeszcze na pożegnalną herbatę tudzież lampkę wina. Przyznam szczerze, że już dawno nie czułam się w obcym mieszkaniu tak swobodnie jak u nich. Żartom, rozmowom i miłym słowom nie było końca. Jako rodzina tworzyli naokoło siebie taką aurę, że w tym ich wspólnym, ciasnym ale własnym gniazdku czułam się prawie jak u siebie w domu.
Zawsze, jak to bywa po pewnym czasie znajomości, nasze relacje stawały się coraz bliższe. Znajoma mówiła mi coraz więcej komplementów. Odnosiła się w nich też do mojego wyglądu mówiąc, że mam figurę „prawdziwej, seksownej kobiety”,  przez co chwilami czułam się aż niezręcznie… Co więcej! Jej mąż również nie stronił od komplementów. Zawsze mogłam od niego usłyszeć, że ślicznie wyglądam i że dziw bierze, że jeszcze nie jestem mężatką. Pewnego popołudnia podczas kolejnego miłego spotkania powiedział mi, że niedługo… zacznę mu się śnić. Wtedy zdębiałam. W panice wzrokiem zaczęłam szukać jakiegoś punktu zaczepienia, który szybko pomógłby mi zmienić temat, ale gdzie tam! Tabula rasa… Pizza i sałatki postawione na ławie nie zdawały się być odpowiednim tematem na aktualną sytuację…
Przecież jego żona obok! Przecież zaraz rzuci się na mnie z pazurami! Przecież urządzi mu zaraz po moim wyjściu scenę zazdrości! Jeszcze z Bogiem sprawa, jakby to było po moim wyjściu! A co, jeśli byłabym świadkiem tejże sceny? Oj, nie, nie. NIE! Za wysoka jestem, żeby schować się choćby pod łóżko… Jego małżonka, a moja dobra znajoma zareagowała jednak zupełnie nieoczekiwanie:
-Chomiczku! Ty wiesz, że ja się z nim zgadzam?! Aż miło się na ciebie patrzy. Przecież widzę jak mój mąż na ciebie zerka i ja go doskonale rozumiem. A do tego jesteś taka miła i wesoła. Nawet nie wiesz jak ja się cieszę, że możemy się wszyscy przyjaźnić!
Zacisnęłam kieliszek z winem bardzo mocno. Wzrokiem znów uciekłam gdzieś do pizzy i bardzo chciałam uciec… Coś było zdecydowanie NIE TAK. Tylko, że jeszcze do końca nie wiedziałam CO. Poza tym moja wrodzona naiwność kazała mi myśleć, że coś sobie próbuję w tej głowie ubzdurać. Że takie rzeczy może i się zdarzają, ale przecież chyba NIE MNIE. Bo gdzie ja… Takie Toto… To w ogóle nie mój świat. Odstaw, Chomikowa te herbatki ziołowe, to może w głowie Ci się rozjaśni 😛
Na słynnym profilu społecznościowym zaczęłam przyglądać się z uwagą relacji żona-mąż moich znajomych. Na jego „tablicy” pojawiały się zdjęcia seksownych kobiet udostępnione właśnie przez małżonkę. Publicznie zadawała mu pytania która z nich najbardziej mu się podoba i wskazywała tę, która również zdobywa największą sympatię żony.
Przyglądałam się ich gierkom nie ukrywam, że ze sporym zainteresowaniem. Byłam ciekawa kiedy przekroczą jakąś społecznie akceptowaną granicę i kim ja miałabym w tym wszystkim być. Przyznaję jednak, że wolałam to obserwować z pewnej bezpiecznej odległości 😉
Minęło kilka miesięcy a ja w sumie zapomniałam już, że coś w naszej koleżeńskiej relacji było niepokojącego. Sama zaproponowałam kolejne spotkanie przy lampce wina. Pognałam na spotkanie radośnie jak mały baranek na wiosenną polankę 😛 Jak zawsze cudownie sobie żartowaliśmy, rozmawialiśmy o ich córeczce i o problemach dnia codziennego. Kiedy już miałam się zbierać powoli do wyjścia, znajoma usiadła swojemu mężowi na kolanach, przytuliła się do niego wymownie, poszeptała mu coś do ucha, po czym zwróciła się do mnie:
-Chomiczku, wiesz, że uwielbiamy z tobą przebywać. Do tego pobudzasz erotyczne zmysły na pewno niejednego mężczyzny i przyznam, że moje też. I mamy do ciebie takie pytanie…
– Oooo ja pierd*** – jęknęłam w duszy. Patrzę się na nich i znów szukam drogi ewakuacyjnej. Wymacałam moją torbę, która stała obok mojego fotela, szybko ją chwyciłam i odpaliłam jedyne, co mi przychodziło głowy:
-No dzieciaki, to wy się zastanówcie czy na pewno chcecie mi zadać jakiekolwiek pytanie a ja lecę do toalety.
Wyprułam do łazienki w tempie błyskawicznym. Chomikowa, coś ty sobie narobiła..? Gdzie twoja czujność? Lubisz poznawać różne rzeczy, ale chyba jednak nie jesteś ciekawa świata aż tak bardzo… I jak ty masz teraz stąd wyjść???? No JAK?! Siadam na muszli klozetowej i próbuję zebrać myśli. Mogę jedynie liczyć na ich rozsądek…
Bardzo niepewnie i bezszelestnie otwieram drzwi od łazienki. Małżonek gdzieś się rozpłynął. No chwała. Znajoma patrzy na mnie badawczo i chyba dostrzega moją lekką panikę, która wyraźnie maluje się na mojej twarzy.
-Wiesz Chomiczku, może innym razem wrócimy do naszej rozmowy.
O! To jest świetna myśl! INNYM RAZEM! „Innym” zawiera w sobie pierwiastek „nigdy”. Już ja dopilnuję tego pierwiastka 😛

Chomikowa na ascezie…..???

Pamiętacie zapewne, że jestem na diecie…? Trudno o czymś takim zapomnieć. To przecież trochę jak trauma… A tego się nie zapomina. Gdzieś tam głęboko w psychice się zagnieżdża i wychodzi na wierzch w najmniej spodziewanym momencie… Człowiek zaczyna czuć, że się dusi, serce zaczyna bić w zawrotnym tempie (nie, nie o zakochaniu tu piszę 😛 ), poci się, blednie (kurczę- faktycznie objawy trochę też jak u kogoś zamroczonego miłością)… I tak dalej, i tak dalej… Tak, czy siak. Dieta WYKAŃCZA.
Do mojej N. w odwiedziny już chodzę z własnym wyszynkiem. Muszę się jakoś zabezpieczyć, bo zawsze, kiedy u niej jestem, to mi proponuje obiad. Mam wrażenie, że to jej zostało jeszcze z czasów, kiedy ogarniała ją nade mną litość z powodów mojego kompletnego nieradzenia sobie w kuchni. Pierwszy raz, kiedy z mojej torby wyjęłam banana i jogurt naturalny, N. popatrzyła na mnie jak skończoną idiotkę.
-Ale ty serio zamierzasz to teraz zjeść?- pyta się mnie troszkę zaniepokojona.
-Mam jeść co 2 godziny, więc sorry, ale właśnie nadszedł ten moment 😛 Ale SPOKO- wzięłam podwójną porcję. Dla ciebie też wystarczy!
-Nie, nie… Ja to wiesz…. Dziękuję. Zresztą ryba mi się piecze na obiad, więc cóż… Chomikowa, ale swoje danie będziesz musiała spożyć SAMA.
Jakoś mnie nie zaskoczyła jej odmowa 😛

Wczoraj weszłam do kuchni Rodzicielki. Na stole zobaczyłam charakterystycznie owinięty PAKUNEK. Bożesz… CIASTO! Prawie strącam wszystko, co znajduje się na stole i dopadam do mojego ukochanego ciasta bezowego. Patrzę i łykam śliny. Tylko jedną łyżeczką… Wezmę jedną łyżeczkę. Nikt nie zauważy… Zresztą tylko jedna łyżeczka to nie grzech, prawda…?
-Dziecko, ty sobie ukrój, jak człowiek cały kawałek i weź talerzyk.-Rodzicielka stara się kierować rozsądkiem i moim dobrem 😛
-Zwariowałaś?! Cały kawałek?! Nie po to mamlę surowe warzywa i odmawiam sobie tych cholernych czekoladek, żeby teraz zjeść CAŁY kawałek!
W mojej rodzinie zawsze panowało przekonanie, że jak jest problem, czy dopada człowieka smutek, to trzeba go zapchać i zdusić czymś słodkim. Najtańsze i najprzyjemniejsze wyjście z sytuacji… Tak więc moja dieta w mojej rodzinie nie spotyka się ze zrozumieniem 😛
Odkładam ciasto na bok. Może jutro będę miała większą ochotę, to jutro sobie pozwolę na tą jedną łyżeczkę.
-Dziecko! Co się z tobą dzieje?! Ty nie możesz sobie ciągle wszystkiego odmawiać! Co ty masz z tego życia?! Żebyś ty chociaż z tej siłowni wracała uśmiechnięta a ty wracasz zdołowana!
-A co ty myślisz?! Że mnie to radochę sprawia? Już zrezygnowałam z jednego wyjścia na siłownię na rzecz basenu. Daję radę. Zresztą, mamo nie oszukujmy się! Właśnie tak powinno wyglądać racjonalne żywienie- bez słodyczy i z posiłkiem co 2-2,5 h.
-Ale ja nie mogę na to patrzeć! Ty już nic z tego życia nie masz! Ty jak w jakiejś ASCEZIE żyjesz!

Ascezie, ascezie… No ja wiem, że z przyjemności to mi tylko mój blog pozostał, ale żeby w ASCEZIE…?!
Zresztą, gdzieś mi ktoś tutaj polecał jakiś świetny WIBRATOR… Zaraz, zaraz… Gdzieś tu było…

😉 😛

coś się ze mną dzieje…

twórczość własna
twórczość własna

Tak, przyznaję… coś się ze mną dzieje… Aż kusi, żeby powiedzieć, że niedobrego, ale…  Ale w czym rzecz? Otóż od czasu wypowiedzenia mam w sobie jakieś niepoliczalne pokłady spokoju, cierpliwości i… DOBROCI (???) Aż sama zaczęłam się o siebie martwić. Bo już pomijam takie sytuacje, kiedy ktoś leży na ulicy i pomóc po prostu TRZEBA lub kiedy wieloletni znajomi proszą o odrobinę pomocy. To są sytuacje, kiedy bez zastanowienia Chomikowa pakuje torbę, ciuchy i na pomoc biegnie, ale… Wczoraj byłam umówiona z moją Bambaryłką. Pędzę po pracy jak szalona, bo może tym razem facetowi przez jakiś przypadek uda się przyjechać punktualnie (naiwna Chomikowa). Dojeżdżam na ogromny parking centrum handlowego, skręcam, żeby zaparkować i widzę jak biegnie do mnie jakiś człowiek. Matko kochana, potrąciłam kogoś i nawet nie zauważyłam? Boczna listwa mi odpadła w Pędzidle…? Coś się stało na bank. Otwieram drzwi odrobinę zlękniona.
-Pani kochana! Pani poratuje złotóweczką!
No oczywiście. Biegł do mnie 50 metrów, żeby poprosić o kasę. Wzdycham sobie po cichutku.
-A na co pan potrzebuje tą złotóweczkę?- pytam i liczę na jakąś sensowną odpowiedź, bo jak mi powie, że na bułkę lub piwo, to szlag mnie trafi.
-Pani, co ja będę panię okłamywał. Ukochaną mi w pierdlu zamknęli i muszę jej przecież jakąś paczkę wysłać, bo jak już ją stamtąd wypuszczą, to mi dupę skopie, że nic jej nie wysłałem.
Wybucham śmiechem. Facet rozłożył mnie na łopatki. Jak mu nie pomóc? 😀
-A za co ona poszła siedzieć, co?- wnikam, bo jak kogoś mocno skrzywdziła, to ja faceta pogonię tak, że już nikogo nie będzie prosił o pieniądze, ale pomoc psychologiczną i to nie u mnie.
-A no wie pani, oszukiwała na pieniądze. Ja tego nie pochwalam, ale wie pani jak to jest z miłością.
Wiem niestety, wiem i dalej się zaśmiewam. Wyjmuję 2 zł i niech dalej zbiera dla ukochanej na prezent.
Takiej miłości przecież trzeba pomóc 😛
W drodze do kawiarenki dzwoni do mnie Bambaryłka, że bardzo mnie przeprasza, ale z mamusią pojechał do lekarza, więc na pewno z godzinę się spóźni. Jakie on ma szczęście, że znam go tyle lat i traktuję ja brata… Mam więc godzinę na zakupy. Drepczę do marketu i nagle gdzieś w okolicach moich nóg słyszę jakiś głos:
-Dzień dobry, przepraszam panią bardzo…
Szukam w panice źródła tego głosu, rozglądam się po moim poziomie (przypominam, że reprezentuję WYSOKI poziom 😛 ) i mój wzrok spada gdzieś w dół…
No świetnie.
-Przepraszam panią bardzo, czy z kimś takim, jak ja umówiłaby się pani na kawę?
Zapowietrzam się.
Chłopak jak na moje oko około 30-letni. Już pomijam ten wózek inwalidzki, ale ewidentnie z porażeniem mózgowym.
Normalnie pewnie szukałabym wymówki, żeby gdzieś pobiec dalej, ale… Dlaczego nie miałabym mu sprawić choć odrobiny przyjemności? Co ten facet ma z życia? A ja mam akurat godzinę wolnego.
-A masz teraz czas? Bo ja mam akurat godzinę wolnego i chętnie gdzieś z tobą usiądę i pogadam.
Na początku, jak zawsze podczas rozmowy z obcym człowiekiem czuję się odrobinę spięta, ale z czasem wdaję się z Marcinem* w rozmowę i luźną dyskusję. Mówi mi, że od jakiegoś czasu postanowił łamać tabu i wychodzić do ludzi. Nie zawsze ludzie chcą i mają czas na rozmowę z nim, ale czasem się udaje. Pyta się mnie czym się zajmuję, czy mam męża i jakie mam plany na najbliższe lata. W rozmowie daje się wyczuć sposób prowadzenia dialogu typowego dla starszego społeczeństwa. Wynika to stąd, że mieszka tylko z mamą (jakże by inaczej…) i najczęściej to z nią rozmawia. Troszkę zaskakuje mnie pytaniem czego tak najbardziej bym mu życzyła, aby mógł stać się szczęśliwym. Niełatwe pytanie. Nie chcę go przecież urazić… Po chwili namysłu uświadamiam sobie, że przecież, gdyby był zdrowy, to wcale nie jest powiedziane, że nie byłby samotny. Nie jest powiedziane, że byłby szczęśliwy.
-Wiesz co, Marcin? Życzyłabym ci normalnej pracy, która zagwarantowałaby ci godne wynagrodzenie i kontakt z ludźmi.
-Oj! Ale ja nie potrzebuję pracy. Ja mam rentę i mamy pensję.
Nie podoba mi się to podejście do sprawy… Trochę zaczynam siebie karcić za to, że to mi się nie podoba, bo to przecież jego życie i jego potrzeby, ale jednak… Wdaję się w nim  prawdziwą dyskusję.
-A wiesz, że twoja mama nie będzie żyła wiecznie? Nie chciałbyś być samodzielny? Czuć że twoje życie zależy tylko od ciebie? Nie chciałbyś codziennie wychodzić z domu, żeby spotkać ludzi z pracy a potem dostawać godne wynagrodzenie za swoją pracę? Ale „godne” podkreślam.
-Nie, Chomikowa. Ja tylko bym chciał kontaktu z normalnymi, zdrowymi ludźmi.
Próbuję z nim jeszcze na ten temat dyskutować, ale widzę że ja go w 100% nie zrozumiem. Poza tym to jego życie. Tylko jego.
Żegnamy się po godzinie. Nie zmarnowałam tej godziny. Nie zmieniam też jego życia i nie zmienię, ale zrobiłam coś pożytecznego…

Weszłam w odwiedziny do koleżanki, która pracuje w markecie. Rozmawiałyśmy z jej klientem o odwadze współczesnych mężczyzn. Opowiadam o spotkaniu z Marcinem, który nie powinien mieć ani grama odwagi, a zaprosił mnie na kawę.
-A! Taki z porażeniem mózgowym? Zdarza się, że go tutaj widuję. Faktycznie od czasu do czasu zaczepia kogoś, żeby z nim porozmawiał, ale powiem ci, że kobiety to zaczepia tylko ładne.
-Myślisz, że mnie to dowartościuje?
-Myślę, Chomiczku, że ciebie nie, ale zrobiłaś chociaż dobry uczynek. Na górze masz to zaznaczone.

Skąd we mnie ostatnio tyle miłości do bliźniego? Aż zaczynam się o siebie martwić 😛  Na ten moment jeszcze nie jest ze mną tak źle, ale jeśli stan obecny będzie ulegał pogłębieniu, to skończę gdzieś w głębokiej Afryce a tam przecież grasuje EBOLA. A do eboli to ja może niekoniecznie… Ale co, jeśli pognie mnie konkretnie…? Przyodzieję tą białą chustkę i białe prześcieradło, rozdam oszczędności i będę żyć w ascezie pomagając bliźnim?
Chociaż nie będę mieć codziennego problemu „w co ja mam się jutro ubrać?” 😛

Zapytam sąsiadki, czy okien jej nie trzeba umyć.
😛

——————————–
*imię zmienione

o ostatniej portalowej randce

emma-watson-hermione-granger-thinkingJak już wcześniej wspominałam, podjęłam decyzję, że skoro moje randki internetowe to jedna wielka porażka, więc daję szansę jeszcze jednemu Potencjalnemu Przyszłemu Mężowi i ODPUSZCZAM.
Zanim umówiliśmy się po raz pierwszy, rozmawiałam z Potencjalnym dobre 5 razy przez telefon. I super. Facet przez telefon wydawał się dość inteligentny, bardzo miły i generalnie sympatyczny.  Rozmawialiśmy najczęściej o remontach (ja w trakcie tworzenia kanalizacji i remontu kuchni Rodzicielki) a on zarabiający na życie przy remontach, produkcji mebli i czegoś tam jeszcze. Tak mu życie upływa- na pracy… Podczas pierwszej lub drugiej rozmowy przez telefon opowiedział mi o swojej córce, z czego się ucieszyłam, bo to oznacza, że ojcem mimo rozwodu jest dobrym. A jak ktoś jest dobrym ojcem, to jest duże prawdpodobieństwo, że jest po prostu dobrym człowiekiem. A ja przecież chciałabym mieć UCZCIWEGO, dobrego i w miarę inteligentnego faceta w domu.
Umówiliśmy się na wieczór tym razem w knajpce, którą ja wybrałam. Przywitał mnie na pierwszy rzut oka uśmiechnięty i sprawiający wrażenie normalnego człowieka mężczyzna. Jakaś miła odmiana! 🙂
Zamówiliśmy kawę i widzę jak Potencjalny mi się przygląda. Bada mnie. To niesamowite jak czasem to wszystko widać 😉 Bada, zerka i zadaje mi pytanie, na które NIGDY nie wiem jak odpowiedzieć i CO.
-Chomiczku, jak to możliwe, że taka kobieta szuka faceta? Jak to się stało?
Czuję się troszkę zakłopotana i naprawdę szukam słów, jakimi mam określić to co się zadziało w życiu, że jest się w miejscu, w którym się jest…
-Jestem kobietą jak każda inna, tylko trochę jak zauważyłeś wyższa. Trochę czasu gdzieś zmarnowałam i jest, jak jest. Poza tym mam wady- odpowiadam najbardziej logicznie jak mi tylko mój humanistyczny umysł na to pozwala 😉
-Wady? No jakie ty możesz mieć wady, mów śmiało!
Ojej, ojej! Szukam gdzieś w zakamarkach świadomości wad, których przecież NIE POSIADAM 😉 ale coś mi się udaje znaleźć:
-Przeklinam na przykład.
-Ale po co? – zadaje mi pytanie tak troszkę zaniepokojony, jakbym mu właśnie powiedziała o dzieciach pochowanych w szafach.
-Bo to jest mój sposób na odstresowanie się. Niektórzy biją ludzi, niektórzy wpadają w nałogi, ja czasem soczyście przeklinam.
-Ale to możesz się tego oduczyć, jak będziesz tylko chciała. – ewidentnie naciska. A mnie się to nie podoba, bo co? On teraz będzie chciał mnie już zmieniać? Zacznie się od tego, żebym nie przeklinała, potem zacznie mnie zmuszać do noszenia szpilek a zakończy na tym, że ograniczy moje kontakty z przyjaciółmi, bo nie będą mu oni pasować.
-Ale ja nie chcę przestać. Coś na literę P muszę robić. Nie palę, nie piję, nie puszczam się, to może chociaż poprzeklinam? Coś z tego życia muszę mieć.
-Nie, no pewne. Jak tylko chcesz. – odpuścił. Ufff
-Ale to niesamowite, wiesz?- kontynuuje.- Naprawdę! I że ty się ze mną chciałaś spotkać… aż mi ego rośnie!
Dobra, wystarczy, bo już jestem speszona. Oczywiście, że to bardzo gdzieś kobietę dowartościowuje, kiedy widzi, że podoba się facetowi a ja to widzę w jego uśmiechniętych oczach. Słowa już nie są potrzebne, bo od zbyt wielu miłych akcentów poczuję się przytłoczona i bardzo nieswojo.
Rozmowa nawet zlatuje dość miło. Nie ma żadnej krępującej ciszy, czasem nawet oboje się pośmiejemy. Nie mam się do czego przyczepić, póki Potencjalny nie przerwie miłej atmosfery informacją:
-Ja ci muszę powiedzieć, że ja nie jestem do końca dobrym człowiekiem.
Świetnie. Uwielbiam takie przecinki w wypowiedziach. Nie dadzą nawet złapać dobrze oddechu przed kolejną porcją zdań a ja po takiej informacji mam ochotę uciec do Pędzidła i ruszyć do bezpiecznego domu…
-Taki zły z ciebie człowiek? To z kim się umówiłam na takie miłe spotkanie? Z seryjnym mordercą? Złodziejem? Czy może pedofilem? No wal śmiało, póki siedzę!
-Nie jestem pewien, czy nie mam drugiego dziecka i wcale nie chcę wiedzieć.
Ah! To już mi w sumie ulżyło, bo myślałam, że może mi powie, że podczas remontów cementuje w ścianach młode ciałka nienarodzonych dzieci, czy coś w tym stylu a on jest TYLKO ojcem jakiegoś dziecka, które ma głęboko w … no wiadomo gdzie.
-Ale to z byłą żoną, czy jak…?
I wysłuchuję uroczej historii…

-Byłem w związku ponad 2 lata. Zimą zaszła w ciążę i nic mi o tym nie powiedziała, tylko nałykała się jakiś tabletek i już po fakcie mnie o tym poinformowała. Wiesz, wkurzyłem się…
Ja się nie dziwię. Też bym się wkurzyła. Jak dla mnie, sprawa w takiej sytuacji jest jasna. Rozsądny facet związek powinien zakończyć i zwiewać jak najdalej od „uczciwej” kobiety, ale dalszy ciąg tej historii jest zgoła inny:
-No to jej powiedziałem, że nie mam do niej zaufania i jeśli ona nie chce mieć więcej dzieci, to będziemy robić wszystko, żeby ich nie mieć.
Troszkę to nierozsądne, ale różnie sobie ludzie życie układają i ja im w to życie buciorami wchodzić nie chcę. Potencjalny jednak historii jeszcze nie skończył… A ja nie wiem czy naprawdę mam ochotę słuchać ciągu dalszego…
-I ona mi w czerwcu powiedziała, że znów jest w CIĄŻY! No to się wściekłem i wyprowadziłem. Nie chcę mieć z tą kobietą nic wspólnego.
Hurrraaaaaaaaaaaaaa….
Jestem odrobinę wzburzona, bo kobieta jaka by nie była, nie zasługuje na to, żeby być w ciąży sama… Polazł z nią do łóżka, to niech bierze teraz za to odpowiedzialność!
-Słuchaj Potencjalny. Ja ci powiem co ja myślę na ten temat- jesteś dorosłym człowiekiem i wiesz skąd się biorą dzieci. Trzeba było wziąć to pod uwagę, kiedy szedłeś z tą kobietą do łóżka.
-Ale ona nie miała prawa być w ciąży!
-ZAWSZE jest jakieś prawdopodobieństwo. Nawet przy tabletkach prawdopodobieństwo jest ZAWSZE i trzeba to wziąć pod uwagę. Zresztą co ja ci będę tłumaczyć. Zmieńmy temat, bo chyba nie o takich rzeczach na pierwszym spotkaniu powinniśmy gadać.
-Ale ja się z tobą nie zgodzę! Są sytuacje, kiedy NIE MA takiej możliwości!
Uparł się a ja tematu nie chcę drążyć, bo coś czuję, że za chwilę będę świadkiem ich życia seksualnego a ja NIE CHCĘ. Naprawdę NIE CHCĘ.
-Wiesz Potencjalny, jak się kobieta uprze, to ZAWSZE znajdzie sposób na zajście w ciążę a facet musi być tego świadom, skoro decyduje się iść z nią do łóżka.
-Właśnie! Żeby zajść w ciążę podczas seksu analnego, to chyba tylko musiała się MOCNO postarać, prawda?
No żesz! Kur… mać. I jednak jestem świadkiem ich życia seksualnego! Chomikowa, skup się na filiżance pysznej kawy i nie daj Boże nie próbuj sobie tego wszystkiego wyobrażać! NIE PRÓBUJ!

Niech szlag trafi moją bujną wyobraźnię! Niech to szlag!
Nie chcę już tej kawy… Przesuwam ją na bezpieczną odległość i milczę…
-Chomiczku, co nic nie mówisz? Nie zgodzisz się ze mną? Przecież ona mnie w to dziecko wrobiła! Nawet jeśli jest w tej ciąży.
-Czy ja mam ci, Potencjalny tłumaczyć zasady anatomii i antykoncepcji? Błagam cię… To ty się z nią od tego czasu nie widziałeś?
-Nie i nie chcę się zobaczyć.
-Czyli nie jesteś zainteresowany tym, że gdzieś po Polsce będzie się plątać twoje dziecko?
-Nie, jeśli jestem w to dziecko wrobiony. Ja chcę mieć dziecko z kimś normalnym, w normalnym domu i z normalną kobietą, która nie usuwa ciąży bez mojej wiedzy. Zresztą ja wcale nie mam pewności, że ona w tej ciąży jest.
Świetnie, Chomikowa. Świetnie. Ja wiedziałam, że w moim wieku będę musiała akceptować przeszłość jakiegokolwiek Potencjalnego, ale ja chyba nie chcę plątać sobie życia nie dość, że byłą żoną i dzieckiem, to jeszcze byłą narzeczoną w nieokreślonej ciąży… A co ja zrobię, jak za 15 lat to naszych drzwi zapuka jakieś dziecko???
Zamykam się podwójnie. Nie wiem jak mam do tego wszystkiego podejść. Nie chciałam słyszeć tego wszystkiego już pierwszego wieczoru. Nie wiem co mam powiedzieć, żeby się z gościem nie pokłócić i nie wyjść z tej całej imprezy wściekłą. Tym bardziej, że widzę, że facet nie jest typem, który chciałby się kłócić, czy w ogóle jakkolwiek dążyłby do nieporozumienia. Dość zgrabnie zmienia temat i bardzo się stara, żeby reszta wieczoru przebiegła miło. Proponuje spacer na Rynek naszego miasta, w którym zostanie puszczona transmisja meczu Polaków. Uznajemy jednak, że jest nam dobrze w knajpce i tylko zmieniamy salę na tą z TV. Siadamy koło siebie a ja sama się sobie dziwię, że nie czuję się przy nim w ogóle skrępowana. Jak na pierwszą randkę jest naprawdę miło i swobodnie. Potencjalny się stara i robi na mnie dość dobre wrażenie.
Spędzamy ze sobą prawie 5 godzin i nie czuję się znudzona. Nawet nie czuję, że chcę już iść do domu. około godziny 23.00 Potencjalny reguluje rachunek i odprowadza mnie do samochodu. Żegnamy się dopiero po jakimś czasie. Ze swobodą i poczuciem miło spędzonego czasu wsiadam do Pędzidła.
Nie wiem jak mam do tego wszystkiego podejść… Niby normalny, miły człowiek, ale… ta ciąża, to podejście do całej sprawy. Nie wiem.
Z czymś takim najlepiej jest się przespać. Rano świat wygląda zupełnie inaczej a i myśli zbierają się z większą łatwością.

chciał wyjść na chojraka, wyszedł na… buraka

źródło: www.satyrycznie.pl
źródło: www.satyrycznie.pl

Podczas kolejnych dni mojej obecności na portalu randkowym wyodrębniła się kolejna kategoria wiadomości. Są to wiadomości „ateistów czyli niedowiarków”. Panowie wysyłający do mnie taką wiadomość nie tracą czasu na pytanie jak mi mijają dni. Ba! Nie tracą czasu nawet na powitanie! Oni od razu przechodzą do pytania: „Serio jesteś taka wysoka?”, „Naprawdę masz tyle wzrostu?”  Nie! Tak se machnęłam te cyferki- dla FANU! I już ich później nawet nie ratuje zdanie „Uwielbiam takie kobiety!” Tak się zastanawiam… jakbym była OTYŁA, to czy ludzie pisaliby do mnie z pytaniem „Ile ważysz?”, „Serio jesteś taka pulchna?”
Po dziesiątkach nieudanych maili, w końcu pojawia się kolejny konkretny Potencjalny. Na zdjęciu wygląda całkiem w porządku (co prawda nie jest to zdjęcie jakoś specjalnie z bliska, ale raczej faceta dobrze widzę). Wymieniamy się kilkoma mailami i facet proponuje, że do mnie zadzwoni. W sumie SUPER- już przez telefon będę mogła stwierdzić, czy człowiek potrafi prowadzić konwersację, czy nie jest typem pesymisty i czy warto w ogóle się umawiać.
DZWONI.
I po 25 minutach rozmowy odbieram Potencjalnego za całkiem pozytywną postać 😉 Dużo żartuje (no chwała!), zadaje pytania odnośnie mojej osoby i opowiada też trochę o swojej pracy. Okej. Tylko czemu w ogóle nic nie wspomniał o swoim dziecku…? Ma w profilu wpisane, że ma jedno dziecko, więc czemu jako rodzic nic o tym nie wspomina…? I czy ja gdzieś tam w rozmowie usłyszałam piorunujące „poszłem”…?????

Z racji, że facet mieszka 50 km od mojego miasta, to umawiamy się w galerii handlowej, czyli tam, gdzie on dobrze wie jak dojechać. Na umówione spotkanie przybywam trochę za wcześnie, ale to znaczy, że mam czas na wejście do jakiegoś sklepu i poplątanie się po drogeriach. I tak drepcząc pomiędzy tymi kosmetykami, zaczynam mieć coraz więcej wątpliwości… Nie powinno mnie tu być… to znaczy nie- ja NIE CHCĘ tu być. Chcę być na spacerze nad morzem. Chcę być z innymi ludźmi. Chcę czuć. Chcę… I czuję, że łzy napływają mi do oczu. Siadam na pufach gdzieś w kącie galerii i wyciągam telefon. Szukam ratunku oczywiście u mojej N.
-„Mała, jestem przed kolejną randką a chce mi się po prostu wyć… Nie  chcę tam iść. Nie chcę…”
– „Ale czujesz, że to kolejny idiota, czy ci się nie chce tego znów sprawdzać?”
Jak to dobrze, że ją mam…
Nie chcę tego sprawdzać. Niby jest zabawny, ale chyba sepleni i chyba… mam różne dziwne przeczucia. On tu jedzie kawał drogi, nie mogę tego odwołać. Najwyżej mu się popłaczę na tej randce i będzie GIT 😛 Trzymaj kciuki.”
-Nie świruj! To tylko spotkanie. Na szczęście żyjemy w XXI wieku i nie musisz wychodzić za niego za mąż 😉 Idź i pogadaj z kimś innym, niż zwykle.”
No ma rację dziewczyna… Zbliża się godzina „W”. Ogarnij się, Chomikowa. Jesteś dorosłą, rozsądną kobietą i nie takie rzeczy trzeba było w tym nieogarniętym życiu ogarnąć. Zepnij tyłek i IDŹ.
Nacieram na miejsce spotkania niczym czołg. Pewnym krokiem podchodzę do faceta i… CZEMU ON DO CHOLERY MA NA SOBIE BLUZĘ???? Boże, i warga zdradzająca jakąś bójkę najdalej przedwczoraj! Boże, Boże… Nie zadaję mu pytania o przyczynę tego wszystkiego. Ja po prostu nie chcę znać prawdy.
Szybko decyduję gdzie siadamy. Szybko zamawiam kawę. Te kawy mi niedługo wyjdą bokiem, tak samo jak ta cała siłownia 😛
Potencjalny (inaczej Dresiarz 😛 ) prawie cały czas patrzy przez okno. Zdaje się nie być mną zainteresowany nawet w najmniejszym stopniu. W sumie nie ma się czemu dziwić- reprezentujemy dwa zupełne inne światy. Wpatruję się w faceta bardzo intensywnie wymuszając kontakt wzrokowy. Nareszcie jest skory do rozmów.
– Potencjalny, to kiedy teraz znów wyjeżdżasz do Holandii?
-Jak będę miał kolejne zlecenia od szefa. Nigdy dokładnie nie wiem kiedy będę musiał wyjechać.
A jedź, jedź i nie wracaj…
-To co wy tam dokładnie robicie? O co chodzi tak dokładnie z tym wizerunkiem  Internecie?
-Wizerunkiem? Wiesz, ja tam remonty ludziom robię. Ocieplam domy itd.
Nawet nie jestem zła, że mnie okłamał mówiąc przez telefon, że jeździ do Holandii, bo ma jakieś zlecenia związane z Internetem itp. Mój wyraz twarzy i intensywne spojrzenie w oczy chyba mówiło samo za siebie. Potencjalny próbuje jakoś wszystko obrócić w żart i robi to tak nieudolnie, że nawet mnie bawi.
-Słuchaj, a kiedy coś mi powiesz na temat swojego dziecka? Masz córeczkę, synka…?- zadaję pytanie z nie skrywaną ciekawością, bo chciałabym wiedzieć czemu facet tak skrzętnie unika tego tematu a jest to przecież jedna z najważniejszych kwestii w jego życiu.
-No mam syna, ale o czym tu opowiadać? Ma 6 lat.
-I??? Widujecie się, czy coś?
-Tak- co drugi weekend.
Czekam aż może jakoś rozwinie temat, coś mi opowie o swoim jedynym dziecku, ale na marne.
-Potencjalny, przecież to jest twoje DZIECKO, to nie chciałbyś, żeby kobiety coś wiedziały na jego temat?
-Niby tak, ale o czym tu opowiadać? Ale nie ukrywam, że chciałbym jeszcze mieć jeszcze jedno.

Tatuś, tatulek, tatuńcio. Noż ty! Która będzie chciała sobie zrobić z takim gościem dzieciaka? Z człowiekiem, który generalnie wstydzi się swojego syna i najchętniej schowałby je w szafie? Dresiarz pretenduje do zdobycia tytułu jednego z najgorszych tatusiów.
I nagle facet zaczyna się rozwijać w swoich wypowiedziach. Opowiada, snuje plany na przyszłość, komplementuje a ja słucham i wyłapuję coraz to ciekawsze newsy z jego życia. Chwali się, że pasów bezpieczeństwa to on nie zapina, bo ich NIE LUBI; że kocha jeździć samochodem niebezpiecznie przekraczając przy tym prędkość. Dziecka w foteliku po mieście też nie wozi, bo po mieście to bez sensu. A! I najlepsze! Po jednym piwie to bez skrępowania wsiada do auta, bo co to jest jedno piwko? Jak siedziałam w pozycji „noga na nogę” tak mi jedna bezwładnie opadła na podłogę… Mniemam, że to wszystko mi mówił, bo chciał zrobić rażenie i wyjść na chojraka… Ale cóż… wyszedł na buraka.
Dopijam kawę i kończę tą farsę.
-Chomikowa, jesteś samochodem? Bo bym cię odwiózł, co ty na to?
-Samochodem! Samochodem! Nie! Dziękuję!
Przecież nawet, jakbym miała w perspektywie zasuwać te 10 km na pieszo, to bym dała z pięty, żeby tylko z tym świrem nie wsiadać do auta.

Tym razem jestem naprawdę zła. To wszystko to jakaś paranoja. Pomyłka a ja przez przypadek znalazłam się w jej epicentrum.
Dojeżdżam do domu. Rzucam torbę w przedpokoju Rodzicielki i Przyszywanego Ojca. Nos mi mówi, że siedzą na tarasie i grillują. Nie mylę się 🙂
-Macie coś mocniejszego?
-Dziecko, gdzie ty byłaś, że wracasz taka zła?
-Aaaa, powiem ci mamusiu, że na randce byłam! W takich emocjach w dzisiejszych czasach kobieta wraca z RANDKI.
-Oooo, dziecko, to ja ci zrobię dobrego drinka, bo widzę, że lekko nie było. A już się do ciebie odezwał „po”?
-OCZYWIŚCIE!
-I co?
-No jak to CO? Muszę go szybko spławić!
-Tak, ja ci koniecznie tego drinka już zrobię.

stara, zdesperowana Chomikowa :P

Dzisiejszego popołudnia udałam się z koleżanką (typową Blondynką 😀 ) do miasta na kawę. Jak to zawsze bywa na babskich spotkaniach- może być troszkę za głośno, może być trochę za wesoło i poruszane tematy mogą być niezbyt… elokwentne 😉
Poruszałyśmy się jedną z najmodniejszych ulic w naszym mieście i dyskutowałyśmy o nowym tuszu do rzęs, który zamówiłam przez Internet, i który będzie dla mnie nowością. Panowie, na pewno trudno jest Wam sobie wyobrazić jak można zamienić na powyższy temat więcej, niż 5 zdań, ale uwierzcie, że MOŻNA 😉 Młodzi panowie, którzy szli przed nami, również byli zaskoczeni długością naszego dialogu i generalnie powodem dla którego tak głośno dyskutujemy
-Słyszysz? One tak o czym? O tuszu? – pyta wyraźnie zainteresowany jeden drugiego.
-Daj spokój, niech se gadają. Baby tak mają. – uspokaja ten drugi.

Ja z Blondyną wyraźnie speszone tym, że ktoś jest zaineresowany naszą bezsensowną rozmową, zmieniamy temat na dzieci naszych koleżanek. Widzimy, że młodzi panowie przed nami zamilkli i wyraźnie się nam przysłuchują. Mnie to trochę bawi, ale Blondyna jest bardzo onieśmielona i kończy kolejny temat zdaniem: „Daj spokój Chomiczku. I tak na razie jesteśmy młode, więc na dzieciaki mamy czas”. I to chyba było niezmiernie ciekawe zdanie, ponieważ niższy z dwóch panów odwrócił się, aby w końcu się nam przyjrzeć. A ja co? – A ja rozbawiona całą sytuacją, niewiele myśląc zadaję im pytanie:
-Prawda Panowie, że jesteśmy z koleżanką jeszcze za młode na posiadanie dzieci?
-Czy za młode? Zależy ile mają panie lat i czy panie chcą mieć dzieci- opowiada ten wyższy.
-Ale możemy ten temat przedyskutować przy kawie.- wtóruje mu niższy.
Przyglądam się im. Są na pewno od nas młodsi. To nie ulega żadnej kwestii. Poza tym niższy ma obrączkę (jakże by inaczej). Nie czuję tej kawy. Blondyna też jej nie czuje, bo ściska mnie porozumiewawczo za rękę. Nie przeszkadza nam to jednak wdać się w rozmowę.
-A panie to chyba studentki, prawda? Uniwersytet, czy Politechnika?
Wybuchamy śmiechem. Jak to miło być odebraną za studentkę! Jaka młodość musi z nas bić!
-Naprawdę wyglądamy tak młodo? Chłopaki, dobrze wam idzie, mówcie dalej!- zaśmiewam się i proszę o więcej komplementów 😀
-Patrz, jaka zdesperowana!- rozbawiony wyższy chłopak skomentował moją wypowiedź.

Pięknie Chomikowa. PIĘKNIE. Ty DESPERATKO 😀

Śmieję się sama z siebie i nie za bardzo mogę się pohamować. Łzy rozbawienia jak zwykle wycieram rękoma, ale nie tracę czujności przysłuchuję się  rozmowie Blondyny z chłopakami.
Dowiaduję się, że mają po 22 lata…
-Ojejku, jakie to słodkie- wpatruje się Blondyna w chłopaków jak w malutkie dzieciątka i mam wrażenie, że za chwilę wyjmie im z torebki śliniaczki i grzechotki.
-A ja zostanę niedługo tatą- informuje nas ten z obrączką.
-JUŻ?!- obie wykrzykujemy pytanie pełne zdumienia
-No pewnie! Lepiej teraz, niż za 10 lat, jak już będę stary i na nic nie będę miał siły!
?????
Dziękuję. Leżę. Zataczam się ze śmiechu. Szybciutko liczę za ile będę miała te jego „za 10 lat” i wychodzi mi, że za bardzo niedługo. Będę stara, na nic nie będę mieć siły i generalnie jestem w czarnej d*** . BAJECZNIE!
Zerkam na Blondynę i ta również się zaśmiewa, ale jest to chyba śmiech przez łzy…
Kiedy w końcu jakoś się ogarniam, dopytuję przyszłego ojca o plany  związane z opieką nad małym członkiem rodziny.
-No normalnie będzie. Będzie fajnie.
-Ale wiesz- te nieprzespane noce itd. Taki twardy jesteś?
-Pewnie! Będę wstawał cały czas i będę we wszystkim pomagał.
-Chyba przez pierwszy tydzień…
Powiedziałam to na głos?
Ojejku… Tak…
-A ty, Chomikowa to chyba jesteś samotna i bezdzietna, że tak bardzo sceptycznie podchodzisz do posiadania dzieci?
Dobry jest! Gość mnie powalił oceną mojej osoby! Cały dialog rozłożył moją psychikę na części i każdą z nich potrącił tenisówkiem.
Wybucham już takim śmiechem, że nie jestem w stanie nic powiedzieć. Żegnamy się z chłopcami a Blondyna jeszcze na odchodne życzy im miłej nauki w szkole.

10-minutowy dialog a jak pięknie podsumował moją osobę 😀 Zdesperowana, bezdzietna, samotna, stara… Już nic dobrego mnie w życiu nie spotka 😛
Cóż… Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy 😀
A jeśli już o oczach mowa… Jakiś czas temu dostałam od kogoś krem pod oczy, ale uznałam, że chyba za wcześnie na takie mazidła.
Gdzieś tu był…
Gdzie jest DO CHOLERY ten krem?!

„a ty czemu jesteś sama”?

divorce-partyUmówiłam się z moim dawnym znajomym. Nazwijmy go Czarny jak Lis (z wiadomych racji 😉 ) Znam chłopaka od… uuu od bardzo dawna 😛 Jedno z moich pierwszych wspomnień dotyczy naszej zabawy w saloniku w drewnianym domku na wakacjach. Ja się bawię ludzikami a on mnie wali samochodzikiem po głowie. Potem było coraz gorzej, ale na szczęście się nie pozabijaliśmy 😉 Zabawy w „podchody”, gra w ping-ponga, pierwszy wypady alkoholowe itp. Każde wakacje w podobnym gronie. Później dorośliśmy, życie zaczęło przybierać innych barw i kontakt troszkę się urwał. 3 lata temu spotkałam go w mieście. Przedstawił mi kobietę, która stała obok niego i pokazał zdjęcia usg ich maleństwa. Ślub, dzieci… Taka kolej życia. „Tak, gratuluję, oczywiście. Niech maleństwo zdrowo rośnie”. A wy obyście się nie rozwiedli…
Czarny jak Lis przypomniał sobie o mojej osobie z racji właśnie… rozwodu. Bo papiery są już w sądzie.
-Wiesz co Chomiczku? Jak mi napisałaś wiadomość, żebym się nie zamartwiał tym rozwodem, że jeszcze życie przede mną, to zauważyłem, że jako jedyna nie głaskałaś mnie po głowie, tylko rzeczowo podeszłaś do tematu.
-Czarny, bo nie ty pierwszy i nie ostatni niestety… Nie wiem, co tam się u was zadziało i nie chcę wiedzieć, ale skoro została podjęta decyzja o rozwodzie, to musiał być konkretny powód.
-Nie mogła znieść tego, że piszę sobie e-maile z innymi kobietami…
Mówiłam, że NIE CHCĘ WIEDZIEĆ! Nie chcę, nie chcę…
-Słuchaj… nie wiem jak wyglądały te twoje e-maile… Ale jeśli poświęcałeś wieczory na pisanie wiadomości z innymi dziewczynami, to mogę twoją żonę zrozumieć. Żadna z nas nie lubi konkurencji. A wy macie coś takiego, że lubicie się po ślubie dowartościowywać. Jeśli twoja żona miała do tego kompleksy, to jestem w stanie ją zrozumieć. Ale jak już powiedziałam, nie było mnie przy tym, nie ma i nie będzie.
Co ja będę dorosłemu facetowi tłumaczyć zawiłości kobiecej logiki. Mam jednak nieodparte wrażenie, że każde nieodpowiednie męskie zachowanie jest przez nich odbierane za „przecież nic się nie stało”.
Czarny wzdycha. Ja wzdycham. Widzę, ze szuka w moich oczach zrozumienia. A ja NIE ROZUMIEM.
-Dobra Czarny- z ręką na sercu-czy każda z tych wiadomości wysyłanych do koleżanek  była czysta jak łza…?- już w ogóle pomijam fakt zaglądania komukolwiek w e-maile czy telefony, ale może skoro to robiła, to może miała ku temu mocne podejrzenia…?
-No nie była…-jakiż smutek w jego oczętach!
Dziękuję. Więcej pytań nie mam. Dajce mi w końcu tę sałatkę.

Znajomy popadł jednak w jakąś melancholię i ciągnie depresyjny nastrój. Na nic moje próby zmiany tematu, obrócenia wszystkiego w żart…
-Wiesz Chomiczku… jak się ludziom z naszego dzieciństwa życie pogmatwało… Pamiętasz Magdę i Adama?
-Pewnie, że pamiętam! Jacy piękni, jacy radośni! Sprawiali wrażenie bardzo dobranej pary. Może ciut za wcześnie wzięli się za zakładanie rodziny, ale ich wybór. Ich miłość. Z tego, co słyszałam, to mają bliźniaki?
-No mają, albo raczej teraz już tylko Magda ma…
Nie wierzę…
-Adam zakochał się w koleżance z pracy-kontynuuje tę niezwykle barwną opowieść Czarny- ona też zostawiła swojego męża dla niego. Czy muszę ci mówić w jakim stanie psychicznym jest Magda?
-Domyślam się… Oj, domyślam…
Jak bardzo się cieszę, że nie jestem na jej miejscu. Za nic w świecie nie chciałabym zostać sama z bliźniakami… Ja rozumiem, że ludzie się rozstają, że nie potrafią dłużej ze sobą żyć. Naprawdę jestem w stanie to zrozumieć. Ale już po 3 latach od przysięgi przed ołtarzem?! Czy oni byli pod wpływem jakiś środków odurzających??? Czy ktoś ich do czegokolwiek zmuszał??? Gdzie szacunek do drugiej osoby…?
-I wiesz- ich rodzice jeszcze nie zdążyli spłacić kredytu z wesela.
Trzeba było nie robić wesela. Mogli wyjechać w podróż poślubną za tę kasę lub odłożyć na bliźniaki.
-A pamiętasz brata Magdy? Przemka?
Pamiętam, choć w tej chwili nie wiem czy chcę pamiętać i czy chcę cokolwiek o nim wiedzieć… chcę moją SAŁATKĘ.
-No pamiętam… też się rozwiódł?- pytam, ale wcale nie jestem zainteresowana, bo już czuję jaka będzie odpowiedź.
-A nie! Ten to nie miał żony, ale ma dziecko, którego nie widuje… Przytrafiło się, kiedy próbował się pogodzić z byłą narzeczoną.
Coś nowego…
-Skoro dziecka nie widuje, to rozumiem, że się NIE POGODZILI? Może powinni jeszcze raz spróbować i „na zgodę” machnąć sobie jeszcze jedno niczemu winne dziecko?- ironizuję. Bo szlag mnie już trafił.
Jeszcze jedna opowieść z życia wzięta i nasze spotkanie skończę nie nad sałatką, ale nad mieszanką alkoholową.
-Dobra Chomiczku, wystarczy już o mnie i o znajomych. Powiedz mi lepiej… CZEMU TY JESTEŚ SAMA?

Bystry nigdy nie był 😛

*imiona pozmieniałam