coś się ze mną dzieje…

twórczość własna
twórczość własna

Tak, przyznaję… coś się ze mną dzieje… Aż kusi, żeby powiedzieć, że niedobrego, ale…  Ale w czym rzecz? Otóż od czasu wypowiedzenia mam w sobie jakieś niepoliczalne pokłady spokoju, cierpliwości i… DOBROCI (???) Aż sama zaczęłam się o siebie martwić. Bo już pomijam takie sytuacje, kiedy ktoś leży na ulicy i pomóc po prostu TRZEBA lub kiedy wieloletni znajomi proszą o odrobinę pomocy. To są sytuacje, kiedy bez zastanowienia Chomikowa pakuje torbę, ciuchy i na pomoc biegnie, ale… Wczoraj byłam umówiona z moją Bambaryłką. Pędzę po pracy jak szalona, bo może tym razem facetowi przez jakiś przypadek uda się przyjechać punktualnie (naiwna Chomikowa). Dojeżdżam na ogromny parking centrum handlowego, skręcam, żeby zaparkować i widzę jak biegnie do mnie jakiś człowiek. Matko kochana, potrąciłam kogoś i nawet nie zauważyłam? Boczna listwa mi odpadła w Pędzidle…? Coś się stało na bank. Otwieram drzwi odrobinę zlękniona.
-Pani kochana! Pani poratuje złotóweczką!
No oczywiście. Biegł do mnie 50 metrów, żeby poprosić o kasę. Wzdycham sobie po cichutku.
-A na co pan potrzebuje tą złotóweczkę?- pytam i liczę na jakąś sensowną odpowiedź, bo jak mi powie, że na bułkę lub piwo, to szlag mnie trafi.
-Pani, co ja będę panię okłamywał. Ukochaną mi w pierdlu zamknęli i muszę jej przecież jakąś paczkę wysłać, bo jak już ją stamtąd wypuszczą, to mi dupę skopie, że nic jej nie wysłałem.
Wybucham śmiechem. Facet rozłożył mnie na łopatki. Jak mu nie pomóc? 😀
-A za co ona poszła siedzieć, co?- wnikam, bo jak kogoś mocno skrzywdziła, to ja faceta pogonię tak, że już nikogo nie będzie prosił o pieniądze, ale pomoc psychologiczną i to nie u mnie.
-A no wie pani, oszukiwała na pieniądze. Ja tego nie pochwalam, ale wie pani jak to jest z miłością.
Wiem niestety, wiem i dalej się zaśmiewam. Wyjmuję 2 zł i niech dalej zbiera dla ukochanej na prezent.
Takiej miłości przecież trzeba pomóc 😛
W drodze do kawiarenki dzwoni do mnie Bambaryłka, że bardzo mnie przeprasza, ale z mamusią pojechał do lekarza, więc na pewno z godzinę się spóźni. Jakie on ma szczęście, że znam go tyle lat i traktuję ja brata… Mam więc godzinę na zakupy. Drepczę do marketu i nagle gdzieś w okolicach moich nóg słyszę jakiś głos:
-Dzień dobry, przepraszam panią bardzo…
Szukam w panice źródła tego głosu, rozglądam się po moim poziomie (przypominam, że reprezentuję WYSOKI poziom 😛 ) i mój wzrok spada gdzieś w dół…
No świetnie.
-Przepraszam panią bardzo, czy z kimś takim, jak ja umówiłaby się pani na kawę?
Zapowietrzam się.
Chłopak jak na moje oko około 30-letni. Już pomijam ten wózek inwalidzki, ale ewidentnie z porażeniem mózgowym.
Normalnie pewnie szukałabym wymówki, żeby gdzieś pobiec dalej, ale… Dlaczego nie miałabym mu sprawić choć odrobiny przyjemności? Co ten facet ma z życia? A ja mam akurat godzinę wolnego.
-A masz teraz czas? Bo ja mam akurat godzinę wolnego i chętnie gdzieś z tobą usiądę i pogadam.
Na początku, jak zawsze podczas rozmowy z obcym człowiekiem czuję się odrobinę spięta, ale z czasem wdaję się z Marcinem* w rozmowę i luźną dyskusję. Mówi mi, że od jakiegoś czasu postanowił łamać tabu i wychodzić do ludzi. Nie zawsze ludzie chcą i mają czas na rozmowę z nim, ale czasem się udaje. Pyta się mnie czym się zajmuję, czy mam męża i jakie mam plany na najbliższe lata. W rozmowie daje się wyczuć sposób prowadzenia dialogu typowego dla starszego społeczeństwa. Wynika to stąd, że mieszka tylko z mamą (jakże by inaczej…) i najczęściej to z nią rozmawia. Troszkę zaskakuje mnie pytaniem czego tak najbardziej bym mu życzyła, aby mógł stać się szczęśliwym. Niełatwe pytanie. Nie chcę go przecież urazić… Po chwili namysłu uświadamiam sobie, że przecież, gdyby był zdrowy, to wcale nie jest powiedziane, że nie byłby samotny. Nie jest powiedziane, że byłby szczęśliwy.
-Wiesz co, Marcin? Życzyłabym ci normalnej pracy, która zagwarantowałaby ci godne wynagrodzenie i kontakt z ludźmi.
-Oj! Ale ja nie potrzebuję pracy. Ja mam rentę i mamy pensję.
Nie podoba mi się to podejście do sprawy… Trochę zaczynam siebie karcić za to, że to mi się nie podoba, bo to przecież jego życie i jego potrzeby, ale jednak… Wdaję się w nim  prawdziwą dyskusję.
-A wiesz, że twoja mama nie będzie żyła wiecznie? Nie chciałbyś być samodzielny? Czuć że twoje życie zależy tylko od ciebie? Nie chciałbyś codziennie wychodzić z domu, żeby spotkać ludzi z pracy a potem dostawać godne wynagrodzenie za swoją pracę? Ale „godne” podkreślam.
-Nie, Chomikowa. Ja tylko bym chciał kontaktu z normalnymi, zdrowymi ludźmi.
Próbuję z nim jeszcze na ten temat dyskutować, ale widzę że ja go w 100% nie zrozumiem. Poza tym to jego życie. Tylko jego.
Żegnamy się po godzinie. Nie zmarnowałam tej godziny. Nie zmieniam też jego życia i nie zmienię, ale zrobiłam coś pożytecznego…

Weszłam w odwiedziny do koleżanki, która pracuje w markecie. Rozmawiałyśmy z jej klientem o odwadze współczesnych mężczyzn. Opowiadam o spotkaniu z Marcinem, który nie powinien mieć ani grama odwagi, a zaprosił mnie na kawę.
-A! Taki z porażeniem mózgowym? Zdarza się, że go tutaj widuję. Faktycznie od czasu do czasu zaczepia kogoś, żeby z nim porozmawiał, ale powiem ci, że kobiety to zaczepia tylko ładne.
-Myślisz, że mnie to dowartościuje?
-Myślę, Chomiczku, że ciebie nie, ale zrobiłaś chociaż dobry uczynek. Na górze masz to zaznaczone.

Skąd we mnie ostatnio tyle miłości do bliźniego? Aż zaczynam się o siebie martwić 😛  Na ten moment jeszcze nie jest ze mną tak źle, ale jeśli stan obecny będzie ulegał pogłębieniu, to skończę gdzieś w głębokiej Afryce a tam przecież grasuje EBOLA. A do eboli to ja może niekoniecznie… Ale co, jeśli pognie mnie konkretnie…? Przyodzieję tą białą chustkę i białe prześcieradło, rozdam oszczędności i będę żyć w ascezie pomagając bliźnim?
Chociaż nie będę mieć codziennego problemu „w co ja mam się jutro ubrać?” 😛

Zapytam sąsiadki, czy okien jej nie trzeba umyć.
😛

——————————–
*imię zmienione

74 odpowiedzi do “coś się ze mną dzieje…”

    1. Swojej empatii w stosunku do innych nie musisz się wstydzić i myśleć ,że coś jest z Tobą nie w porządku kiedy strasz się zrozumieć innych . To ówczesny świat ma problem z definicją czl;człowieczeństwa i to on powinien się tego wstydzić nie Ty.

  1. Akcja ze „złotóweczką” ciekawa, nie wiadomo, czy faktycznie zbierał na to, o czym Ci powiedział, ale to i tak dobra odmiana od „złotóweczki” na piwko czy winko :D.
    Faktycznie, Ty chyba masz coś w sobie z miłosiernej samarytanki, ja nie wiem jak bym się zachował będąc w takiej sytuacji, jak Twoja (mówię o tym niepełnosprawnym chłopaku). Pewnie znalazłbym tysiąc wymówek ;-). I oczywiście mowa o sytuacji w której to dziewczyna/kobieta zadaje mi takie pytanie, żeby nie było niedomówień :-P.

    PS Koniec leżenia wentylem do góry, jutro rano jadę :-).

    1. Też nie wiem na 100% czy zbierał na ten prezent dla ukochanej, ale nawet jeśli historia wymyślona, to i tak lepsza niż piwo czy bułka 😉 Jakbyś się nie spieszył, to poszedłbyś na chwilę pogadać…? Chociaż ja sama nie wiem czy bym w innym przypadku zgodziła się a tą kawę…

      1. Jeśli, wierzysz w Boga, to nie ma przypadków, Ta wasza rozmowa, była „zaplanowana” 😉 coś dla Marcina, lub dla Ciebie z tej rozmowy wynikło, Dla ciebie- bo zaczęłaś się bardziej zastanawiać nad sobą? Zobacz jak nic nie kosztującym gestem uczyniłaś wiele dobra, jak na Ciebie to wpłyneło, podąż za tym-to niekoniecznie wyjazd do dalekich krajow, obok za rogiem…, nawet w galeri handlowej jest mnóstwo ludzi…a Marcin…w nim też ta rozmowa rozpoczęła pewien proces, może kiedyś się dowiesz jaki 😉 nasz Pan ma bardzo niesamowite poczucie humoru,
        Dużo radości i miłości, Tobie życzę…

        1. Bóg coś planuje…? Myslałam, że On wszystko zostawia swojemu biegowi…
          A z tymi procesami… możliwe, że masz rację. Podobno nic nie dzieje się bez przyczyny… 🙂
          Pozdrawiam!

  2. Chłopak faktycznie odważny do ludzi. Szkoda tylko, że ma takie podejście do pracy. W centrum handlowym raczej stałych realcji międzyludzkich nie nawiąże. Takie rozmowy przy kawie z obcymi mogą być oderwaniem od rutyny dnia codziennego. Nie zastąpią jednak stabilniejszych relacji z kimś innym niż matka.
    Pan z parkingu to nawet romantyczny z tą paczką się okazał:)
    Swoim altruizmem się nie przejmuj. Minie jak grypa:) W najgorszym wypadku jakiś pan Potencjalny ( nie koniecznie z netu) przywróci Ci właściwy stosunek do świata:)

    1. 😀 Mówisz, że minie? 😀 OBY 😀 Bo już zaczynam białego materiału szukać 😉
      Tak, z tymi relacjami pomiędzy ludźmi poznanymi na kawie to raczej może być ciężko… ale jeśli On po prostu chciał pogadać. Nie dziwię Mu się…

      1. Do białego materiału Pani baaardzo daleko.
        Biały materiał na 1 miejscu stawia relację z Bogiem i POKORĘ(rozumiemy się?)a reszta się temu podporządkuje.
        Bardzo chwalebne są Pani wysiłki ,by pomagać innym i tak być powinno ,to naturalne ,aczkolwiek w dzisiejszym świecie coraz mniej spotykane.

  3. Może masz tej cierpliwości i dobroci za nas obie – ja po wczorajszej awanturze z teściami, nie mam w sobie ŻADNYCH pozytywnych uczuć dzisiaj. I chyba długo nie będę miała. Myślę, że nie poszłabym na tę kawę – nie znoszę, kiedy ktoś mnie zaczepia, kiedy akurat chcę pobyć sama a często chcę. Jednak masz w sobie jakieś pierwiastki anielskie 😉 . Miłego weekendu!

    1. Żeby te pierwiastki nie przeobraziły się w jakiś związek 😉
      Mona ja Ci współczuję tych kłótni. Ty może odpuść, bo wojnę wywołasz a to może być dla Was tragiczne w skutkach…
      Ale masz rację- miłego weekendu 🙂

  4. Nic się nie bój… przejdzie Ci 🙂
    Wystarczy, że zaobserwujesz parę razy jak to Cię oszukano, albo wręcz swoją pomocą komuś zaszkodziłaś 🙂
    Przykład – wychodzę ze szpitala, a tu zaczepia mnie babuszka, że ona ma leki do wykupienia. Na cukrzycę.
    Receptę faktycznie ma… i prosi o „chociaż złotówkę”…
    No to pytam ile kosztuje lek i daję tyle, żeby wystarczyło.
    Babuszka oczywiście dziękuje, obiecuje się modlić za mnie i za całą rodzinę do dwunastego pokolenia 🙂
    No ale do samochodu kawałek mam, więc idę i co jakiś czas patrzę co też pani dalej zrobi.
    A ona parę kroków niby w kierunku apteki, a później w tył zwrot i następnego zaczepiać…
    Cóż… chcesz mieć dobre serce – musisz mieć twardą dupę. Ale przynajmniej wyciągnij wnioski na przyszłość – myślę sobie.
    I tak stoję przy samochodzie i patrzę – a nuż się babuszka jednak pofatyguje wykupić lek. No ale nic z tego, twardo stoi…
    Wsiadam do auta, a w międzyczasie podjeżdża szary passacik, w środku dwóch panów. I stoją…
    Cóż… podjechałem do babinki, zapytałem dlaczego – skoro ma już pieniądze na leki – nie poszła do apteki ich wykupić tylko następnych ludzi zaczepia.
    Tłumaczenie mętne w stylu „nie zaczepiałam” i „a bo mi się pić chciało… zaraz pójdę kupić”…
    Dopiero później dodałem dwa do dwóch i wyszło, że sympatyczni panowie z passata pilnowali interesu, a babuszka będzie tam stała dopóki ludzie będą się litować i dawać pieniądze. Ale nie wpadłbym na to, gdyby nie blog Alicji – przy okazji dziękuję 🙂

    I tak to bywa… człowiek chciał pomóc, a zaszkodził.
    Należało pójść z panią, wykupić jej lek i „zmarnować” jej receptę 🙂
    Choć też nie ma gwarancji, że nie miała kolejnych na taką okazję…
    Tak czy inaczej – pomaganie nie jest łatwe…
    Ale ta godzina z chłopakiem na wózku będzie Ci policzona 🙂

    1. Kurdę, ja już w tylu miastach wdziałam te kobitki z receptami… To już jest stary numer… Ale masz rację SokoleOko, że pewnie niedługo ta Matka Teresa we mnie umrze 😉
      A widzę, że zaglądasz do Alicji 🙂

      1. jakiej Alicji? toż ja jestem Alicja i nic nie wiem o tym, że sam Sokole Oko herbu „litościwe serce, mądra głowa” do mnie zagląda…
        dżisus…Chomiczku!! On zagląda, a ja tam w wygodnym dresiku i ciepłych skarpetkach 😉
        A Ty taka dobra nie bądż, to na życie bardzo szkodzi…

        1. Tak, Alu o Tobie mowa 🙂 ale „litościwe serce, mądra głowa”??? Czy Ty Mu, Alu za bardzo nie słodzisz przypadkiem??? 😉 Żeby Mu się tutaj u mnie w głowie nie poprzewracało i ego zbytnio nie urosło 😉
          Już się leczę z tej dobroci, leczę…

          1. Herb jak najbardziej słuszny, bo przecież On grosz wyjął i biedną wdowę wspomógł, a że mądry to się połapał, że wdowa nie zbiera na receptę, a na whisky dla panów w pasacie 😉
            no, ale tak czy siak…i recepta i whisky na zdrowotność dobre są 😉

        1. JAk najbardziej faceci mogą.
          Mieszkam w bloku i co jakiś czas przychodzi pewien facet z receptą na apopleksję lub na raka płuc. Raz dałem ale potem zapytałem siostry lekarki a ta mnie uświadomiła.
          Już nie pamiętam jak mi to wtedy wytłumaczyła bo mam absolutnie antymedyczny umysł (jak mam iść do apteki to mam popisane co mam kupić bo z terminologii medycznej zapamiętuje tylko słowo „tabletki”) ale więcej już nie daję. Raz sprawdziłem nawet ową receptę (była grubo po terminie) – zapytałem czy chce bym wezwał policję to wyrwał mi receptę i odchodząc określił paroma nieszlacheckimi słowy

          To jeden z najbardziej skutecznych sposobów żebrania (i oszukiwania) bo pogrywa na najcieńszych strunach emocji.

          1. Aaa jednak… Hefr, ale t świetnie, że gościa postraszyłeś Policją. Bo już co ja co, ale żerować na ludzkiej dobroci się nie powinno.

      2. No widzisz? A ja się dałem na takie plewy złapać… ehh…
        No i gdzie ta „mądra głowa”? 😀
        A do Alicji zdarzyło mi się parę razy zajść…
        Po cichutku, coby popłochu nie wzbudzić – zaraz by było „ranuboskie! goście jado! jadła, napitek stawiać! przyodziewę zmieniać”…
        A jam przecie niegodzien takiego rabanu 🙂

    2. Spotkałam się z bardzo podobnym przypadkie, ale ja nauczona już przez doświadczenie (oszukano mnie już kiedyś prosząc o pieniądze na kupno biletu do domu) poprosiłam o receptę i zaproponowałam Pani, że pójdę z nią do apteki i leki wykupię. Pani się lekko zmieszała, coś tam zaczeła kręcić i nagle ani pieniędzy ani leków nie potrzebowała. Teraz jak mnie proszą o pieniądze np. na jedzenie to pytam co im kupić bo obok sklepu jesteśmy – proszę bardzo, służę. Niecierpię cwaniaków, którzy chcą monetę z wózka sklepowego za jego odprowadzenie. Przepraszam, gdzie Pan byłeś jak pchałam wyładowany po brzegi wózek do sachochodu. Jak mi się trafi gość, który zaproponuje prowadzenie wózka w obie strony to chętnie wspomogę.

  5. Jakbyś się w tym myciu okien u sąsiadki nie zrealizowała do końca, to jeszcze mogę Ci parę adresów podać, gdzie okna są brudne… 🙂
    A swoją drogą zrobienie czasami czegoś odwrotnie, inaczej niż zwykle, jest dobre dla naszego rozwoju. Przekraczanie granic podobno uszczęśliwia (nie chodzi mi o granice państwowe 🙂

    1. Tak czułam, że kilka adresów do mycia okien może mi zostać tutaj podane 😉
      Masz rację Hegemonie, że to przekraczanie granic uszczęśliwia. Coś w tym jest- ale oczywiście tylko wtedy, gdy tą granicę uda nam się w 100% przekroczyć…

      1. Człowiek ma taką strefę komfortu, w której mu wygodnie, ale żeby być szczęśliwym, to musi ją przekroczyć, wyjść poza… I to jest ciężki wybór między znaną wygodą, a niepewnym szczęściem…

  6. Może i nie będziesz mieć problemu w co się ubrać, ale też nie będziesz miała co i z kim wypić;-) Księża mają przynajmniej wino mszalne, a siostry to chyba tylko wodę święconą:-)

  7. Chomiczku do egzorcysty leć hihi nie no żartuje ale wiesz co nie ma mnie jak zwykle jakiś czas a jak zawsze są nowe wpisy ale bardzo mnie to cieszy przynajmniej mam co czytać 🙂 ściskam serdecznie

    1. Do egzorcysty chyba jeszcze mi trochę brakuje… 😉 To gdzie Ty jeździsz, gdzie się plączesz, że Ciebie tyle czasu nie było? Proszę tu Chomikowej ja na spowiedzi 😉

  8. Dobry wieczor Chomikowa. Milo, fajnie i spokojnie sie ciebie czyta.
    To z gosciem co o zlotowke dla odsiadujacej kochanej prosil – boskie. Alem sie usmail, hehhe !…
    Oczywiscie od razu przyszla mi na mysl podobna historia, ktora mialem tez szanse przezyc. Nie mnie sie zdarzyla, ale bylem swiadkiem. Jak z adresu mozesz sie domyslac mieszkam we Francji. Zyje niezle, nawet lepeiej niz niezle chociaz pracuje w kuchennej restauracji i przyzadzam salatki (i czasami pizze, by nie sklamac). Ktoregos dnia po pracy, wraz z moim szefem (wielkim moim przyjacielem zarazem) poszlismy do sklepu dla osob pracujacych w gastronomii, by zakupic dla nas nowe piekne, biale kuchenne uniformy i… regulaminowe obuwie – takie nie slizgajace sie na kuchennej posadzce (wymogi BHP). Stoimy tak i czekamy az sprzedawca wroci z zaplecza z naszym nowym obuwiem do przymierzenia. Wchodzi arab (to widac). Taki pod trzydziestke, moze troche mniej. Podszedl po woli do lady, przy ktorej stalismy z szefem i rozgladajac sie po drodze po sklepie. „Przepraszam, pracujecie w restauracji ?” – niesmialym i jakby troche niezdecydowanym, dosc cichym tonem w glosie zwrocil sie do nas. Przytaknelismy kiwajac glowami z lekkim odmrukiem „ehhheeeee… oui…” (znaczy „tak).
    „Nooo…, ja tez…” padlo z ust araba. „Taaak”, odparl szef i dodal z usmiechem – „…a co robisz, sprzedajesz kebaby ?” We Francji pomimo tego co sie sadzi, uzywanie formy „Pan, Pani” w odniesieniu do osoby nieznanej (Vous), okazuje sie wcale nie byc dzisiaj juz tak ewidentne. Tym bardziej jeszcze, gdy chodzi o zagadanie miedzy osobami wykonujacymi te sama profesje.
    Arab tez z usmiechem odrzekl : „…noo, fajnie by bylo. Tak na prawde to szukam pracy. To moj drugi dzien we Francji. Nic nie umiem robic, wiec moze do jakiejs kuchnii uda mi sie zaciagnac. Problem, ze przeszedlem juz kilkanascie i w paru z nich informowano mnie, ze jezeli mi oddzwonia – mam sie stawic w regulaminowym obuwiu…”.
    „Jasne, jak sie poslizniesz na lisciu salaty co spadl na posadzke, to nawet pierwszego dnia nie zaliczysz – do tego ryzykujesz czyms goracym oblac siebie i innych…” – wtracilem.
    W tym czasie z zaplecza sprzedawca przyniosl nasze „buciki”… Zaczelismy je przymierzac.
    „Widzisz – takie to sa wlasnie kucharskie buty” – szef odparl do araba, pokazujac jednego z butow. Potem mu tlumaczyl co i jak; ze podeszwa antyslizgowa, ze sa nieprzemakalne, wygodne do stania godzinami i co najwazniejsze, maja stalowa ochrone na palce wewnatrz – tak, by nie zostaly zgniecione, gdyby przypadkiem gar z woda ci sie wysliznal z rak i polecial w dol(rzadkie wydarzenie, ale sie zdarza).
    Arab przytakiwal i mial wyraz twarzy najdwyraz zaskoczony, choc nie zdumiony…
    „A tak w ogole to skad jestes ?” Padlo wreszcie.
    „Z Tunezji”. Ok, teraz wiedzielismy, ze arab jest z Tunezji, no ale co nam po tym. Jedna trzecia arbow we Francji jest z Tunezji, nic nowego.
    Bylismy w trakcie oczekiwania na fakture zaplaty, gdy arab znow troche niesmiale zagadal: „Czy przypadkiem, gdzie pracujecie nie znalazloby sie miejsce dla mnie ? Jestem uczciwy i pracowity i potrzebuje pracy…” Nie skonczyl jeszcze slowa, gdy szef wszedl mu slowo:
    „Checi to nie wszystko, sam mowisz, ze nic nie umiesz, a nawet na zmywaku trzeba umiec sobie radzic. To najciezsza i najniewdzieczniejsza praca w kuchnii. Jezeli nawet ktos ci oddzwoni, to na nic innego cie nie obsadza”… Wtracilem sie wtedy i dodalem: „Nie zeby ci odebrac motywacje i nadzieje, ale nie rob sobie zludzen – jestes drobny i chudy a to ciezka praca, gorac, frenezja, stres osiem godzin. U nas czasami trzech nowych w ciagu dnia (zdarzylo sie pare razy) nie wytrzymalo: zdjeli fartuchy, strzelili sciera do zlewu i porzucili stanowisko klnac pod nosem (i nie tylko)… „.
    „Fakt (dodal szef) na tym stanowisku ludzie zmieniaja sie najczesciej – jak rekawiczki”.
    Arab nie ustepowal (desperacja widoczna) i zaczal blagac prawie: „Prosze, nadbaknijcie waszemu szfowi, gdyby wam brakowalo pomocy w kuchni, ze znacie jednego goscia bardzo pracowitego. Nie wazne – moge pracowac nawet w nocy. Szybko sie naucze. To moj numer telefonu. Mam na imie Yusuf”.
    Szef wzial kartke z numerem, popatrzyl na Yusufa – bo teraz juz mial imie, wiec nie jakis tam arab – i z politowaniem, ale i z pewna duma w glosie odrzekl: „Tak sie sklada, ze to ja jestem u nas w kuchnii szefem. Czesto, ale to czesto brakuje zmywacza, a za niedlugo zacznie sie sezon. To jedyne, jak mowilem – co moglo by sie tobie zaoferowac”… , „…wiesz co, badz jutro o dziewiatej…” Tu podal mu adres naszej restaurcji, dodajac: „Tylko punktualnie. Nie dziesiec po. O dziewiatej juz jestesmy w kuchni”…
    Oczy Yusufa rozpromienialy, prawie malo sie nie zakrecila mu lza w kaciku oka z radosci.
    „Bede punktualnie, tylko jest pewien problem”… „Skoro mowisz, ze bedziesz punktualnie to jaki to problem ?”… „Nie mam takich regulaminowych (tu wskazal na nasze, swiezo zakupione) butow „… Z pewnym grymasem na twarzy odparl nasz tunezyjski rozmowca.
    „Przeciez juz wiesz jakie masz kupic. Jestes w odpowiednim do tego miejscu – kup i do jutra” – wrzucilem od siebie poklepujac go po ramieniu.
    „Ale jest jeszcze nastepny problem”… uslyszelismy znowu.
    „A moze ty zmien imie na Problem, co ?” z wyraznym usmiechem na twarzy moj szef zripostowal i szybko dorzucil: „To ile tych problemow masz w rodzinie ? – dawaj: wyrzucaj „…
    Moj szef jest przeszalenie milym, inteligentnym czlowiekiem. Do tego ma swoje lata i posiada humor typowo francuski, troche trudny do zrozumenia dla przecietnego polaka. Ale do rzeczy.
    Tak stanelismy oboje patrzac na majacego byc od jutra rana, naszym kolega w pracy Yusufa i czekalismy, aby wyrzucil kolejny problem.
    „…boooo, bo ja nie mam pieniedzy, by kupic takie buty”… Obydwoje popatrzylismy na siebie zatroskani. Gosc w pelni szczerych checi, szuka pracy, swiezo przybyly, kto wie jakie problemy zostawil za soba tam skad przybyl … ? Itd. Itp.
    „A co ty, przyszedles do sklepu po buty bez pieniedzy ? Co, pewnie chciales ukrasc ?!”… wtracil sie nagle za lada przysluchujacy sie wszystkiemu sprzedawca.
    Szef go uspokoil i powiedzial, ze nie wazne co przyszedl tu robic. Krasc, czy prosic o buty w pozyczke (co przeciez nie istnieje, haha). Skoro pzryszedl do tego sklepu, znaczy, ze chce pracowac, bo inaczej w ogole nie szukalby tego sklepu. Gdyby mial krasc, ukradlby co innego, ale zaraz czemu ma sie obrazac kogos od zlodzieji skoro niczego nie uczynil. Wtedy Yusuf sie odzwal, ze tak na prawde to on ma pieniadze przy sobie, oczywiste – z tym, ze nie az tyle. Cena widniala 60 Euro, aon mial tylko 40. Wyjasnil, ze chcialby aplacic te 40 i zostawic w zastaw paszport, albo zegarek i jak tylko zarobi – doniesc reszte.
    Szef popatrzyl znow na mnie, bardziej niz na samego zainteresowanego i odparl: „No, co z nim zrobic ? Skoro zaproponowalem to trzeba, by jutro mial szanse chociaz przepracowac jeden dzien”…
    Wyjal portfel i zaplacil za buty. Pozegnalismy sie i zostawilismy Yusufa ze sprzedawca, by zmierzyl nowe buty do kuchnii.
    Na drugi dzien Yusuf byl wpol do dziewiatej pod restauracja. Gdy przyszedlem, juz stal i czekal caly uradowany. Mam z domu 10 minut motorem do restauracji. Po chwili przyjechal szef i reszta personelu. Yusuf dostal sniadanie od szefa, ja zrobilem mu kawe. Dostal szafke i gdy wyszedl w fartuszku z szatni przedstawilismy go wlascicielowi. Fakt mial miejsce siedem i pol roku temu. Nadal wszyscy pracujemy razem. W miedzyczasie Yusuf nauczyl sie gotowac jak malo kto. Okazal sie nadwyraz pracowitym czlowiekiem i cholernie inteligentnym. Nie jest muzulmaninem, co rzadkie u tunezyjczykow. Wyznaje jakies tam swoje woo-doo, czy cos innego (hehehe) – jak sie smiejemy nie raz. Ale nie nasza sprawa. Wazne, ze okazal sie swietnym czlowiekiem, wspanialym kolega w pracy. Uczynnym i pomocnym. Baaardzo dobrze wychowanym i uczciwym. Nigdy nikt nie slyszal z jego ust najmniejszego przeklenstwa. Ozenil sie i ma juz dwojke przeslicznych dziewczynek. Wlasciciel znalazl mu mieszkanie, ze mozna pozazdroscic. Od dnia gdy zaczal, przewinelo sie przez nasza restauracje (przez nasza kuchnie raczej powinno byc) z dobra ponad setke gosci pracujacych na zmywaku. Nigdy, co ciekawe – nie bylo polaka.
    Ja nadal robie pizze i salatki, choc tez potrafie gotowac, gdy trzeba. Yusuf jest drugim po szefie i dzis juz zarabia nawet o dwiescie Euro wiecej odemnie. I ciesze sie – bo czlowiek na to szczerze zasluguje.
    Czasami myslimy, ze pomoc ma na celu odwzajemnienie kiedys byc moze tego samego, przez osobe, ktorej sie pomoglo. Szef wzial ryzyko wtedy placac za buty Yusufa. Yusuf mogl sie nie stawic. Czasami ryzyko moze byc wspolmiernie niewielkie w stosunku do zaoferowanej pomocy, skoro juz na nia sie decydujemy. Te 60 Euro bylo wtedy, moze polowa stawki dziennej mojego szefa (nie wiem ile zarabia i nigdy sie tym nie interesowalem), a ile radosci i ciepla w sercu daje dzis swiadomosc, ze gdyby wtedy przeszlo sie obok Yusufa obojetnie – wypadki, kto wie jak dla niego moglyby sie potoczyc. Moze jak tobie, mojemu szefowi wtedy tez gdzies tam „zostal zapisany punkt” ?…
    Pozdrowienia z Biarritz.

    1. Ojej! Dziękuję bardzo za taki komentarz! 🙂 Wyszłaby z tego niezła notka na bloga 🙂 Jak widać pomaganie może czasem przynieść wiele pozytywnych aspektów w życiu 🙂 I aby nikt na pomaganiu się „nie sparzył”… Bo jak widać, choćby z opowieści SokoleOka (wyżej w komentarzach) możemy na tym pomaganiu dać się zrobić w przysłowiowego konia…
      Pozdrowienia gorące ze słonecznej, ale chłodnej Polski! 🙂 I zapraszam do siebie częściej 🙂

  9. Witaj Chomiczku :D,
    Przepiękny jest twój post. Bardzo mi się spodobał. W dzisiejszych czasach wszyscy jesteśmy zagonieni i nie mamy czasu ani dla siebie, ani dla innych. Nie zauważamy również ludzi, którzy potrzebują pomocy.
    Pracuję w kancelarii notarialnej, mam bardzo trudną szefową, tak trudną, że myślę o zmianie pracy. Podam Ci przykład: koleżanka powiedziała mi, że sika krwią, powiedziałam jej, że musi natychmiast iść do szefowej i do lekarza. Szefowa puściła ją. Koleżanka prosila mnie, abym z nią poszła. Zapytałam szefowej, a ta „żebym nie była taka współczująca”. Koszmar. Nie wiem co się dzieje z ludźmi, ale na dłuższą metę tak nie można… trzeba do czasu do czasu zatrzymać się i pomyśleć, pomóc.
    Pozdrawiam.

    1. Witam 🙂
      Kurczę, właśnie bardzo zabiegane mamy czasy… Gdybym ja pracowała na cały etat, to też nie wiem czy bym miała „chęć” i „czas” na rozmowę z Marcinem lub jakąkolwiek inną pomoc.
      Czasem warto się zatrzymać.
      A odnośnie Twojej szefowej, to niczym mnie nie zdziwiłaś. W tym środowisku nie słyszałam o ludziach jakkolwiek empatycznych…

  10. Szczerze powiedziawszy wzruszyłam się czytając ten post. Nie wiem czy byłabym w stanie usiaść z tym Marcinem, ba myślę, że co druga kobieta miałaby z tym problem. A myślę, ze on szuka nie tylko kontaktu, szuka miłości i ma nadzieję, że któraś z zaczepionych kobiet po prostu zobaczy w nim faceta i go pokocha.
    P.S. Akcja z więzieniem świetna, pewnie dałabym mu więcej, bo w końcu historia niesamowita 🙂

    1. Jak wynikało z rozmowy, to szuka kontaktu ze zdrowymi ludźmi, od których mógłby się czegoś nauczyć. Nie zgadzałam się z Nim w tej kwestii, bo od niepełnosprawnych też można się sporo nauczyć i to więcej dobrego. A że miłości to na pewno… Ale popatrz jak cwany! Pierwszej lepszej nie zaprosi, tylko wyselekcjonowane kobiety!

  11. Świetny tekst. Akcja ze złotówką .. Mam czasem podobnie ale daje tylko jak ktoś mnie jakoś oryginalnie przekona . Kiedyś podjechał do mnie taki pan na wózku . Poprosił o pieniądze na piwo bo co to za życie.. Tak to powiedział że mu dałem . Wychodzę z poczty a on to samo…Co to za życie itd. To mu mówię żeby nie był bezczelny. A on mówi „o przepraszam .. nie uczę sie na pamięć od kogo biorę kasę”
    Pozdrawiam i życzę miłego dnia

    1. „Nie uczę się na pamięć od kogo biorę kasę” 😀 Dobry 😀 Ale no niech już bierze na te piwa, ale niech tylko nie oszukuje ludzi, że na lekarstwa, czy na leczenie chorej córki. Bo to już jest bezczelne.
      Pozdrawiam i zapraszam 🙂

      1. ciekawe czy Pastor by się zatrzymał i poświęcił godzinę swojego czasu na rozmowę z nieznajomym,a co dopiero z niepełnosprawnym…duży szacun Chomiczku…przypomniał mi się Twój wpis o pieniążkach…no właśnie kim jest człowiek i czy to od ilości zer na koncie zależy jakim jest człowiekiem?nie,miarą człowieczeństwa jest to , ile dajemy z siebie dla drugiego człowieka…a czas jest czymś bardzo cennym…

        1. Oj, Tati… jakże mądrą rzecz mi tu napisałaś… To czas jest czymś najcenniejszym w naszym życiu. Tylko jego nie możemy kupić i tylko czas tracimy na zawsze.
          Pozdrawiam cieplutko!

  12. W końcu jakaś normalna dziewczyna promowana na głównej Onetu. O pokłady dobroci w sobie nie musisz się martwić widocznie masz z czego dawać, ale jak to mówią kto ma miękkie serce musi mieć twardą d..ę i ty trochę się tego boisz, ale odwagę w sobie znajdujesz za to cię cenię, bo masz też dar rozpoznawania kto jest dobry, a kto nie. A ten gość dostał 2zł za kabaret i świetne przestawienie należało mu się.

    1. Pewnie, że się boję. A kto się nie boi o własną d***? 😉 Ty na pewno też 🙂
      Za miłe słowa dziękuję i zapraszam do normalnej dziewczyny częściej 🙂

  13. Witaj Droga Chomikowo:)
    Numer z receptą jest niestety stary… miałam podobną sytuację. W centrum miasta podchodzi do mnie facet z receptą w ręku (żaden biedak, normalnie wygladający, zadbany) i prosi o datek na wykupienie recepty. Pierwszy mój odruch to już, juz sięgam do torebki, ale ponieważ miałam duzo wolnego, coś mnie tknęło i wbrew sobie mówie, że chętnie z nim pójdę do apteki i wykupię tę receptę 🙂 Faceta wmurowało! Zaczął tłumaczyć, że on się tu umówił z żoną, że nie może odejść itp. itd. Kasy nie dostał, za to sprzedawca z pobliskiego straganu był pełen podziwu dla mnie! bo jak to powiedział, facet na tę receptę naciąga każdego dnia wielu naiwnych… I drugi przykład. Idę sobie deptakiem nadmorskiej miejscowości, podchodzi do mnie dwóch wątpliwej reputacji gości… Czuję, że zaczynam się bać…. Jeden z nich: szefowo kochana, pani poratuje złotóweczką… nie będę pani oszukiwał, na tanie wino zbieramy, z więzienia wyszliśmy, a nas trzęsie… Dałam 2 zł! Jeden przybił żółwika, drugi cmoknął mnie w rękę, a ja odeszłam i chciało mi się śmiać…

    1. Z tym numerem na recepte to nie Ty pierwsza mi tu piszesz… Szkoda, że próbuje się łapać ludzi na nieszczęścia jaką jest choroba…

    1. Oj, wiele dziewczyn poszło z NIm na kawę.. Zerknęłam na Jego profil na fb i ma w znajomych 300 całkiem ładnych dziewczyn. TYLKO dziewczyn 😉

  14. Dobro do nas zawsze powraca, więc nic tylko się cieszyć, że są jeszcze ludzie, którzy w ogóle chcą się pochylić nad drugim człowiekiem 🙂 Dzisiaj problemem jest właśnie znieczulica na innych i dobrze, że prezentujesz tego przeciwieństwo.

  15. Rozumiem, że przekornie pytasz siebie, co z Tobą nie tak, że jesteś taka dobra i hojna, bo nie uwierzę, że zastanawiasz się nad tym naprawdę 🙂
    A teraz moja historia…. Kiedyś (dawno dawno temu) zaczepiła mnie na ulicy kobieta prosząc o pożyczenie pieniądzy (już nie pamiętam na co), mówiła coś o chorym synie, złym mężu, itd. Na jej szczęście, a moje nieszczęście (!) był to dzień wypłaty, a że miałam przy sobie sporą gotówkę, dałam jej.. 50 PLN. O ja naiwniaczka!!! Oczywiście wymieniłyśmy się numerami telefonu, obiecała, że zadzwoni i umówimy się na termin oddania. Jakoś w swojej naiwności nie pomyślałam, żeby zweryfikować ten numer… Ale za to jaka ja byłam szczęśliwa i zadowolona z siebie, że udało mi się kogoś wesprzeć, tak bezinteresownie, bo mi kogoś po prostu żal, bo ktoś był w potrzebie. Moje uwczesne współlokatorki tylko popukały się w głowę, kiedy opowiedziałam im tę historię…. Jakoś dla mnie było to nie do pomyślenia, że ktoś pod hasłem choroby, braku pieniędzy na leki, etc., może oszukiwać przychylnych sobie ludzi.
    Oczywiście kobieta nigdy nie zadzwoniła, a jej numer był wiecznie niedostępny, kiedy to ja próbowałam się kontaktować.
    Z tej historii wniosek wyciągnęłam taki: żebrakom na ulicy nigdy nie daję, ktoś mnie prosi o złotóweczkę też odmawiam. Jedyny wyjątek, to prośba o kupno jakiegoś posiłku – wtedy nie odmówię.
    Z drugiej strony…. Pod moim blokiem zadomowił się pewnien bezdomny, widzę go każdego dnia, jak siedzi na rogu ulicy i czeka na datki. Widzę też, jak każdego dnia pali pod blokiem papierosy i pije piwo, na mój widok (rozpoznajemy się już), najczęściej odwraca głowę. Moja pierwsza reakcja: „co za cham, prosi o kasę, ktrórą wydaje na fajki”. Potem przychodzi jednak refleksja: może to jedyna przyjemność, jaką w tym swoim bezdomnym życiu ma… Nie mnie osądzać.
    Może gdyby Ci wszyscy ludzie, te staruszki (w większości) mieli na chleb i godne życie, nie byłoby tych wstrętnych oszustw i wyłudzeń. Obyśmy my nigdy nie musieli być w ich skórze….
    P.S. Sorry, że przydługo, tak mnie jakoś wzięło

    1. Witam i dziękuję za taki długi komentarz 🙂
      Gdybym zapewne pracowała tak, jak pracowałam jeszcze kilka miesięcy temu, nie miałabym czasu i siły pomagać innym w jakikolwiek sposób. Przez to, że mam trochę więcej czasu, mogę komuś poświęcić moje minuty.
      A co do tego bezdomnego… No właśnie- zapewne te papierosy są jego jedyną przyjemnością i wartością w życiu. też wolałabym ich nie osądzać. Niech pali. I ja myślę, że gdyby ktoś mu kupił tą paczkę fajek, to facet na pewno by się wzruszył… 🙂

  16. Witam Chomikowa.
    Hm…Raz na jakis czas wpadam na onet i raz na jakis czas na Twojego bloga calkiem przypadkiem. Heh fajnie pisany, z dystansem do samej siebie, humorystyczny i ciekawy.Nie mam zwyczju tak sie rozpisywac
    Jestes ciekawa kobieta i w fajny, przystepny sposob opisujesz swoje historie. Pozdrawiam

    1. Oj, jeśli nie masz w zwyczaju się rozpisywać, to czuję się naprawdę DOCENIONA 🙂 Zapraszam częściej i już nie przypadkiem 😉 Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *