rozłożę bezradnie ręce…

Źródło: pixabay.com

Nie lubię, kiedy ktoś się wtrąca w moje życie. Sama podejmuję decyzje. Z reguły bardzo trafne. Czasem tylko nie potrafię albo nie chcę znów sama być sobie najmądrzejszą. Wtedy z opuszczoną głową i prawdziwą skruchą pytam kogoś o radę, w innych przypadkach bardzo nieprzychylnie odnoszę się do wszelkich „dobrych rad”.
Tak samo ja się staram nie wtrącać w niczyje życie. Póki nikt mnie nie prosi o radę, staram się milczeć. Tylko, czy czasem jednak nie powinnam głośno powiedzieć co myślę i przestrzec kogoś przed zrobieniem czegoś, czego może kiedyś będzie żałować…? A może jednak ja bym chciała, żeby ktoś się wtrącił w moje życie uprzedził, co może mnie czekać…?
Do czego zmierzam…
Wiele razy się zastanawiałam, czy poinformowałabym kogoś znajomego, że wiem, że jest oszukiwany przez kogoś bardzo bliskiego. Czy powiedziałabym bliskiej koleżance, że mąż ją zdradza…? Dziesiątki razy szukałam odpowiedzi na to pytanie i nie znalazłam. Myślę, że BARDZO mocno dawałabym do zrozumienia, że coś jest nie tak, rzucałabym pewnymi zdawkowymi informacjami, czekając aż sama dotrze do sedna sprawy. Tak myślę, ale jak naprawdę bym postąpiła, to NIE MAM pojęcia. Bo może lepiej się nie wtrącać…? Na szczęście nigdy nie byłam i mam nadzieję, że nigdy nie będę w podobnej sytuacji, bo obawiam się, że finalnie cała historia by mnie przerosła.

Ale niestety jestem po raz drugi czy nawet trzeci w innej sytuacji… Pamiętam, że kiedy kilka lat temu dowiedziałam się, że mój „były” się zaręczył, ręce mi opadły… Widziałam jego narzeczoną na zdjęciach i od razu wiedziałam, że jesteśmy do siebie bardzo podobne- spokojne, miłe… takie dobre łażące po tym świecie istoty. Właśnie takie istoty trafiają na kompletnych dupków. Poczułam nawet jakąś sympatię do tej dziewczyny i bardzo chciałam jej powiedzieć „nie rób tego! Jeszcze go nie znasz tak, jak ja poznałam i daję ci gwarancję, że nie będziesz miała przy tym człowieku dobrego życia”. Chciałam ją ostrzec przed zniszczeniem sobie życia.
I nie zrobiłam tego.
Uznałam, że i tak mi nie uwierzy. Zresztą nie chciałam się wtrącać w ich życie. Nie wiem jak teraz toczy się ich życie. Wiem na pewno, że nie jest szczęśliwa. Nikt przy tym człowieku nie ma prawa być szczęśliwym…
Niedawno dowiedziałam się, że koleżanka, której nigdy nie darzyłam sympatią zaręczyła się z naszym wspólnym znajomym. Chłopak to taka ciamajdka. Słodka ciamajdka, której nie życzę takiego życia, jakie ona może mu zafundować. Znów biję się z myślami, czy chłopaka nie ostrzec. Albo czy chociaż mocno nie dać mu do zrozumienia, żeby się opamiętał.
Ale miłość jest ślepa… Nie wiem czy nawet, gdybym mu powiedziała wprost, to czy nie wyżyłby się na mnie…
Znów nic nie zrobię, rozłożę bezradnie ręce. Żeby się nie wtrącać.

71 odpowiedzi do “rozłożę bezradnie ręce…”

  1. Bo jak się wtrącisz, to i tak nic z tego nie wyjdzie.

    Poszłabyś do nexi swojego eksa i powiedziała, że to dupek żołędny – i niby ona by ci uwierzyła? Nigdy w życiu. Wyszłabyś na niepogodzoną z porzuceniem heterę, która pragnie rozwalić obiecujący związek dwojga kochających się ludzi.

    Ze zdradzającym mężem jest jeszcze gorzej – bo bez twojej ingerencji być może spawa się rozlezie po kościach, a jeśli powiadomisz zdradzaną – to już nie ma możliwości, by tematu uniknąć. Nota bene – jeśli żona sama z siebie nie zauważa, że coś jest nie tak, to z ich małżeństwem jest bardzo nie tak. Oznaki zdrady są jasne i czytelne, nie trzeba być Sherlokiem Holmesem by to odkryć.

    Ludzie sami podejmują decyzje – tak jak i ty. I podobnie jak Ty – nie lubią ingerencji osób trzecich w swój związek. To nie rozkładanie rąk – to traktowanie innych jak dorosłych 🙂

    1. Wiem… masz w sumie rację i dlatego się nie odzywam. Ale wiesz… jakby ktoś mnie ostrzegł przed moim facetem, to teraz już wiem, że mocno bym mu się przyjrzała. Bardzo mocno.

      1. Madamme ma absolutnie rację. Dodatkowo swoją interwencją możesz wywołać reakcję odwrotną – dajmy na to, że ten chłopak, czy ta dziewczyna się wahają, dostają ostrzeżenie od ciebie i wyzwala się w nich reakcja obrony swojej drugiej polowy. Pójdą w przeznaczenie, jak w dym.

  2. Pomiędzy dobrymi radami i ostrzeżeniami a zwyczajnym wtrącaniem się w czyjeś życie jest cienka granica i łatwo ją przekroczyć. Sama piszesz, że tylko w nielicznych przypadkach oczekujesz wskazówek i porad bliskich, a na ogół wolisz, by nikt nie ingerował w Twoje wybory i decyzje. Nawet jeśli wiesz, że życzą Ci dobrze i radzą z dobrego serca… to jest Twoje życie.

    A co do spraw sercowych, to w ogóle nie należy się mieszać w czyjś związek. Chciałabyś żeby jakaś była Twojego Obecnego przyszła do Ciebie z garścią porad? No właśnie. To że oni mieli z czymś problem albo że z jakiś powodów im się nie ułożyło, wcale nie oznacza, że w Waszym przypadku będzie identycznie. Zresztą nawet jeśli okaże się, że tamta miała rację, to co? Uwierzysz jej na słowo? Zostawisz faceta tylko dlatego, że jego była Ci to sugeruje? Masz swój rozum i uczucia.

  3. MADAMME nie ujęłabym tego lepiej-jestem 35 lat po ślubie i 40 lat w związku >> i nigdy nikogo bym nie ostrzegła nie doniosła uprzejmie czy inaczej nie uprzedziła delikatnie,że tam .. kogoś ..gdzieś …nawet mając pewność ze druga połowa kogoś , coś czyni innego niż przystało.. nie wolno nie wolno tego czynić ,każdy musi przejść przez coś by klapki mu np.opadły,czyjeś doświadczenia rzadko pomagają w ocenie naszej rzeczywistości…
    Mam dobrego znajomego,sąsiada ,męża mojej własnej kuzynki..
    mieniącego się najlepszym przyjacielem mojego męża,
    który w błogiej nieświadomości przekazywał mu kilkakrotnie
    mnie wraz z domkiem do opieki w czasie wyjazdu za granicę/piec co i jakieś zawory kotły w kotłowni itp/

    kilkakrotnie się do mnie dobierał ,proponując mi sex:(
    spotykamy się w rodzinie,na imprezach i w codziennym życiu ,żle się z tym czuję ,ale nigdy nie powiedziałabym jej o tym…
    bo to przecież przykładny mąż …ale jemu już nie potrafię zaufać…

  4. Wiecie co? No super, ale o czymś poważnym byście nie poinformowali? Na przykład-uderzył mnie..? Zdradzał z kim popadnie? Jest alkoholikiem…? Chory psychicznie i stwarza zagrożenie..?

  5. Nie martw się chomikowa. Układa nam się całkiem dobrze. Kochamy się, mamy dwójkę dzieci. Do tego własne mieszkanie, działkę, samochód, dobrą pracę. Mało tego, już 7 lat jesteśmy po ślubie i to bez Twoich rad i ostrzeżeń. Może zastanów się dlaczego to Ty jesteś sama . Może problem jest w Tobie… 🙂 Kiedy Ty jesteś na etapie randkowania, mieszkania na poddaszu i prowadzenia drugiego bloga, inni w tym czasie są trochę bardziej zaawansowanymi użytkownikami życia.

    1. czyli dziewczę lubi jak od czasu do czasu ją uderzysz? Lubi taki sport?
      I tak coś mi się zdaje, że jednak smutne masz to życie, skoro ciągle do mnie tutaj wracasz.

      1. I widzisz Chomiś,teraz już wiesz że nie warto się wtrącać.Jeszcze smutny frustrat by sobie pomyślał że za nim tęsknisz…Albo że dalej chcesz być jego workiem treningowym.
        A swoją drogą to ma kurwa facet tupet…

        1. Facet powinien się leczyć psychiatrycznie. Po 10 latach, żeby się jeszcze interesował swoją „byłą” dziewczyną. BARDZO musi mieć szczęśliwe małżeńskie życie. BARDZO.

    2. tak bardzo zaawansowanymi, że aż w czasie chwili spokoju odczuwają potrzebę pochwalenia się tym, jak to dobrze się układa…

    3. Wiesz co mój drogi Twój Były? Ciesz się że trafiłeś na taką głupią co cię chciała 🙂 Jak można po 10 latach od rozstania nadal się interesować życiem swojej byłej? No widocznie żal ci dupę ściska….

  6. Hej, hej, Twój były…uderz w stół, a nożyce sie odezwą. A co miałbyś napisać innego do Chomikowej niż idylliczny obraz swojego życia. Nikt nie chce się przyznać do tego, że jest aspołecznym osobnikiem. A mnie zastanawia w jakim celu tak pilnie śledzisz Chomikowego bloga? Hę? A może jednak coś tam trzeszczy i pęka w tym ładnym obrazku? Co?

  7. Chomikowa, nie zmyślaj. Pod łożkiem Cię nie widziałem, że wiesz czy ktoś kogoś bije czy nie. Treści są publicznie dostępne, a lubię tu zaglądać, bo sprawia mi to olbrzymią satysfakcję i poprawia humor:)

  8. Każdy żyje jak chce, nie wszyscy dążą do tego samego i nie wszystkich życie musi wyglądać tak samo. Ale skoro Chomikowa Twój ex śledzi Twoje, to jego musi być bardzo, bardzo smutne… Zresztą jakim trzeba być psychopatą żeby znaleźć blog swojej byłej dziewczyny?

  9. Kochana, opowiem ci historię. Kiedyś na studiach byłam z takim jednym facetem (był w trakcie rozwodu itp.) Na marginesie gdy już się rozwiódł ja postanowiłam go zostawić bo nie widziałam z nim przyszłości (okazało się że pod koniec naszej znajomości zaczął się spotykać z moją koleżanką). Chwała Bogu że mózg miałam i wiedziałam że nic z tego dobrego nie wyjdzie… facet wieczny casanova. Z małżonką nr 1 miał już wtedy syna. Po rozstaniu już zaczął być oficjalnie z moją koleżanką i nawet wspólnie spędziliśmy sylwestra (naprawdę potrafię być ponad takie rzeczy 🙂 ) Ale że byłam jego byłą to koniec końców wiedziałam co on wyprawia bo mi opowiadał. I tak na owej noworocznej imprezie mówię tej koleżance: Słuchaj on cię zrani, będzie cie krzywdził tak jak to zrobił mi, tak jak to zrobił swojej żonie. On nie umie być wierny, po prostu nie umie.
    Wiesz co usłyszałam? „On się przy mnie zmieni. To twoja wina że tak cię traktował”
    I tak dziewczyna zaszła z nim w ciąże, urodziła 1-sze dziecko, później zaszła w 2-gą ciąże urodziła kolejne dziecko, ja w między czasie zaliczyłam z nim kilka urodzin wspólnych znajomych na wyjeździe i musiałam bardzo się gimnastykować by zrozumiał że nie będzie ze mną spał w jednym pokoju hotelowym (idiota nawet raz pozmieniał rezerwacje z kumplem bym miała z nim pokój 2-osobowy z łożem małżeńskim – ona wtedy dzień wcześniej trafiła do szpitala bo zasłabła, a „małżonek” miał w planach mnie przelecieć). Ona zaszła później w 3-cią ciąże (tą straciła). A boski belmondo jak ją zdradzał tak zdradza dalej. Ona o tym wie ale woli udawać, że ona go zmieniła…

    Kochana nie ma sensu mówić drugiej osobie rzeczy, którą ta osoba wie. Naprawdę partnerzy wiedzą doskonale kiedy są zdradzani albo z kim się wiążą. Oni tego po prostu nie chcą widzieć.

    1. Wiesz co? Mnie jednak głupota kobiet przeraża… Same na własną prośbę sobie fundują takie źycie. „Przy mnie się zmieni” hahah. No nie zmieni.

        1. Przecież niektóry są urodzonymi masochistami 😀
          Ale powiem ci lepszy numer. Ten były ostatnio nie wiem jakim cudem ale przez znajomych znajomych dotarł do mojego partnera. Tak kombinował że w końcu udało mu się u wspólnego znajomego jego znajomego spotkać z moim partnerem. I wiesz co zrobił? Pokazał jakieś zdjęcia (jednoznacznie wyglądające) i powiedział że ja jestem na nich i że do tej pory tak się puszczam po imprezach z ochroniarzami.
          Czaicie???
          Kurwa ścieło mnie z nóg jak to usłyszałam.
          Ostatnio w jakimkolwiek klubie w moim mieście byłam z koleżanką w 2013 roku (spędziłam tam jakoś 3 godziny), a wcześniej w 2010 roku.

          1. takie coś nadaje się na policję za zniesławienie… Albo zwykle obicie pyska z zastrzeżeniem, że obicie to miało swoje powody

  10. Czytam i czytam i nie rozumiem . Są dorośli , więc wiedzą co robią. Żadne ostrzenia byłej nie pomogą. To ,że do Ciebie wyciągał ręce nie znaczy ,że do drugiej też wyciąga jeśli nie jest typowym ” bo zupa była zasłona „. Czasami winę ,za nieudany związek ponoszą obydwoje zainteresowani . Nie tylko jedna strona. Znam małżeństwo ,gdzie się nie układało, cała okolica chcąc nie chcąc uczestniczyła w ich życiu,kłótniach ….po 30 latach rozwiedli się . Tworzyli bardzo wybuchowa pare. Oczywiscie winny był On . udało Mu się stworzyć nowy związek z drugą kobieta ,ożenił się ponownie i żyją zgodnie, i szczęśliwie. Bez kłótni ,w szacunku i miłości .Była zona też jest szczęśliwa w drugim zwiazku. Czyli dobranie też jest ważne.
    Nie jestem ani była ani obecna żona. Tylko niestety dzieckiem walczącej pary.
    Pozdrawiam

    1. Bicia żony,dziewczyny, a czasami mężczyzny nic nie tłumaczy.Nawet jakieś debilne źle się dobrali.Nikt nie ma prawa tak traktować człowieka.Nikt.

      1. Tak masz rację . Nikt ,ani mężczyzna,ani kobieta .ani dzieci .
        Kłótnie ,ciche dni,karanie sa też pewna forma przemocy .Nie tylko bicie.
        Dobranie, szacunek,zaufanie,tolerancja jest kluczem sukcesu dobrego związku. Oprócz miłości 🙂 . Związek to też i ciężka praca .
        Dlatego ja bym się nie wtrącała do czyjegoś życia,nie martwilabym się na zapas czy następczyni będzie źle . To są ich decyzje . Żadne ostrzenie,dobra rada nie pomoże .

        1. Ale wiesz… czasem to nawet nie jest tak, że to są decyzje. Czasem brakuje siły na powiedzenie „nie”.
          Ale pomijam oczywiście związki, w których oboje tłuką się bez opamiętania, bo tak. Dla rozrywki, bo taki mają temperament. Jak się oboje tłuką nawzajem i jest im tak dobrze, to proszę bardzo 😉

        2. Może i nie pomoże.A może uratować czyjeś życie…Można powiedzieć i mieć czyste sumienie.Można nie powiedzieć i sie zastanawiać czy on ją leje…Decyzja należy do nas.
          Między ludźmi zawsze będą jakieś niesnaski,kłótnie,niedomówienia ale czy postrzegać to jako formę przemocy?Jeżeli nie jest to celowe działanie to nie.
          Oczywiście że związek to ciężka praca,bo generalnie dla mnie miłość jest przereklamowana…

          1. Właśnie… może uratować życie…
            Oj, Tati. Jest miłość. Pewnie, że jest. Tylko ma bardzo różne formy. I nie może w żadnej z nich zabraknąć szacunku wobec drugiej osoby.
            :*

            1. Ale ja wierzę w miłość!Na początku zawsze jest c u d o w n i e 😛
              Szacunek to powinien towarzyszyć nam na co dzień,a nie od święta.”Jeśli wiesz co chcę powiedzieć” 😉

              1. Hahaha. Na początku jest cudownie, ale potem jak ma się trochę rozumu i ludzie się SZANUJĄ (nie tylko właśnie od święta…), to może być ok 🙂

  11. Nie jestem Twoim Byłym:-) i jego adwokatem także nie.
    Te zasadnicze różnice mają jedno podłoże – obserwowanie co słychać po jednej i po drugiej stronie.

    1. A znasz historię od początku? Czytasz bloga od początku? Bo już widzę, że nie. Nie chodzi o zwykłą ciekawość. Jak jesteś ciekaw to sobie znajdujesz kogoś na fb i na tym Twoje ruchy się kończą. To jest CIEKAWOŚĆ.

          1. Czasami za spokojną.Nie rozkładaj bezradnie rąk,tylko użyj ich do napisania osobnikom specjalnej troski – spierdalaj 😛 😛 😛

            1. Zbieram dowody na spierdalaj 🙂 Bardzo długo byłam cichutko, ale tylko po to, żeby w końcu przedstawić swoje zdanie w bardzo wyraźny sposób … 🙂

              1. Jeśli to „spierdalaj” to do mnie, to może się zastanówmy czy pod właściwy adres, nie jestem hejterem, nikogo nie obraziłam, nie wysuwałam argumentów ad personam. Do tego przyznałam się, że nie znam całej historii, myślę że Tati sprowadziła Cię na manowce Chomikowa. Tati bez urazy, ale nie można każdego tak traktować.

              2. moim zdaniem jednak niepotrzebnie wzięłaś to do siebie… ;> To spier… i tak dalej to było – jak wnioskuję, na przykład do osoby, która po kilku latach bycia w szczęśliwym związku pisze do swojej eks, by się pochwalić, jaki to ma szczęśliwy związek…

              3. Czuję się wywołana do tablicy.Jeśli poczułaś się osobnikiem specjalnej troski…to tak,mogłaś to wziąć do siebie.Ale widać reprymenda się przydała,bo zaczęłaś pisać do rzeczy 😛

        1. Odniosę się do tego co napisał Phoenix(L)k
          Otóż brzmi to mało przekonująco, analizując dyskusję, ale … nie biorę tego do siebie:-) Spokojnie…
          Tati mnie dopingowała żebym zamilkła, ale jeśli ja bym miała dość Byłego, to nie pozwalałabym mu karmić swego ego i totalnie bym go zignorowała włącznie z cenzurą czyli niedrukowaniem jego komentarzy. Nie trzeba być Matką Teresą dla takich Sierot:-)

          1. Bo… 3 lata nie publikowalam jego komentarzy…… Po prostu już wystarczy. Nie znasz historii od początku, to proszę Cię…
            Tati nigdy mnie tutaj nie uraziła. Czyta bloga od samego początku i zna mnie bardzo dobrze. Tak samo jak Phoenix. To „spierdalaj” nie dotyczyło ani Ciebie ani mnie. Wiem, że okienka dyskusji nogą mylić, ale niestety nie mogę nic z tym ikładem zrobić…
            I już Tati 😉 bez kłótni mi tutaj 😉 :*
            Zakończmy te dwa wątki 🙂

            1. Chomikowa fajnie, że zainterweniowałaś. Bo ta wymiana nie sprawiała mi przyjemności. I jeszcze jedno, pamiętaj proszę, że ktoś taki jak ja, kto nie ma tak ogromnej wiedzy o tym co piszesz, może też komentować. Najważniejsze w tym komentowaniu jest to, by nie obrażać. A ja nie obrażałam.

            2. Chomiś ja jestem barrrrdzo spokojna i się nie kłócę 😛 wyrażam swoje zdanie,a że ktoś to wziął do siebie…No cóż,bywa.Tylko pytanie dlaczego?

              1. Skoro odczuwasz taką potrzebę,to wynajmuj.Jestem przekonana że się dogadacie 😛

  12. Intencje czyste? skąd w ogóle mowa o intencjach? To był KOMENTARZ. Tati gmatwasz. I absolutnie nie musisz stawiać się w roli obrończyni. Ja nie atakuję.

    1. Ja gmatwam?I mowa o nieczystych intencjach z Twojej strony…A komentarz to co jest? Tylko taka pisanina?Nie znasz całej historii a wyciągasz wniosek,że Chomikowa interesuje się życiem swojego byłego?Także kto się powinien uspokoić?

      1. O matko Tati! pozostaje mi się tylko uśmiechnąć. Bo odnosić się to nie ma do czego. Mam nadzieję, że Cię nie zalewa…
        I Chomikowa przepraszam Cię, jeśli dopiekłam Ci swoim pierwszym komentarzem. Postaram się jak coś bardziej merytorycznie się przygotować do komentowania, bez intencji czystych, nieczystych… a i teraz wiem, że komentarze zamieszczają się jak popadnie. Będę uważna:-)

              1. To jest autentycznie śmieszne:-)
                Czy tylko ja wiedziałam, że zalewa nerw bądź żółć?
                Komentarz o okresie sięgałby bruku,.

  13. A.. i Do tablicy poczułaś się wywołana już znacznie wcześniej, zanim ktokolwiek pomyślał, że mogłabyś coś dodać, Twój komentarz już tam był. I proszę Tati akurat na Twoich pochwałach mi nie zależy. Uspokój się:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.