wnuczek u dziadków…

tired princess and the frog GIF
źródło:giphy.com

Nadszedł ten wieczór. Byliśmy psychicznie przygotowywani 4 tygodnie na dzień, w którym maluch, który jest na tym świecie niecałe 2 miesiące spędzi pod naszym dachem wieczór. Nie byłam przekonana co do tego, żeby to on przyjeżdżał do nas, kiedy tak naprawdę nie zna naszego otoczenia, ale „przecież on cały czas z nami gdzieś jeździ”, więc nie zamierzałam artykułować moich wątpliwości po raz kolejny. Musiałam po prostu przyjąć do wiadomości, że na czas koncertu, kiedy rodzice będą poza zasięgiem synka, ten będzie się darł u nas w chałupce. -Ty! Piękna! Jakie masz plany samotna kobieto na sobotni wieczór?-Pyta się mnie Wiecznie Niezadowolona, która oczywiście zadzwoniła do mnie, żeby ponarzekać na cały świat i na swoją kolejną robotę, którą oczywiście rzuciła po dwóch tygodniach.
-Jak przystało na starą pannę spędzę ten wieczór w domu z 6-tygodniowym maluszkiem.
-JAK TO? Jakim maluszkiem?-Pyta wyraźnie zainteresowana.
-Nie moim przecież. Widziałyśmy się we wrześniu. Nie byłam wtedy w zaawansowanej ciąży. To maluch Artystów. Jego mama idzie na koncert swojego męża. Przygotowywała do płyty grafikę, brała udział w nagrywaniu teledysków, więc rozumiem, że chce w końcu zobaczyć koncert z nowej trasy i wyniki swojej roboty. To tylko koncert. Niech idzie.
-Chomik, ale wiesz, że to jest czas, kiedy jeszcze może nastąpić śmierć łóżeczkowa?
……………………………………….
………………………………………
……………………………………..
No cała ona. Naprawdę.
Dziękuję.

Maluch przybył do nas na półdrzemce przed godziną 19.00.
-Słuchajcie, chyba wszystko wiecie. Pamiętajcie, że smoczek to jest ostateczność. Bardzo was proszę-oznajmia mama malucha.- Ja chyba zostanę po koncercie na małym towarzyskim spotkaniu. Zobaczę jeszcze jak będziemy się bawić i jaka będzie atmosfera.
Jakie PO KONCERCIE?! JAKIE DO CHOLERY PO KONCERCIE?! To miał być koncert! Ja sobie DOKŁADNIE wyliczyłam, że to będą jakieś 3h. Z tego maluszek zapewne będzie płakał ze 2h, bo przecież mamy nie będzie. W końcu się zmęczy, więc chociaż na godzinę uśnie. Ja to sobie WSZYSTKO wyliczyłam! 2 h płaczu, noszenia, tulenia i bujania zniosę, ale jakie „PO KONCERCIE”?! Z tego się zrobi CAŁA NOC!
Boże, Boże, Boże………………
Zerkam na Przyszywanego, ale nie widzę w jego oczach zrozumienia. On jest generalnie widzę kompletnie NIEŚWIADOMY tego wszystkiego. Patrzę na swoją matkę rodzoną i jestem przekonana, że ona jakoś zrozumie moje obawy, bo przecież pamięta jak ja jej się darłam całe dnie i noce przez 2 lata, więc wie co to znaczy, ale GDZIE TAM! Wpatrzona maślanymi oczami w przyszywanego wnuka i ani powieka jej nie drgnie.
BOŻE.
Mama artystka wyszła. Maluszek ogląda się dookoła. Biorę go na wycieczkę po nowych pokojach. Może zainteresują go nowe kształty. Trochę sobie gadamy, oglądamy i tulimy. Po niecałych 20 minutach zaczyna płakać. Dobra. Pewnie jest zmęczony. W sumie drzemał ostatnio krótko, więc to bardzo możliwe. Tulę go i chodzę z nim po zaciemnionym korytarzu.
-Połóż go Chomik na łóżku, to zaśnie sam!-Mówi do mnie Przyszywany.
-Jak sam zaśnie? Takiego płaczącego mam go położyć do łóżka?
-Oczywiście! Sam zaśnie!
Ignoruję go. Tylko to mi pozostaje. Do Rodzicielki dzwoni telefon.
-O! Grażynka dzwoni!-Krzyknęła trochę zbyt entuzjastycznie.
I poszła.
-Ja mam w garażu jakąś robotę-oznajmił Przyszywany. I poszedł.
NO PRZECIEŻ.
Wiedziałam, że tak będzie.
A maluszek płacze. Szykuję mu butlę z jedzeniem. Wciąga bez zająknięcia, ale zaraz po niej znów zaczyna łkać. Tulę, bujam, wkładam na chwilę do bujaka, ale krzyczy jeszcze głośniej. Kładę na kolanach i kołyszę. Płacze. Znów przytulam. Zawijam w kocyk i kołyszę. Uspokaja się na chwilę i po 5 minutach znów płacze.
Do sypialni wchodzi Rodzicielka.
-Dziecko, a może on ma pełną pieluchę?
Sprawdzamy i zmieniamy. Dziecko już ma i sucho i jest najedzone. I płacze. Trwa to już ponad godzinę. Ja myślę, że ostateczność nadeszła. Wyciągam smoczka.
Przychodzi Przyszywany.
-Matko, on nadal płacze?
No płacze.
-Ty! Dziadek! Bierz no wnuczka, jak miałeś się nim zajmować!- Zwracam się do Przyszywanego i wkładam malucha mu w ramiona. Przyszywany jest lekko przerażony, ale dzielnie buja go w fotelu.
-Chomik, ale ja się boję, że mu krzywdę zrobię.
-Nie zrobisz- uspokaja go Rodzicielka.
Przyszywany spędza z wnuczkiem kilka minut w fotelu, aż maluszek znów wpada w głęboki szloch.
-Bierz go, babcia.
Bierze.
Siedzi z nim na łóżku, buja go w lewo i w prawo aż mały w końcu zasypia. Ze smoczkiem w buzi.
Ocaleni!
Biorę głęboki wdech ulgi a Przyszywany cichaczem wychodzi do salonu.
Muszę herbaty, bo wina raczej teraz nie powinnam. Jest już po 21.00, więc mama powinna jakoś niedługo przyjść po swoje dziecko.
-A jak nie przyjdzie…?-Taka myśl mi gdzieś śmiga przez głowę. Uspokój się, Chomik…
Mija 20 minut i maluszek właśnie zakończył swój sen.
Boże…
Pielucha sprawdzona, jadł ponad godzinę temu. Nie powinien być głodny… Biorę go na ręce. Bujam, tulę, kołyszę i naprawdę już mu współczuję. Sobie też zaczynam. Czuję już zmęczenie i chcę iśx do swojego łóżka. Mały przysypia i kwili. Co go próbuję odłożyć do łóżka, to się budzi.
-Mamo, może przygotuj mu tę mniejszą butlę?-Proszę Rodzicielkę. Idzie zrobić jedzenie bez zająknięcia.
Przychodzi butla.
-Ja się właśnie tego obawiałam-szeptem do mnie przemawia Rodzicielka-że on będzie cały czas płakać, bo nie zna tego domu, ani nie ma jego mamy.
-A ja nie sądziłam, że będzie aż tyle płakać….
Zatapiamy się w smutku i skupiamy na opróżniającej się butli.
Zasypia.
Delikatnie odkładam go do łóżka, jakbym odkładała bombę jądrową, która może zniszczyć ludzkość.
UDAŁO SIĘ. ŚPI.
Wygląda tak słodko, że aż się rozpływamy nad nim z Rodzicielką. Ja wychodzę do siebie, zajmuję się swoimi rzeczami, bo przecież jest po 22.00, więc mama NA PEWNO ZARAZ PRZYJEDZIE.
Północ.
Zasypiam na stojąco. Rodzicielka i Przyszywany przyczajeni siedzą w salonie. Z ciszy wyrywa nas przerażający krzyk maluszka.
Boże… Jest mi go tak bardzo szkoda.. Biorę go znów w ramiona. Tulę, kołyszę i chce mi się płakać. Bujam, kołyszę, tulę. Zmieniam pozycje. Kocykiem okrywam maleńkie ciałko i nawet decyduję się cichuteńko coś pośpiewać.
-Dziecko, NIE RÓB TEGO-karci mnie Rodzicielka. SKUBANA.
Patrzę na maluszka i zastanawiam się gdzie są jego RODZICE. Bo zaczynam być na etapie adopcji.
Po 10 minutach maleństwo zasypia. Ja praktycznie razem z nim. Przyszywany chodzi też zmęczony, Rodzicielka na szczęście zdążyła się zdrzemnąć w ciągu dnia. Inaczej chyba byśmy pokotem leżeli na łóżku.
Dzwonek do drzwi.
Szkoda, że nareszcie.
Zmywam się do siebie. W planach miałam ćwiczenia, ale uznaję, że 4 h noszenia 5 kilogramów i łażenia po mieszkaniu mogę zaliczyć jako ćwiczenia fizyczne. Jestem pewna, że jutro będę mieć zakwasy.

No może i się darł przez 4h, ale i tak już za nim tęsknię 🙂
Tylko Przyszywany powiedział, że następne odwiedziny w 18-ste urodziny 🙂

39 odpowiedzi do “wnuczek u dziadków…”

  1. Ha ha ha. Skądś to znam. Moja córcia ma 7 miesięcy i właśnie wychodzą górne ząbki. Do tego przeziębienie. Ręce jak orangutan, ale noszę i tulę dalej.

    1. Ząbki! MASAKRA. Podobno to jest taki ból, którego dorośli mogliby nie znieść, więc rozumiem to darcie się… Ale rodzicom współczuję. Tobie też… Człowieka wykańcza taki ciagły krzyk.

    1. Ale Ty wiesz jak on zachłannie tego smoka ciumkał??? Jakby chciał swoje życie wyciumkać!
      Nie wiem czy będzie następny raz 😜

      1. Będzie… Jestem w stanie wiele zrozumieć ale odmawiać takiemu maluszkowi smoczka? Bo niby czemu? Znowu jakaś moda? A jak mama taka mądra, to niech sama wychowuje dziecko.

        Tajemnica Chomiś jak pisze Martyna, tajemnica 😉

        1. Tak myślę, że to będzie taka nasza tajemnica… 😉 Ale mówię Wam- pierwszy raz widziałam, żeby dziecko tak zachłannie ciumkało smoka….
          No Tati… od smoczka robi się wada zgryzu…

              1. Niczym…
                Jak dziecko ma mieć wadę zgryzu, to i bez smoczka będzie ją miało 🙂
                No ewentualnie są takie smoczki, że są super-cienkie w tym miejscu gdzie znajdują się zęby… Jeżeli dziecko zaakceptuje, to super 🙂

                Generalnie – albo smok, albo cyc…
                A odzwyczaić… no lekko nie jest, ale da się chyba łatwiej niż znosić płacze przez pierwszy rok-dwa.

              2. Sokole, mylisz się 🙂 Smoczki tak wyprofilowane że sama byłam w szoku i dostosowane do wieku malucha.
                Ale tu się zgadzam – jak dziecko ma mieć wadę zgryzu, to będzie miało, niezależnie od smoczka. Większym problem są wyrzynające się stałe zęby… To jest masakra. Tu jeszcze mleczaki, a nowe się pchają…

              3. Wiecie co…? Jak miałam na studiach logopedię, to mówili o smoczkach, że właśnie powodują wadę zgryzu a to oczywiście prowadzi do wad wymowy. Mieliśmy też spotkanie z pediatrią i on mówił to samo. I dla mnie to jest logiczne-u maluszka wszystko jest BARDZO plastyczne, więc codzienne ssanie czegokolwiek na pewno ma wpływ na układ kostny.

                Co oczywiście nie zmienia faktu, że jakby mi się dzieciątko darło codziennie, to ja też bym mu smoczka dawała. Później martwiłabym się o aparat na zeby 😜

              4. Tati, ja nie studiowałam alternatywnej pedagogiki 😉 i nie uczyły mnie oszołomy nie wiadono skąd 😉 Nie wiem jak duża jest różnica między cyckiem a smokiem, ale jest na pewno 😉 poza tym wszystko z umiarem. Jak się wkłada smoka raz na jakiś czas to nic się nie stanie ale jak dzieciak będzie 15h na dobę ciumkał cokolwiek, to szanse, że wszystko pozostanie ok są… no nie za duże. Tak myślę.

  2. Ja sporo się zajmuję moim bratankiem. Pierwszy raz coś przy nim robiłam jak miał 8 dni – mało na zawał nie zeszłam: takie malutkie rączki, malutkie nóżki… czy ja mu czegoś nie połamię zmieniając pieluchę??? Zaczęłam z nim zostawać na dłużej całkiem sama też właśnie jak miał niecałe 2 miesiące. Mózg człowiekowi od razu zaczyna pracować na wyższych obrotach: czego mu może brakować, czym go zainteresować… Ale nabrałam wprawy nawet nie wiem kiedy. 🙂 Teraz ma 3 lata i nie ma jak u cioci. 😉

    PS: Aczkolwiek zaskoczyło mnie że Artyści zostawili go po raz pierwszy na tak długo i nie wrócili o umówionej godzinie… :-/

    1. Hahaha. Fajnie mózg pracuje przy takim maluchu 😀 naprawdę fajnie 😊
      Wiesz… w sumie godzina nie była ustalona, ale nie sądziłam też, że to będzie aż tak długo…

  3. Tak jak kiedyś napisałam – jako nastolatka wiałam na widok niemowlaka na odległość co najmniej 10 km. Żeby wyrównać braki w zakresie kontaktu z maleńtasami, weszłam przez małżeństwo do bardzo licznej rodziny. Jak zaczęliśmy wszyscy po kolei produkować dzidziusie, tak po prostu końca nie było ;).
    W związku z tym szybko i skutecznie nabyłam umiejętności zajmowania się dziećmi, w tym niemowlakami :))
    Kiedy maleńtas płacze, śpiew – niezależnie od umiejętności – jest zdecydowanie dobrym pomysłem, byleby był nieco monotonny, cichy i utrzymany w niskiej tonacji :)) na moich młodych rewelacyjnie działała płyta Enyi, jeszcze z Clannadem :)) albo – uwaga, uwaga – śpiewane w bardzo wolnym tempie „O mój rozmarynie”. :)))))

          1. Mam na to świadków 😛

            Zaśpiewaj sobie w bardzo powolnym tempie tą piosenkę – zobaczysz, że brzmi jak kołysanka 😛 :)))
            BTW – jeszcze lepszym pomysłem jest włączenie odkurzacza na niskich obrotach albo pralki .

            1. To nie odkurzacz jest w modzie ani suszarka.

              Wy nie wiecie co to są Szumisie!
              Genialna rzecz która jest zbawieniem dla każdego rodzica.

              Chomiczku kup Szumisia, ba spytaj sie Mamy Artystki czy już ma!

              1. Słyszalam… Szumisie przypominają szumy z łona matki. Takie coś wkurwiające koło ucha…

      1. Ja śpiewałam – jeszcze chwilka jeszcze chwilka aż przymarznie ogon wilka… I tak w kółko 😂😂😂 skuteczne 😉

          1. Naprawdę! Jeszcze do tego ta moja chrypka… kołysanka pierwsza klasa! 😛 Tylko pamiętaj – jak śpiewasz to rób to z sercem 😀 😉

            1. Hahahahahaha. Zobaczę kolejnym razem (jeśli nastąpi :P) czy mój śpiew jest kojący. Wątpię hahaha ale zobaczę 😉

              1. …może jednak zwróć uwagę na płytę Enyi… a jak będziesz grzeczna, to Ci może wyślę parę swoich ulubionych kawałków;)

  4. O tak. Smoczek to najlepszy przyjaciel. Chociaż miałam nie dawać to i tak kupiłam. Pierwsze użycie już przy wypisów ze szpitala. Lepszy niż trzymanie dziecka cały czas przy cycu, bo wiadomo, nie każdy go ma (czytaj tata). Ale coś mi sie wydaje, że jeszcze troszkę i Chomik sam będzie zabierała maluszka na spacerki. Taki hmmm podryw na dziecko. Niby działa.

    1. Podobno odzwyczajenie dzieciaszka od smoczka to tragedia… Bardzo jestem ciekawa jak Wam będzie szło 🙂 🙂 🙂

      PODRYW NA DZIECKO??? Takie coś w ogóle jest? jeszcze rozumiem, że facet sam wychowuje dziecko i kobiety łapią się na tego cudownego ojca, ale ODWROTNIE??? NAPRAWDE…?

      1. Tak słyszałam. Wypróbuj wiosną. Może to prawda i zadziała. A co do smoka to wydaje mi się, że lepszy on niż ssanie kciuka. Smoka można później schować, paluch jest zawsze. Choć u nas smok jest przy płaczu i zasypianiu, więc może z czasem sama go porzuci. Wiem, wiem, naiwna jestem.

        1. Podryw na wózek… ciekawe 😁 jak byłam nianią na studiach i bujałam się z wieloma wózkami to jakoś nikt z przystojnych panow mnie nie zaczepial 😁 ale… teraz jestem ładniejsza 😉😁 więx kto wie 😉

  5. Gratulacje! Chrzest bojowy za Tobą… Teraz już będzie łatwiej 🙂
    Tylko pamiętaj – asertywność! Nie Twoje dziecko, nie Twój wnuk… możesz pomóc, ale nie odwalaj całej roboty 🙂

  6. Jedno dziecko to przyjemność. Ja mam 8 miesięczne bliźniaki. Jest wesoło – zwłaszcza jak ostatnio chorowały i pół nocy spałem na siedząco trzymając jedno na rekach (Szczęście w nieszczęściu że nie chorowały jednocześnie). Noszenie 4h hmm teraz już nie ale na początku oczywiście było. Witanie wschodów słońca z córką na ręku a później poranki z synem. No i nasze maluchy były/są duże 🙂 to nie 4 kilo 🙂 Spanie po 2h i pobudka i tak kilka miesięcy 🙂 Nie myślałem że dam rade a jednak. A jak łatwo mi się teraz zasypia – wszędzie i w każdej pozycji 🙂

    Bez smoczka chyba się nie da. Bo dzieci mają potrzebę ssania nawet nie koniecznie jedzenia ale własnie ssania.

    Najtrudniejszy jest jednak permanentny brak czasu. Na wszystko.
    Niemniej to niesamowite patrzeć ja rosną, zaczynają cie rozpoznawać, uśmiechają się na mój widok czy zaczynają rozumieć żarty. Jak syn miał 5 miesięcy to nosząc go na rekach wziąłem sobie jabłko do zjedzenia. Oczywiście się zainteresował patrząc co jem. To ja zrobiłem tak jak w kreskówkach – przestałem ruszać buzią i udałem że nie patrze na niego. Następnie na niego zerknąłem z kamienna twarzą. A ten maluch widząc to zaczął się śmiać 🙂

    Tez śpiewam małym…naprawdę. Na szczęście albo mają słuch po tacie albo mają to gdzieś bo im się podoba. Zwykle standardy w stylu „Pszczółki Maji” czy kołysanek ale też lubia „Love will tear us apart” Joy Division. Syn się cieszy na zwrotkach a córka lubi bardziej refren 🙂

    1. Gilliat 😊😊😊 miło Cię widzieć! Rozumiem już teraz dlaczego tak długo Cię nie było-BLIŹNIAKI!!! To jest jazda bez trzymanki! Ale gratuluję podwójnego szczęścia 😊 choć tego zamieszania i zmęczenia nie zazdroszczę… Pierwszy raz jak powiedzą „tata” to zrekompensują Ci wszystko 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.