Czarnogóra szybki urlop :)

źródło: własne Wyspa Gospa od Skrpjela

 Miało być Rodos. Wszystko rozplanowałam. Gdzie nocleg, kiedy auto, co zwiedzamy i kiedy LEŻĘ na plaży.

Nie udało się.

Kalkulacje finansowe, oferty biur podróży, loty obcykane z góry do dołu i raptem jak gdyby nigdy nic pojawiła się oferta Czarnogóry. Idealna na ten urlop. Po 15 minutach bezplanu byłam właścicielką biletów lotniczych oraz vouchera do hotelu.

Stało się. No Czarnogóra. Wiedziałam o niej tylko tyle, że jest piękna i że była częścią Jugosławii, więc jest krajem, który istnieje od niedawna. Niewiele… Szybko zasięgnęłam opinii znajomego, który był rezydentem w Czarnogórze, kupiłam przewodnik, w wolnej chwili przewalałam Internet i byłam coraz bardziej zauroczona tym krajem. Nie sądziłam jednak, że wyjadę stamtąd… totalnie ZAKOCHANA i nienasycona.

Do Czarnogóry można się dostać oczywiście samochodem, samolotem lub… pociągiem. Z Warszawy lub Krakowa kursuje pociąg do Budpesztu a stamtąd do Belgradu. Z Belgradu do Czarnogóry już niedaleko. Jest to jednak opcja dla prawdziwych podróżników, którzy mają CZAS i to dużo. Jako zatrudniona pracownica na etacie nie miałam go. Bazą noclegową była miejscowość Herceg Novi nad Zatoką Kotorską. I to chyba była jedna z najlepszych baz noclegowych w moim życiu. Zatoka wokół której żyją wplecione w górski krajobraz przepiękne miejscowości zachwyciła mnie niemiłosiernie a koniec września, w którym nie ma takiego hałasu jak w szczycie sezonu pozwolił nam w zatoce dostrzec dwa razy delfina 🙂 Zawsze wychodzę z założenia, że widok delfina w środowisku naturalnym to CUD. Bardzo ten cud doceniam 🙂

Stare Miasto Herceg Novi

Samo Herceg Novi to bajeczna miejscowość stricte turystyczna. Nazywana jest „miastem schodów” i zgadzam się z tym określeniem w 100%… Tam nie ma chodników. Tam są schody. Zresztą generalnie poruszanie się po miejscowościach zbudowanych w górzystych i skalistych terenach to wchodzenie po schodach. Mięśnie tyłka wyrobiłam sobie jak nigdy dotąd… Widok z wzniesionej przez Turków Twierdzy Kanli Kula na zatokę

źródło własne:Herceg Novi

zapiera dech w piersiach. Zresztą samo poruszanie się wąskimi… (schodami oczywiście) po Starym Mieście Herceg Novi zachwyca. W Starym Mieście znajduje się też mały stragan, w którym można zakupić od starszych mieszkańców figi, oliwki czy owoce z ichniejszych ogrodów. Największym jednak plusem noclegu w Herceg Novi jest odległość do Dubrownika. Do granicy z Chorwacją jest niecałe 20 km a stamtąd już

źródło własne: targ w Herceg Novi

tylko 30 km do samego Dubrownika, który był na mojej liście miejsc do zobaczenia i który byłoby grzechem nie zobaczyć. O Dubrowniku słów kilka za chwilę 🙂

Aby chociaż „liznąć” kultury, historii i całego klimatu Czarnogóry, wypożyczyliśmy samochód na 3 dni. Kosztowało nas to 130 EUR. Wybrzeże jest bardzo dobrze skomunikowane, ale aby poruszać się autobusami i zwiedzić taniej, to co się chce zwiedzić, trzeba przeznaczyć na pobyt przynajmniej 2 tygodnie. Ja aż tyle czasu niestety nie miałam. Oznaczenia dróg są bardzo dobre. Mieszkańcy jeżdżą dość dobrze, nie wymuszają pierwszeństw. Nie stosują jednak kierunkowskazów i bardzo często trąbią. Nie pytajcie mnie na co i po co…

Jadąc głównymi ulicami wybrzeża, podziwialiśmy cudowną zatokę z różnych perspektyw. Jest możliwość skorzystania z promu w Tivat, ale uznałam, że nie przepuszczę podziwiania tych cudownych widoków oszczędzając jedynie 40 minut drogi. Zobaczyliśmy Budvę. Skorzystaliśmy tam z możliwości plażingu na największej miejskiej plaży (podobno piaszczysta, ale w którym miejscu to nie wiem, bo ja tyłek posadziłam na kamieniach wielkości jak w całej Czarnogórze) i kąpieli w nadal ciepłym morzu. Z Budvy pojechaliśmy nad Jezioro Szkoderskie. Jestem miłośniczką natury, więc

źródło własne: Jezioro Szkoderskie

zobaczenie Parku Narodowego było dla mnie oczywiste 😉 Bliskość Afryki sprawia, że na obszarze jeziora żyje sporo gatunków ptaków typowych właśnie dla Afryki ale także gęsi, czaple, orły a także pelikany. Niestety jest ich coraz mniej…  Można tam też spotkać wydry, żółwie błotne oraz wiele gatunków ryb. Cisza, spokój… 🙂 Po jeziorze można się przepłynąć łódką, których ofert jest cała masa w uroczej mieścinie Virpazar. Wycieczki turystyczne po Parku Narodowym wydają mi się jednak nieco…niestosowne.

źródło własne: Virpazar

Udało nam się również zobaczyć Kotor ze Starym Miastem (co prawda w deszczu, ale jednak!), który przywitał nas widokiem jak na zdjęciu obok. Nie zdążyliśmy jednak na targ w Kotorze, który w godzinach popołudniowych niestety już się zawija… To miejsce, w którym

źródło własne: Kotor

można kupić i skosztować wszelkich owoców, warzyw a nawet i ryb. Trudno. Jakoś to przebolałam. Nie przebolałam jednak

miejscowości Cetinje, której nie udało mi się zobaczyć. Ulewa pokrzyżowała nam plany… Dzięki temu jednak postanowiliśmy zwiedzić maleńką miejscowość Perast, o której nie słyszałam nic, i o której w przewodniku również nie ma zbyt wiele informacji. Mieściny w ogóle nie widać z ulicy głównej. Należy zatrzymać się na poboczu i zejść mulutkimi niepozornymi schodkami w dół, aby dojść… do najpiękniejszej mieściny jaką kiedykolwiek widziałam 🙂 Mieszkańcami Perastu są starsi ludzi i niewiele się tam dzieje,

źródło własne: Perast

co wywiera właśnie na turystach największe wrażenie! Wymarłe miasto marynarzy z rozsypującymi się kamieniczkami tworzy niesamowity klimat i sprawia, że czas płynie zupełnie inaczej, niż na reszcie świata 🙂 Od niedawna jednak kilka kamieniczek się remontuje z przeznaczeniem na luksusowe apartamenty. Na pewno odzyskają one dawny blask, ale boję się, że przez to ta mieścina straci swój urok. Naprzeciw Perastu

źródło własne: Perast

leżą dwie malownicze wysepki: Wyspa od Skrpjela oraz Sveti Djordjena na które za jedyne 5EUR można dopłynąć łodzią. To było jedno z lepiej wydanych w moim życiu 5 EUR 🙂 Widoki zapierały dech w piersiach a cisza dookoła dodawała temu miejscu uroku. Cała 4 osobowa wycieczka z naszego auta była tym miejscem zachwycona. Ona była warta tego wszystkiego 🙂 Dla samej tej mieściny warto było wsiąść w ten cholerny samolot, napchać się tabletek uspokajających i BYĆ 🙂

Na deser Dubrownik 🙂
Przeprawa przez granicę odbyła się bezproblemowo (przekraczając granicę należy pamiętać, aby samochód posiadał zieloną kartę), ale stanie w korku troszkę mnie

zirytowało… Nie wiem ile czasu trzeba przeznaczyć na pokonanie granicy między Czarnogórą a Chorwacją w szczycie sezonu, kiedy pod koniec września stoi się godzinę w jedną stronę i godzinę w drugą :/ A są to godziny, które są bardzo cenne przy zwiedzaniu…
Parking. Wiedziałam, że parkingi przy Starym Mieście są cholernie drogie, więc zaparkowaliśmy ponad 1 km od centrum. Godzina to 10 HRK (niecałe 6zł). Należy jednak zwracać uwagę na oznaczenia parkometrów, ponieważ w tygodniu na większości parkingów w okolicy centrum można stać tylko określony czas. Godzina postoju zaraz przy Starym Mieście to 40 HRK (!!!)
Dobrze mieć ze sobą wodę i coś do przegryzienia, bo ceny w samym Dubrowniku są lekkim przegięciem a płatność kartą prawie wszędzie niemożliwa a my zapomnieliśmy, że w Chorwacji jest inna waluta, niż w Czarnogórze 😀 wszak nie często w ciągu kilku dni zwiedza się kilka krajów 😉

Wpisana na listę UNESCO dubrownicka starówka olśniewa praktycznie od pierwszego spojrzenia. Odrzuca zaś ilość turystów… Zachował się średniowieczny układ ulic, ale

źródło własne

większość budynków powstała po trzęsieniu ziemi, które w 1667 roku zniszczyło miasto. Główna ulica Stradun (wytyczona wzdłuż dawnego przesmyku, który oddzielał Dubrownik od lądu

źródło włąsne

stałego) wiedzie nas od zabytkowej Wielkiej Studni Onofria (Velika Onofrijeva česma) do najważniejszego placu zwanego popularnie Placa.Ciasne uliczki (ze schodami oczywiście…) z pięknymi jasnymi kolorami ścian stwarzają piękny klimat.
Od turystów z Niemiec udało nam się zakupić za 20 EUR bilety wstępu do wszystkich miejskich muzeów oraz na mury okalające miasto. Ile szczęścia! 🙂 Ile zdjęć i ile piękna 🙂
W planie mieliśmy wjechać na Wzgórze Srd, z którego rozpościera się piękny katalogowy widok na całe Stare Miasto, ale przy wjeździe zwątpiłam… Ciasne, strome uliczki i żadnych barierek. Także ten… no 😛 Uznałam, że jeszcze coś mam w życiu do zobaczenia i zrobienia, więc taki wjazd sobie daruję 😛

Jeśli chodzi o samą Chorwację, to wcale się nie dziwię Polakom, że tak ją sobie ukochali. Ma piękną linię brzegową, ciepłe morze i ceny nie takie tragiczne. Czarnogóra jest chyba jednak w takim razie jeszcze niedoceniona. Według mnie jest tańsza, niż Chorwacja, język serbski jest odrobinę podobny do polskiego, więc porozumiewania się nie stwarza dużego problemu.  Poza tym Montenegro jest bogate kulturowo (ślady Turków, Hiszpanów, Włochów), miedzy mieszkańcami toczą się nadal rozmowy o tożsamości Czarnogórców i ich zależności od Serbii. Do tego mniejszości narodowe Chorwatów, Albańczyków, Boszniaków. To wspaniała mieszanka dla turysty! Dla turysty zaznaczam. Bo mieszkańcy lekko nie mają. Na pewno trochę zagubieni. Bez własnej waluty… Bez pewności.
Polsko, doceń swoje miejsce.

4 Replies to “Czarnogóra szybki urlop :)”

  1. Ach, ta Czarnogóra… 🙂
    Akurat w tym roku też byłem na wakacjach w tamtym rejonie (kombinowany wyjazd Chorwacja + Czarnogóra). Była to moja pierwsza wizyta w obu krajach i mogę powiedzieć, że mnie absolutnie zachwyciły. Split świetny, szczególnie wzgórze nad miastem, Dubrownik cudowny (my akurat wchodziliśmy na wzgórze Srd piechotą, idzie się ponad godzinę – ale warto!!!), za to Kotor to jedno z najcudowniejszych miejsc, w jakich kiedykolwiek byłem. Miasto kotów (a ja akurat należę do zwolenników tych zwierząt), zabudowania w stylu śródziemnomorskim, fortyfikacje, morze + góry w jednym miejscu i cudowne zachody słońca nad zatoką – czego chcieć więcej? no, dobrego jedzenia i dobrego piwa – oczywiście, tak było 😀 ogólnie Kotor polecam z całego serca. Cetinje za to bez rewelacji, jak byliśmy tam to sprawiało wrażenie trochę wymarłego. Na koniec wyjazdu zostawliśmy sobie Zadar i było to niestety wielkie rozczarowanie – starówka taka sobie, a dalej to już bloki i pensjonaty, czyli typowy kurort nadmorski, za czym nie przepadam.
    Jeśli będę miał okazję, to na pewno wrócę do Kotoru jeszcze raz na 3-4 dni, żeby powłóczyć się bez celu po uliczkach, wspiąć się nad zatokę, pogłaskać mieszkające tam koty i oderwać się od wszystkiego, co martwi.

    1. Ten sam zachwyt! 😊😊😊
      Słyszałam, że Cetinje bez szału,dlatego bardzo nie płakałam jak się okazało, że nie da rady się zobaczyć tego miasteczka.
      Powrót do Czarnogóry na bank 😊😊😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.