w podróży MPK…

mpkJuż kilka ładnych lat nie podróżowałam naszym nieszczęsnym MPK. Prawie zapomniałam jakie przyjemności mogą spotkać pasażera w tramwaju czy autobusie miejskim.

Jeszcze zanim zdobyłam prawo jazdy (nie mogę użyć słowa „zrobiłam” czy „zdałam”, gdyż cały proces przypominał nierówną walkę udomowionego szczeniaka z dzikim niedźwiedziem polarnym 😛 ), podróżując tramwajami czy autobusami przechodziłam prawdziwą szkołę przetrwania. Nie wiem czy był to efekt tego, że w oczy się rzucam, czy tego, że ja po prostu mam w sobie to magiczne „coś”, co przyciąga do siebie ludzi. Nie, nie takich jakbym sobie życzyła… Przynajmniej połowa moich doświadczeń tramwajowych była związana z nagabywaniem mnie przez bezdomnych, będących pod wpływem (czasem absurdy moich „spotkań” doprowadzały do tego, że się zastanawiałam, czy aby na pewno tylko pod wpływem alkoholu), czy wesołych i „szalonych” młodych ludzi prezentujących brak powszechnie obowiązujących zasad kultury. Żeby choć raz trafił się przyzwoity człowiek, który umiliłby pokonywanie trasy praca <-> dom… nie trafił się. Przynajmniej nie do tej pory…
Tak czy inaczej już wiem po kim odziedziczyłam tę magię przyciągania osobliwych postaci w MPK…
Kilka dni temu podróżowałam tramwajem pierwszy raz od kilku lat z Rodzicielką. Nasza szynowa limuzyna nie była zatłoczona. Rodzicielka znalazła miejsce siedzące a ja stanęłam przy niej. Z torby wyjęła książkę a ja gazetę. Nie zwróciłyśmy uwagi na „gentlemena”  zajmującego miejsce przed Rodzicielką. Pogrążyłyśmy się w lekturach.
W pewnym momencie pan siedzący przed mamą odwrócił się do niej bokiem. Jakby wyczekiwał… Zerkam na szanownego pana i włącza mi się żółta lampka. Nie chcę oceniać ludzi po wyglądzie, ale czasem inaczej się nie da…
I doczekałam się…
-Teee! – taką formę „podrywu” mojej własnej rodzonej Rodzicielki prezentuje gentleman.
Mama nie reaguje. Ja zerkam na pana znad gazety. Bardzo jestem ciekawa rozwoju sytuacji.-Teee! Mówię do ciebie! Słyszysz?
-Słucham pana- nadzwyczaj spokojnie odpowiada mu na pytanie.
-Co czytasz?
-Książkę.
-Taka oczytana jest niby. Cholera jasna!
Rodzicielka zachowuje jeszcze spokój, ale ja chowam gazetę i wolę być czujna. Dłuższa cisza. Pan jakby analizował sytuację. Już nawet podejmuję decyzję o wyjęciu z powrotem gazety, kiedy…
Nagle! Trąca jej książkę!
-Panie, no co pan?! Zajmij się pan sobą a nie ludzi zaczepiasz- wtrącam się, bo sytuacja zaczyna być nerwowa.
Rodzicielka jeszcze się nie odzywa. To wcale nie oznacza niczego dobrego. To oznacza tyle, że buzują w niej emocje i to te złe. Niedobrze. Niedobrze… Oj, NIEDOBRZE.
Znów chwila ciszy i spokoju…
Znów to robi! Trąca Rodzicielce tak książkę, że wypada jej z rąk. Podnoszę jej zgubę. Jestem zrezygnowana. Nie mam dobrych przeczuć, oj nie mam…
-Mamo, chodź, wysiądziemy, bo to nie ma sensu. Proszę cię.
-Nigdzie nie będę wysiadać. Chcę dojechać do domu i nikt mi w tym nie przeszkodzi.
Cała Rodzicielka. Znów mnie nie zaskoczyła.
Tramwaj milczy. Wszyscy udają, że nic nie widzą, że nic się nie dzieje. Nic nowego…
Mama znów otwiera książkę. I znów to samo.
Spogląda na człowieka wzrokiem pełnym złości. Znam ją i wiem, że jest o u kresu wytrzymałości.
-Mamo, ja cię tylko bardzo proszę, mamo… Chodź wysiądziemy, bo to się źle skończy.
– Ostrzegam pana- odpowiada najspokojniej w świecie Rodzicielka.
-Ostrzega mnie!- „uprzejmy” pan wybucha śmiechem.
Teraz to już i ja się zagotowałam.
-Jeszcze jak mu cholera jasna wesoło! Taki radosny człowiek nam się trafił! A państwu nie jest do śmiechu?- zwracam się w otchłań tramwaju- Nie bawi państwa taka scenka? Bo tego pana bawi niezmiernie!- Oczywiście odpowiada mi cisza. NIKT nie odezwie się choćby słowem. A po co? Jeszcze oberwą nożem pomiędzy żebra. Boją się. To normalne. Pewnie też bym się bała.

Na szczęście dojeżdżamy już na miejsce. Rodzicielka podnosi się z miejsca. Za nią podnosi się nasz współpasażer.
Matko kochana, tylko nie to… Widzę, że mama robi się czerwona na twarzy. Chyba drugi raz w życiu widzę ją tak wściekłą.
-Mamusia, ja cię błagam, spokojnie.
Biorę ją pod rękę i ciągnę do drzwi jak szczeniaka, który uczy się chodzić na smyczy. W tej samej chwili „uprzejmy” pan zaczepnie trąca jej torebkę. No i to był jego błąd…
Rodzicielka wyrywa mi się spod mojego ramienia. Zgina rękę, bierze zamach i uderza łokciem zdębiałego człowieka w twarz.
Umarłam.
Już drugi raz w ciągu ostatnich dwóch tygodni… FATALNIE. Ciekawe ile mam żyć… Nie sądzę, aby mi podarowano aż siedem, jak kotom 😛
Otwierają się drzwi tramwaju. To nasz przystanek. Szybko wysiadamy. Aż tulę się w ramionach na myśl tego, co się zaraz wydarzy jeśli on wysiada za nami.
Nie wysiada. Drzwi się zamykają a on zdębiały stoi na środku wagonu.
Piękna akcja!
-Mamo! Rany boskie!

Patrzę na tą kobietę szeroko otwartymi oczami i czekam na wyjaśnienia jak matka czekająca na wyjaśnienia syna, który właśnie pobił kolegę 😛
-Dziecko, przecież wiesz co się ze mną dzieje jak się mnie doprowadza do ostateczności. Ani krzty kultury! Co za czasy!

No teraz już wiem 😛
Muszę sobie szybko sprawić samochód, bo jeszcze jedna taka akcja i znów będę w szpitalu, ale tym razem już na kardiologii 😛

100 odpowiedzi do “w podróży MPK…”

  1. Haha, ale akcja!! 😉 a Ty widzę z Poznania jesteś? Moje rodzinne miasto! No i w nim oczywiście pełno hamstwa, ale podziwiam Twoja mama i z jednej strony popieram, a z drugiej widzisz tak jak mowisz, że nigdy nie wiadomo co potem takiemu odbije, żeby ze złości nam nic potem nie zrobił!
    Miłego dnia! 😉

    1. W całej Polsce jest od groma chamstwa. Zresztą im biedniej,tym tego chamstwa jest więcej… A mama moja nigdy jakoś się z tym chamstwem nie godziła. I odwagi też Jej nie brakuje 😉

      1. Bieda nie ma tu nic do rzeczy. Tu chodzi o zwyczajna kulture wyniesiona z domu. Wiele razy widzialem jak dzieci bogatych rodzicow zachowuja sie jak bydlo. Jak zobaczylem tych rodzicow to wiem po kim to maja.

  2. Dla mamusi szacun! Wieeelki! Następnym razem niech celuje niżej, wtedy na pewno za nią nie pobiegnie. 🙂 Dla pasażerów czerwona kartka. Bez komentarza.

    1. Dlaczego czerwona? Jeżeli wtrącisz się w taką akcję to od prokuratora usłyszysz zarzut udziału w bójce. Takie patologiczne prawo mamy.

      1. Wiesz Pani S. pewnie nawet nie chciałaby się wdawać w bójkę. Szkoda tylko, że nikt nawet słowa nie powiedział. Ale to zrozumiałe. Każdy się boi. Nawet kobieta musi sobie radzić sama.

  3. A ja sobie bardzo chwalę jazdę MPK… Jeszcze nikt mi nigdy czytnika z ręki nie wytrącił :). A ile scenek rodzajowych było to moje…
    Poza tym mam przegląd społeczeństwa… widzę jak żyją zwykli ludzie… A odkąd mieszkam w mieście, gdzie jakimś cudem nie ma tłoku – żyć nie umierać :).
    Festiwalu chamstwa rzadko jestem świadkiem, a jeżeli już – kończy się na agresji słownej. No i czasem ciężko dobrać reakcję – przecież nie dam od razu w mordę :).
    Ehhh… poszliby ludzie na jakąś krav-magę i po 3 miesiącach mieliby zdjętą blokadę psychiczną – bo to o nią głównie chodzi w tym braku reakcji.
    A Mama – mam nadzieję, że się nie obrazi – ma większe jaja niż wielu facetów 🙂

    1. To Ty też mógłbyś bloga pisać o tym,co się dzieje w mpk! Miałbyś na pewno sporo tematów do opisania i w końcu byłoby o Tobie głośno Bohaterze 😉

      1. No kilka historii by się zebrało, ale wcale nie na tyle, żeby na tym oprzeć bloga… To są takie historyjki do opowiedzenia przy piwie, niekoniecznie do uwiecznienia na piśmie :).
        Poza tym w jednej z tych historii ja po części byłem „tym złym” – wcale bym się nie zdziwił gdyby współtwórca tej historii opowiadał ją teraz jako anegdotkę z morałem „zdziczenie dzisiejszej młodzieży” :D.
        Tak więc – nie ma czym się chwalić :).

        1. Póki ludzi się chamsko nie zaczepia i nie wykrzykuje jakiś dziwnych tekstów, to chyba można przełknąć różne rzeczy… ja też święta zawsze nie byłam 😉

              1. Jestem przekonany, że tak właśnie opowiada tą historię :D.

                Ogień wesoło skacze w kominku, w powietrzu unosi się zapach ciasteczek, cukierków i herbaty.
                Nestor rodu siedzi w bujanym fotelu i rozpoczyna swą opowieść:
                Słuchajcie dziatki, jak dziadziuś przechytrzył bandytę i uniknął śmierci…
                Stałem ponurym wieczorem w ostatnich dniach lutego na przystanku. W mieście panował półmrok, a opary mgły wypełgały ze studzienek kanalizacyjnych i można było się domyślać, że na obrzeżach sceneria będzie dosć ponura. Z zamyślenia wyrwał mnie nadjeżdżający autobus linii 173. Zatłoczony jak zawsze, ale czujne moje oko dojrzało zwalniające się miejsce tuż przy wejściu i w dodatku przy oknie.
                Napiąłem wszystkie mięśnie i gdy tylko drzwi się otworzyły – przypuściłem szturm lewą flanką – obok barierki.
                Stała tam taka zawalidroga bezczelnie, więc naparłem mocniej i zacząłem przesuwać przeszkodę… a ten zamiast grzecznie ustąpić umęczonemu staruszkowi, okazać szacunek przed siwizną – jak się nie zaprze, no jeszcze chwila i kto wie – może wypchnąłby mnie za pierwszy rząd siedzeń, gdzie było upatrzone przeze mnie wolne miejsce.
                Zezłościłem się nie na żarty, rzuciłem mu w twarz „ty mnie nie popychaj ty…”, ale spojrzałem w te okrutne, złośliwe, zaślepione żądzą mordu oczy i zrozumiałem, żem trafił na psychopatę…
                Mało mi okulary w złotych oprawkach nie spadły… usiadłem na przynależne mi z wieku i urzędu miejsce i zacząłem rozważać sytuację.
                Wymyśliłem, że przesiądę się jak zawsze – na Grunwaldzkim. Tam dużo ludzi, a ten zwyrodnialec może pojedzie dalej…
                Niestety… – dziadziuś wzdycha ciężko, patrzy chwilę w ogień – kątem oka widziałem, że podąża moimi śladami. Stukot ciężkich buciorów niósł się echem po okolicy.
                Tu już sprawa była jasna – będzie mnie ścigał, by pobić, ograbić i – daj Boże, żeby tylko – zgwałcić.

                Słychać szloch dziecka i stłumiony szept – ciuchutko, zobacz, dziadziuś nadal żyje… widać tylko na gwałcie się skończyło.

                Senior poczekał aż prawnuczę się uspokoi, poprawił okulary w złotych oprawkach i podjął opowieść:
                Nadjechał tramwaj w kierunku na Czerwone Maki… symboliczne – pomyślałem – czeka mnie widać heroiczna walka.
                Cóż było robić, wsiadłem. Widzę, że ten sadysta nie taki głupi, wsiada niby innym wejściem, ale oczy świdrują, uśmiech psychopaty błąka się po kaprawej mordzie.
                I jedziemy… jeden przystanek, drugi… on oczywiście ustawił się tak, żeby mnie widzieć i tylko zerka co jakiś czas…
                Cóż było robić – gdy zbliżaliśmy się do przystanku – wstałem i podszedłem do drzwi.
                Szybkie zerknięcie – oczywiście, bandyta też już do wyjścia zmierza…

                Staruszek pogładził brodę, powiódł wzrokiem po słuchającej go z rozdziawionymi gębami i szeroko otwartymi oczami gawiedzi, uśmiechnął się przebiegle i rzekł:

                Ale nie docenił mnie i popełnił błąd…
                Gdy drzwi się otworzyły – bandzior wyszedł i już zmierzał w moim kierunku…
                A ja… kocim ruchem wślizgnąłem się z powrotem na siedzenie i patrzyłem jak drzwi się zamykają, a zbaraniały oprawca zostaje na przystanku :).

              2. Hahaha! SokoleOko-talent do snucia opowiesci masz niezaprzeczalny 😀
                Ten dziadek na pewno wspomina ten dzień do dziś 😛

      1. Ha, i jak tu odpowiedzieć, żeby nie wyjść na samochwałę? 🙂
        Brawo, trudne pytanie :).
        W tym konkretnym przypadku chodzi mi głównie o poziom życia i problemy, które akurat mnie nie dotyczą, a jednak zaprzątają głowę większości.

  4. Mamę masz bardzo „wporzo” :D. I odważną – nie wiadomo było, jak na to zareaguje ten „książkowy zaczepiacz”. Ale widać, że musiał być baaaardzo zaskoczony :D.

    PS A ja już niedługo (za kilka dni) wyruszam do pracy. Zamieniam Polskę na duńsko-szwedzko-norweskie okolice :P. I jeśli tylko będę mógł, to będę komentował z kabiny ciężarówki :D.

    1. Mama jest nie tyle odważna,co porywcza 😉
      Ale to że jak? I Ty już teraz tylko gdzieś tam na zimnej północy będziesz żył? A co z Polską?

      1. Fakt, porywcza to lepsze słowo ;).

        Nie tak do końca zimna północ, myślę że będę „operował” bliżej południowej części, chociaż… kto wie ;). Ale na stałe tam się nie wynoszę, co 6 tygodni mam powrót do domu :).
        A co z Polską? „Chuj, dupa i kamieni kupa”, ot co :P.

          1. Słyszałem, że właśnie teraz to zjawisko występuje. W razie czego będę zażywał jakieś wspomagacze do snu, melatoninę czy coś :P. Bo procentowe wspomagacze raczej odpadają ;).

              1. Wiesz, jak On pracuje jako kierowca, to za te procenty może szybko przestać pracować 😉 Lepiej proszki łykać 😉 Znam dobrze taką jedną, co łyka co się da i jeździ… Odruchy ma identyczne jak napruty człowiek a jeździ…

              2. E tam… piwko po ciężkim dniu i można spać… przecież nie mówię, że ma pić nie wiadomo ile :).
                Piloci – w związku z częstymi zmianami stref czasowych, stresującą i odpowiedzialną robotą itp. też miewali problemy ze snem.
                Mieli na to swoje sposoby:
                1. Proszki, 2. Alkohol, 3. Zaliczyć stewardessę :).
                A jako, że Maryjan jest Piękny (a według piosenki to i Mądry) – ma tutaj pole manewru :).

              3. 😀 Stawiałabym na punkt 3, tylko, że On kurczę pilotem nie jest 😛 Co prawda po drodze trafiają się różne mniej lub bardziej ciekawe „obiekty”, ale to chyba nie chcę poruszać tego tematu 😛

              4. Racja… tam w skandynawii to przy drogach to różne renifery mogą krążyć… lepiej nie poruszać tematu :D.

              5. Odpisałem dla Sokolego Oka, że tam częściej można dziką zwierzynę spotkać, ale widzę, że zaczęliście ten temat wcześniej ode mnie :P.

              6. Jestem pod wrażeniem, Panie Sokole Oko – jesteś jedną z niewielu osób, która skojarzyła, skąd się wziął mój nick ;). Stewardessy mieć niestety nie będę, a na tamtejszych drogach to częściej można spotkać dziką zwierzynę, niż panie „grzybiarki” :>.

              7. E tam, jaki „pan”? Na Pana to trzeba mieć wygląd i pieniądze :).
                Zresztą SokoleOko to rodzaj nijaki :).

                A ludzie pewnie kojarzą piosenkę, tylko się rzadko ujawniają z tą wiedzą :).

              8. Jako że to moja nowa praca, więc na razie wspomagaczy nie będę brał, żeby na samym początku nie podpaść ;). Do tego czasu będę liczył owce, barany albo norweskie łososie ;).

      1. Nie zostałaby skazana… chyba, żeby przy okazji odpaliła rację… albo „pozdrowiła” premiera… wtedy nawet najlepszy adwokat nie pomoże

  5. Ale akcja! Podziwiam, bo ja jestem tchórz w takich sytuacjach, wysiadłabym. Najbardziej mnie złości jednak brak reakcji ludzi, nic nie widzą, nic nie słyszą. Gdyby wszyscy ruszyli na łobuza, to drugi raz by tak nie postąpił. Szacunek wielki dla mamy! Pozdrawiam

    1. Wiesz Pelasiu, ja też bym wysiadła. Zawsze się zastanawiam skąd u tej kobiety tyle odwagi, ale to jest chyba jakieś „zaćmienie” umysłu i wtedy przystępuje do akcji 😉
      A ludzie… Boją się. wszyscy się boją. Pozdrawiam.

  6. Chomiczku, masz cudną mamę, ale niech leje poniżej pasa, bo łokieć wtedy mniej boli i rozmachu dużego nie trzeba brać 🙂 🙂
    I tak sobie myślę, że może twojej mamusi metody są najlepszym sposobem na nauczenie chamów kultury codziennej..
    No ten gentlemen przynajmniej się trochę nauczył 😉 😀 😀

    1. Dobrze, Alicjo- dam Jej znać, że jak coś, to poniżej pasa 😉 Oj, naprawdę- Rodzicielka jest doskonałym przykładem walki z chamstwem 🙂 Szkoda, że ja po Niej takiego charta ducha nie odziedziczyłam 😉

      1. Chomiczku, a może tobie to z wiekiem przyjdzie? 🙂 W końcu Mamusia Chomiczka też od razu z łokcia nie lała, tylko pewnie „gotowała” to w sobie i na samonaukę chamów liczyła.
        Bo taka mądrość łokciowa, to tylko z wiekiem przychodzi 😀

        1. Wątpię, żebym z wiekiem miała stać się taka… hmmm… porywcza? 😉 Chociaż kto wie. I myślę, że to jest kwestia przeżyć w życiu a nie mądrości, bo czy to mądre było…? 😉

  7. Uderzyła łokciem faceta w twarz i facet dalej stał? Dziwne 😉 Coś dziwna mi ta historyjka 😉
    Tutaj rzadko się dzieją awantury, bo motorniczy dzwoni po policję i ta czeka na następnym przystanku, krótka piłka.
    Pozdrawiam 🙂

    1. Oj, jesteś człowiekiem bardzo małej wiary…
      Wiesz-moja Rodzicielka to nie jest babo-chłop- nie ma uderzenia jak Schwarzenegger 😛

      1. Po prostu jestem sceptykiem 😛 Tym bardziej, że z łokcia, to mało kto daje. Fakt, jak Twoja mama dała z przedramienia, czy miała jakąś kurtkę na sobie, to co innego, bo łokieć ma dosyć ostre zakończenie 😉 Pewnie rozumiemy co innego po pojęciem „dać z łokcia” 😛

  8. Takie czasy, że wszyscy się boją reagować i nic dziwnego, ale z drugiej strony to przykre, że nikt palcem nie kiwnie w naszej obronie… Twoja mama natomiast jest bardzo odważną kobietą 🙂 . Pozdrawiam.

      1. hahahaha a mnie nie nauczyła :P:D

        normalnie kupię sobie pijawki i będę je hodować i nimi spuszczać sobie krew – stan anemiczny pozbawi mnie energii – uspokoję się …:DDDD

        hm……:)))))))))))))

        1. Błagam Cię- w szkole??????
          Ty Kobieto chwała Bogu nie nadajesz się do pracy w szkole. Ja też nie 😀
          I Ty sobie nic nie spuszczaj, krwi przede wszystkim!
          Podobno krople do nosa xylometazolin wpuszczane nałogowo do nosa uspokajają :p 😀

  9. Bez urazy, ale Twoja matka nie jest ani odważna ani mądra. Widziałem akcję, gdy kobieta reagująca na takie zaczepki dostała butelką w głowę, miała rozcięty skalp i coś z okiem. Więc lepiej nie reagować, lub użyć gazu pieprzowego. Jeśli się go nie ma, to iść do kierowcy/motorniczego, by wezwał policję.

  10. Jesteś Wspaniała Dzielna Rodzicielko ! Chamstwu trzeba przeciwstawiać się siłom i godnościom osobistom.Wężykiem, wężykiem

  11. Ja bym mu wybił zęby, zrobił zdjęcie dowodu osobistego fonem i poinformował go, że wkrótce odwiedzę go z ekipą. No ale inaczej facet, inaczej baba 🙂

  12. „Już kilka ładnych lat nie podróżowałam naszym nieszczęsnym MPK.” – nie ma to jak się pochwalić, że się jest kimś lepszym, prawda? Cała ta scena byłaby pewnie nic nie warta bez tego wprowadzenia. Aż się chce zacytować tekst z „Misia”: „straszne chamstwo się tu zjeżdża z całego świata, kasza niedogotowana…”.

      1. to szanuj te które jeszcze masz! 😛
        Rozumiem, że kilka poszło się kaszanić podczas robienia prawka – podczas tej nierównej walki szczeniaczka z misiem… Swoją drogą to musiała być niezła historia jak szczeniaczek po przejściach w końcu rzuca się do gardła niedźwiedzia i zagryza go zdobywając upragniony rodowód yyy znaczy prawko!?
        Nie dziękuj, za pomysł na kolejną opowieść… 😛
        Znaj me dobre serce

        1. Za pomysł bardzo dziękuję, choć raczej korzystać nie będę. A kto powiedział, że mniejszy nie zagryzie większego? Zdarza, nie często, ale zdarza 😛

  13. to ja miałam inną sytuację
    miejsce akcji : autobus (popracowe godziny szczytu )
    siedzi sobie śliczna drobna dziewczyna … styl pensjonarka …
    a obok niej taki młody koleś … typ dres
    naprzeciwko nastolatek typ „xavier dolan”

    typ dres chce pokonwersować z pensjonarką… ej patrz jaki pedał siedzi (patrząc na dolana )
    pensjonarka milczy
    dres dalej … no patrz jaka baba … kobiety lubią prawdziwych facetów (i coś tam dalej w tym stylu)
    na to pensjonarka nie wytrzymała i się zaczęło
    ja nie wolę, wolę takich metroseksulanych jak on a nie takie małpy jak ty, a jeżeli się nie zamkniesz to przypierd..le ci tą torbą (pokazuje jaką ) wiesz ona jest bardzo ciężka …bo w środku są książki … takie coś co się czyta !!!
    🙂

  14. Komunikacja miejska jest pełna kolorowych sytuacji. Podróżuje na trasie Otwock – Warszawa, niedawno miałem taką historię. W autobusie spotkali się maturzyści i z radością na cały głos opowiadają o przebiegu egzaminów, co kto zdał i oblał. Obok dziewczyna relacjonuje przez telefon 20 minut o tym jakie katorgi przeżyła w ambasadzie. Na koniec radosny pan który miał już chyba tego dość włączył telefon i „puścił” majteczki w kropeczki na cały głos.

    1. To już takie standardy społeczeństwa. U nas i tak nie jest źle- we Włoszech czy w krajach arabskich głośne rozmowy są tak głośne, że rozmowa telefoniczna może przypominać pyskówkę 😉

  15. Wiecie co mnie wkurza w transporcie publicznym? Rozmowy przez komórkę na cały głos. Wszyscy się przekrzykują, byle głośniej: ten zjadł jajka na obiad, ta ma majtki brudne a tamci mają kaca. Rozmowy przez telefon w miejscach publicznych to normalna rzecz ale proszę nie wydzierać się na cały głos.

  16. Chomiczku gratuluję!! jesteś na najgłówniejszej głównej 😀 😀 😀
    i już widzę, że nawet jakiś hejterek płci żeńskiej się pokazał i szczeka.. szczeka.. 😉
    buzia wielka Maleńka a ja już chłodzę winko 🙂

    1. 🙂 Szczeka, ale jeszcze nie tak głośno, aby jej kaganiec zakładać lub zamykać zagrodzie zwanej spamem 😉 też mam winko, ale chłodzi się na sobotę… Co nie oznacza, że Ty swojego nie możesz opróżnić- w końcu w zacnej sprawie jaką jest nasze blogowanie 🙂 Ściskam!

  17. Czy wy jesteście normalni? Jaką macie pewność czy osoba pobita nie była chora umysłowo? Nikt nie ma prawa bić drugiego człowieka! Wydaje się to wam zabawne? Ja jestem młodym wysportowanym i dużym facetem. Też byłoby wam tak wesoło gdybym prał po twarzach natrętne panie w tramwaju, autobusie czy sklepie? Przecież nawiedzonych wokół nie brakuje.

    1. moment, MOMENT! On nie został pobity! Poza tym w pobiciu strona atakowana posiada przewagę liczebną a strona atakowana nie dąży do starcia (def. POBICIA). A nawet jak chory umysłowo, to należało czekać, aby kobieta w końcu dostała od Niego w twarz lub nie wiadomo co jeszcze? Ona Go ostrzegała! Ja też ostrzegałam. Dostał w twarz od jednej osoby, która można rzec, że się BRONIŁA.

      1. SebDem nie ładnie wklejać cudzy adres mailowy!! Skoro zabierasz głos w tej dyskusji to zrób to pod swoim adresem, nie cudzym!!
        A twoje zarzuty są co najmniej nieracjonalne. Tłumaczenie, że cham i napastnik może być chory psychicznie, więc nie należy na jego zaczepki reagować, może być usprawiedliwieniem dla każdej chamskiej napaści. Tej słownej też!! Uwierz mi, chorzy psychicznie może mają gorsze rozeznanie w rzeczywistym świecie, ale swój rozum mają, a ten człowiek swoim zachowaniem zasłużył na zdecydowana obronę dokonaną przez atakowaną Rodzicielkę Chomiczka.
        Oooo!!

        1. Alicjo Kochana, Pan SebDem wpisał w swoją stronę, moją stronę i stąd to „przekierowanie” na mój blog, co oznacza jakąś tam lekkomyślność lub niewiedzę. A zarzuty faktycznie wyssane z palca, bo to może jeszcze małe dziecko jest…?

  18. Pocieszę Szanowną Panią bo sam jestem tzw. prowadzącym tramwaj czyli nazwanym kiedyś przez jakiegoś debila motorniczym. Codziennie mam do czynienia z różnego rodzaju przygłupami zarówno rodzaju męskiego jak i żeńskiego. Jaki naród tacy pasażerowie tramwaju…

  19. Świetna akcja. Brawo dla mamy:). Ja kiedyś miałem podobne zdarzenie z tym,że stanąłem w obronie jednej dziewczyny. Skończyło się na tym,że dosłownie wyrzuciłem faceta z autobusu, a kiedy próbował znowu wejść to kopnąłem go w ryj i było po sprawie. Po wszystkim zebrałem kilka miłych komentarzy od pasażerów i wysiadłem.

    1. O, i trafił się tu nam prawdziwy mężczyzna. Bohater można rzec 🙂 Dobrze, że nie trafiłeś na silniejszego, bo różnie mogłoby się to skończyć…

  20. Jak widzę Poznań. 🙂 Ja też… jak mieszkam tu całe życie tak nie widziałam takowej akcji. Myślałam, że to spokojne miasto. Jakiś czas mieszkałam w Łodzi, a tam w mpk nagminnie takowe zajścia były. Ale żeby w Poznaniu??? Ja sobie myślę, że musi mnie mama tego i owego nauczyć.
    PS. Czytając musiałam się nie śmiać…bo w pracy jestem ale nie dało się. Wybuchłam śmiechem jak potłuczona

    1. Miało być zabawnie 😉 Ale w pracy to niebezpieczne 😉 Oj, wiem, że w Łodzi takie rzeczy są na porządku dziennym. Nie wiem które polskie miasto można by nazwać prawdziwie kulturalnym, nie wiem…

  21. Pamiętam, jak jeszcze w czasach studenckich wracałam do domu autobusem. Chwilę wcześniej kupiłam sobie przepiękny, porządnie wydany ( twarda oprawa, kredowy papier ) słownik, obok którego krążyłam jak sęp nad padliną przez ładnych kilka miesięcy, bo kosztował niemało jak na możliwości studentki I-go roku. Wsiadłam do autobusu, zajęłam jedno z wielu wolnych miejsc i oddałam się rozkoszy przeglądania mojego nowego nabytku. Moje szczęście nie trwało długo, bo oczywiście musiał się do mnie przyczepić jakiś upierdliwy osobnik. Kleił się do mnie, sapał mi do ucha, fuuuuuj! Na moje grzeczne uwagi, żeby się odczepił nie reagował, więc nie namyślając się wiele przydzwoniłam mu moim nabytkiem w czerep. Słownik nie ucierpiał ( na szczęście dla upierdliwca, bo bym mu chyba wyrwała serce i wepchnęła tam, gdzie słońce nie dociera), a natręt mógł przez jakiś czas wróżyć z gwiazd, które zapewne zobaczył. ;P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *