podsumował moje życie w Polsce

Od ponad 5 lat doskonale wie, kiedy pojawić się w moim życiu. Wyczuwa, kiedy potrzebuję uśmiechu, dobrego słowa, komplementu i czegoś, co sprawi że przestanę myśleć o tym, jak bardzo jest nie tak jak powinno być.
Z reguły nasze rozmowy toczą się według reguł „pierdu pierdu”, czyli gadania o niczym, ewentualnie planach spotkania w Polsce, czy w Turcji. Jednak jeden z naszych ostatnich dialogów utkwił mi bardzo w pamięci. Ramazan zapytał się mnie, czy skoro mam teraz tyle czasu wolnego, to nie mogłabym przyjechać do niego, pozwiedzać i może zostać na dłużej. Pracę to on mi pomoże znaleźć w turystyce, jeśli tylko będę chciała.
Nooo… pomoże mi. A ja w ramach wdzięczności, CO? Będę spełniać jego wybujałe  fantazje seksualne? Nie wiem czy jestem na tyle wygimnastykowana 😛
Wykręcam się jak mogę i nawet próbuję argumentować niechęć wyjazdu miłością do ojczyzny, bo co mu powiem? Że chomiki to tam pewnie zjadają na podwieczorek i się trochę lękam? 😉
-Ale ty wiesz jak ja bardzo kocham Polskę? Ja jestem patriotką od urodzenia! Wiesz- ta zima, ten deszcz… te wszystkie pory roku… No po prostu KOCHAM!
Chyba nie byłam zbyt przekonywująca 😛
-Ale Chomikowa powiedz mi, co ty kochasz w tej Polsce? Deszcz, który ciągle pada? Przecież ty tam nic nie masz- nie masz dzieci, ty nawet boyfrienda nie masz! Nie wspominając o normalnej pracy. Powiedz mi, co ty kochasz w tej Polsce, hm?
Niech go szlag. Wbił swojego palucha dokładnie tam, gdzie powinien- w samo sedno problemu…

źródło własne
źródło własne
Obraz 039
źródło własne

Właśnie Chomikowa, coś ty się tak uparła…? Już sama zapomniałaś jak bardzo tą Turcję pokochałaś i jak od niej zaczęłaś spełniać swoje marzenia o podróżowaniu. Widziałam Grecję kontynentalną, Grecję na wyspach, Egipt i kilka stolic europejskich i… myślami gdzieś zawsze wracałam do tej magicznej Turcji.
Ramazana poznałam ponad 5 lat temu na wakacjach w południowej Turcji- w Marmaris. Z moją N. planowałyśmy za swoje pierwsze prawdziwie zarobione pieniądze polecieć gdzieś do Bułgarii lub Chorwacji. W biurze podróży pewien przesympatyczny człowiek uświadomił dwie zbłąkane niewiasty, że taniej i piękniej będzie w Turcji. Tak więc pofrunęłyśmy 🙂 A o moim pierwszym koszmarnym locie samolotem (właśnie do Turcji 😛 ) mieliście okazję już czytać 😛 Pamiętam, że kiedy zbliżyłam się do punktu wybawienia, czyli do schodów prowadzących z samolotu na ziemię, buchnęło we mnie gorące powietrze. W Polsce lato się już kończyło a tam żyło w pełnym rozkwicie. Później było coraz lepiej 🙂 Uśmiechali się do nas WSZYSCY. Oczywiście, że były osoby, które mimo pięknego uśmiechu bardzo chciały nas „wycackać” ze wszystkiego, co miałyśmy przy sobie (również z moralności 😛 ), ale takich ludzi możemy spotkać wszędzie. Bo kimże są ci, którzy chodzą po naszych mieszkaniach i z uśmiechem na ustach informują, że należy zmienić dostawcę prądu lub zakupić nowy, rewelacyjny samo-sprzątający odkurzacz za jedyne 2 tysiące PLN? Ogrom dobroci, uśmiechów i krajobrazów oszołomił mnie. Nigdy wcześniej nie widziałam tak turkusowej wody, nie widziałam tylu owoców na drzewach, nie pływałam w tak przeźroczystej wodzie i nigdy nie widziałam w jednym miejscu tylu kolorów. Moja N. już wcześniej była w Hiszpanii, więc nie wszystko wywoływało u niej taki sam zachwyt, jak u mnie (może to zresztą było też przez przeziębienie, które  ograniczało jej oddychanie i atakowało jakąś niepoliczalną ilością kichnięć. Swoją drogą do tej pory zastanawiam się jak to możliwe, żeby człowiek kichał z częstotliwością 3-7 razy na minutę… i nie umarł po jednej dobie 😛 ).
Brałyśmy całą kulturę pełnymi garściami i jedyne, co nas ograniczało to ruch uliczny. Bo tam nie obowiązują prawie żadne reguły ruchu drogowego. Przejść dla pieszych nie ma a znaki „ustąp pierwszeństwa” tudzież znaki „stopu” traktowane są jako urozmaicenie pobocza 😛 Za każdym razem, kiedy udało nam się z N. przebiec na drugą stronę ulicy, uznawałyśmy to znak Boży, że jeszcze mamy w życiu coś osiągnąć i czymś przysłużyć się społeczeństwu 😛 Tego „czegoś” nie odkryłyśmy do tej pory 😛

źródło własne- Chomik w środowisku naturalnym ;)
źródło własne- Chomik w środowisku naturalnym 😉

Ogrom uśmiechów i słońca nie przesłonił nam wbrew pozorom racjonalnego myślenia. Po pierwszym dniu dość nachalnych rozmów z Turkami obiecałyśmy sobie, że żadna z nas nie zniknie drugiej z oczu na dłużej, niż 2 minuty. Mimo zapewnień pracowników hotelu oraz rezydentów biura podróży, że turystkom raczej nic nie grozi, bo prawo mają dość restrykcyjne jeśli chodzi o gwałty i nie jest to tak „dziki” kraj jak pozostałe muzułmańskie (w końcu Turcja też leży w Europie 🙂 ), uznałyśmy że wakacje wakacjami to raz, ale przyszłe zdrowie i spokój emocjonalny to dwa 😛 I tak po 5 dniach prawdziwych wakacji all inclusive moja N. w jakimś ogromnym sklepie z wyrobami skórzanymi polazła z dwoma czy trzema Turkami gdzieś na zaplecze. Ja będąc zaaferowana i zauroczona tymi wszystkimi płaszczykami, kurteczkami i futerkami nawet nie zauważyłam jak mi tą moją blondynkę wyprowadzają podstępem na zewnątrz. W panikę wpadłam chyba po 15 minutach, bo ABSOLUTNIE nie mogłam znaleźć pomieszczenia, w którym mogłaby być. I WCALE mnie nie uspokajały słowa ekspedientów, że na pewno jest u niej wszystko dobrze, i żebym przestała się tak niepokoić. Kiedy już zaczynałam robić awanturę i histeryzować moja blondynka wyszła cała radosna gdzieś z jakiegoś baraku (???) zza hali i z błogim uśmiechem na twarzyczce oznajmiła mi, że herbatka była BOSKA… To był pierwszy raz, kiedy na moją N. nawrzeszczałam 😛 a ona patrzyła na mnie swoim rozanielonym wzrokiem i potraktowała jak nadopiekuńczą matkę:
-Ale Chomikowa! O co tyle pretensji? Przecież ja tylko na herbatce byłam! Ty wiesz, jak tam fajnie było? Żałuj, żeś nie poszła razem ze mną!
Nooo… nie wątpię, że było FAJNIE. Nie poszłam, bo żeś mi się oddaliła cichaczem… Zawsze to ja byłam rozsądniejsza w tym „związku” 😛 A że byłam rozsądniejsza, to co zrobiłam następnego dnia późnym wieczorem? Kiedy N. integrowała się z innymi Polakami w hotelu, ja się zamknęłam w naszym pokoju na wiele minut z Ramazanem… Wybaczcie, ale szczegółowych opisów rodem z książek erotycznych tym razem (wyjątkowo 😀 ) tutaj nie znajdziecie 😉
Kiedy zeszłam do mojej N. na dół, była zdziwiona, że w ogóle skądś przyszłam i „jak to ciebie nie było????” Nawciągała się czegoś jak nic… Naiwnie wierzyłam, że to ten cały klimat tak na nią wpływa 😉

źródło własne
źródło własne

Obowiązkowe herbatki w każdym miejscu, w którym się człowiek pojawia, targowanie się na bazarach, obowiązkowe zamienienie kilku zdań z obcym człowiekiem na ulicy i oczywiście brak zasad ruchu drogowego, to nieodłączne elementy kultury tureckiej, które dla zwykłego Polaka są czymś abstrakcyjnym. Im głębiej w życie codzienne Turków, tym absurdów będzie się pojawiać więcej. Turecka wieś na przykład- wygląda bardzo biednie- glinianki z prowizorycznymi okienkami i drzwiami, panoszące się bez celu kury, kozy (można je spotkać prawie wszędzie), gdzieś smętnie przeżuwające strawę osiołki. Można mieć wrażenie, że zwierzęta żyją tam swoim życiem 😉 W sumie troszkę jak nasza „zabita dechami” głęboka wieś 😉
Absurdy jakoś specjalnie mnie nie odstraszają. Wabi natomiast coś zupełnie innego. Sama jeszcze do końca nie wiem co… Bo czy jest to tylko słońce i wszechobecny uśmiech…? Czy może rozpaczliwa potrzeba ruszenia czegoś w tym cholernym życiu…?
No to jak, Chomikowa…? Skoro nigdzie cię tu nie chcą, nie masz tutaj niczego oprócz chałupy, która pamięta czasy obowiązkowej nauki ruskiego w szkołach; jakiejś pokręconej rodziny i kilkorga przyjaciół, to może jedź gdzieś w cholerę…? Może nawet niech i będzie jakaś Kambodża (jakkolwiek się to pisze 😛 ), tylko poczuj, że żyjesz…
Daję sobie kilka tygodni na porządne przemyślenia i może na CUD…

25 odpowiedzi do “podsumował moje życie w Polsce”

  1. Wyjazd za granicę też jest jakąś opcją, w końcu nie musisz tam jechać na zawsze. Ale w cuda to ja bym nie wierzył, chociaż podobno się czasem zdarzają ;-).
    Rozważ wszystkie „za” i „przeciw”, zobacz co Ci z tego bilansu wyjdzie i zadecyduj. Myślę, że jesteś na tyle rozsądnym Chomiczkiem, że na żaden wyjazd „w ciemno” się nie zdecydujesz :-).

  2. Turcja, moim zdaniem, trochę niebezpieczna jest. Dla turystki może i fajna, ale dla turystki, która się tam zakocha i wyjdzie za mąż, to już nie bardzo…

  3. Dobrymi radami pieklo jest wybrukowane. Mimo tego, potraktuje te sytuacje jak bys byla moja corka, ktora pyta mnie o rade i posile sie na pokazanie Tobie paru punktow, ktore moze pomoga podjac Tobie trafniejsza decyzje.

    „rozpaczliwa potrzeba ruszenia czegoś w tym cholernym życiu…?

    Co teraz robisz to uciekasz myslami i uczuciami od marazmu swojego zycia w marzenia ze bedzie lepiej tam gdzie przezywalas piekniejsze, szczesliwsze chwile. A ten marazm sama tworzysz swoim mysleniem. Pamietaj uczucia klamia !!!! Jakbys poleciala na Fiji (Fidzi), a nie do Turcji, to tez bys miala te wspaniale uczucia o tym miejscu i chcialabys tam wrocic. Ja nie kierowalbym sie tymi emocjami, bo one moga wprowadzic w blad. Ciezko jest od nich sie uwolnic, szczegolnie mlodej osobie, ktora jeszcze nie doswiadczyla jak to dziala i nie “przejechala sie” swoimi emocjonalnymi wyborami jak na skorce od banana. Inaczej jest ten “rajd na bananie” doswiadczyc w domu, lub wlasnym kraju, a inaczej gdy jest sie daleko od bliskich i zdana tylko na siebie. Co prawda uczymy sie TYLKO na swoich bledach. Moze Ty musisz tego zaznac jadac do Turcji? A moze nie bedzie zle i znajdziesz tam to czego szukasz w zyciu ? Jesli nie dasz sie wrobic w dziecko w ciagu pierwszych 3 lat to powiedzialbym mozesz sprobowac – bo pewnie tyle lat bedzie potrzeba by zrozumiec czy Twoj wybor byl dobry, czy zly. Pytanie czy bedziesz mogla sobie na to pozwolic – czy Ramazan przystanie by czekac tak dlugo na potomka przy presji rodziny ?

    Nie mysle zeby Twoje uczucie do Ramazana bylo wielkie bo inaczej bylabys juz w Turcji dawno. Po wyjezdzie tam moze sie to zmienic i na jakis czas mozesz sie zakochac bardziej, ale jak przyjda dzieci i zwykle problemy, poglebione o roznice kulturowe, ktore wtedy okaza sie duzo glebsze i czasami ciezkie do przeskoczenia …. to wiele sie zmieni … i najczesciej problemy i uczucia ktore mialas w Polsce powroca i to zwielokrotnione, choc przejawiac sie beda w innej formie. Uczucie ktore wzniecisz w sobie do Ramazana moze szybko wygasnac. Czy bedac sama bedziesz na tyle silna by sobie z tym wszystkim poradzic – biorac pod uwage obecna Twoja sytuacje i sposob w jaki TERAZ radzisz sobie z uczuciami/emocjami ? Gdzie wtedy bedziesz mogla uciec? Czy bedzie wtedy druga “Turcja” ? Czy gdy bedzie dziecko bedziesz mogla latwo powrocic do kraju, jak na to sie zdecydujesz?

    Turcja wczesniej czy pozniej zostanie przejeta porzez Panstwo Islamskie, ktorego jednym z celow jest podbicie Europy, a ten kraj to jedna z drog jaka przyblizy ich do celu. Link kulu ktory moze pomoc to zrozumiec: http://www.ibtimes.co.in/german-author-visits-islamic-state-meets-jihadists-returns-says-they-are-more-powerful-what-617459. Moim zdaniem stanie sie to w 99%. Nie daje temu dluzej niz 10-15 lat. Ten jeden procent zostawiam na to, ze zachodnie kraje zmadrzeja teraz, stworza prawdziwa koalicje i zlikwiduja PI, choc bardzo watpie by tak sie stalo. Czy chcesz tam wtedy mieszkac, miec rodzine – czyli dzieci, byc skazana na przejscie na Islam i znajdowac sie pod rzadami hien, a nie ludzi? Czy myslisz ze jak zagrozenie to bedzie roslo, to Twoj przyszly maz zostawi swoja rodzine i wyjedzie z Toba i dzieckiem do Polski? Mimo ze ten problem dla wielu wydawac sie moze teraz malo realny, to dla mnie jest to jeden z najwiekszych zagrozen Twojego szczescia.

    Jak podejsc do podjecia dobrej decyzji?

    Nasze myslenie jest bazowane na pamieci, czyli na wszystkich doswiadczeniach jakie przezylismy (zycie, ksiazki, TV, rodzina, szkola….. itp). Te znowu sa limitowane i kazdy ma swoja, personalna baze danych. Te mysli sa tak “zywe”, jak trupy na cmentarzu – to wszystko to historia – rzeczywistosc sie ciagle zmienia i nasze stare doswiadczenia nie musza byc adekwatne do danej sytuacji, choc czasami sa przydatne. Kazda z tych mysli jest powiazana z jakims starym uczuciem/emocja. Jesli myslimy o czyms co sie stalo kiedys, ta emocja wraca do terazniejszosci i ja czujemy. Tu jest zagrozenie ze bedziemy sie tym uczuciem/emocja kierowac , jako potwierdzenie ze dobrze myslimy – a to moze byc blad. Nasza baza dosiwadczen, jest limitowana i to jest najwieksze zagrozenie, ze popelnimy blad w rozumowaniu.
    Momo ze niewielu to rozumie, to faktem jest ze mamy dostep do duzo wiekszej bazy danych, a ta, to totalnosc calej egzystencji materialnej, wszystkiego co istnieje – wszystkich zdarzen, mysli i pragnien wszystkich ludzi. Tam jest cala przeszlosc jak i prawdopodobna przyszlosc – i dzieki temu mozna dowiedziec sie co jet najlepsze dla nas w danej chwili, czyli jaka nasza decyzja przyniesie najmniej klopotow, a da nam to co chcemy. Jak dostaje sie ta informacje? Nigdy poprzez analize! Analiza to ograniczona baza danych – czyli mysli – wiec to nasza przeszlosc. Z totalnosci dostajemy informacje nie prze zmysli, a przez cos co po angielsku zwie sie “insight” – czyli nagle zrozumienie. Nie ma w tym procesie zadnych mysli i uczuc, po prostu wiemy co mamy robic, a nie wiemy dlaczego. To zrozumienie nie przyjdzie jak jestesmy ciagle rozdarci wewnatrz, targani przez emocje. Do tego potrzebny jest wewnetrzny spokoj, nie stworzony przez kontrole, narzucony sobie bo tak trzeba, ale przez akceptacje tego co jest TERAZ. TYLKO gdy pogodzimy sie z tym co jest (w Twoim przypadku z marazmem, zastojem, niepewnaoscia), co nasze stare myslenie i dzialenie przynioslo, czyli nasza wlasna kreacja, wtedy mamy szanse na zmiane i przyjdzie ona sama do nas.

    „Taki wyjazd za granice jest spoko, ale co po powrocie…? Bo zakładam powrót”
    Przypomina mi sie powiedzenie wujka o chlopie co „idac po miedzy planowal pierdnac, a sie zesral.” Jak mozesz przewidziec co naprawde zrobisz? Jak sie zakochasz – a to jest bardzo prawdopodobne w Twoim obecnym stanie – to Twoje decyzje moga byc zgola inne niz planujesz.

    1. Ej! Chłopaki! Minimax- mądrze prawisz i ja to wszystko rozumiem. Ba! ja się nawet z większością zgadzam! 🙂 Tylko że ja tam na pewno nie pojadę do Ramazana! A w życiu! 😀 Nie wiem co sam Ramazan sobie myśli czego by chciał (to znaczy raczej wiem czego 😉 ), ale jeśli miałabym tam jechać, to tylko jako rezydentka z POLSKIEGO biura podróży 🙂 Żadnych miłości z Ramazanem- ja nic do gościa nie czuję, oprócz powiedzmy jakiejś sympatii 🙂
      a że Turcja- jest w miarę blisko domu… coś już o niej wiem… A jakieś pieniądze muszę zacząć zarabiać w końcu do cholery… A jak nie Turcja, to może Grecja. matko, obojętne. Byleby było słońce i pieniądze co miesiąc na koncie.
      o, a jeśli chodzi o ten islamizm… Turcja jest coraz bardziej zeuropejczona. To nie jest taki kraj jak choćby Egipt czy Tunezja, nie wspominając o innych państwach islamistycznych. Tam coraz więcej młodych ludzi traktuje swoją religię jako „wierzący niepraktykujący”, więc chyba bym nie panikowała…

      1. Chomikowo!

        „jeśli miałabym tam jechać, to tylko jako rezydentka z POLSKIEGO biura podróży”
        Czemu tego jednego zdania zabraklo w Twoim wpisie? Hmm… ?
        Chlopaki sie martwia, ze dobra partia im spod nosa zniknie …….. ja dopiero wrocilem z ambulatorium, gdzie mi opuszki palcow „odsiniaczali” od tego stukania w klawiature … chyba bedziesz musiala te „drobna zmylke” odpokutowac ;P

        Jesli ma byc jak mowisz, to jedz i pracuj! Zwiedzaj i poznawaj obce kraje i ludzi. Tego nigdy za duzo. Poznasz swiat, poznasz inne kultury … i poznasz bardziej SIEBIE – a to najwazniejsze w tej grze jakim jest ZYCIE. Moze „wpadniesz w kolizje” ze swoja upragniona miloscia, a tego Ci zycze !!!

        Co do europejskosci Turcji – to jest to stan dzisiejszy. Za kilka lat nie bedzie to juz takie oczywiste, bo zmiany ida duzymi krokami na wielu frontach. Nie tylko tam zreszta. Nie bede pisal czego sie spodziewam, bo dolozylbym do Twojego garnaka z „marazmem”. Ty tylko ciesz sie zyciem, przeciez jestes mlodka jeszcze 🙂 Nabieraj garsciami poki mozna latwo to uczynic 🙂

        1. Ojejku! Czuję się bardzo winna! To ja już dmucham i chucham Ci na te opuszki paluszków i nawet lód niosę, bo chyba nigdy sobie tego nie wybaczę 🙂 Pamiętaj, że to tylko blog- sporo niedomówień lubię zostawiać i nie wszystko chcę, żeby było od razu jasne 😉 No minimax, jeszcze mnie nie pogięło, żebym pchała się w kompletnie obcy kraj do pracy jako… no właśnie- jako kto mogłabym w tej Turcji pracować? Chyba tylko otworzyć polskie przedszkole 😉 lub sprzątać hotele 😉
          A za tą młódkę bardzo Ci dziękuję- tego mi trzeba, bo… bo tak 😉

          1. Po tym lodzie, dmuchaniu i chuchaniu odpuszczam Tobie pokute 🙂

            No to na koniec dodam jeszce pare przymiotnikow coby sie Tobie lepiej spalo …….. piekna, wysmukla, wysoka. inteligentna, powabna, tajemnicza … mlodka jestes …
            Dobranoc .. kolorowych snow … o wyjazdach na saksy chocby … 🙂 🙂 🙂

  4. “Kiedy potrzebuję … czegoś, co sprawi że przestanę myśleć o tym, jak bardzo jest nie tak jak powinno być.”

    Pare zdan ktore moga pomoc zmienic wlasna rzeczywistosc. Nasz umysl jest jak Alladyn z bajki, ktory nie ocenia tego jaki rozkaz dostaje, a go po prostu wykonuje. Nasze myslenie jest wlasnie tym rozkazem, ktory ma byc spelniony. Jesli myslimy czesto o tym co sie dzieje nie tak, to dajemy rozkaz, ze chcemy by nasze zycie bylo tym przepelnione. Czyli mozna z tego wywnioskowac, ze mamy podejscie sado-masochistyczne do zycia – lubimy bol i chcemy go dostawac jak najwiecej, a zawsze znajda sie na naszej drodze tacy, co go nam dadza odzczuc. Jesli tak nie jest, czyli tego naprawde nie pragniemy, a nasze myslenie to nabyty od innych “fachowcow od zycia” nawyk, to nalezy tylko zrozumiec ta zasade i ……. przestac zwracac uwage na to, co nie jest tak jakbysmy chcieli i zaakceptowac to, ze jest ….. jak jest. Poczatkowo moze nie byc to proste, ale jest do przeskoczenia. Nie szukajmy bodzca od innych ludzi, by zmienic wlasne myslenie, a zrobmy to sami … dla zasady i wlasnej wygody. Czyli przestajemy porownywac swoje zycie do innych ludzi – bo to zrodlo bolu. Skupiajmy nasza uwage na chwili terazniejszej, na tym co sie dzieje, co robimy w danej chwili, lub na naszyc pragieniach, marzenach – a na te nie poswiecajmy zbyt duzo czasu, bo odjedziemy od rzeczywistosci. Myslenie nie powinno byc tworzone w negatwach…. co to znaczy? Jesli nie chcemy byc chorzy, to nie myslmy w ten sposob: “ja nie chce byc chory/a”, a afirujmy pozytyw, “ja jestem zdrowy/a”. Dla umyslu slowo “NIE” nie istnieje i zdanie “nie chce byc chory” bedzie brane za pragnienie cierpienia w chorobie. Jesli ktos uwielbia gdy jego gil z nosa zwisa mu do podlogi i jak karp zmuszony jest lapac powietrze ustami … to prosze bardzo niech mysli o tym w starym stylu. Jesli ma sie tego dosc i chce ukrocic choroby, to nalazy oduczyc sie tego nawyku myslowego. Posluchajcie swojej mowy, lub mysli, albo tego co mowia inni, a zauwazycie jak nagminne jest takie myslenie. To trzeba wykorzenic – a stanie sie to po prawdziwym zrozumieniu.

    Co dalej ? Dalej nie wierzymy w nic co napisalem, tylko sprawdzajmy czy to tak dziala. Kazdy ma narzedzia potrzebne do tego … i wystarczy tylko troche checi by dowiedziec sie czy to sa tylko bajki, jak u Andersena … czy moze taka jest rzeczywistosc.

    1. A czy Ty na 100% jesteś zawsze spokojny? Nie masz choć 5 minut, kiedy emocje coś Ci podpowiadają? Nie złościsz się, nie śmiejesz, nie smucisz? Chyba KAŻDY zdrowy człowiek ma choć 5 minut, kiedy czuje, że coś jest nie tak. Ja też miewam takie momenty i są one potrzebne, żeby motywować do działania i spełniania choćby marzeń. Gdybym nie wypracowała w sobie umiejętności zajęcia myśli różnymi czynnościami czy pozytywnym myśleniem, to na bank już miałabym depresję i łykałabym prochy. To, że ja tutaj napisałam, że „potrzebuję czegoś, co sprawi, że przestanę myśleć o tym jak bardzo jest nie tak jak powinno być” to nie znaczy, że ja o tym myślę cały czas 😉 To jest po prostu jakaś świadomość, że muszę działać, żeby coś zmienić. Nie zadręczam się tą myślą. Nie, nie.

      1. Stan umylu w jakim teraz jestem jest odmienny od “normalnie pojetego stanu”. Co mam na mysli? Kiedys tak jak kazdy bylem targany emocjami, reagowalem bezwiednie, nawykowo, traktowalem moje mysli i emocje ze siebie i poddawalem sie im … czyli dalem sie wciagac w dialog wewnetrzny np: jak on mogl to mi zrobic? Co on/ona sobie wyobraza! …Tak mnie potraktowac! …To calkowity brak szacunku … lub…. nareszcie ktos mnie docenil … jak widzisz mialem racje! … itp. Gdy kilka lat temu nastapilo oderwanie od utozsamiania sie z myslami i emocjami (a te traktuje jak przeszkode, a nie pomoc w zyciu), to mozna powiedziec, ze od tego czasu zauwazam zlosc, smutek pojawiajacy sie wewnatrz – a to sa sfrustrowane egoistyczne pragnienia, do ktorych mozna dojsc jak po nitce do klebka i usunac – bo one sa przyczyna tego iz nie dostajemy tego czego chcemy. Jesli sie poddamy tej emocji bez usuwania jej ze srodka, to odsuwamy bardziej od siebie ta rzecz, ktora poprzez pragnienie chcemy dostac. Byl to oczywiscie gradualny proces w ktorym te emocje (one sa przyczyna depresji) byly na poczatku przytlaczajace , ale z czasem i praca wewnatrz pojawila sie wieksza pustka – a z tym i spokoj. Czy jest on 100%? Jeszcze nie, jeszcze pojawiaja sie “fale na wodzie”, ale moja uwaga jest zwrocona ciagle na wewnatrz i na zewnatrz – czyli obserwuje swiat moimi oczyma, ale na sekunde nie spuszczam uwagi z tego co sie dzieje w srodku. Z tym ze cokolwiek sie pojawia jako fala (czyli emocje, reakcje), a moje cale cialo jest wewnatrz odczuwalne (kiedys tak nie bylo), jest zauwazana i usuwana przeze mnie – jako ze wiem iz to tylko zakloca moj spokoj. Ten stan naturalnej totalnej uwagi, ktory mozna nazwac medytacja, jest juz staly dla mnie i nie musze sie wysilac by w nim byc. Ale by to osiagnac kiedys porzucilem prace na zewnatrz i poswiecilem sie 24/7 pracy wewnatrz – samo nie przyszlo 🙂 Dlaczego tak zrobilem? Bo zrozumialem ze moje dzialanie na zewnatrz jest tylko efektem mojego myslenia, starych opini, pragnien, czy lekow. Samo dzialanie na zewnatrz nic nie daje, bo przyczyna tego co widzimy jako przeszkode, problem, rzecz jaka chcemy zmienic, czy osiagnac jest TYLKO w srodku – bo chcemy czegos i zarazem sie boimy to dostac – czyli jest konflikt wewnatrz. Nawet jak poczatkowo zmienimy cos na zewnatrz, to po niedlugim czasie wyrosnie inny problem, powiazany z tym ktory nam sie wydawalo ze usunelismy. Usuniecie przeszkody wewnatrz uwalnia nas prawdziwie od problemu i wtedy dzialanie na zewnatrz ma sens – inaczej walczymy z wiatrakami, problem bedzie pojawial sie ciagle, ale zwykle pod innymi postaciami. Zeby zobaczyc przyczyne w srodku, czyli poczuc energie tego pragnienia lub leku, trzeba sie troche napracowac by w ten stan w ktorym one sa widoczne “golym okiem” dla nas sie wprowadzic, inaczej jest to niewidoczne i mozemy to rozpoznac tylko po naszym dzialaniu, po fakcie.
        Co do smiechu, to powiem Ci, ze po oderwniu od umyslu zaczynasz widziec swoje mysli jak ludzi idacych po chodniku i czasmi to co pojawia sie w glowie (a juz wiesz ze to nie TY) doprowadza Ciebie do histerycznego smiechu. U mnie tak bylo kilka lat temu bo bylo wiecej mysli. Sumujac, skoro czlowiek nie bierze wszystkiego na bardzo powaznie – jest wiecej powodow do smiechu.

        Wybacz mi Chimikowo ze czasami wybiorczo uzywam wycinkow z Twoich wpisow i wyglada to ze probuje Ciebie oceniac. Tak nie jest, a przynajmniej nie taki mam zamiar. Chce tylko podzielic sie z tymi ktorzy to beda czytali, tym co sam zrozumialem i praktycznie wprowadzilem w zycie, bo moze 1 na 100,000 czytajacych uszczknie cos z tego dla siebie, jak nie od razu, to po czasie przypomni sobie o tym, ze jest tez taka droga jaka ja opisuje i….. zamiast modlic sie ….. sam/a zakasze rekawy i wezmie sie do pracy nad SOBA.

  5. Przed laty spędziłam na emigracji 19 miesięcy.To był fajny inspirujący czas. Z dala od domu i bliskich, kiedy musisz polegać sama na sobie, wypracowujesz autonomię, zawierasz przyjaźnie, poznajesz inną kulture i mentalność. Rok za granicą można porównać do 3 lat dobrych studiów.Pod warunkiem, że na własne życzenie nie utkniesz na stałe na zmywaku taniej restauracji. Choć i tam, przelotem, można zyskać nowe doświadczenia. Polecam podróże, polecam czasową emigrację.Zmienia.Najczęściej na lepsze!

    1. Lunko, zgadzam się z Tobą. Czas za granicą jest z pewnością bardzo inspirującym przeżyciem 🙂 Zdecydowanie podziwiam ludzi, którzy wyjeżdżają za granicę prawie w ogóle nie znając języka i nie wiedząc nawet jak znaleźć pracę… Znam kilka osób, które wyjechały i po 3 miesiącach wróciły z niczym. Nigdzie nie jest łatwo. Ale zresztą kto mówił, że będzie łatwo 😉

  6. Jak Ci trzeba chłopa, a ten Ramazan Ci się podoba, to nie pytaj się logiki, czy komentatorów 😉 Gdyby Turcja była takim wspaniałym krajem, to nie było by tylu Turków w Niemczech, którzy coś nie mają ochoty wracać do tych cudowności 😉
    Nie było by pobić, albo nawet mordów z powodu „honoru” 😉
    Ostatnio zaaresztowano chłopaka, za obrazę prezydenta Erdogana.
    Tyle, że wiadomo, jak człowiek umie się dostosować i pewnie rzeczy na tyle mu się podobają, że inne potrafi zignorować, to wiadomo, że Turcja jest podobno bardzo fajna.
    Rosja też jest fajna, choć politycznie, to nie wiem, czy bym się tam komuś chciał na poważnie sprzeciwić 😉
    Ale jak sama piszesz, bez znajomości języka, to może być trudniej i istnieje większa zależność od najbliższego otoczenia, to znaczy, łatwiej jest być manipulowanym.
    Ja byłem w różnych krajach, ale do Turcji bym się na dłużej raczej nie wybrał, za bardzo mi się ich polityka nie podoba, patrz na przykład z IS, które Turcja, to popiera, bo IS im Kurdów wyrzyna. Nie wiem, czy wiesz, ale Erdogan twierdzi, że to muzułmanie Amerykę odkryli 😉 Tak mi się przypomniało 😉
    Tu link z polskiej gazety, ale czytałem o tym w jakiejś innej gazecie 😉
    http://www.rp.pl/artykul/1157498.html
    A wiadomo, jak coś zmienić, to dlaczego by gdzieś nie jechać, choćby nawet do Turcji, nie musi być na całe życie, czy do końca życia.
    Pozdrawiam 🙂

    1. Hahaha, o Ramazanie jako o kimś, z kim miałabym spełniać fantazje seksualne to raczej zapomnę 😉 To jest znajomy i niech tak zostanie. Nie znam się na polityce a już na pewno nie na polityce Turcji. Zresztą domyślam się, że tam jest podobnie jak wszędzie- znajdą się politycy i ludzie, którzy uważają, że Smolensk to atak terrorystyczny a kobiety powinny siedzieć w chalupie i wychowywać dzieciaki. Na pewno nie pojechałabym tam na stałe (raczej na sezon turystyczny, jeśli już) i to w ciemno i na pewno też nie do Ramazana czy jakiegokolwiek innego Turka;) Aż tak mnie nie nosi 😉 Facet tylko przypomniał mi, że przecież kocham podróżowanie i mogę tak szukać sposobu na zarobek 🙂 A link przeczytam później w wolnej chwili:) Pozdrawiam 🙂

  7. Chomikowa!

    Bardzo lubię Twój blog i czytam go regularnie, dlatego chciałam Cię ostrzec. Arabowie NAPRAWDĘ nie są tacy mili jak by się mogło wydawać. Uwierz przeze mnie nie przemawia żadna tam zawiść ani żadne tam stereotypy, ale to jest po prostu inna kultura, inna religia tam się kobiety inaczej traktuje. Tam kobietę można sprzedać jak tego wspomnianego osiołka. Za gwałt to kobietę czeka kara – bywa e ukamienowanie. Trzeba uważać Arabów traktować z szacunkiem ale i wielką ostrożnością!

    1. Za ostrzeżenie bardzo dziękuję, ale ja z Arabami na linii prywatnej nie mam zamiaru mieć zbyt dużo do czynienia 🙂 Oczywiście nie mówie „nigdy”, bo mogę się kiedyś bardzo pomylić, ale naprawdę mnie do nich nie ciągnie 🙂

  8. Dla mnie nie ma życia poza Polską – co nieco też zwiedziłam poza granicami kraju (uwielbiam Francję), ale jednak nie wyobrażam sobie wyjechać na stałe tym bardziej, że Polska naprawdę jest piękna i ma wiele do zaoferowania. Jeśli jednak Ty czujesz taką potrzebę, żeby coś zmienić w swoim życiu, nie wahaj się tego zrobić, w końcu kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana 😉 .

    Moja teściowa też zakochała się w Turcji swoją drogą – chyba ja jej zatem nie polubię 😉 . W polu strona zostawiam Ci nowy adres mojego bloga, jednak poprzedni zdecydowałam się usunąć, niestety.

    Pozdrawiam 🙂 .

    1. Oj, jak dobrze, że jesteś 🙂
      We Francji nie byłam i jakoś mnie tam nie ciągnie… Zresztą mnie generalnie ciągnie w te miejsca, które różnią się od Polski. Ale na stałe… to raczej chyba niekoniecznie… Chyba że naprawdę byłoby mi tam dobrze 😉
      Pozdrawiam!

  9. Chomikowa ja w pewnym sensie rozumiem co przeżywasz. Też czasami miałabym ochotę rzucić wszytko i wyruszyć w nieznane w poszukiwaniu życia, które powstało w mojej głowie w ciągu 15 sekund, a które pewnie nigdy nie będzie moim życiem. Co więcej chociaż nigdy w Turcji nie byłam to mam pewien sentyment do tego kraju, bo stamtąd korzenie mojej rodziny się wywodzą. Trudno mi więc jednoznacznie negować Twoje zauroczenie ale niestety panowie mają racje. Ciśnie mi się na usta niestety to co wszystkim: szukaj szczęścia ale nie w tamtym kierunku. To niestety jest inna kultura i jakby nie był wychowywany Twój przyjaciel to jednak ma gdzieś w umyśle islamską wizję kobiety.
    Co do bycia rezydentką z biura podróży jest to jakiś pomysł. Pamiętaj jednak, że to nadal kraj, gdzie samotna kobieta musi uważać. Pamiętaj też o Rodzicielce i o tym jak będzie się o Ciebie martwić.

    1. Jane, to Ty musisz być śliczna, skoro gdzieś płynie w Tobie turecka krew… 🙂 Jestem pewna, że spodobałoby Ci się to państwo. Tylko trzeba znieść te ciągły rozmowy z obcymi ludźmi na ulicy. Albo bezczelnie udawać, że się ich nie słyszy/nie widzi/generalnie jestem uczuciową kaleką 😉
      Jane, jak się nie ma własnej rodziny to jest najlepszy czas, żeby coś rzucić w cholerę i próbować. Może się nie uda, ale próbować. A moja Rodzicielka widzi, że oczy mi się błyszczą, kiedy opowiadam o Turcji czy Grecji, więc chyba zniosłaby te kilka miesięcy mojej nieobecności 😉

      1. Pewnie masz rację, że to dobry moment ale z drugiej strony jak się ma tak trochę wygodnie ale nie do końca to trudno się ruszyć. Niby nie jest wszystko tak jak powinno a jednak zawsze może być gorzej/ mniej wygodnie.
        Co do tureckiej krwi to po mnie nie widać już tego tak bardzo jak np.po moim dziadku czy stryju. Ja mocno pomieszana jestem:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *