dwa razy do tej samej rzeki się NIE WCHODZI, czyli ucz się na błędach

źródło:pixabay.com
źródło:pixabay.com

Kilka miesięcy temu pisałam o facecie, któremu raptem po dobrych 6 latach przypomniało się o moim istnieniu http://niecodzienne-notatki.blog.pl/2014/07/17/po-tylu-latach/ Przypominacz okazał się dość upartą postacią i nie dawał mi spokoju przez dobre kilka miesięcy. Bo przecież „my musimy się spotkać” i „skoro przez tyle lat trzymam twoje zdjęcia, to znaczy, że przez te lata nie mogłem o tobie zapomnieć”. Nie, no bajka. Już wybieram suknię ślubną i szykuję listę gości weselnych 😛 Niech no tylko Rodzicielkę o wszystkim poinformuję. Z pewnością podskoczy z radości i z miejsca da mi błogosławieństwo 😛
Przez grzeczność i swoją własną głupotę nie pogoniłam go na koniec świata. Co więcej, spędzając kilka dni w jego mieście, zaproponowałam spotkanie. Był niezwykle zaskoczony propozycją (jak to? Przecież chyba do tego dążył?), ale wyraził ogromną chęć spotkania.
No i niech to szlag.
Już po kilku minutach przypomniałam sobie, z jakiego powodu byłam tym człowiekiem tak mocno zachwycona. Już pomijam fakt, że spełniał moje wszelkie wymagania odnośnie prezencji 😛 Ponadto rozmowa z nim to prawdziwa intelektualna uczta. Ogólnie rzecz biorąc nie za bardzo miałam się do czego przyczepić, choć BARDZO chciałam 😛 No dobra, nie posiada „motoru” 😛 Ale myślę, że biorąc pod uwagę masę innych jego zalet, jednak potrafiłabym się bez tego obyć 😉

Przypominacz po spotkaniu odprowadził mnie do Pędzidła i podziękował za poświęcony mu czas.
-Chomiczku, wiem że jutro wyjeżdżasz, ale jakbyś miała czas, to bardzo chętnie bym się jeszcze jutro z tobą zobaczył, choćby na kilka minut. Gdybyś podjechała pod moją pracę, to postaram się urwać się na godzinkę i jeszcze z tobą pogadać.- zagadał do mnie i spojrzał na mnie tym swoim maślanym wzrokiem.
-Dobrze, Przypominacz. Jak znajdę tylko chwilę, to postaram się podjechać.

I znalazłam czas. Wpakowałam się w moje kochane Pędzidło i podjechałam. Głupia Chomikowa. A co sobie obiecałaś? Czym się kierujesz w życiu? Niby ROZSĄDKIEM 😀 Pfffff 😀
Podobno nie był w stanie urwać się z pracy choćby na minutę.
Nie był też już w stanie odpisać mi na smsa, w którym mu napisałam, że bardzo mi przykro, ale muszę już jechać. Generalnie nie był w stanie już później w ogóle się do mnie odezwać i choćby przeprosić. Generalnie zrobił ze mną to samo, co 6 lat temu. Generalnie ZNIKNĄŁ bez słowa. Chyba znów przestraszył się tego, że z „kimś może być tak miło i dobrze”. Nawet zaskoczona nie jestem. Odrobinę wściekła 😛 ale chyba tylko na siebie. 

Jeśli jeszcze KIEDYKOLWIEK w życiu najdzie mnie choćby najmniejsza ochota zamoczenia najmniejszego palucha od stopy w tej samej rzece, to swoje kroki skieruję do barku 😛

—————————————————
Zapraszam do posłuchania bloga w aplikacji Audio-blog 🙂

44 odpowiedzi do “dwa razy do tej samej rzeki się NIE WCHODZI, czyli ucz się na błędach”

  1. napisałbym, że w tej sytuacji za 6 lat musisz mieć pełny barek… Ale jednak wierzę, że nie będziesz tak długo czekała z zaproszeniem mnie na swoje wesele;D

    1. No weź. Ja już więcej razy takiego błędu nie popełnię i nie będę się pchać w „tą samą rzekę”, więc barek chyba mi nie grozi 😉

  2. Nieznając kontekstu całej Waszej historii ciężko wyciągnąć wniosek dlaczego facet zachował się w taki sposób. Może naprawdę boi się zaangażowania. Może przez lata wymyślił sobie w głowie coś co okazało się później nierealne w kontakcie z rzeczywistością. Możliwe też, że po prostu chciał sprawdzić czy jeszcze Ci zależy. Innych podstaw też bym nie wykluczała ale jedno jest pewne, to nie jest facet dla Ciebie. Nie ważne jak bardzo jest idealny skoro dwa razy taki numer zrobił to nigdy nie będziesz pewna, kiedy mu coś takiego znowu do głowy strzeli. Barek jest o wiele pewniejszy.

    1. Ale tu Jane nawet nie ma co opowiadać 😀 Bo spotkania przebiegały zawsze bajecznie, tylko później facet znikał, bo jak to ujął „tak bardzo boi się, że zostanie zraniony”. Jak dla mnie to przypadek, który powinien zostać skierowany na przymusowe leczenie 😛

      1. On się boi,że zostanie zraniony ? a to dobre ale On nie rani wcale swoim zachowaniem…a popełnienie drugi raz tego samego błędu to ponoć nasz wybór,a swoją drogą nie rozumiem tego powiedzenia,bo rzeka płynie więc…i tak,dzisiaj to by się przydała rzeka,morze i ocean wina…

        1. Właśnie-czy tacy ludzie są naprawdę cholernymi egoístami i nie kojarzą, że takimi swoimi chorymi ‚lękami’ innym robíą krzywdę??? Ja i Ty to rozumiem. Ciekawe jak inni.

        2. polecam spływ Pisą… jak puścisz cokolwiek pływającego samopas, przejdziesz 20 metrów lądem, to zanim ten przedmiot do Ciebie dopłynie to jeszcze zdążysz wypić kawę… Pisa – najbardziej zakręcona rzeka, jaką kiedykolwiek płynąłem…
          Drugi przykład – rzeka ma małą zatoczkę… Woda tam stoi, miejsce się nie zmienia – wchodzisz drugi raz to tej samej rzeki??:)

          Tak – można wejść 2 razy do tej samej rzeki;) A dokładniej – do tej samej wody…

  3. Tacy to chyba nigdy się nie nauczą że ludzi trzeba szanować. A co wchodzzenia do tej samej wody/rzeki to jak sama zauważyłaś ja tez notorycznie popełniam te same błędy. I to nie dwa razy. Preferuję tak 5-6 dla pewnosci 🙂

    1. Też nie za bardzo rozumiem o co chodzi z tą rzeką ale jest jak jest 😉 Jeśli o mnie chodzi,to mam nadzieję, że już mnie nie pokusi o popełnianie tych samych błędów 😛

  4. a jednak czasami ludzie nie zmieniają się 😀 bywa ….
    Wyjężdzasz?phiiii wiec z odgrzewanym daniem, tam to dopiero będą faceci, :PPPPPPPPPPP
    :DDDDDDDDDDD

  5. Jest jeszcze jedno mądre powiedzenie, że lepiej spróbować i żałować niż żałować, że się nie spróbowało 🙂
    Byś się nie spotkała, nie pojechała pod pracę i cholera wie jakie myśli by Ci krążyły po głowie…
    A tak – sprawdziłaś, wiesz że się nie zmienił…
    Na kolejnych 6 lat spokój 🙂

    Na obronę jegomościa mogę tylko powiedzieć, że też się niektórych kobiet boję… bo wiem, że mi za bardzo by zależało, a one są łakomym kąskiem.
    Choć na pewno bym sobie nie odmówił tego drugiego spotkania w czasie pracy 🙂

        1. uffff …bo już myślałam,że jednak…i masz rację,lepiej spróbować ale cudownie jest spróbować i nie żałować 😉

    1. SokoleOko możesz wyjaśnić, bo czegoś nie rozumiem. Piszesz „też się niektórych kobiet boję… bo wiem, że mi za bardzo by zależało”. Skoro Ci zależy i druga strona też chce się zaangażować to w czym jest problem?
      p.s. pomijam już aspekt tego „łakomego kąska” 🙂

      1. W czym problem?
        Ano w tym, że obawiałem się, że nie będę w stanie takiej kobiety na dłużej mieć.
        Że po jakimś czasie do każdego związku wkrada się nuda i rutyna…
        Że jest na tyle łakomym kąskiem, że będzie na tyle rozchwytywana i adorowana przez ludzi, którzy sztukę uwodzenia opanowali bardzo dobrze… a urok nowości swoje robi.

        Jak tak teraz na to patrzę – trochę demonizowałem 🙂
        Ale musiało minąć parę ładnych lat 🙂

        1. W życiu nic nie jest pewne, nikt nam nie zagwarantuje, że do końca życia będziemy z tą wybraną osobą, bo kto wie co się w przyszłości może wydarzyć. A co rutyny i nudy to chyba trzeba wspólnie jakoś z nią walczyć, przynajmniej tak mi się wydaje.
          Poza tym podobno lepiej spróbować i żałować niż żałować, że się nie spróbowało, choć osobiście nie do końca się z tym faktem zgadzam…

          1. Pewności nigdy nie ma…
            Ale – jeżeli korzysta się z rozumu – można oszacować prawdopodobieństwo takiego a nie innego końca 😉
            Choć ja na przykład wtedy miałem jeszcze więcej kompleksów niż teraz, co też mi zaciemniało obraz 🙂

            A z rutyną i nudą się walczy, jak najbardziej. Na przykład bardzo skutecznym antidotum są dzieci 😀

            1. Oj z dzieciakami to rutyny i nudy na pewno nie ma 🙂 choć zdarzają się przypadki, że po pojawieniu się dzieci związek i tak się rozpada, ale wydaje mi się, że to raczej nie przez fakt pojawienia się samego dziecka i obowiązków, lecz już wcześniej coś musiało się psuć w relacjach.
              Z tym rozumem i szacowaniem prawdopodobieństwa to różnie bywa, bo istnieje ryzyko pomyłki, może nawet niewielkie, ale zawsze jest 🙂 Poza tym, czasem emocje i tak biorą górę nad rozsądkiem 🙂

              1. No tak… czasem te emocje…
                Nawet u takiej Chomikowej na przykład 😀
                A to przecież jeden z ostatnich bastionów rozsądku 😀
                Dobrze, przynajmniej wiadomo że to rzeczywiście człowiek (choć Chomik), a nie robot 😀

              2. U la la! Jakie tu dysputy 😛 Dobra, ja wtrącę tylko tyle, że ZAWSZE należy pamiętać o tej drugiej osobie, czy przypadkiem swoim niezdecydowanym zachowaniem jej nie ranimy lub nie wkurw***y 😛

    1. Zdecydowanie! Też zawsze wychodzę z takiego założenia. Nie wyszło raz to nie wyjdzie i nastepnym razem.

  6. Nawet mnie nie dziwi sposób myślenia kobiet. Chciał Cię tylko przelecieć a Ty jak pszczoła leciałaś do ula, ciekawa świata.

      1. Sama sobie odpowiedz: Cutyje:

        A co sobie obiecałaś? Czym się kierujesz w życiu? Niby ROZSĄDKIEM 😀 Pfffff 😀

        To po co chciałaś się z nim spotkać, jak by dobrze Cię zabajerowała jak za starych czasów w łóżku miałby Cię w tydzień max 🙂 pozdrowienia i proponuję kupić „rozum” 🙂 ps. Pisze to facet taki jak Twój facet z opowieści 🙂

        1. Jaka szkoda, ze jednak ani razu do tego łóżka nie próbował mnie zaciągnąć.
          Może coś bym z tego miała chociaż przez tydzień
          😛

  7. „dwa razy do tej samej rzeki się NIE WCHODZI”

    W tym powiedzeniu naprawdę chodzi o coś innego, niż myślisz.

  8. Chomiczku, w dobra godzine weszlam do Ciebie, od czterech lat, bablam sie w tej samej rzece, wlasnie bylam na etapie „a moze”, nie, nie bedzie zadnego a moze. To bylby czwarty raz, niestety starosc nie chroni przed cholerna glupota. A w dawaniu dobrych rad corce jestem baaaardzo dobra. Lepiej sie potaplac w winie. Caluski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *