Wielkanocne przygody z Rodzicielką

źródło:własne

W kościele bywam raz na rok. W Wielką Sobotę. Jestem gotowa przyjąć na swoje piersi (niewielkie co prawda, ale zawsze 😛 ) falę hejtu. Proszę bardzo. W momencie, kiedy Rodzicielka poczuła, że nie musi już swojemu dziecku tworzyć złudnego poczucia magii Świąt Wielkanocy, ze święconką do kościoła gnam Pędzidłem sama.
-Poczekaj, dziecko-rzecze do mnie Rodzicielka, kiedy zbieram koszyczek ze stołu.-Jadę z tobą.
Podnoszę ze zdziwieniem lewą brew i zerkam na matkę, jak na idiotkę.
-A tobie co? Mało masz roboty w kuchni?-pytam z ironią, bo do kościoła tej kobiecie jeszcze dalej, niż mnie.
-Po twoich zeszłorocznych święconkach, martwię się o ciebie i jadę z tobą.
-Oooo! Wielkie rzeczy! No skąd ja miałam wiedzieć, że święcą tylko do 18.00???
-To trzeba było odwrócić się na pięcie i wrócić do domu a nie zaczepiać księdza i pchać się z nim sam na sam na plebanię, czy gdzieś tam!
Mamusia przeinacza. To NIE TAK było. Doczołgałam się do kościoła jakoś na 19.00. Okej, późno. Teraz już wiem, że w miastach o takiej godzinie to już się pije przy stole z rodziną a nie łazi po kościołach 😛 Wyszłam z tego pustego kościoła a że błąkał się przy wejściu ksiądz, to się zapytałam do której godziny odbywają się te… święconki, czy jak to tam nazywają. I ksiądz mi powiedział, że ZBŁĄKANĄ DUSZYCZKĘ zaprasza na zakrystię. Lekko spanikowałam, ale poszłam za nim, jak to cielę.
Nic mi się nie stało 😉 ale to była najdroższa wizyta w kościele w moim życiu…
Pojechałyśmy do kościoła. Godzina 16.00. Co się może stać? Jak się okazuje może się stać NIC.
Mokre od deszczu i przewiane jakąś chwilową wichurą dopadamy do ogromnych mosiężnych drzwi. Przy stole stoi kilka osób. Słyszę wśród nich jakiś pomruk niezadowolenia. Z mojego powodu? O co chodzi…?
Kładziemy z Rodzicielką koszyczek na stole i czekamy. Mija 5 minut. Pojawiają się jakieś 2 rodziny z dziećmi. Mija kolejne 5 minut i widzę, że Rodzicielka zaczyna się niecierpliwić.
-Przepraszam, państwo nie wiedzą jak często tutaj przychodzi ksiądz?-dopada mamusia do jakiejś rodziny.
-No właśnie podobno co godzinę. My nie wiemy, bo my rok temu się przeprowadziliśmy i w sumie to pierwszy raz tutaj jesteśmy, ale takie małżeństwo mówiło, że po 14.00 to tylko co godzinę przychodzi ksiądz.
Mamusi widzę ciśnienie podskoczyło i już się zaczynam niepokoić o nadchodzące minuty, bo zła mamusia to może oznaczać tylko kłopoty.
Wbijam wzrok w moje buciki. Śliczne czarne buciki na obcasie. Liczę na to, że mimo mojego wzrostu i obcasów zostanę niezauważona.

Albo zniknę.

Buciki, śliczne czarne buciki… Buciki…
-Nie ma mowy dziecko, żebym czekała tutaj jeszcze 45 minut. NIE MA!-wściekła syczy do mnie Rodzicielka.
Nie zniknęłam jednak i jednak mnie widać…
-Mamusia, ja cię proszę, ty się uspokój. Przecież możemy pojechać do domu, jak nie chcesz czekać.
-Kręgosłup mnie boli! A w domu mam robotę! Mam tu marnować 45 minut?!
-Może się pomódl w międzyczasie…?-proponuję mamusi. Nie, że złośliwie 😛
Wzrokiem mało mnie nie zabiła.
W kościele zaczęło się pojawiać coraz więcej osób. Dało się wyczuć lekkie zdenerwowanie wśród wiernych.
-To jest nie do pomyślenia, żeby trzeba było tyle czekać.
-W innych kościołach święcą co 15 minut.
-Przecież my z małymi dziećmi przyszliśmy-szeptali niezadowoleni wierni.
A ja mam czarne zamszowe  śliczne buciki, które stoją na szarych płytkach w dużym kościele, zbudowanym 70 lat temu w moim mieście. Śliczne, czarne buciki……………………………
-Nie wiem, jak państwo-zwraca się do wiernych zgromadzonych naokoło stołu nie kto inny, jak moja Rodzicielka-ale ja nie mam czasu na oczekiwania-po czym sięga po kropidło i święci wszystkie koszyczki.
-W imię Ojca….
A ja zaciskam oczy i wyobrażam sobie moje śliczne czarne buciki.
-W imię Ojca i Syna………
I te dwadzieścia osób modli się wraz z moją matką, po czym w zadowoleniu wrzucają pieniądze do koszyczka i opuszczają kościół.
Mam śliczne czarne zamszowe buciki na obcasie….

NIE WIERZĘ.
A może jeszcze weźmiesz tę kasę z koszyczka?-pytam ironicznie mamusię.
-Ty już nic nie mów, bo się wrócę i wezmę.

MILKNĘ.
Mam śliczne czarne zamszowe buciki……..

25 odpowiedzi do “Wielkanocne przygody z Rodzicielką”

      1. chciałem spytać o fakty nieautentyczne… ale potem pomyślałem o pewnym programie telewizyjnym…

        Trochę słabsze, ale też autentyk z ostatniej soboty…

        u mnie na szczęście święcenia są częściej (inna sprawa, że w Wielką Sobotę po 15 to albo jestem na Legii, albo u rodziny… 😉

        Podeszła do stołu jakaś kobieta 60+, wrzuciła do koszyczka 20 zł… po czym na głos powiedziała, że chciała dać tylko dychę… wiec wzięła sobie z koszyczka resztę…

        1. Hahahaha ludzie mają tupet…Tak jakby nie można było sobie wcześniej kasy rozmienić…Masakra…

          Chomiś a może Twoja Rodzicielka zacznie po kolędzie chodzić? 😀 😀 😀 A jak przyjmujecie kolędę to zostawcie sobie wodę święconą na przyszłą Wielką Sobotę,oszczędzicie sobie drogi do kościoła 😉

        2. Ale wiesz, że to był taki żarcik z mojej strony z tymi faktami autentycznymi…?
          Odnośnie opowieści z Wielkiej Soboty-uśmiałam się szczerze 😀

          1. Ojjj tam idźcie za ciosem hahaha 😀 Rodzicielka będzie bogata,a Ty wystąpisz w roli ministranta 😉 Tylko nie zapomnij o skarbonce 😛

  1. To w sumie po co chodzicie do kościoła raz do roku z tą święconką?
    A w ogłoszeniach w każdej parafii są podawane godziny święcenia pokarmów i można sprawdzić na którą przyjechać, zamiast się naigrywać…

    1. A wiesz po co? bo taka jest tradycja. Choinkę w wielu domach stawia się, dekoruje… bo taka jest tradycja. I wcale nie trzeba być bardzo głęboko wierzącym aby taką choinkę sobie postawić w domu, albo pobiec w deszcz ze święconką.
      A kartkę z informacją mógł porwać wiatr, albo mogli w ogóle jej nie wywiesić.

  2. hahahha. to się uśmiałam…myślałam, że tylko ja wpadam na takie pomysły…też sobie koszyczek poświeciłam sama w tym roku. Poszliśmy z synem, na 11..wchodzimy a tu ksiądz kończy właśnie jakieś 5 minut za wcześnie zaczął! no jak on mógł…11 to 11 a nie, że za pięć.cenie swój czas przecież… Syn skwaszona mina…Pytam, czy chce wracać za godzinę, czy sami świecimy? nieee, nie chcę mamo..ne chce…no to nawrót na kościół, woda na koszyczek, w imię ojca…tylko nie mów babci synu co?

  3. Uważam Chomikowa, że Rodzicielka po prostu straciła cierpliwość. Przecież to jest tylko jeden dzień w roku. Czy księża nie mogą się POŚWIĘCIĆ ;_) i wymieniać np. jeden święci i się poświęca okrutnie dla niebożąt przez pół godziny a jak się zmęczy to przychodzi drugi. A nie jakieś fochy, jakieś godziny od, do… i oko napawać wypełniającą się tacą…..no proszę… to tylko jeden dzień w roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.