poświęcili swoje życie

źródło:pixabay.com

Koleżanka z pracy opowiadała mi o swojej siostrze, która mając lat 32 otrzymała pozew rozwodowy i… świat jej się załamał dokumentnie…
Wzdycham sobie głęboko w pracowniczej kuchni nad kubkiem pysznej kawy.
-Ja się domyślałam, że rozwód to bardzo ciężka sprawa. Mnie każde rozstanie bardzo sponiewierało, więc rozwód to musi być w ogóle tragedia, ale wiesz, że nie ma rzeczy w życiu, której nie da się ogarnąć. Rozwód jest na pewno jedną z nich-wymądrzam się.
-Ale wiesz, Chomik- to jest jedna z tych, które poświęciły się rodzinie…
-Ojej! NIE!-Mówię załamana.
Nienawidzę, jak ktoś się poświęca czemukolwiek lub komukolwiek. To jest jak balansowanie nad przepaścią. Wystarczy tylko jedno małe potknięcie i można stoczyć się na sam dół.
-No właśnie, Chomik. Oni wzięli ślub jakoś zaraz po studiach. Szybko urodziła się Paulinka, a moja siostra nie zdążyła nawet popracować w zawodzie, tylko już tak została w domu.
-I co się stało? Czemu się rozwodzą?
-Rok temu okazało się, że facet sypia z koleżanką z pracy. Moja siostra się o tym dowiedziała, ale próbowała jakoś to małżeństwo ratować. No to on się jednak namyślił i złożył sam pozew o rozwód.

-PIĘKNIE! Brawa dla tego pana!
-Też tak myślę… Tylko teraz moja siostra jest w czarnej dupie. Z jej doświadczeniem zawodowym a raczej z jego kompletnym brakiem, to nie wiem gdzie znajdzie pracę. Oszczędności oczywiście brak.
-No oczywiście. Żyła z męża.
HURRRRAAAAAAAA…..
Dlatego jestem przeciwniczką poświęcania się komukolwiek i czemukolwiek. Każdy ma swoje życie i powinien nim żyć, bo potem kwitną właśnie takie kwiatki. To samo dotyczy pracy. Możesz tam spędzać noce i wieczory, podpisywać tysiące nowych umów a jak będą robić redukcję etatów, to i tak cię zwolnią. Dopiero potem przychodzi otrzeźwienie. Że jak to? „Przecież ja tyle tam z siebie dałem/dałam i w ogóle tego nie docenili!”. Praca to pieniądze. Tam się nikt nad nikim nie rozczula. Tak samo, jak ktoś przestaje kogoś kochać. Wtedy też liczą się tylko pieniądze.
Jeszcze rozumiem, kiedy ktoś się poświęca dla kogoś, kto jest ciężko chory. Wtedy pełen szacun dla takiego poświęcenia, choć myślę, że dobrze i tak znaleźć miejsce w tym życiu dla siebie. Bo wszystko się kiedyś kończy. Dzieci dorastają, chorzy odchodzą na zawsze, firmy się zamykają a my zostajemy ze swoim poświęceniem sami.

Nie wiem co teraz z siostrą koleżanki. Przeprowadziła się z córką do dwu-pokojowego mieszkania jej rodziców. Póki co obie są na ich utrzymaniu, bo te 500 zł, które kobieta dostaje na córkę od tatusia, to starcza na… No prawie na nic.
Aż się ciśnie na usta, że sama jest sobie winna…  Mam nadzieję, że jeszcze udźwignie swoje nowe życie.

25 odpowiedzi do “poświęcili swoje życie”

  1. Jak rozumiem rozwód bez orzekania o winie,skoro płaci tylko na córkę?Wiesz Chomiś to nie tak.Kiedy kochasz i ufasz to wierzysz,że ten człowiek nie wywinie Ci żadnego skurwysyństwa.Zastanawia mnie tylko czy były wcześniejsze symptomy,że to małżeństwo się sypie.
    I nienawidzę słowa poświęcenie,zwłaszcza w kontekście macierzyństwa.

    1. Rozwodu jeszcze nie było. Ze 2 miesiace temu się rozstali.
      Ja wiem, że jak się bierze ślub to się o tych świństwach nie myśli… Ale czemu w trakcie jego trwania kobiety często zapominają o sobie? Nawet jeśli robią to dla dzieci. Dzieci w końcu dorosną i co wtedy?

      1. I wtedy kobiety zaczynają żyć.A poza tym każdy ma inne priorytety.To też działa w drugą stronę – rodzina jest bo jest ale ja się muszę spełniać,a potem zdziwko że dzieci na starość oddają do domu starców…

        1. Ale to nie chodzi o spelnianie, bo pomiędzy spełnianiem a szaleństwem w tym spełnianiu jest cienka linia. Chodzi o to, żeby nie uzależniać się od pracy czy od domu. Oczywiście, że to wybór każdego z nas, ale żeby potem nie było zaskoczenia że się zostaje z ręką w nocniku.

              1. No a co?Popatrz na siebie i powiedz mi,że nie jesteś zaskoczona tym jak Ci się życie ułożyło i co wyszło z Twoich planów.

              2. Mnie w to nie mieszaj, bo u mnie to nazwałabym to szybciej jakimś rozczarowaniem, niż zaskoczeniem 😛

  2. a wiesz, że ja jestem tego samego zdania – nie warto się poświęcać, trzeba żyć wg siebie.
    niezależność jest drogą ku wolności 😛 😀
    moja matka ostatnio zarzuciła mi, że nie myślę o rodzinie, bo co? bo spełniam swoje marzenia? opadłam…..

  3. Nie wiem czy „się ciśnie na usta”, że sama sobie winna.
    Jeżeli zaraz po studiach wzięli ślub i pojawiło się dziecko, to Paulinka zapewne właśnie szkołę zaczyna.
    I to jest – moim zdaniem – niezły moment, żeby kobieta wróciła do pracy.
    Dzieci naprawdę potrzebują mieć skąd czerpać wzorce – siedzenie przed tabletem i telewizorem tego zdecydowanie nie zastąpi.

    Gorzej, jeżeli kobieta w tym momencie nadal „poświęca się rodzinie”. Bo oczywiście w domu zawsze znajdzie się coś do roboty, więc wymówka żeby nie iść do pracy leży sobie gotowa 🙂

    Więc gdyby miała 40 lat i była w takiej sytuacji – podpisałbym się pod „sama sobie winna”. Ale teraz? Teraz to po prostu matka, która uznała, że woli swój czas poświęcić dziecku niż jakiejś korpo…
    32 lata to jeszcze nie starość – powinna sobie poradzić 🙂

    1. Pewnie, że powinna iśc do pracy. W sumie to nie ma wyjścia, bo nie przeżyją za te grosze, tylko wiesz Sokole… NIe jest w tym kraju łatwo znaleźć pracę. Za minimalną pewnie coś się znajdzie, ale minimalna… nawet mnie singielce by nie starczyła 😉
      pozostaje trzymać kciuki, żeby dziewczyna się pozbierała i zaczęła żyć normalnym życiem 🙂

  4. Rozwód weźmie to jeszcze 500+ dostanie, i tyle z plusów, a tak szczerze, skoro się poświęciła zaraz po studiach to teraz niestety musi iść do jakiejkolwiek pracy – chociażby na kasę do marketu gdzie i tak nie jest tragicznie bo powyżej najniższej krajowej już dają. Jako samotna matka będzie mogła się starać także o dodatki socjalne skoro nie pracuje. Trzeba tylko popytać. Dla niej to tak naprawdę sfinalizowanie tego rozwodu szybko jest jedynym ratunkiem.
    A i żadna praca nie hańbi.
    Może to brutalne ale tak jest, bo jak się ma miękkie serce to trzeba mieć twardą dupę (za przeproszeniem).

    1. Ty Martyna jak zwykle trzeźwe i zdrowe podejście do życia 🙂 Jesteś lepsza ode mnie 😉
      P.S. Oczywiście, że się z Tobą zgadzam 🙂 tylko start ta dziewczyna będzie miała cięższy, niż bezdomny absolwent studiów wyższych 😉

      1. Bo ja lubie praktyczne rozwiązania. Kurcze płacz nad rozlanym mlekiem i zastanawianie się czemu i co było nie tak nie nakarmi jej dziecka i nie ubierze na zimę.
        Okej facet może i jest świnią bo ją zdradził. Ale zdrada nie bierze się znikąd.
        Chyba po prostu mam alergię na „matki cierpiętnice” dla dobra rodziny 🙂

  5. Poświęcanie się dla kogoś, kogo się kocha, nie jest poświeceniem. Kiedy masz małe dzieci, poświęcanie się dla nich jest tak samo naturalne, jak oddychanie. Trochę trudniej jest z naszymi rodzicami – ale to tez nie jest sprawa do dyskusji.
    Kwestia w tym, ze ta kobieta nie poświęciła się dla rodziny , tylko wybrała pewien model życia. Nie ma on nic wspólnego z poświęceniem, jeśli sprawia danej osobie satysfakcję. Są kobiety, które nie chcą i nie musza iść do pracy na zewnątrz, natomiast odnajdują się w wieszaniu firanek i dbaniu o ogródek. I to jest OK. Dramat się zaczyna, gdy małżonek nie doceni wykrochmalonych serwetek i ręcznie haftowanych poszewek na jaski.. I to jest chyba ten własnie przypadek.

    1. Często macierzyństwo przesłania nam widok na małżeństwo. Rozpad małżeństwa zawsze jest z winy obojga. Ludzie z wiekiem zaczynają mieć inne spojrzenie na związek i brak komunikacji o zmianie potrzeb albo czasem brak chęci zmiany od strony partnera powoduje iż szukamy tego co chcemy u kogoś innego.
      Wydaje mi się że wyżej wymieniona kobieta zapomniała że jest przede wszystkim kobietą, później matką/żoną (może natłok rodzinnych obowiązków, rutyna). To zdarza się bardzo często i często nie rozumiemy dlaczego facet nas zostawił.
      Moja koleżanka była szczerze zdziwiona jak facet jej powiedział, że zrywa zaręczyny bo nie tego oczekiwał po kobiecie swojego życia i wymienił między innymi że przestała być dla niego atrakcyjna. I szczerze mimo że to szowinistyczne to jednak prawdziwe, bo ona po tak bolesnych słowach zrobiła sobie rachunek sumienia (i mimo że dzieci nie mają) okazało się że w pewnym momencie wygoda przeszła w rutynę i z atrakcyjnej kobiety zmieniła się w laskę chodzącą na co dzień w legginsach i dresach i majtach okresowych nie malującą się, nie golącą nóg itp.. Ba zapomniała nawet co to fryzjer. I sama powiedziała że w sumie zapomniała jak to być kobietą, jak czuć się sexi i jak przeanalizuje to i nawet kochali się coraz rzadziej i rzadziej bo w sumie nie bardzo jej się chciało. A nie chciało jej się bo rutyna ją zżarła.
      I często tak samo jest z mężczyznami, ale częściej to kobiety raczej zapominają o własnej osobie z racji macierzyństwa.

    2. To tylko mi powiedz madamme, czemu kobiety, które dostają pozew rozwodowy lub osiągają moment, w którym coś się wali w ich życiu i muszą dokonać zmian, to mówią, że się „poświęciły” dla rodziny?

      1. Bo tak to odczuwają. Ale to nie do końca jest prawda, bo miały wybór. Jeśli zdecydowały się na pewne rzeczy wbrew sobie samej – to pytanie brzmi: do kogo mieć o to pretensje?

        Podobnie jest z kobietami, ktorych mężowie po 40-ce dostają małpiego rozumu i zaczynają latać za dwudziestolatkami. Często w takim momencie słyszy się, że on zmarnował jej najlepsze lata. Hmm, skoro zmarnowała przy nim życie, to dlaczego wcześniej nie odeszła? Nie zmieniła tego życia, tylko trwała w mało satysfakcjonującym związku, a potem została kopnięta w tyłek?

        To nie tak, że nie rozumiem takich pretensji. Były momenty, ze sama tak mówiłam. Że tak czułam. Tylko moje współodczuwanie nie zmienia mojej perspektywy – żal mi tej kobiety bardzo, ale … Mam tylko nadzieję, że wyciągnie odpowiednie wnioski i nigdy nie da się już zapędzić w taki kozi róg.
        p.s. Wyjątkiem jest tu sytuacja, gdy dziecko jest niepełnosprawne i po prostu nie ma innego wyjścia.

        1. Oczywiście, że w pewnym sensie to ich wybór. Choć często też one słyszą od mężów, żeby zostały w domu i dbały o „ogień”. Pewnie, że słowo „poświęciły” jest raczej nieodpowiednie,ale stawiając pewną część życia ponad inne czasem można i rzec „poświęcenie”. Ale jak sama napisałaś: miały wybór.

  6. To, co napisałaś jest ciekawe, ale dyskusja chyba jeszcze ciekawsza. Też uważam się, że poświęcanie się, to prosta droga do przepaści. W samy m słowie jest coś takiego… Nie chciałbym, aby ktokolwiek się dla mnie poświęcał… Na szczęście nikt nie zamierza tego robić 🙂

    1. Też bym nie chciała, aby nikt nigdy nie musiał dla mnie niczego poświęcać…. I niech tak, Hegemonie zostanie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.