poleciałam skosztować Irlandii

źródło:własne

We wrześniu miała być Majorka. Nie wyszło. Ale ja z tych, co się nie poddają i jak obiecałam sobie, że z Blondyną się zobaczę, to się zobaczę.
Choćby w Irlandii 😛
Nie planowałam tego wyjazdu. Irlandia nie jest na mapie moich marzeń, ale… skoro bilety lotnicze są takie tanie, okazja do spotkania też jest, to… CZEMU NIE? 🙂
Bilety w dziwnym pośpiechu zakupiłam, autobus z lotniska do Cork obczaiłam, tabletki na uspokojenie w czasie lotu zakupiłam 😉 urlop jakimś cudem dostałam, więc… POLECIAŁAM 😛
Tabletki z melisą i chmielem okazały się być tak mocne, że moc sponiewierania mnie ZASKOCZYŁA. Byłam NIEPRZYTOMNA. Jak ktoś z Was ma kłopoty ze snem, to polecam ten zestaw! Ja zasypiałam przy kontroli, w czasie lotu, na przystanku autobusowym pod lotniskiem i w autobusie. POLECAM!
Zaraz po przyjeździe do Cork, Blondyna zabrała mnie do knajpy na piwo.
-Ale jak to??? No czekaj! Przecież ja z bagażem, ze wszystkim!-próbowałam przemówić koleżance do rozsądku.
-Nie marudź! W tym kraju nikt się niczym nie przejmuje! Bierz walizę i idziemy!
I poszłyśmy. Ja z walizką do pubu na piwo.
Pięknie.
Ale było PIĘKNIE!
Typowy irlandzki pub z muzyką na żywo. Do tego Boże Narodzenie! Piękna choinka, piękne ozdoby. Wszystko PIĘKNE! I pani na randce, która przyszła w spodniach do połowy łydki i szpilkach. Bez rajstop, podkolanówek, pończoch czy w ogóle czegokolwiek! Na dworze są 2 stopnie, ja przed chwilą miałam czapkę na głowie, gruby szal i rękawice a ona ma GOŁE NOGI.
Wariatka.
Tak sobie myślę i szybko zapominam o błogim świecie, bo muzyka jest boska, piwo wyśmienite a kolacja pyszna.
Dobrze mi.
Moje podejście do zielonej Irlandii się zmienia, jak tylko docieramy do jej mieszkania a raczej pokoju, który wynajmuje. Widzę jak żyją ludzie, którzy szukają w tym kraju lepszego jutra, piękniejszej przyszłości.
Fatalnie żyją.
Już pomijam fakt, że w domu jest zimno, jak w przysłowiowej psiarni (kolejne dni pokazują mi, że w tym kraju po prostu odczucie zimna jest zupełnie inne, niż w Polsce i temperatura 12 stopni daje się przez nich odczuwać jako „ciepło, zakładam krótkie spodenki”), ale warunki są… No są takie, że ja bym nie dała rady. Może mnie się w tyłku poprzewracało… Może moje 3 pokoje i ogród są dla mnie tak normalne, że jeden mały pokój bez osobistej łazienki i kuchni, to koszmar, którego nie da się przetrwać.
I tak ludzie żyją. Przynajmniej na początku, póki nie zaczną zarabiać więcej. Ja bym tak nie wytrzymała miesiąca. Wpadłabym w depresję, zaczęła pić (codziennie 😛 ) i miała myśli samobójcze.
Od zawsze wiedziałam, że emigracja jest tylko dla ludzi o mocnych nerwach… Podziwiam desperację emigrantów…

Kolejne dni to odrobina zwiedzania. Z Blondyną ciężko jest konkretnie coś zaplanować 😉 ale udaje mi się zobaczyć klify, przepiękne kolorowe miasteczko Kinsale oraz zwiedzić… wszelkie sklepy w Cork 😛
Blondynie ukradli na imprezie kurtkę.
I nie- nie „nasi tam byli” ;P Ja myślę, że ktoś nie mógł znaleźć swojego płaszcza, więc wziął jej. Cóż… W Polsce to normalne 😉 Trzeba to wliczyć w koszty 😉
-Chomik! Ja muszę sobie kupić kurtkę, bo zamarznę bez zimowego płaszcza!
-Ty się hartuj a nie płaszcze! Bierz przykład z mieszkańców i ubieraj się w sweterek i czółenka a nie ty rajstopy zakładasz pod spodnie i czapkę z ocieplaczem!- Kpię sobie z koleżanki odrobinkę 🙂
-Nie denerwuj mnie! A tej, co mi ukradła kurtkę życzę wszelkich nieszczęść ziemskich!
-Oj, nie bądź taka surowa… Pewnie była bardziej nietrzeźwa od ciebie wczoraj i to dlatego 🙂
Obrzuciła mnie spojrzeniem wyrokującym rychłą śmierć i ruszyła w miasto.
-Laska!-Wtrącam w końcu- A ty jesteś pewna, że potrzebujesz ją kupić już teraz? Masz przecież jakiś płaszcz, zapowiadają prawie 10 stopni przez najbliższy tydzień a ty i tak zaraz na chwilę do Polski przylatujesz. U nas kupisz kurtkę taniej.
-Absolutnie! Ja muszę mieć kurtkę!
No to absolutnie…
4 h łażenia po marketach, sklepach, biegania po ulicach tylko po to, aby koleżanka stwierdziła, że „przecież jest jej ciepło w tym płaszczu, zapowiadają prawie 10 stopni przez najbliższy tydzień a w Polsce kupię sobie kurtkę za mniejsze pieniądze”.
A to podobno ja mam nierówno pod sufitem 🙂

Warto było ruszyć na te 4 dni. Ruch lewostronny prawie mnie zabił (na dużym skrzyżowaniu czułam się jak w wesołym miasteczku), dzieci biegające w bluzach i trampkach po mrozie i dom, w którym w kuchni leci para z ust był wart wszystkiego 😀
Polecam! 😀

24 odpowiedzi do “poleciałam skosztować Irlandii”

  1. Nie wiem czy wiesz, ale tak mieszkają też ludzie w Polsce. W takiej Warszawie na ten przykład. Mieszkanie podzielone na pokoje – wspólna łazienka i kuchnia. I nie mówię o studentach, tylko o ludziach mocno dorosłych…
    A w Cork mam znajomych do których wybieram się od kilku lat 🙂

  2. Rozumiem Ciebie doskonale.Zawsze byłam osobą ciepłolubną,nawet w akademiku miałam własną kołdrę,bo było mi zimno.Teraz płacę ogromne rachunki za ogrzewanie,ale mogę funkcjonować dopiero w temperaturze 22 stopnie w mieszkaniu.

  3. Pracowałem kiedyś z Irlandczykami
    Z nimi nie dało się prowadzić innych dialogów niż przedziwne
    I to bez względu na poziom rozrzedzenia krwi.
    Ich angielski w zderzeniu z moim „angielskim”; hmm dialogi naprawdę były przedziwne 🙂

        1. Mówisz? Za mało z Irlandczykami przebywałam, żeby cokolwiek móc o nich powiedzieć, ale faktycznie- Anglików mało co przebije 😉

  4. co do wilgoci i zimna w tych mieszkaniach to czy Irlandia czy UK na jedno wychodzi. Jeszcze nie spotkałam się z mieszkaniem w którym było ciepło i sucho. A byłam od wynajmowanych pokoi po mieszkanie a raczej dom w postaci kupione 4 piętrowej kamienicy i odnowionej w ostatnich paru latach praktycznie w całości. Koleżanka zawsze chciała mieszkać w takim ala wiktoriankim klimacie. Więc kupiła sobie Rochester kamienicę. |
    Tam po prostu zimno i przeszywający chłód jest na początku dziennym. 😀
    Trzeba przywyknąć 😀
    Ale mieszkając w takich warunkach to później ta pogoda na dworze nie sprawia wrażenia żeby było jakoś specjalnie zimno 😀

    1. Czyli to tak po prostu u nich jest…
      To bardzo jestem ciekawa w takim razie jak funkcjonują Finlandczycy… Należałoby się tam wybrać 😉

  5. 23 stopnie Celsjusza – sine qua non 😛
    Inaczej bym się nie odważyła rozebrać w łazience do mycia i umarłabym z brudu oraz galopujących suchot…

    Ale Irlandię chętnie bym odwiedziła, choć po Twoim wpisie wiem, że wyłącznie latem 😉

    1. Z tymi łazienkami to jest właśnie mega wyzwanie. wszędzie jakoś zniosę chłód, ale NIE w łazience. NIe wiem jak oni dają radę brać prysznic w takim pogwizdrowie…

  6. Ja w listopadzie po raz pierwszy w życiu (aż wstyd się przyznać) odwiedziłam UK. Odczucia miałam podobne… Wspomnienie fajne, ale jakoś nie planują tam wrócić w najbliższym czasie…

    1. POjedyncza! Ja też jeszcze nie zaliczyłam UK 😀 Ale powiem Ci, że to jedno z ostatnich miejsc, które mam ochotę zobaczyć. Anglików znam wielu i nie dogadywałam się z nimi najlepiej… Poza tym jest jak piszesz- ZIMNO 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *