rodzinnie, czyli Chomikowi się w życiu nie układa

źródło:giphy.com

Pożegnałam dziadka. Z całej tej części rodziny od strony ojca, dziadek był chyba jedynym rozsądnym, normalnym i ciepłym człowiekiem. Tak, jak ciotka podczas przemowy na pogrzebie zwróciła uwagę- on dbał o babcię, wspierał ciotkę w jej wariackim choć nie można powiedzieć, że nie inteligentnym świecie i ogarniał ojca, który „chorował” od prawie zawsze. Dzięki niemu ta rodzina w ogóle jakoś istniała.

Przerąbane miał facet.
Zawsze się zastanawiałam jakim cudem on tego wszystkiego dawno temu nie pieprznął. Lubiłam z nim rozmawiać i z nim przebywać, co niestety było bardzo utrudnione przez mur, który jeszcze przed moim pojawieniem się na świecie ustawiła babcia. Bo jej syn powinien wziąć ślub z lekarką, adwokatem albo chociaż jakąś panią kierownik. Jakby on sam coś osiągnął na tym swoim odwiecznym bezrobociu…
Mur był postawiony bardzo wysoko. Pewnie, gdyby nie ojciec, to z dziadkami nie widywałabym się w ogóle. Nie spędziłam z nimi ani jednych świąt. Nie zaprosili mnie na choćby jedną imprezę urodzinową czy imieninową. Ja też się tam wcale w ten wyimaginowanie doskonały świat nie pchałam. Dzwoniłam z życzeniami i oczyszczałam swoje sumienie. Kiedy kilka miesięcy temu (zorganizowane i przemycone spotkanie z ojcem) odwiedziłam dziadków, babcia nawet nie wstała z fotela, żeby się ze mną przywitać. Rozmawiałam w kuchni z dziadkiem. „Wiesz jaka jest babcia”. „Wiem, dziadku”.

-Dziecko, ty nie oczekuj, że babcia rozumu nabierze. Jeśli ona potrafiła przed samym ślubem moim i twojego ojca zabarykadować wejście do ich mieszkania a na sam ślub przyjść ubrana na czarno, to nie myśl, że nabierze miłości do naszej części rodziny i to jeszcze na swoje stare i zgryźliwe lata.
-Ależ ja wcale nie myślę. Ja w ogóle o tym nie myślę. O niczym nie myślę. Jestem mistrzynią niemyślenia. A do psychiatry pójdę na pewno nie z tego powodu, że za dużo myślę. Nie, nie.

NIC nie myślę.
Po pogrzebie podeszła do mnie ciotka. Do dzisiaj nie jestem pewna kim ona jest… Jak i zresztą większość ludzi, która była na pogrzebie. Ciotkę kojarzę jak przez mgłę z jakiejś imprezy, gdzie biegałam z lalką pod pachą. Miałam pewnie 3 może 4 lata…
-Chomisiu, to ty?- Zagaduje mnie starsza pani, która intuicja i Rodzicielka z boku mi podpowiada, że to ciotka.
-No ja, ciociu (?)-odpowiadam pytająco, bo jest to dla mnie sytuacja niecodzienna i wprawiająca w zakłopotanie.
-Chomisiu, co u ciebie słychać? Bo słyszałam, że strasznie ci się w życiu nie układa…
Chyba wyglądam jak kretynka (niektórzy mogliby rzec, że nic nowego), bo Rodzicielka puka mnie porozumiewawczo w rękę. Ok…Wytrzeszczyłam lekko oczy ze zdziwienia. Nie panuję nad moją mimiką. Ja wiem, że może panią dyrektor jeszcze nie zostałam. Rodziny też nie założyłam, ale przecież tragedią bym tego nie nazwała. Chyba… Tyłek to mam tragiczny, ale no błagam… – Chomisiu, masz ty jakąś pracę w końcu? Czy nadal na bezrobociu, Chomiś?

Yyyy…. Słów mi trochę brakło.
Z bezrobociem miałam epizod. Kilka ładnych lat temu. Przygotowywałam się do pracy za granicą. Jest mi dobrze. Mam za co żyć. Mam za co się ubrać i co włożyć do lodówki. Mogę oczywiście narzekać, ale po co. Ludziom gorzej się żyje. Gdzieś mi przebiega przez myśl co jeszcze bywało opowiadane rodzinie o moim „nędznym” życiu. Jak skrzywiony obraz mojej osoby posiadają…
-Wiesz, ciociu… No jakoś leci. Jakoś sobie muszę radzić i wybacz, ale muszę już lecieć.

            -Chodź, mamo. Może w PCK coś dzisiaj rzucili.
Biorę mamę za rękę i opuszczam to miejsce.
Dziadka jeszcze odwiedzę. Już bez murów.

 

 

5 odpowiedzi do “rodzinnie, czyli Chomikowi się w życiu nie układa”

  1. Jednak ludzie to kretyni.
    Babka po prostu nie ma co robić i szuka emocji, skandalu, łotewer. Ale to taka polska cecha. Jak na innym blogu wyczytałem – „w Pl jest brzydka pogoda, pada deszcz/śnieg, dzień krótki, to siedzimy w swoich domach i kminimy, kminimy…”. Coś w tym jest.
    Po drugie, mieszkając już kilka miesięcy w USA odkryłem, że to w Polsce jest problem z mentalnością. Tu nikt nie żyje życiem sąsiadów/rodziny/przyjaciół. Tu każdy jest wolny i niektórych tematów po prostu się nie porusza (i co jest cudowne – nikt nie pyta „masz dziewczynę/chłopaka? nie? dlaczego?”). I dlatego tu się żyje o niebo lepiej, niż u nas.
    Nie przejmuj się – też miewałem takie sytuacje. Ja w takim wypadku stosuję zasadę JRS: „J…bać, robić swoje” 🙂

    1. Coś w tym jest, że obywatele USA inaczej podchodzą do życia. Niewiele miałam z nimi do czynienia, ale faktycznie-oni chuba bardziej zajmują się tym co w rodzinie ważne.
      Czyli dobrze Ci tam? 😊 to pięknie 😊

      1. Oj tak 🙂 jest cudownie! mieszkam w fajnym, dużym domu, mam taki komfort, że na uczelnie chodzę piechotą, a w mieście, w którym mieszkam (to takie typowe przedmieście, zamieszkiwane przez amerykańską klasę średnią) czuję się bardzo dobrze… tylko jedzenie niedobre i drogo (szczególnie podróżowanie jest kosztowne, nad czym boleję bardzo). No i jestem na uniwersytecie, należącym do Ivy League, a to jest Coś 🙂
        Bardzo mi się podoba mentalnośc amerykańska – są strasznie mili i bardzo „easy” w kontaktach. Dużo się uśmiechają. Nie ma problemów z załatwianiem rzeczy. Po drugie, oni nie wtrącają się do życia innych i pozwalają innym żyć, jak ci inni chcą. I nie muszę wysłuchiwać marudzenia, narzekania, dobrych rad ( w stylu: „masz 30 lat, OGARNIJ SIĘ”, „Ty nic nie robisz w życiu, ogarnij się”, „MUSISZ iść do korpo, bo tam dobry hajs dają”, których wysłuchałem w swoim życiu wystarczająco dużo), tylko robię, co uważam za słuszne.
        Po powrocie do domu czeka mnie ciężkie lądowanie :/

    2. Oj tak, mieszkając w USA też to odkryłam. Aż żal było wracać…. Strasznie ciężko było mi się przestawić na polską mentalność :/

  2. Ooooo „jak miło” 😀
    Kiedyś przy okazji Bożego Narodzenia w swoim rodzinnym domu przeżyłem „sąd rodzinny” w wykonaniu kochających ciotek i ich mężów.
    No bo 30letni samotny NIEdźwiedź, to w końcu dla nich był PAN NIKT. Nie wiadomo jak toto było traktować? Czy jak impotenta, czy może jako takiego „Biedroniopodobnego”?
    Parę lat później spotkałem Kobietę, dla Której postanowiłem porzucić „uroki kawalerskiego stanu”
    I wiesz co ChomiQ? Też ŻLE.
    A bo ma dobry zawód (wg co poniektórych elitarny) – no trzeba jakoś kompleksy leczyć… {Q… co miałem się z jakąś głupią gęsią żenić i oglądać „Rolnik szuka żony” i podniecać się kolejnym odcinkiem „Klanu”?}
    A to ma kasę {No Q… , a czy kobieta z klasą (z kasą też) ma starą panną chodzić, bo komuś to przeszkadza?}
    A to … nie będę się negatywnie nakręcał, bo blisko do świąt i jeszcze co głupiego komu przy opłatku powiem…

    PS. A to kim jestem, co osiągnąłem i co sobą reprezentuję (prawdopodobnie NIC sądząc po powyższych przykładach) to już się nie liczy …
    Więc ChomiczQ nie przejmuj się opiniami innych, zwłaszcza tych co to z urzędu lepiej wiedzą. Szkoda czasu, zdrowia i nerwów na to.
    Trzeba wiedzieć czego się w życiu chce, modlić się o to, żeby spotkać Kogoś, z kim to się uda osiągnąć i po prostu ROBIĆ SWOJE {Psy szczekają karawana idzie dalej :)}
    Pozdrawiam ciepło w to chłodne popołudnie, a w zasadzie wieczór 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.