chcę być piękna, czyli poszłam na zakupy

źródło:giphy.com

Poszłam na zakupy. Przecież coś tam schudłam, więc może kupię sobie ciucha, w którym będę się czuć w końcu atrakcyjnie i kobieco. Coś, co podkreśli moje atuty i ukryje niedoskonałości. Coś w czym świat stanie przede mną otworem.

Pomyślał naiwnie Chomik, jak zwykle przed pójściem do sklepu po cokolwiek do ubrania.

Ciekawe tylko jakim otworem…

Mam dużo czasu, więc pojadę do największej galerii w moim mieście. A jest ich u mnie dobre 5. Jest więc w czym wybierać. Pojadę, obejrzę, przymierzę i będzie cudownie. Wchodzę jeszcze z odrobiną nadziei do pierwszego sklepu. Wszędzie wiszą mega modne plisowane spódnice. Plisy we wszystkich możliwych materiałach, wielkościach, barwach, zdobieniach i wszelkich innych konfiguracjach.
Znam je. Miałam już z nimi do czynienia, kiedy szukałam sukienki na kolejne wesele w tym roku. Nie moje oczywiście.

Plisy rozkładają się na moich biodrach i optycznie powiększają mi je do 200cm. obwodu. Wyglądam w nich gorzej, niż bańka-wstańka. Sukienki też są plisowane. W sukienkach wyglądam podobnie a nawet gorzej, bo na biuście też mi się rozłażą. Kto kupuje te plisy???? Chyba tylko te dziewczyny, które noszą rozmiar 34 lub 36! A co z resztą społeczeństwa kobiecego???? Też noszą, tylko nie skupiają się na tym jak wyglądają? Czy może nie ma reszty społeczeństwa, tylko ja do niego należę? Bo takie mam właśnie wrażenie, kiedy chodzę po sklepach z ciuchami…

Od wielu lat marzy mi się porządna spódnica ołówkowa z wysokim stanem. Taka, jaką nosi Kim Kardashian czy jak to się tam jej nazwisko pisze. W końcu tyłek mam mniej więcej taki, jak ona, więc w takiej spódniczce powinnam wyglądać może nie jak milion dolarów, ale chociaż jak tysiąc.  Jej poszukiwania trwały już dobre 3 lata. Prawie zawsze w sklepach z damską odzieżą rozglądałam się za taką wymarzoną… Nie było. Podobna rzuca mi się w oczy w jednej z sieciówek. Dopadam do spódnicy, energicznym ruchem zawieszam ją sobie na zgiętej ręce i wraz ze ślicznym sweterkiem przewieszonym na torbie biegnę do przymierzalni.

Pierwszy w ruch idzie sweterek. Nawet rękawy są ok. Tzn.nie za krótkie jak 90% sweterków, bluzek i innych takich. Długość jednak jest bez sensu. Do żadnych spodni na pewno nie będzie mi pasować, bo zakryje mi ledwo guzik przy rozporku. Do moich spódnic w kształce litery A też nie będzie pasować. Nie mam na niego pomysłu, choć jest boski. Trudno. Pożegnam się z nim. Czas nierozsądnych zakupów w moim życiu minął.
Biorę się za wymarzoną ołówkową spódnice a la Kim Kardashian.
Spódnicy nie udaje mi się wciągnąć na tyłek. Oczywiście zatrzymuje mi się na biodrach. Próbuję górą. Przecisnęłam ją przez cycki, przecisnęłam przez talię i ciągnę siłą w dół. Udało się.
Wyglądam jak nieszczęście. Już pomijam te moje seksowne czarne podkolanówki. Piękna spódnica z podwyższanym stanem rozchodzi się gdzie? No oczywiście na biodrach. SZLAG BY TO TRAFIŁ NAJJAŚNIEJSZY. Gdzie te cholerne modelki kupują te dopasowane spódnice?! GDZIE SIĘ PYTAM?!

Nie daj Boże, żeby jeszcze jakaś ekspedientka podjęła ambitną próbę pomocy… Doświadczenie mi mówi, żeby odmawiać tym, które chcą mi pomóc. Teraz jednak miałam dużo czasu wolnego i… chyba rozum mi jakoś odjęło, bo na pytanie „czego pani szuka?” odpowiedziałam że albo spódniczki dla mnie albo bluzki z długim rękawem, która nie będzie biała. W jej oczach zobaczyłam popłoch. Biegała między wieszakami i pokazywała mi co rusz jakieś możliwości. Spódnica we falbany? Nie, nie. No co pani… To może spódnica tiulowana z perełkami? Na Sylwestra niczego nie szukam. Pewnie znów go spędzę z flaszką. No to bluzka. Czarna. Nawet ładna z długim przeźroczystym rękawem. Przykładam do siebie. Rękaw kończy mi się długo przed nadgarstkiem. Of course. Ekspedientce ramiona lekko opadły. A ja w sumie zdziwiona nie jestem, tylko mi jej szkoda. Bo ona nie wie jak wygląda moje życie i próba zakupienia czegokolwiek. Właśnie tak. Rozumiem, że ramiona mogą opaść.
Bardzo pani dziękuję i wychodzę.

Obeszłam chyba wszystkie sklepy, w który ciuch można kupić poniżej 500zł. Wszędzie plisy i falbany. Wyszłam z ostatniego z nich i miałam ochotę z płaczem rzucić się na podłogę. Straciłam 3 h z mojego cennego i beznadziejnego życia. Nawet nic na prezent świąteczny się NIE nadawało. NIC. N I C.

Są jednak plusy. Pieniędzy nie wydałam. Odłożę. Na podróż dookoła świata. Tfu! Przejęzyczyłam się. Na rachunek za ogrzewanie przecież.

9 odpowiedzi do “chcę być piękna, czyli poszłam na zakupy”

      1. To może ciucholand? jak krawcowa spieprzy to nie żal ;)… dzięki temu nabyłam 2 pary markowych a co za tym idzie drogich spodni, na które szkoda mi było pieniędzy. Dzięki temu też będziesz bardziej eco 😉

  1. Hy hy.. jakbym czytała o swoich zakupach ciuchowych :))))

    Z sieciówek mogę kupować jedynie kiecki rozkloszowane, bo takiej rzyci i ud przy stosunkowo wąskim pasie żaden producent nie przewiduje. Bluzki koszulowe? Zapomnij… A pocieszam się w identyczny sposób :))))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.