urządziliśmy cyrk

facepalm-gifs

Przez ostatni miesiąc żyłam w nerwach. Lekko podłamana decyzją lekarzy o niezbędnej ingerencji chirurgicznej dogadzałam kobiecie, jak mogłam. Mając w pamięci poprzedni najzwyklejszy zabieg rozbijania kamieni nerkowych, który zakończył się dla Rodzicielki wizytą jedną nogą w drugim (tym podobno lepszym) świecie, przed ostatnią operacją obie ostro panikowałyśmy. Innego rozsądnego wyjścia nie było. Poszła pod nóż…
Po nieprzespanej nocy, z bólem głowy, masą zakupów wszelakich i duszą na ramieniu pognałam Pędzidłem do szpitala. Oczywiście plan zabiegów się pozmieniał, więc Rodzicielka już przebudzona leżała u siebie na sali. Obraz nędzy i rozpaczy. Ale ten obraz na szczęście przytomnie do mnie mówił i domagał się wody. Zorganizowałam słomkę i Rodzicielkę napoiłam. Po główce pogłaskałam, piżamkę zmieniłam, o zmianę opatrunku poprosiłam („Ja chyba dzisiaj oszaleję! Wszyscy coś tylko chcą ode mnie i teraz mam jeszcze mamusi opatrunek zmienić a dopiero co z sali operacyjnej wróciła!”- usłyszałam od pielęgniarki), ugryzłam się w język i z uczuciem ulgi pognałam do pracy i na kurs językowy.
Pod wieczór z wywieszonym jęzorem znów przybyłam na oddział. Po drodze zrobiłam szybkie zakupy, co by Rodzicielce dostarczyć WSZYSTKO, czego może potrzebować. Żeby tylko szybko odzyskała siły i wróciła do domku i do kotka- Trytka. Dopadam do jej sali i moim oczom ukazuje się… puste łóżko. Ani matki, ani Przyszywanego Ojca, który miał przy niej pełnić wartę. Dopadam do łazienki. Pusta. Korytarz pusty. Dzwonię do Przyszywanego Ojca.
-Mogę wiedzieć, GDZIE WY JESTEŚCIE?- pytam zdenerwowana.
-No jak to gdzie? Przecież twoja matka musiała zapalić papierosa. Zaraz będziemy.
Szlag mnie trafił najjaśniejszy. To ja biegam, zamartwiam się, łzy ukradkiem wycieram a ta kilka godzin po narkozie WYMIOTŁA 7 pięter niżej ZAPALIĆ. Oczywiście. Przecież ona jest w stanie wyjść z grobu, żeby tylko ZAPALIĆ. To, że wylądowała na oddziale chirurgicznym, NIC jej nie dało do myślenia, że czas najwyższy z tym nałogiem skończyć. Papieros rządzi jej życiem. Siadam wściekła na korytarzu. Nagle słyszę jakieś poruszenie wśród pielęgniarek. Krzyczą, biegają i… kogoś szukają.
-To pani! Pani jest córką pacjentki, której szukamy!- dopadają do mnie 4 pielęgniarki- Gdzie jest pani matka?!
-Mama… poszła na spacer z ojcem- kłamię. Przecież nie powiem, że poszła zapalić, bo mnie rozniosą.
-Pani jest normalna?! Jak to poszła na spacer?! I pani pozwoliła własnej matce wyjść z oddziału po NARKOZIE? Pani chyba nie jest normalna! Co pani sobie wyobraża- że gdzie jesteście? Na wakacjach? To jest szpital! A my bierzemy odpowiedzialność za zdrowie pacjentów!-krzyczą do mnie na zmianę. Krzyczą i się nawzajem nakręcają.
Zebrałam opieprz, jak NIGDY w życiu i to opieprz za własną matkę. Mam ochotę zniknąć.
Dzwonię znów do Przyszywanego Ojca.
-Gdzie wy jesteście?! Właśnie zebrałam taki opieprz, że was nie ma, że już mi się wszystkiego odechciało!
-O! Wielkie rzeczy! I ty nie wydzwaniaj do mnie z nerwami, bo nie będziemy w ogóle rozmawiać!- krzyczy na mnie dla odmiany Przyszywany Ojciec. Człowiek, który z byle powodu potrafi rozpętać awanturę.
W oczekiwaniu na Rodzicielkę przez cały czas słuchałam krzyków pielęgniarek, które tylko nakręcały się faktem, że nie ma jednej pacjentki. „Trzeba takich ludzi natychmiast wypisywać ze szpitala! Ja już idę do lekarza, żeby z tym porządek zrobił! I córeczka pozwoliła, żeby mamusia sobie poszła na spacer i to po narkozie!”.
Jeszcze 2 zdania i dostanę szału. Na szczęście na korytarzu pojawia się Rodzicielka  i Przyszywany Ojciec.
A ciebie już kompletnie pogięło?! Nie możesz przeżyć jednego dnia bez papierosa?! Ja tu z actimelkami, termosikami, przerażona od kilku tygodni a ty masz wszystko w swoich 4 literach! GRATULUJĘ. Teraz idźcie wysłuchiwać od pielęgniarek kolejnych awantur, bo ja mam dość- oznajmiam wściekła i czerwona ze złości. Czuję, że głowa zaraz mi pęknie i kolejną noc będę miała „z głowy”.

W sali chorych oczywiście do Rodzicielki dopadają 2 pielęgniarki i lekarz. Przyszywany Ojciec traci cierpliwość i zaczyna dogadywać w typowy dla niego sposób i podnosi na kogo głos? Na mnie oczywiście. Do awantury dołączają się pacjentki, które po operacjach domagają się ciszy i spokoju.
CYRK.
A mamusia co? Z głupkowatym uśmiechem położyła się do łóżka, nie wydobywając z siebie ani jednego słowa w trakcie awantury. Wychodzę na korytarz, bo boję się, że ją pobiję.
-Pani Chomikowa- zaczepia mnie lekarz-czy pani zdaje sobie sprawę z tego, że mamie nie wolno palić? Ani teraz, ani najlepiej w ogóle?
Zaraz się chyba popłaczę.
-Panie doktorze- odpowiadam ze łzami w oczach- państwo są tutaj z moją matką drugą dobę, ja z jej nałogiem walczę odkąd skończyłam 8 lat. Właśnie z takim skutkiem.

Ze szpitala wychodzę wściekła i załamana. Cyrk, po prostu cyrk. Moja własna rodzina urządziła cyrk.
Z nieba padał marznący deszcz. Maszerując do Pędzidła, tracę kontrolę nad własnymi nogami. Upadam. Na kolana. To znak. Znak, żebym się zaczęła modlić i to nie o zdrowie. O rozum dla własnej matki.

kobiety muszą znać prawdę

beyonce laughing gif
źródło: giphy.com

Każda kobieta chce być kochana. Miłością wielką, namiętną, do końca życia. I SZCZERĄ.
BANAŁ.
Chcemy wierzyć w te ogromne męskie miłości, w te bajki, które nam opowiadają mężczyźni już na drugiej randce, po to tylko, żeby nas zaciągnąć do łóżka. Tak bardzo przywykłyśmy do tych bajek, że kiedy któryś z nich chce być  z nami szczery i nie snuje opowieści o wielkiej miłości, która rozjaśniła im życiową drogę, niczym księżyc w pełni oświetlający zagubionym drogę w ciemnym lesie codzienności 😛 to nie potrafimy się w tym odnaleźć.
Zadzwonił do mnie zza wielkiej wody Prawie Idealny. Babiarz okrutny. Mistrz w swoim fachu. Krążą legendy, że kiedyś była taka, która mu nie uległa.
Miała na imię Chomikowa 😀
Mimo wszystko UWIELBIAM GO. Uwielbiam słuchać jego opowieści o nowych podbojach miłosnych, bawią mnie jego zdjęcia, które mi wysyła z kolejną „tą jedyną” (co oni mają z tym wysyłaniem mi zdjęć z laskami???) i o nowych tekstach, którymi podrywa kolejne ofiary na jedną noc. Ale w tych wszystkich jego podrywach nigdy nie usłyszałam, żeby którejkolwiek powiedział, że ją kocha lub coś z tych rzeczy. I chyba żadna go do tej pory się go o to nie pytała, albo może nie była tak zdziwiona odpowiedzią. Aż do wczoraj….
-Chomik! No słuchaj! Leżę sobie wczoraj po całkiem niezłym seksie z jedną panną i ona raptem się mnie pyta, czy ja jestem w niej zakochany.
Wybucham śmiechem 😀 Matko, jakie to typowe 😀
-Baby to mają wyczucie chwili, prawda?- pytam, kiedy już mogę złapać oddech- A ty oczywiście wyjmujesz z majtek pierścionek zaręczynowy i opowiadasz o miłości aż po grób?- ironizuję.
-Taaa. Trochę mnie znasz- odpowiada bardzo ubawiony- ale ty, Chomikowa słuchaj, bo dalszy ciąg jest lepszy. Mówię, że oczywiście nie jestem zakochany a ta cała w szoku! Mówi, że to NIEMOŻLIWE, żebym jej nie kochał! Czujesz?!
-Uuu, kochany! To wyrwałeś chyba niezłą pannę, którą każdy adorował słowami „kocham cię”. Albo jest taka boska, że faktycznie się w niej zakochiwali.
-Chomikowa, czy ja kiedyś spotykałem się z jakąś panną wybrakowaną? Zresztą słuchaj dalej! Ona się mnie pyta, czy ja w ogóle kiedykolwiek kochałem jakąś kobietę. No to ja znów mówię, że „nieeeeee”. Przecież nie będę jej wciskał kitów. A ta ma oczy już szerokie jak nasze pięciozłotówki, po czym mi mówi, że ja w takim razie jestem gejem. GEJEM! CZUJESZ?! JA!!!
Ja się znów pokładam ze śmiechu. Jego życie towarzyskie nadaje się na książkę, o czym zresztą go poinformowałam 😀
-Chomikowa, to nie wszystko- kontynuuje wesoły Prawie Idealny- ona mi normalnie wmawiała, że ja MUSZĘ być gejem, skoro jej nie kocham, aż się zacząłem denerwować!
-Ty?! Przecież ty jesteś oazą spokoju!
-Właśnie! Ale jak się nie denerwować, kiedy ona tak się nakręciła, że to wszystko zaczęło się robić NIESMACZNE? Ja gejem!
-I co zrobiłeś?
-Kurde… opuściłem jej domostwo, bo kompletnie się zniesmaczyłem. Odechciało mi się kobiet na jakieś 2 tygodnie.
-Chłopaku, ty za długo w tych Stanach siedzisz. Kiedy lecisz dalej?
-Właśnie! To był gwóźdź do trumny. Decyzja podjęta. Za tydzień lecę albo do Meksyku, albo na Kubę. Będę pił, to co się pije i będę palił, to co się tam pali.
-I będziesz uprawiał seks z pięknymi kobietami.
-Będę!
-I będziesz mi wysyłał kolejne zdjęcia z twojego pięknego życia.
-Będę!
-Spadaj.

Tak sobie myślę o tych wszystkich biednych, wykorzystanych (na własne życzenie) dziewczynkach, które dziwią się i płaczą, kiedy okazuje się, że facet, z którymi spędziły jedną lub dwie noce jedyne plany jakie ma na przyszłość, to te jak „wyrwać” kolejną pannę. Czy one naprawdę nie potrafią wyczuć, że ten konkretny podryw jest podrywem tylko na raz…? Czy może są tak naiwne i liczą, że „akurat może mnie się uda”? Kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jednak nic z tego nie będzie, trzeba się upewnić pytaniem „czy mnie kochasz?” Najlepiej zaraz po seksie 😀

wesołe jest życie singielki

źródło: Twój Styl
źródło: Twój Styl

-Chomik! Ale ty masz dobrze! Ja ci naprawdę zazdroszczę! Podejmujesz decyzję i DZIAŁASZ! Nikt nie jest na tobie uwieszony, nic cię nie blokuje! TY,CHOMIK MOŻESZ WSZYSTKO!
-Nie, no pewnie, że mogę… jeśli tylko do „wszystkiego” mam warunki- odpowiedziałam znajomej, gdy ta wykrzyczała mi do słuchawki telefonu same zalety mojego stanu „cywilnego”.
Z tych zalet bycia singlem/singielką korzystałam przez pierwsze 2 miesiące od rozstania prawie do utraty tchu: jedno wyjście z koleżankami; drugie wyjście z innymi koleżankami; zakupy sukienek, spódniczek, butów, torebek, toreb, apaszek, sweterków, bluzeczek, koszulek, pończoch, bielizny, kolczyków, bransoletek (i innych takich 😉 ) bez ciągłego, pełnego bólu, wyrzutu i jakże zbędnego „Znowu?” Mogłam flirtować z kim chciałam, uprawiać seks z kim chciałam i żyć jak chciałam. Ha!
Tylko, że dość szybko okazało się, że to „wszystko, co teraz mogę” wymaga
a) osoby towarzyszącej
b) dodatkowych kosztów
Nagle okazało się, że „sparowani” znajomi, z którymi przyjaźniłam się jeszcze za czasów bycia związku, dla mnie samotnej znajomymi nie chcą być. Już nie pasowałam do tego idealnego, parzystego obrazka.
Koleżanki, z którymi się przyjaźniłam a które miały jakiegoś partnera nie miały czasu, żeby poświęcić mi chwilę przynajmniej raz w tygodniu na normalne (ku tworzeniu więzi społecznych! ) spotkania. Musiałam się nauczyć chodzić sama na basen, siłownię, zakupy, spacery, nawet na kawę. Jeszcze tylko nie ogarnęłam samodzielnych wyjść do kina czy teatru. I chyba to już mnie przerasta.
Podróżowanie? Dobra-żeby zmniejszyć koszty transportu, jestem w stanie zostawić moje Pędzidło (choć z WIELKIM bólem serca) i podróżować autobusem, czy pociągiem, ale na co mi to, kiedy nocleg dla jednej osoby to cena taka sama, jak dla dwóch osób (albo tylko o jakieś 25% mniejsza). I naprawdę nie chcę słyszeć o możliwościach nocowania w hostelach z całkiem mi obcymi innymi ludźmi! Nie będę wieczorami świecić tyłkiem przed ludźmi, których imię poznałam kilka minut wcześniej a i tak już go nie pamiętam.
Ciągle słyszę o jakiś udogodnieniach i obniżkach cen dla: rodzin, matek z dziećmi, młodych małżeństw. A czemu do cholery nie ma obniżek dla singli? Czemu przed wejściem do restauracji nie ma informacji „single mile widziani”? Jak to się stało, że stoliki w knajpach, czy restauracjach dla jednej osoby to rzadkość? Dlaczego nigdy nie widziałam kredytów z „promocją specjalnie dla singli”? Czemu w transporcie publicznym są tańsze bilety grupowe lub rodzinne a nigdy nie ma tańszych biletów dla osób podróżujących samotnie? No CZEMU DO CHOLERY?
Świat nie jest stworzony dla wyrzutków społeczeństwa, jakimi są osoby samotne. Udajemy, że ich nie ma.
Tak samo, jak z chorobą weneryczną.

rola kobiety a sposób na podryw

źródło:pixabay.com
źródło:pixabay.com

Rodzicielka zaczyna się coraz bardziej niepokoić. Jak jeszcze 2 lata temu słyszałam, że mam duuużo czasu na to, żeby się kimś związać, i żebym się takimi bzdurami nie zamartwiała , „bo na pewno ktoś się nawinie” i w ogóle „jest masa ważniejszych spraw w życiu”, tak od kilku miesięcy dostrzegam w oku matki własnej obawę.
Nie lubię, kiedy Rodzicielka ma obawy, bo granica między obawą a zatruciem mi życia jest ledwo dostrzegalna. Będzie mnie zamęczać, dawać złote rady, póki nie zmięknie mi serce i nie ulegnę…
Od ostatniego pojękiwania, że mogłabym sobie kogoś znaleźć, czekałam tylko na jakiś mały wybuszek niezadowolenia, że NIC z tym NIE ROBIĘ. No i się doczekałam. Kilka dni temu ni stąd ni zowąd pada długo wykluwająca się myśl:
-Dziecko! A ty nie możesz iść gdzieś do jakiejś galerii i rzucić pod nogi jakiegoś faceta książki?- Że niby tak przypadkiem i coś?
Wolę jednak nie reagować. Udam, że nie słyszałam, bo zaraz będę musiała jej tłumaczyć, że życie to NIE KOMEDIA ROMANTYCZNA, a nie mam na to ani siły, ani ochoty.
-Nie udawaj, że mnie nie słyszysz! Matka do ciebie mówi! Idź gdzieś i rzuć jakieś książki pod nogi jakiegoś faceta! Tak się robi!
-Ciebie już kompletnie pogięło?! KTO tak robi? Chyba te siksy, co zrobieniem loda chcą zarobić na nową sukienkę! OGARNIJ SIĘ.
-O, widzisz! Taką ładną sukienkę ostatnio widziałam dla ciebie… – nie daję matce swojej własnej dokończyć zdania, które bezmyślnie zaraz wypłynie z jej ust i paraliżuję ją wzrokiem.- No dobra, wcale nie była taka ładna… Ale co ci szkodzi spróbować? A może kogoś poznasz?
-MATKA! Jak ty to sobie wyobrażasz, że tak niby przechodzę i rzucam niby przypadkiem mu jakieś gazety pod nogi?
-Nie gazety, tylko KSIĄŻKI! Żeby wiedział, żeś OCZYTANA i chodzisz do księgarni!
-Kiedy ja ostatnio już NIE CHODZĘ, bo mnie dołują ceny książek i się tylko tam wkurzam.
-Dziecko, nie wymyślaj.
-Nie, ciebie już kompletnie pogięło- odpowiadam tonem kompletnie załamanym i zrezygnowanym.- Nie uważasz, że to troszkę trąca DESPERACJĄ?!
-Może troszkę, ale nie jesteś zdesperowana?
-Wiesz co? SPADAJ.
Zamykam dyskusję, trzaskam tyłkiem i udaję się do siebie.
Dni mijały a my do tematu na szczęście nie wracałyśmy. Wczoraj wybrałam się na basen. Zrelaksowana, zadowolona z życia i z faktu, że kilkanaście kalorii z mojego tyłka poszło precz, płacąc w recepcji za parking tak mi się poplątały paluszki, że portfel wypadł mi z rąk a z niego wszystkie monety…
W recepcji stało 3 panów. Jak myślicie? Ktokolwiek pomógł mi te pieniądze zbierać?
Dobra odpowiedź.
O sytuacji oczywiście z niesamowitą satysfakcją opowiadam Rodzicielce. Z posępną miną wysłuchała opowieści, na co do kuchni wbiegł Przyszywany Ojciec, który z radością małego dzieciaka podsumował podsłuchaną rozmowę:
-Pewnie, że nikt nie pomógł! Ty, Chomik głupia jesteś! To baby są od sprzątania a nie chłopy!
Dobrze mieć pod jednym dachem chociaż jednego chłopa. Poszerza perspektywę 😛

kobieta trudna do kochania

http://www.reactiongifs.com/wp-content/uploads/2012/10/snow-white-do-not-want.gif
źródło: reactiongifs.com

Związek Wiecznie Niezadowolonej i jej faceta dostarcza mi całą masę emocji. Jeszcze nie znałam osobiście faceta a już znałam całą burzliwą historię ich związku, ich wspólne fantazje seksualne oraz poznałam imiona większości facetów, z którymi ów ukochany został zdradzony…
Nadszedł długo wyczekiwany dzień, kiedy w końcu poznałam Rogacza. Okazał się miłym, uśmiechniętym i utalentowanym artystycznie człowiekiem. Szczerze go polubiłam. Co więcej! Nawet trochę współczułam, bo jeśli facet pozwala sobie na to, żeby dziewczyna systematycznie go zdradzała a wcale sobie z tym nie radzi (środki nasenne w szufladzie), zasługuje już tylko na współczucie…
Z biegiem czasu Wiecznie Niezadowolona informowała mnie o swoich związkowych kłopotach. A to o tym, jak przeczytał jej wiadomości na fb, w których znajoma umawia się na spotkanie z dawno niewidzianym kolegą; a to o próbach rozstania, które doprowadzało chłopaka do rozpaczy; a to o decyzji Wiecznie Niezadowolonej wyjazdu do UK w celach zarobkowych, która skutkowała cichymi dniami i rozpaczą Rogacza. Chłopak po tych wszystkich opowieściach jawił się jako naprawdę sympatyczny i miły, ale niestety z zaburzonym poczuciem własnej wartości lub innym emocjonalnym problemem…
Ostatnio dostałam wiadomość od Wiecznie Niezadowolonej.
-Chomik, ja mam kur*** mać dość tego wszystkiego. Czuję, że mam depresję.
Znajoma ma skłonności do przesady jeszcze większe, niż ja tutaj, więc tę jej depresję dzielę przez 10 😛 Ona po prostu szuka zrozumienia…
-No co się znowu dzieje? Rogacz znów ma jazdy?
-Ej, no Chomik! On musi zrozumieć, że ja normalnej pracy w tej mojej dziurze nie znajdę a jak mam być kelnerką, to wolę być kelnerką w UK. Posiedzę tam pół roku i wrócę. Niech nie sieje paniki i nie rozpacza.
-Ale wiesz, czemu on rozpacza- bo sobie tam znów kogoś znajdziesz.
-O matko! Sam dzisiaj poszedł na spotkanie z jakąś tam koleżanką. Niech idzie!
-O! Czyli mówisz, że jest szansa, że będziesz mogła wylecieć bez żadnego bagażu?- troszkę żartuję, żeby rozładować chorą atmosferę, która już nie po raz pierwszy mnie męczy.
-Właśnie! Ja już mam dość tego uwiązania! Ja ci, Chomik cholera jasna zazdroszczę! Robisz, co chcesz i na nikogo nie musisz się oglądać.
-Jakieś plusy może i są… Ale to ty mi powiedz po jaką cholerę ty z nim jesteś?
-Mówiłam ci, że facet dobrze zarabia. Z głodu nigdy razem nie umrzemy. No i po miesiącu rozstania ja zaczynam za nim tęsknić. Już to przerabialiśmy nie jeden raz,
No masz ci.
-Dobra, Chomik. Czas się zwijać z domu. Idę na basen. Nie chcę go dzisiaj widzieć po tym jego spotkaniu z tą lafiryndą.
Nie chce mi się dziewczynie znów tłumaczyć, że ich związek jest toksyczny a sama ma do niego pretensję o coś, co mu funduje od lat. To jest CHORE, ale ja nie jestem od tego, żeby jej to wszystko znów naświetlać.

Mijały godziny. Przed północą dostaję wiadomość:
-CHOMIK! Cholera jasna! Error! Error! Error! Rogacz przeczytał naszą ostatnią wiadomość na fb! ERROR do kur*** nędzy! Wybiegł z flaszką z domu! On się teraz powiesi. Na bank.
Zbladłam. Na nic mój makijaż i pięknie podkreślone oko. W ciągu minuty wyglądałam jak WIDMO. Mimo świadomości, że dziewczyna kocha przesadzać, ja pamiętałam, że chłopak ma skłonności do depresji i rozpaczy, a ten zestaw w obecnej sytuacji nie wróży NIC dobrego. W panice wybieram numer Wiecznie Niezadowolonej.

Co ty opowiadasz?! Jak to przeczytał naszą wiadomość?!
-No normalnie przeczytał. Jak zwykle- oznajmia najzwyczajniej w świecie, tak jak o przygotowaniu herbaty do śniadania…
-To ty jesteś z tym gościem 10 lat, wiesz, że ci grzebie w fb i NIE KASUJESZ wiadomości?!- krzyczę zrozpaczona- I co teraz? Myślisz, że ja będę teraz miała faceta na sumieniu?!
-Wybacz, Chomik… zapomniałam tym razem skasować.
-ZAPOMNIAŁAŚ?! Dziewczyno! Ty kiedyś zginiesz! I co ty robisz w domu?! Idź go szukać!
-Nigdzie nie idę. Jak jest głupi, niech się wiesza- oznajmia ze stoickim spokojem.
-Nie rób sobie jaj! Ja mam do was prawie 300km! Z moim Pędzidłem będę u was najwcześniej za 3h! Musisz iść go szukać! I ja mam dość waszego związku! Wykończycie mnie!
-Spoko, Chomik. W końcu przyjdzie. On nawet nie ma gdzie iść.
-Ale może się zapić i zasnąć gdzieś nad jeziorem! Zima jest i zamarznie! Ty myślisz, że co? – Że pierwsze wiadomości, które jutro przeczytam na Onecie będą dotyczyć zwłok twojego faceta?! Idź go szukać!
-Nigdzie nie idę.
Jestem załamana…
-Będziemy go mieć na sumieniu! I dlaczego ty z nim jesteś do cholery?! Ja bym nie wytrzymała z kimś, kto mi ciągle grzebie na fb!
Powiedziała 30-letnia singielka! 😛
-Ja też nie wytrzymuję. Dlatego pieprzę to, czy się powiesi, czy nie.
-Matko kochana… Ale to chociaż daj mi znać, jak wróci do domu, dobrze? Nie chcę mieć nikogo na sumieniu…
-Eee, na sumieniu… Ale mogę ci zagwarantować, że jedną z jego ulubionych koleżanek na pewno już nie jesteś, cieszysz się?-pyta się z charakterystyczną ironią- Oczywiście, jak tylko się pojawi, to ci napiszę co i jak.

Wrócił w nocy. Kompletnie nietrzeźwy. Coś podobno mamrał, że nienawidzi kobiet.
Trudno. Widocznie nie jesteśmy stworzone do kochania 😛 Ja już się z tym pogodziłam 😛

w gości, to ja się nie nadaję…

12698773_1092643100781011_1202741473_oKiedy byłam dzieckiem, czy nastolatką, nienawidziłam sprzątać. Łóżko wyglądające, jakby szalało po nim stado dzikich zwierząt, czy szafa, z której w kształcie wodospadu wylewają się ubrania, były w moim pokoju krajobrazem dość powszechnym 😛
To były koszmarne lata dla mojej Rodzicielki, która jeśli chodzi o porządki jest niestety koszmarną pedantką.  Prosiła, groziła, błagała, ciuchy na podłogę wyrzucała… Żadne argumenty mniej lub bardziej przyzwoite do mnie nie przemawiały. Po najdalej 4 dniach od generalnych porządków, po moim pokoju wesoło hasał świeżuteńki burdel.
Chomikowa dorastała, poglądy się w niej ugruntowały a i podejście do porządku i ładu zaczęło przybierać nowy, lepszy wymiar. Porządkowanie życia osobistego szło w parze z porządkiem we własnym mieszkaniu. Im bardziej byłam wściekła na któregoś z moich facetów, im bardziej zdołowana ich infantylnym zachowaniem, tym częściej sięgałam po odkurzacz, mop i spray przeciwko kurzowi. Nic tak mnie nie relaksowało, jak sprzątanie. A że rozstań było u mnie sporo, złamań serca również, porządek w mieszkaniu  utrzymywał się na poziomie stałym, aż pielęgnowanie czystości weszło mi w krew.
Rodzicielka jednak miała ciągle spore wątpliwości…
Za każdym razem, kiedy kobieta wchodziła na moje ukochane pięterko, zawsze znajdowała coś, co da się doczyścić, uprzątnąć, dopolerować, zamieść, dopieścić.
Rzucić granat.
Dobra, pedantką nie jestem. Nie musi wszystko się świecić jak tyłek pawiana. Nic się nie lepi, nic nie przywiera do podłoża, nic nie śmierdzi, więc Rodzicielki nie rozumiem. Kobieta doprowadziła już do tego, że jak tylko jestem zaproszona do czyjegoś domu, to od razu robię test białej rękawiczki 😛 W żadnym domu nie jest tak sterylnie, jakby tego oczekiwała moja Rodzicielka. Zawsze w łazience znajdzie się kamień, na półkach będzie mniej lub więcej kurzu a w kuchni będą czekać naczynia do zmywania. Kiedy byłam w Budapeszcie, pierwsze na co zwróciłam uwagę po wejściu do łazienki, to kurz na półkach i kamień w brodziku prysznicowym. Cholera jasna!- ocknęłam się. To CHORE! Nie można szukać u ludzi brudu! Nie można skupiać się na tak trywialnych sprawach! Zamiast się cieszyć, że mam dach nad głową, żarcie podstawione pod nos, to ja szukam BRUDU.
Dziękuję, mamusiu za to skrzywienie na psychice 😛
Kilka dni temu, Rodzicielka wczołgała się do mnie na piętro. Ja już zesztywniałam. Wiedziałam, że zaraz znajdzie jakąś pajęczynę czy kłębek kurzu i nasłucham się jaki mam nieporządek.
-Chomiczku, pozwól do mnie na chwilę! Tylko się nie denerwuj!-woła Rodzicielka. A ja już jestem nabuzowana.
Idę i patrzę a moja własna, rodzona Rodzicielka stoi w mojej łazience. Przyszła znaleźć kurz. To jest jak narkotyk. Bez tego nie da się żyć.
-A ty co robisz w mojej łazience? Twoja jest większa, więc sobie tam idź a nie mi tu wynajdujesz brud-atakuję, bo już widzę, że będzie reprymenda.
-Chomiczku, no zobacz… wszędzie tak czysto a tu w kąciku pod kaloryferem tyle kurzu.
Gorąco mi się robi.
-Czy ja naprawdę nie mam czysto?! Czy ja gdzieś mam bałagan?! NIGDZIE nie mają tak czysto, jak JA! A ty przychodzisz i się czepiasz! Gdzie ty masz kurz? No gdzie?!- schylam się i szukam tego cholernego kurzu. NIE WIDZĘ.
-Ale co ty się tak od razu denerwujesz? Nie krzycz na matkę. Tak czyściutko masz po tym remoncie w łazience, to aż wstyd, żeby pod kaloryferem był kurz.
Kładę się na podłodze, bo inaczej tej cholernej WARSTWY kurzu NIE ZOBACZĘ. No jest. Zaraz przy ścianie. Taka ilość, że widać ją tylko na leżąco. Jak ona to zobaczyła ze swojej pozycji??? Może też się specjalnie położyła na kafelkach? NIE SPRZĄTNĘ TEGO. JEST BUNT.
Idź mi stąd! Jak masz do mnie przychodzić tylko po to, żeby szukać brudu, to w ogóle nie przychodź.
-Nie krzycz na matkę!
-Ja już jestem przez ciebie spaczona! Chodzę po domach i szukam brudu! To nie jest normalne! Ty nie jesteś normalna! To się LECZY!
-Jak ja bym miała chodzić ze wszystkim do lekarza, to…
-Tak, to by cię zamknęli w psychiatryku.
Ciekawe, czy tam mają czysto. Jakbym poszła do niej w odwiedziny, to na bank bym to obczaiła 😛

niebezpieczny seks

źródło: Internet
źródło: Internet

Co wam przychodzi na myśl jak słyszycie słowo „seks”? No zboczuchy kochane, CO? 🙂 Kto jest tutaj anonimowo, niech mi się od razu przyzna a kto nie jest i ma odwagę, niech się również przyzna 😉 Może ktoś tutaj nawet okaże się ekspertem i uświadomi PRUDERYJNĄ Chomikową o co w tym wszystkim chodzi…
Byłam ostatnio troszkę można rzec zmuszona przyjrzeć się z bliska transakcjom kupna-sprzedaży produktów erotycznych. Nie pytajcie po co i na co, bo i tak nie uwierzycie. Jeśli bardzo chcecie, to możecie przyjąć, że chciałam sobie zrobić mega zapas tychże produktów dla użytku własnego 😛
Otworzyłam pierwszą lepszą stronę internetową z gadżetami erotycznymi i… oczy otwierały mi się z każdą minutą coraz szerzej. Dobra, jak jeszcze pompki powiększające penisa, silikonowe pierścienie na penisa, różnego rodzaju wibratory i koronkowe lub lateksowe wdzianka nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia, tak zatrzymałam się na dłużej przy korku analnym (MEGA KOREK ANALNY! krzyczała reklama) uwaga… z lisim ogonem od strony uchwytu. Patrzyłam na to podejrzliwie i z lekkim powątpiewaniem. Bo że JAK? Że KOREK? Korki to ja znam od zlewu, ale to chyba nie o to chodzi… no i ten LISI OGON. Zahaczamy o zoofilię? Naprawdę kogoś może to kręcić? Myślałam, że takie rzeczy tylko w tych krajach Bliskiego Wschodu, ale jak widać MYLIŁAM SIĘ.
Płynnym ruchem myszki (KOMPUTEROWEJ! 😉 ) przeszłam do kulek gejszy. Spoko. „4 kulki o różnych gramaturach, które podczas ruchu wywołują intensywne łatwo wyczuwalne drgania. Produkt jest bardzo cichy, dzięki czemu możesz używać go kiedy zechcesz”. Jak to kiedy zechcę? I wibrują? Normalnie idę do sklepu  a one WIBRUJĄ? Przecież ja bym kroku z tym zrobić nie mogła. Nogi bym połamała podczas wchodzenia po schodach. I jak to tak ciągle „bzzzz… bzzzzz… bzzzz”. Oszaleć by można było 😉

Najlepsze „zabawki” były jednak dopiero przede mną. Pompka do sutków to tylko jedna z nich (SERIO????), pompka do pochwy również. Zaniemówiłam na… zestawach do lewatywy. To rozumiem, że jako gra wstępna…?
-Kochanie, czy mógłbyś mi tu włożyć. Odpowiednio ci się wypnę a ty potem puścisz wodę.
-Mrau… kochanie (tutaj namiętny klaps w pośladek) ależ oczywiście… a potem razem wszystko posprzątamy.

Źle to sobie wyobrażam???????

Perełka na sam koniec- to chyba tylko dla KONESERÓW. Wziernik ginekologiczny. Automatycznie założyłam nogę na nogę a nieustający szok otworzył mi usta tak szeroko, że ocknęłam się dopiero wtedy, kiedy zaschło mi gardle 😛 Trzeba było mnie zobaczyć przed tym monitorem.
To ja w gabinecie ginekologicznym aż się kurczę sama w sobie, kiedy widzę wziernik, a on służy jako zabawka erotyczna??? Przecież tym można krzywdę zrobić! Błagam, powiedzcie mi, że to jest jednak sprzęt dla studentów medycyny!
Nie…? SIET.

Naprawdę to wszystko ludziom sprawia przyjemność? To ja się do seksu nie nadaję. Moim „byli” się mylili 😛
Nawet czuję, jak rymuję 😀

bo baby są głupie…

bored emma stone whatever easy a crickets
źródło: giphy.com

Kilka ładnych lat temu poznałam kobitkę. Już nie ma znaczenie gdzie. Znaczenie ma to, że kobitka jest energiczna, miła i naprawdę ładna. Tylko inteligencją nie grzeszy, ale o tym za chwilę.
Odkąd tylko pamiętam, w rozmowach wspominała o swoim narzeczonym. Jak to on ją BARDZO mocno kocha, jak świata poza nią nie widzi i jak bardzo chce dla niej wszystkiego co najpiękniejsze, najlepsze i najdroższe. Poza tym narzeczony przychodzi do niej na kolację, narzeczony idzie do lekarza, narzeczony zmienia pracę, narzeczony potrzebuje pomocy, pogłaskania, posprzątania, poklepania po plecykach i innych rzeczy na „po”. Podpalenia w szczególności.
Słuchałam cierpliwie. Ba! Nawet wykazywałam zainteresowanie. Jednak spokoju nie dawał mi fakt, że jeszcze nie słyszałam, żeby wspólnie spędzili urlop, o weekendzie nie wspominając. No i czemu do cholery ta kobitka wynajmuje ciągle mieszkania, skoro facet jest właścicielem kilku nieruchomości, które oczywiście wynajmuje????? A że bywam osobą bezpośrednią i czasem może zbyt ciekawską 😉 zaczęłam temat drążyć i drążyć. Na początku odpowiedzi były wymijające, ale po jakimś roku, znajomej się chyba ulało i ze łzami w oczach wypaliła:
-Chomikowa, tyle poświęciłam temu Grześkowi* a on wciąż nie może się zdecydować.
ZDECYDOWAĆ????
-Ej, ej! O czym ty tu mówisz? O jakich decyzjach, hm?- pytam spokojnym tonem, żeby jej nie wystraszyć, bo zapłakana kobieta to płochliwe stworzenie.
-No pomiędzy mną a tamtą.
Rozkosznie.
Jak się okazało, ukochany Grześ jest w związku z jakąś tam kobietą. Są razem od…. Uuuu… Przynajmniej 10 lat a moja znajoma… cóż… od jakiś 5 lat wstecz stała się jego kochanką.
Popatrzyłam na tę kupę nieszczęścia, które siedziało skulone na krześle i wierzyć mi się nie chciało, że tyle lat można czekać na coś, co za cholerę NIE NADEJDZIE.
-5 lat? Naprawdę 5 lat? Ale on ci coś obiecywał, czy jak?- pytam zszokowana dokumentnie i próbuję znaleźć jakieś rozsądne wytłumaczenie tej głupoty.
-Tak, bardzo obiecywał na początku. I tak kochał i tak pięknie zapewniał o tej miłości, ale od jakiś 3 lat już mi nic nie obiecuje, tylko mówi, że kocha. I wiesz, ja go też tak mocno kocham. Bo to musi być miłość…. Wiesz?
Oczy otwieram już tak szeroko, że aż dostrzegam plamy na suficie. Matko kochana! To nie jest ta kobieta, którą znałam! Gdzie rozsądek?! Gdzie się podziała jej inteligencja?! PODMIENILI MI KOLEŻANKI!!!!
-Ale zaraz, zaraz! Jak mam już być tak z tobą szczera, to ja nie wiem czy ty masz w ogóle jakieś oparcie w tym człowieku! Dlaczego on ci nic nie pomagał w walce o mieszkanie? Skoro tak kocha, to mógłby chociaż pozwolić ci mieszkać w którymś z tych jego mieszkań! Czemu jak rok temu leżałaś w szpitalu, to on odwiedził cię tylko raz? Dziewczyno, czy to naprawdę jest MIŁOŚĆ?
-Chomikowa, a czy ty cokolwiek wiesz o miłości?!-pyta zdenerwowana. A ja się zamykam na amen. Może nie wiem jak wygląda prawdziwa miłość, ale na pewno wiem, że tak wyglądać nie powinna. W ciężkim szoku wychodzę z pokoju i próbuję ochłonąć.
Mijały lata. Do tematu już wolałam nie wracać, bo nie chciałam wywoływać u koleżanki agresji. Czasem tylko ręce mi opadały, kiedy słyszałam, że idzie do niego do domu, wypielić mu ogródek, albo kupiła mu nową kurtkę, samej sobie odejmując od ust któryś z kolei obiad. NUDA. Po prostu NUDA.
Jednak jakiś czas temu, szlag mnie trafił.
-Chomikowa, natychmiast potrzebuję podwózki do szpitala- dzwoni znajoma.
-Matko, co się dzieje? Pewnie, że jedziemy! Już do ciebie jadę!
-Nie mnie, tylko Grzesiowi. Od wczoraj ma jakieś duszności, więc poruszyłam wszystkie znajomości, żeby go dzisiaj w końcu przyjęli na oddział.
Wzdycham głęboko. Ciągle tylko wzdycham. Ja to muszę mieć świetnie dotleniony organizm 😛
  W sali szpitalnej dziewczyna lata naokoło faceta jak nieprzytomna. Ja się tylko zastanawiam, gdzie jest ukochana, z którą Grzesiu dzieli swoje życie od jakiś 15 lat. Jakbym przewidziała:
-Wiesz co? Możesz wyjść na chwilę? Muszę zadzwonić do (tu pada imię ów ukochanej)- mówi Grzesiu do nierozgarniętej znajomej. I co ona robi? Wychodzi z tego kącika, jak grzeczna uczennica. WYCHODZI z podkulonym ogonem!!!!
Dlaczego ja nie palę papierosów?! No DLACZEGO? To był świetny moment, żeby trzasnąć tyłkiem i wyjść zapalić papierosa albo całą paczkę od razu.
-Słuchaj…-zagajam w drodze ze szpitala- jestem pełna podziwu, wiesz? Ja bym nawet za największą miłością swojego życia nie czekała tych 10 lat, które ty czekasz.
-Co ty wiesz, Chomikowa. On mnie bardzo kocha.

Widzę właśnie.
I widzę, że głupota kobiet nie ma granic.
———————————–
*imię zmienione

jestem aparatką

Po latach namysłu, zbierania funduszy i walki samej ze sobą, w końcu podjęłam męską decyzję o założeniu stałego aparatu ortodontycznego. Czy były ku temu powody? Cóż… Tak jak górne zęby wyglądały całkiem nieźle  i „ratowały” mój uśmiech, tak dolne… niestety żyły swoim pijackim życiem 😛
Nie,nie zafundowałam sobie metalowego uśmiechu 😉 Wystarczająco dużo mam kompleksów, żeby jeszcze na to wszystko dołożyć sobie metalowy uśmiech.

źródło: Internet
źródło: Internet

Zdecydowałam się na estetyczny aparat samoligaturujący. Oczywiście, że jakoś tam jest widoczny, ale na pewno przy uśmiechu nie jest pierwszą rzeczą jaka się rzuca w oczy 😉 Leczenie podobno jest też krótsze, niż przy pozostałych stałych aparatach. No i niestety jest zdecydowanie droższe. 🙁
Podczas pierwszej wizyty pani ortodontka wzięła wyciski oraz poinformowała mnie bardzo optymistycznie, że leczenie w moim przypadku będzie trwało rok. Tere fere 😛 Jeszcze nie widziałam nikogo z krzywymi zębami i wadą zgryzu, który by nosił stały aparat mniej, niż 1,5 roku. Tym bardziej, że w umowie, którą podsunęła mi pani laborantka jest już napisane, że leczenie może trwać i do dwóch lat. Ech…
Przed założeniem aparatu mniej więcej wiedziałam jak będzie wyglądać moje życie w najbliższych miesiącach. Pożegnałam się z ukochanymi orzechami, jabłkami i surowymi marchewkami. Zakupiłam płyn do płukania jamy ustnej i na wszelki wypadek tabletki przeciwbólowe, bo wiem, że zdarza się, że przez pierwsze tygodnie noszenia aparatu, ból bywa nie do wytrzymania. Może to lekka przesada… Babą jestem dość twardą, więc jakieś tam rozciąganie w jamie ustnej przeżyję, ale tabletusie na wszelkie acuś jednak dobrze mieć 😛
W piątek po południu udałam się do ortodontki. Przed posadzeniem tyłka na fotel otrzymałam od pani laborantki sporo informacji jak postępować sama ze sobą w ciągu nadchodzących 3 dni, które będą najgorsze i jak dbać o higienę. Troszkę zaniepokoiła mnie informacją, że właśnie przez te pierwsze dni mogę być nieznośna dla otoczenia, ale po to są tabletki przeciwbólowe, żeby ich używać. Hmmm… na ciągnięcie tabletki przeciwbólowe? BEZ PRZESADY 😛 Radośnie pognałam na fotel dentystyczny i skupiłam się na myśli, że za 1,5 roku będę posiadaczką najpiękniejszych ząbków na świecie 🙂
Po 40 minutach było po wszystkim 🙂 Absolutnie spokojna podeszłam do lustra zawieszonego w gabinecie i moim oczom ukazała się… gorylica. Brakuje mi górnej wargi do całkowitego zakrycia otworu gębowego… Muszę ją „naciągnąć”, żeby górna warga stykała się z dolną. Bajka.
-Proszę pani, aparat super, prawie niewidoczny, ale generalnie… wyglądam chyba troszkę jak goryl z tymi wargami- niewiele myśląc informuję panią ortodontkę, próbując ręką naciągnąć górną wargę na dolną…
-Proszę pani, to normalne, że czuje się pani troszkę napuchnięta, bo no jednak coś w tej jamie ustnej pani ma. Za kilka tygodni wszystko zacznie przybierać prawidłowych kształtów. Już za 2 tygodnie będzie pani mogła zauważyć poprawę i w wyglądzie i w gryzieniu pokarmów. Kolejna wizyta za 2 miesiące.
No super… Skup się, Chomikowa na tym swoim pięknym uśmiechu, który będziesz miała za jakiś czas. Jak jeszcze do tego schudniesz ze 4 kilogramy, to będzie z ciebie LASKA. Przeżyj tylko nadchodzące 3 dni i będzie GIT. Pewnym krokiem pomaszerowałam do Pędzidła. Kierunek—> bezpieczny DOM.
-Choooooomik!- krzyczy uradowany Przyszywany Ojciec. No pokaż no się nam tutaj, pokaż- gada i macha rękami jak rozentuzjazmowany dzieciak, który tylko czeka, żeby się z kogoś ponabijać.- Chooomik! Ale numer! Ty już nie wyglądasz jak Chomik, ale jak szympans! Hahaha, ale NUMER!
Wzdycham głęboko. No wiedziałam, wiedziałam. Jestem żywym dowodem na to, że człowiek jest blisko spokrewniony z małpą. Czy to gorylem, czy szympansem, ale na pewno z małpą…
Wieczorem zaczynam odczuwać bardzo nieprzyjemne ciągnięcie. O nagryzieniu czegokolwiek nie ma mowy. Idę spać. Nie mogę się położyć na lewym boku, bo zaczynają mnie napierniczać oczy, na prawym też nie, bo łupie mnie w uchu. Mogę leżeć tylko na wznak. Jak w trumnie 😛 Jakimś cudem zasypiam o 3.30 i to tylko dlatego, bo decyduję się na tabletkę przeciwbólową.
Rano jestem nieprzyjemna, wszystko mnie drażni. Ta laborantka to jakaś wróżka, do cholery?! Śniadanie jem (nie jem, memlę jak mój nieżyjący już bezzębny dziadek)

śniadanie Babci Chomikowej :P
śniadanie Babci Chomikowej 😛

jakieś 30 minut. We łbie mi dudni i nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Czekam, aż zacznę słyszeć głosy i zamkną mnie w psychiatryku. Łykam kolejną tabletkę, co jest bardzo dobrą decyzją, bo chociaż w głowie mi spokojniej.
Wieczorem zauważam, że… ZACZYNAM SIĘ ŚLINIĆ. Normalnie nie panuję nad ślinotokiem. BOSKO. Wyglądam, jak małpa po elektrowstrząsach, z pianą na gębie. Przyszywany Ojciec tylko chodzi za mną i prosi, żebym na niego popatrzyła. Od razu mu się humor poprawia 😛 Poza tym po każdym posiłku (który jak nie jest zblendowany, to przeze mnie zmemłany) muszę lecieć myć zęby, bo WSZYSTKO, dosłownie WSZYSTKO zaczepia mi się o zamki w aparacie. Pasta do zębów i szczoteczka to mój nieodłączny atrybut.
Moje cholerne życie jest podporządkowane APARATOWI NA ZĘBY!
Spotykam się z Moją N.
-Chomiczku, nie wyglądasz źle! Aparatu prawie w ogóle nie widać a poza tym wiesz, jak się odmłodziłaś?
-????
-No bo kto sobie zakłady stałe aparaty? Głównie młode siksy 🙂

Jak sobie tylko pomyślę, że po włożeniu czegokolwiek do ust mam znów myć zęby, to odechciewa mi się iść do lodówki. Może schudnę. Na pewno schudnę.
Pięknie się, Chomikowa urządziłaś. I to za grube tysiące złotych….

wstyd i wyzwanie w Budapeszcie

12633110_1083813751663946_705033288_oWyjazd do Budapesztu nadszedł w doskonałym czasie. Podłamana wszelkimi ostatnimi wydarzeniami z radością spakowałam podręczny bagaż i pognałam Pędzidłem na lotnisko. Znacie moje podejście do latania i samolotów. Skoro mój mózg na lotnisku odmawia współpracy, wolę być tam odpowiednio wcześnie, aby ogarnąć siebie, bagaż i bilety. Siebie. Siebie PRZEDE WSZYSTKIM.
Wiecznie Niezadowolona z narzeczonym mówi, żebym w ogóle się nie martwiła o ich przyjazd, ponieważ oni mają prawie 300 km do lotniska, więc wyruszą odpowiednio wcześnie i na pewno będą wcześniej ode mnie. Oczywiście wyruszyli za późno.
Na lotnisku, jak grzeczna dziewczynka objęłam panowanie nad jedną z ławeczek i zajęłam się nerwowym OCZEKIWANIEM. Obok mnie rozpanoszyła się jakaś rodzina. Wyglądają na artystów. Artystów Arabów. Są dość głośni, ale mówią po polsku. Słyszę, że muszą iść kupić coś do picia. Idą wszyscy zostawiając swój CAŁY bagaż koło mnie. Bez paniki, Chomikowa. I tak jesteś spanikowana, więc po co ci jeszcze dodatkowy powód do stresu? Tym bardziej, że pieluch ze sobą nie nosisz.
Spokój. Spokój przede wszystkim.
Bagażami w ciągu 40 sekund zainteresowała się ochrona lotniska.
-Czy to pani bagaże?- pytają się oczywiście mnie.
-Bożesz, nie, nie moje. Tu była taka rodzina. Podobno poszli po wodę.
-Bagaże powinni wziąć ze sobą- odpowiada najspokojniej pod słońcem ochroniarz.
Ale ja spokojna nie jestem. Nie chcę przy tym być. Nie chcę tego widzieć. Chcę ŻYĆ. Obieram kierunek „toaleta”. To jest najbezpieczniejsze miejsce pod słońcem. Toaleta. Mogę udać, że poprawiam makijaż. Mogę udać, że szykuję się na wylot do najwspanialszego narzeczonego i muszę wyglądać BOSKO. W toalecie mogę WSZYSTKO.
Po 10 minutach decyduję się zbadać sytuację przy ławeczkach. Po bagażach i rodzinie ani śladu. I całe szczęście.
Wiecznie Niezadowolona z narzeczonym wbiegają na lotnisko 40 minut przed odlotem. Pierwszy raz lecę bez bagażu rejestrowanego, więc nie za bardzo wiem co i jak. Oni też nie. W pośpiechu i panice udaje nam się przejść przez kontrolę bagażu. Mamy 25 minut do odlotu. Chcę biec do bramek.
-A ty gdzie, Chomikowa?!- dopada do mnie Wiecznie Niezadowolona- Przecież musimy kupić flaszki na bezcłówce!
-Jakie flaszki?! Po co teraz???
-Dla Rozsądnego i jego rodziny! No i na drogę koniecznie!
-Naprawdę musimy TERAZ?! Kupimy w Budapeszcie!
-Nie. Idziemy teraz. Mamy jeszcze czas.
Z zapasem alkoholu chyba na cały miesiąc, biegniemy do bramki. Ja już mam dość. Nienawidzę samolotów. Nienawidzę latać. Nienawidzę biegać.
W ostatniej chwili dopadamy do bramki.
Pasażerów w samolocie błagam, aby zamienili się ze mną miejscami i pozwolili siedzieć przy przejściu a nie przy oknie. Moja panika sięga zenitu. Chce mi się po prostu płakać. Nie wyję i nie krzyczę tylko dlatego, bo boję się, że ktoś mnie sfilmuje i będę bohaterką na youtubie. Zatykam uszy, zaciskam oczy i przeżywam start.
-Kochani, to mój ostatni lot bez alkoholu- poważnie informuję znajomych w trakcie lotu.
Wiecznie Niezadowolona bierze sprawę w swoje ręce i znika w toalecie. Wraca po 5 minutach i daje mi butelkę Coca-Coli.
-Pij, Chomikowa. Tylko porządnie.
No chwała. Coca-Cola i wiśniówka. Ten zestaw pozwala mi przeżyć lądowanie.
Z lotniska odbiera nas Rozsądny i od razu zabiera na zwiedzanie. Wzgórze Gellerta. Wiecznie Niezadowolona z narzeczonym nie odejmuje butelki z alkoholem od ust. Ja się rozkoszuję widokami i faktem, że jestem daleko od wszystkich problemów. Kątem oka zauważam, że narzeczony Wiecznie Niezadowolonej lekko się chwieje. Nie mój facet, nie mój problem.
W drodze do domu Rozsądnego, moja urocza parka nie odmawia sobie alkoholu. Kiedy docieramy w końcu na miejsce, ukochany koleżanki nie wysiada z auta, tylko z niego wypada……..
Matko… jaki WSTYD. Jak teraz go przedstawić całej rodzinie? Co z nim zrobić? I jak on tego dokonał? Jeszcze 40 minut temu prowadziłam z nim dialog a teraz jest NIEPRZYTOMNY.
-Aaaaa jjjjjaaaaaa tu zostaję-oznajmia kompletnie nieprzytomny.
Jak dla mnie, to może i tu zamarznąć, tylko koszty przewozu zwłok do Polski mogą wszystkich przerosnąć. Wciągamy faceta do domu i rzucamy na pierwsze lepsze łóżko. Wiecznie Niezadowolona jest o dziwo bardzo spokojna. Razem wszystkich przepraszamy i uśmiechamy się najszerzej, jak to tylko możliwe.
Pięknie.
Po kolacji facet trochę przytomnieje i siada koło mnie na kanapie. Bardzo dokładnie mi się przygląda i podejmuje cholernie dla mnie niespodziewaną decyzję, że mnie pocałuje.
-Ej! Ej! EJ!!!!-krzyczę do gościa i w tej samej chwili nie wiadomo skąd doskakuje do nas niczym młoda łania Wiecznie Niezadowolona.
-Skarbie, kochanie. Popatrz na mnie-dziewczyna odciąga chłopa ode mnie i odwraca jego ledwo przytomną głowę w swoją stronę-Ja jestem tutaj. Tam jest nasz Chomiczek a ja tutaj. Mnie możesz całować, ale Chomiczka raczej niekoniecznie.
Zarąbiście.
Szukam ukrytej kamery.
-Rozsądny, mówiłeś, że masz winko, tak? Zmieniłam zdanie. CHCĘ winko.

Rano przychodzi do mnie Wiecznie Niezadowolona.
-Słuchaj,mam problem z moim facetem.
-To chyba nie tylko jeden… Co? Uznał, że spędzi weekend w waszym pokoju, bo troszkę mu WSTYD?
-Żebyś wiedziała…
-Może jak mu powiesz, że nie tylko jemu jest wstyd za to, co wczoraj wyprawiał, to będzie mu lepiej…?- pytam ironicznie.
-Ej! To jest MYŚL!- odpowiada pełna radości i biegnie do pokoju.
Po 5 minutach na śniadaniu pojawił się cały komplet polskich turystów 😛 Przy stole planujemy cały dzień. Najpierw Parlament, Plac Bohaterów a na koniec termy 🙂
W drodze do Parlamentu Wiecznie Niezadowolona zmieniła zdanie.
-Nie, to bez sensu. My nie chcemy oglądać Parlamentu. Najpierw pojedźmy na zamek.
Jedziemy.
Zamek Królewski nie zrobił na mnie oszałamiającego wrażenia. Może dlatego, że było mi zimno i padał śnieg z deszczem 😛 Ale nie tylko ja mam takie zdanie. Decydujemy się zostawić Parlament na dzień następny i od razu udać się do term. Węgry słyną z wielu źródeł termalnych. Uwierzcie mi- to doskonałe miejsce na relaks 🙂 Kąpiel w zewnętrznym basenie ukoi nerwy po odstaniu 55 minut w kolejce po bilety 😛
Kolejnego poranka budzę się podekscytowana możliwością zwiedzenia Parlamentu.
-Wiecie co?- zagaduje narzeczony Wiecznie Niezadowolonej- my wolimy iść na termy, niż zwiedzać. Później możemy jechać do Wyszehradu i na sanki.
Szlag mnie trafi.
Rozsądny jako główny przewodnik dwoi się i troi jak to wszystko pogodzić. Zakochanych podwozimy do term a ja z Rozsądnym wpadamy do metra, żeby jak najszybciej zobaczyć Parlament i Bazylikę Św. Stefana.
Jestem ZAUROCZONA. Po placu przed Parlamentem poruszam się jak nieprzytomnie zakochana turystka. Jest naprawdę cudowny. Dokładnie taki, jak go przedstawiają przewodniki.
W Wyszehradzie na sanki oczywiście nie poszliśmy… Rozsądnego podziwiałam za spokój i opanowanie. Jak ja bym tak zmieniała co chwilę zdanie, to Rodzicielka na bank zaprowadziłaby mnie na tory kolejowe i przywiązała do szyn.
Reszta pobytu przebiegła bez żadnych problemów. To, że moja cudowna parka zmienia co 2 godziny zdanie, potraktowałam jako wyzwanie. Nie chciałam się denerwować. Po co? Przecież muszę wrócić samolotem do Polski… Tam stracę wszystkie nerwy.
Jak myślicie? Kiedy dostaliśmy się na pokład samolotu? Oczywiście, że znów ostatni. Przecież moja ukochana parka gołąbków przed wylotem musiała zjeść posiłek. CIEPŁY POSIŁEK, żaden inny. Zdania nie chcieli zmienić 😛