„zapraszam do siebie na kawę”

kawa czyNasza polska gościnność ma to do siebie, że często zapraszamy kogoś bardziej lub mniej znajomego do siebie w swoje własne wychuchane cztery kąty. Szykujemy herbatę, kawę, ciasta, ciasteczka, drinki, drineczki tylko po to, aby nasz gość czuł się u nas w domu jak u siebie. I żeby oczywiście wizytę wspominał długo. A najlepiej żeby czuł jeszcze odrobinę zazdrości odnośnie lepszego jedzenia, lepszej jakości drinków czy w ogóle lepszego wszystkiego, bo leży to w naturze Polaka, że chce mieć lepiej, niż inny 😉
Sprawa ma się zupełnie inaczej, kiedy zaproszenie do mieszkania na przysłowiową kawę lub herbatę może być odebrane dwuznacznie…

W ciągu ostatnich dni z kolegą z innego działu zostałam oddelegowana do pracy w innym oddziale naszego zakładu. Wiąże się to ze służbowymi wyjazdami poza miasto. Umówiliśmy się, że startować będziemy spod mojego domu i dojeżdżać będziemy jednym samochodem. Osobą jestem towarzyską, kolegę lubię, więc wypadałoby chłopaka po skończonej całodniowej robocie zaprosić choćby na chwilę do siebie na kawę czy tam herbatę. WYPADAŁOBY, ale… Ale doświadczenie mi zaraz pozapalało wszystkie awaryjne lampki, przypominając że tego typu zaproszenia różnie się kończą…
Jeszcze jako niezbyt zorientowane w życiu dziewczę spotykałam się dość niezobowiązująco z pewnym panem. Zaproszenie na herbatę do mieszkania odebrałam dość swobodnie…
Oj, jak ja się nagimnastykowałam! „Ale że miała być herbata”, „Ale ja alkohol bardzo dziękuję, chcesz mnie spić?”, „Sypialnia?! Ale mnie jest bardzo dobrze w salonie i nie, nie lubię na podłodze”, „Oczywiście, że się wymiguję i nie, nie ćwiczyłam akrobatyki, to moja niechęć do łóżka dzisiejszego wieczoru rozbudza we mnie umiejętność takiego wyginania się” 😛 Tak, było to bardzo męczące 😛
Od tego momentu, jeśli chodzi o zaproszenia na kawę, herbatę, czy jakiekolwiek inne ciasteczka, stałam się kobietą bardzo CZUJNĄ na polską gościnność. Ale jak pokazywały moje kolejne lata spotkań z mężczyznami, czujną niewystarczająco… Wspominałam już o znajomym, którego zostawiłam w salonie na chwilę samego a po powrocie z kuchni zastałam gościa nagiego na moim łóżku. Taaa. „No, ale miała być herbata”, „Nie rób sobie jaj i się ubierz”, „Wbrew pozorom nie mam zamiaru iść dzisiaj z tobą do łóżka”, „Nie, wcale ze sobą nie walczę, ja w ogóle żyję w zgodzie ze sobą”, „Ubierz się do cholery!”
Ktoś wcale nieproszony też u mnie „gościł”. U Rodzicielki i Przyszywanego Ojca odbywał się grill z jakimiś dziwnymi znajomymi. W grillu oczywiście ja też uczestniczyłam (czego jak czego ale grilla sobie nie odmawiam 😉 ). Gośćmi była jedno młode małżeństwo. On zachowywał się bardzo podejrzanie, głośno, za bardzo zwracał na siebie uwagę, atakował mnie jakimiś aluzjami, za nic mając swoją młodą małżonkę obok. Uznałam, że cała impreza zrobiła się cholernie niesmaczna i udałam się na swoje pokoje szukając świętego spokoju. Po jakimś czasie usłyszałam kroki po schodach prowadzących na moje piętro. Robię się sztywna sama w sobie. „Z całym szacunkiem, ale ja ciebie tutaj nie zapraszałam”, „Ale ja cię proszę, nie próbuj mnie dotykać”, „Nie, nie zabawię się. Wyrosłam z zabawek 20 lat temu”, „Żona ciebie czeka na dole. Jak to nie czeka?! POJECHAŁA?!”, „Idź już i nie pij więcej”, „Masz natychmiast stąd wyjść! Nie chcę cię tu widzieć!”. Awantura. „Nie chcę tego faceta już NIGDY więcej pod moim dachem! Co jak co, ale to jest MÓJ DOM i nie życzę go sobie nigdy więcej pod moim dachem! Rozumiecie?! I nawet nie próbujcie mnie namawiać na jakiegokolwiek grilla, w którym on będzie uczestniczył!” „Nie, nic mi nie zrobił, ale dużo nie brakowało! Pod moim dachem!”.
Nigdy później go nie widziałam. Żona od niego odeszła. No chwała.
Po tych kilku przygodach moja czujność wzrosła do poziomu czujności młodej sarny biegającej rano po leśnej łące. Nic więc dziwnego, że kilka lat później, kiedy umówiłam się na wycieczkę za miasto z pewnym człowiekiem (start wycieczki spod jego bloku), to przybyłam na spotkanie odrobinę po czasie, żeby mieć pewność, że będzie czekał na mnie już w samochodzie i na spokojnie ruszymy w drogę. Oczywiście, że spotkałam go siedzącego w samochodzie, ale z zakupami, które właśnie jeszcze musi zanieść do domu. Siet. „To ja poczekam na ciebie tutaj na dole”. „Nie, nie ma żadnego problemu”. „O matko jak ty wysoko mieszkasz…” Otwiera mi drzwi do mieszkania a ja jestem kompletnie spanikowana… Nie chcę tego wszystkiego psuć. To wszystko się kupy nie trzyma. Żeby się tylko chłopak nie rozsiadał… Stoję w przedpokoju i ani drgnę choćby centymetr dalej. Chcę wyjść i pojechać na tą cholerną wycieczkę. On się krząta po mieszkaniu.
-Zwariowałaś? Nie stój tak w przedpokoju, bo się czuję jak niegościnny Polak.
-Ależ mnie jest tu BARDZO DOBRZE, zresztą przecież wychodzimy już, prawda?
-A nie chciałabyś dobrej porannej kawy?
No kawy w przedpokoju jeszcze nie piłam… Zresztą to jest śliczny przedpokój. Jest mi tu rewelacyjnie. Macam drzwi za sobą. Są w dobrej odległości. Jak coś, to może uda mi się wybiec, ale na pewno poleję się tą gorącą kawą. Trudno, plamy z kawy schodzą lepiej, niż plamy z życiorysu. Kurczowo trzymam torebkę i nadal nie chcę wchodzić ani metr dalej. Rozglądam się w panice szukając tej cholernej sypialni. Jest dość daleko, więc ten przedpokój jest BARDZO bezpiecznym miejscem w tym mieszkaniu.
-Chodź, zobacz jakie mam płytki w kuchni. Bardzo jestem z nich dumny, bo cholernie długo ich szukałem. Zobacz czy ci się podobają.
Chce mnie złapać na płytki?! A co mnie płytki obchodzą? Matko kochana, jest tyle różnych rodzajów płytek do kuchni a on akurat teraz musiał sobie kupić i to NOWE? I muszę przejść koło SYPIALNI! No czemu, czemu? Kto wymyślił, żeby sypialnia była koło kuchni? Jak można spać koło zapachów kuchennych?! I drzwi wyjściowe są już tak daleko…
Płytki spoko. Już nawet nie pamiętam jakiego były koloru 😛
-Zrobię ci tą kawę, tak? Wypijemy i ruszamy, tak?
-Spoko, kawa i jedziemy. Jedziemy, bo późno już, ok?
I nawet mnie  nie dotknął! NIC! Co prawda to była chyba najszybsza kawa w moim życiu 😛 ale nawet nie próbował mnie dotknąć! Jaka ulga… Gdyby nie ta kawa, to może nawet i by mi ciśnienie troszkę spadło… 😉 Chłopak zdobył moje zaufanie 😉

Pytam się jak w takim razie zaproponować niezobowiązującą kawę koledze z pracy? Chyba jednak będę udawać niekulturalną i nie zaproszę go do siebie, nawet do przedpokoju 😉

Oczywiście sprawy mają się zupełnie inaczej, gdy na kawę czy herbatę bardzo chcę być zaproszona lub ja zapraszam. Czasem można być nawet tak bardzo spragnionym, że się nie dociera do kuchni 😉

82 odpowiedzi do “„zapraszam do siebie na kawę””

    1. Widzisz- lepiej, żeby nikt nie zapraszał, niż ktoś przy kim musisz się nagimnastykować 😉
      na pocieszenie Ci powiem, że ja od dłuższego czasu też już nie byłam kawę tudzież inny napój rozgrzewający zaproszona. Trudno. Sama sobie zrobię. Umiem! 🙂 Pyszną, ze spienionym mlekiem! i nawet sobie czekoladą posypię! 🙂

      1. To ja przez ciebie na tę kawusię z pianką i czekoladą mogłabym być zaproszona. I bym przyszła, a jakże – przyszłabym i nawet macanek bym się nie obawiała.. 🙂
        A tak na poważnie, dlaczego niektórym mężczyznom wydaje się, że są tacy seksowni, że my nie umiemy się im oprzeć i tylko myślimy o tym, jak by ich wykorzystać, a wspólna wypita kawa razu oznaczać musi wspólne „bara bara „? Co jest nie tak -w ich odbiorze rzeczywistości ?

        1. Im się nie wydaje. Po prostu próbują.
          Ryzyko porażki jest oczywiście wkalkulowane, ale widocznie co jakiś czas taka taktyka przynosi efekty.
          Zresztą – co byście sobie pomyślały o facecie, który w sytuacji mniej lub bardziej sprzyjającej by nie spróbował?
          1. Nieśmiała pierdoła
          2. Uważa, że jestem brzydka, nie podobam mu się
          3. Na pewno gej
          4. Albo impotent

          Same przyznacie, że my nie mamy wyboru – nie możemy nie spróbować :).
          Kwestia wyłącznie tego czy kawa/herbata jest dobrą okazją do próby i czy należy być aż tak napastliwym :).

          1. Osobiście wolę być nieśmiałą pierdołą, niż napalonym zboczeńcem – w tym drugim przypadku już o wiele trudniej na nawiązanie znajomości (no, chyba, że z policją i strażą więzienną).
            Poza tym:
            5. Masturbacja na razie mu wystarcza i woli zrezygnować z seksu, niż zepsuć znajomość
            6. Jest wierzącym katolikiem (seks dopiero po ślubie, a nie na pierwszym spotkaniu)

          2. Bez przesady. Kiedyś panna na pierwszej randce zaprosiła mnie do siebie do domu na kawę. Poszedłem, wypiłem kawę i pojechałem do domu ;). Co sobie pomyślała, miałem to kompletnie gdzieś. Co prawda na drugą randkę zaprosiła mnie od razu do siebie i już się nie opierałem.

            Miałem też randkę, gdzie na pierwszym spotkaniu było bardzo gorąco. Generalnie jakoś mi tak samo wychodzi, że najpóźniej na drugiej randce ląduję z niewiastą w wyrku. Szczerze mówiąc to nawet nie dążę do tego jakoś, ale samo to wychodzi i to niewiasty domagają się tego następnego kroku.

            Ale miałem też taką koleżankę, u której spałem wielokrotnie i nawet jej nie tknąłem. Raz nawet próbowała się przysadzać, ale ja łatwy nie jestem hehe.

            1. No i czym Ty sie chwalisz? Ze trafiasz na łatwe panny ktore sex traktuja jak sport? Nie ma sie czym chwalic to poprostu smutne… Zal mi Cie bo chodzenie z kims do lozka bez uczucia to zezwierzecenie.

              1. a tam zaraz łatwe panny…czemu jak kobieta która lubi seks od razu jest łatwa???dlaczego się pytam???jest takim samym człowiekiem jak mężczyzna i to nie raz z większymi potrzebami w tej kwestii…każdy robi to co lubi i iech tak zostanie 🙂

          3. Do tych wszystkich ksiezniczek ktore ten skarb miedzy nogami tak korczowo trzymaja: Trzymajcie tak dalej, niedlugo przyjdzie starosc i juz nie bedzie ma niego chetnych. A potem i tak robaki go zjedza. Tak ze pomyslcie sobie jeszcze raz, czy wasze zachowanie ma jakikolwiek sens?

        2. Alicjo, jeśli wcześniej by nie było mocnej chemii, to macanki na pewno nie musiałaby się obawiać 😉 Ja tam na początku zawsze jestem grzeczna 😉
          No i właśnie- SokoleOko- spróbować, to spróbować ale być nachalnym to już inna sprawa. Poza tym- kurczę- no kto na drugiej randce idzie do sypialni, no kto? To znaczy wiem kto, zdarza się ale ja na tam na drugiej randce wolałabym się raczej dowiedzieć czy na pewno nie ma żony, narzeczonej, gromadki dzieciaków lub nie jest z jakiejś mafii np. pruszkowskiej 😉 a nie od razy do sypialni.

          1. A jak facet już na pierwszej randce powie, że jest wolny i bez zobowiązań, a jedyna mafia z jaką ma styczność to ZUS i Urząd Skarbowy? 🙂
            Wtedy plan na drugą randkę legnie w gruzach… czymś to trzeba wypełnić :).

          2. ja tam nie wiem jak to jest…
            ale ty to młodziutka Chomiczku jesteś, więc randkowo możesz hasać do woli..
            ale podobno…w pewnym wieku… idzie się do sypialni już na drugiej randce, bo trzeciej może nie być, a kobieta to też człowiek i potrzeby ma, a czas goni … 😉

            1. 😀 😀 😀 Popłakałam się ze śmiechu 😀 i łzy prawie mi do grilla leciały 😀
              U mnie z randkami to kiepściuchno, bo każdy facet, którego próbuję zaczepić, to obrączkę ma na paluchu. Ale swoją drogą doświadczenie mi mówi, że dobrze że ta obrączkę w ogóle zakłada… Tak więc tu nawet nie dochodzi do pierwszej randki a co dopiero do drugiej czy trzeciej 😀

              1. szkoda tylko, że dla wielu dziewczyn to ten zaobrączkowany jest bardziej pociągający…

              2. A wiesz czemu? Tu się ujawnia babska zawiść. Tu chodzi o udowodnieniu sobie, że skoro ma żonę, a poszedł z nią, to ona niby lepsza od tej żony. To wszystko.

              3. To na pewno też,ale ja myślę, że facet żonaty to ten,który coś sobą prezentuje,jest w jakimś stopniu ciekawy,ma to czego kobieta potrzebuje i dlatego został usidlony juz przez jakąś babę. Samotni są często mniej ciekawi i dlatego też są samotni 😉 to się zdarza,ale podkreślam,że to nie jest reguła.

              4. Hmm… nie wiem czemu nie mogę skomentować Waszych komentarzy, więc piszę pod swoim… Owszem – mają w sobie to coś… Na przykład pociąg do różnych napojów… Albo do koleżanek z pracy… Ale facet, który nie pije, stara się pomagać dziewczynom i je szanuje – jest świetnym przyjacielem, ale nie nadaje się na nikogo więcej… Czemu tak mówię?? Nie raz i nie dwa rozmawiałem z koleżankami (wolnymi – ale w związkach) i cały czas to wyglądało tak samo – najpierw płacz, że on taki zły dla niej, potem podziękowania, że jestem jedynym, na którego mogą liczyć… A potem tekst, że ona go nie zostawi… a ja jestem dobrym przyjacielem, ale nie traktuje mnie jako osoby dobrej do założenia rodziny…

              5. Ja Cię doskonale rozumiem,ale też nie do końca jestem w stanie wytłumaczyć dlaczego tak jest… Podobno kobiety dlatego lubią taki typ Macho,bo biologicznie gwarantuje im to potomstwo i bezpieczeństwo fizyczne. Udowodniono nawet naukowo,że kobieta podczas owulacji szuka silnego partnera a później szuka kogoś spokojniejszego,kto zapewni jej psychiczne bezpieczeństwo… I coś w tym chyba jest. Osobiście jednak nie rozumiem kobiet,które są w zwiazku z człowiekiem,który na okrągło nimi kręci. Ja zawsze z takiego „związku” prędzej czy pózniej rezygnowałam.
                A Tobie rolę pocieszyciela raczej odradzam,bo póki kobieta sama nie dojdzie do tego,że związek jest pomyłką,to nikt jej nie przekona.
                Pozdrawiam i głowa do góry! 🙂

              6. Chcę, by czuły, że mają wybór… Ale one to wykorzystują przeciwko mnie… dlatego popełniają kolejne błędy, zmieniają faceta na innego… a w razie co to piszą do mnie, by się wyżalić, że znowu źle wybrały

              7. Popełniają błędy, ja to rozumiem, ale wierz mi, że gdybyś był bogatym Macho, to zapewne podczas ich wyboru padałoby na Ciebie. Ja też się często zastanawiam co faceci widzą w głupiutkich dziewczątkach,które tylko szczekają a nie zainteresują się kobietami mądrymi i eleganckimi…

              8. Interesowałem się również i takimi… Szkoda, że byłem dla nich niewidzialny… Dylemat – bogaty macho – a gdzie tu miejsce na charakter??

    2. Proste jak dwa razy dwa chcesz tylko zaprosić na kawę powiedz wprost ” kawa się należy i tylko kawa z uśmiechem ” to jest w Polakach własnie takie denerwujące , że nie powiedzą o co im chodzi chcą kawy i tylko kawy nie potrafią sobie poradzić. Chcą czegoś więcej nie potrafią powiedzieć właściwie nie tylko o kawę chodziło. Albo ta druga strona powie tak albo nie. Wciąż w Polsce są te utarte przekonania , że jeśli kobieta coś zaproponuje to wyjdzie na ………….. wypada tylko i wyłącznie mężczyźni coś zaproponować. No i tu kłóci się o czym mówimy ,że jesteśmy otwarci , nie jesteśmy!

  1. Chomikowa… znasz faceta?
    Próbuje Cię łapać za kolano w samochodzie, że niby przypadkiem? (Trącenia kolana przy zmianie biegu na 5./6. nie liczymy)
    Szuka okazji, żeby „niby przypadkiem” Cię dotknąć itp?
    Jeżeli tak – nie zapraszaj, chyba że nie chcesz dotrzeć do kuchni :).
    Jeżeli nie – śmiało zapraszaj. Gość wie, gdzie leży granica.
    Oczywiście pod warunkiem, że nie zrobisz mu herbaty z prądem…

    1. Kolega jest spoko- jest wyraźna granica, wszystko jest-łącznie z żoną i dzieckiem 😉 Jednak mam wrażenie, że tym razem moim zaproszenie ja kolegę spłoszę 😉

      1. Tak, będzie się gorączkowo zastanawiał „czy zdążę dobiec do drzwi?”
        „Dlaczego ta kuchnia jest obok sypialni?”
        „Czy da się wyskoczyć przez okno?”
        „A jak schowa klucz od domu w dekolcie?”
        „Albo nie w dekolcie…?” 😀

        1. Ojej, myślisz, że On może mieć podobne doświadczenia do moich??? 😛
          Może ja z Nim to omówię i wspólnie dojdziemy do jakiś konstruktywnych wniosków 😉

          1. Jak mu opiszesz sytuację, to na pewno bez większych obaw wstąpi na herbatę/kawę :).
            Myślę, że to dobry pomysł :).
            Choć jeżeli on ma podobne doświadczenia do Twoich, to raczej nie są to traumatyczne wspomnienia :).

  2. Po takich przygodach to Ci się nie dziwię, sama bym „kawy” unikała jak ognia. Fajnie, że teraz chociaż ten kolega nie zawiódł 😉

  3. Ja nie mogę! Dopiero teraz odkryłam, dlaczego na moje pytanie: „Kawa czy herbata?” Pan S. odpowiadał zawsze: „Wszystko jedno!”. A ja mu tyle karczemnych awantur o to zrobiłam. Że musi się zdecydować i takie tam… Ja głupek jestem, bo dla mnie zaproszenie na kawę to zaproszenie na kawę. Ale od dzisiaj koniec z tym! Dzięki!

      1. Pewnie tak, a ja myślałam, że się zdecydować nie potrafi. 😉 Za cholerę nie mogłam pojąć, jak komuś może być wszystko jedno, co pije. 🙂

  4. Hmmm… A ja jakaś taka niegościnna chyba jestem, ale faceci, których wpuszczałam do domu, to już zawsze byli moi partnerzy, innych nigdy w życiu, no nie licząc podstawówki, ale wtedy się tak szybko nie dojrzewało 😉 .

    1. Prawda…? Innych nigdy w życiu. Staram się tego trzymać, ale gorzej jak to mnie zapraszają… Zresztą nie aż tak zapraszają, kilka przypadków ot, co.

  5. Na kawę umawiaj się w kawiarni, na herbatę w herbaciarni – i kłopot z głowy. Żadnych kuchni, sypialni itp. :-P.

    1. Oczywiście, że staram się tego trzymać, ale są sytuacje, kiedy nie widzę drogi ewakuacyjnej i możliwości wybrnięcia z tego zaproszenia…

      1. Możesz powiedzieć, że właśnie Ci się przypomniało, że zostawiłaś włączone żelazko i musisz już iść :D.

        No chyba, że jest to taka pora dnia, w której prasowanie może się wydać co najmniej dziwne :P.

        1. 😀 Jest to myśl! Bo ja przecież UWIELBIAM prasować! Ja całe dnia prasuję, nic tylko latam żelazkiem po desce (to moje drugie hobby po koszeniu 😛 ) i PRASUJĘ 😀

          1. No i sama widzisz, jak proste może być wybrnięcie z problemu nie do końca chcianej kawy czy herbaty :-P.
            Jak już zastosujesz kiedyś ten pomysł, to daj znać, czy poskutkowało :-D.

  6. Ciekawe, przychodzisz za późno, facet czeka z zakupami, idziesz do niego na górę, w sumie, „bez powodu” 😉 I pijecie jeszcze kawę 😉
    Gdyby facet nie próbował, to byłby ciapa, gdy próbuje, to „nie umie trzymać rąk przy sobie”. Na tym polega ta gra płci 😉 Nawet u kaczek, czy innych łabędzi, jakiś czas trwa, zanim się okaże, że mają na coś więcej ochotę. Dlaczego ma być inaczej u ludzi, w naszej kulturze, pruderyjno-katolickiej 😉 ale bywa też inaczej, w niektórych kulturach, na przykład u Mousou, gdzie jak facet coś chce od kobiety, to jej coś zabiera, albo rzuca kamykami w dom, jak ona protestuje albo nie reaguje, to koniec, i tyle 😉 Poza tym:
    „Związek ten polega na tym, że zarówno mężczyzna, jak i kobieta na stałe mieszkają w swoich domach rodzinnych, a mężczyzna zaakceptowany przez kobietę odwiedza ją po kolacji i zostaje u niej na noc, po czym wraca do swojego domu rano. Dzieci powstałe z takiego związku są dziećmi kobiety i są wychowywane przez jej rodzinę, a więc przez jej siostry, braci i innych mieszkańców domu, rozstanie się kochanków nie ma więc wpływu na ich sytuację. Para nie jest złączona żadnymi więzami ekonomicznymi. „Chodzone małżeństwo” oparte jest wyłącznie na miłości i wzajemnej atrakcyjnośc”
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Mosuo
    Pozdrawiam 🙂
    P.S. muszę znaleźć mojego maila, tego do blogów 😉

    1. Aaa, czyli u Mosou facet wykona najprzyjemniejszą część roboty a potem ręce umywa? 😉 REWELACJA 😀
      Nie, no pewnie, że jakieś gierki zawsze wystąpią, zanim do tej sypialni tudzież innego pomieszczenia para się doczołga 😉 Ale tak mi się zdaje, że wcześniej musi się coś zadziać, żeby WSPÓLNIE dojść do tej kawy, herbaty czy innych specyfików kuchennych 😉

      1. że niby jak? Cała rodzina zajmuje się dzieckiem, to znaczy, rodzina ze strony matki.
        Tak, że facet może zajmować się dziećmi siostry, po prostu jest inaczej. Niezależnie od tego, że czasami taka para jest całe życie razem. Tyle, że może się nie wykańczają, i dziecka, codziennym gderaniem, że tracą przy kimś życie.
        Dzieci są tam wspólne, rodzinne 😉
        Oni dużo tańczą i śpiewają, więc okazji jest pewnie sporo, żeby zagadać, jak to we wioskach, a nie w bezosobowym wielkim mieście. Ale też im się zmienia, jak się do miasta przenoszą.

        1. Znam sporo takich polskich rodzin, tylko że w dużej mierze tatuś w ogóle się nie pojawia u swojej kobiety i potomka, tylko realnie pozostawia je wychowaniu matki i jej rodziny 😛
          A tak poważnie, to przecież jest to do zrealizowania. Zależy jak się ludzie dogadają między sobą.

          1. To że „tatuś się nie pojawia”, nie ma chyba wiele wspólnego z kulturą Mosuo 😉
            Ja bym nie porównywał zrobienia dzieciaka w krzakach, czy w toalecie dyskoteki, może jeszcze po pijaku z tym co się robi u Mosuo. Ale czasami najłatwiej i najgoręcej dyskutuje się bez znajomości faktów 😉

            1. Nie,no pewnie-ja tylko tak luźno sobie porównałam ku uciesze 😉 Ale generalnie wczytam się w ich kulturę,bo inne zachowania pewnych kultur są zawsze ciekawe 🙂

  7. to zapraszanie na kawę w kawiarni lub cukierni to zdecydowanie dobry pomysł…..nie dość, że nie ma ryzyka, że cię dopadnie, to nie musisz myć i sprzątać filiżanek lub kubków 🙂 swoją drogą musisz mieć jakiś kawowy magnesik w sobie, który tak ich wszystkich przyciąga do Ciebie 😀

    1. Myślę, że to zapraszanie do kawiarni będzie coraz bardziej popularne w Polsce, jak to jest „na zachodzie”, czy północy. Wtedy nie ma zobowiązań i nikt nikomu nie wchodzi z butami do mieszkania 😉 Poza tym, to można popatrzeć na ludzi, czy się szybko zmyć, jak coś się nie podoba, tym bardziej, gdy chodzi o randkę internetową 😉
      Myślę, że Autorka, to trochę cicha woda, kto wie, jakie tam silne prądy czychają, na tych niewinnych facetów 😉
      Pozdrawiam 🙂

    2. Nie aż tak przyciągam, kilka przypadków, policzalnych na palcach jednej ręki 😉 Ostatnio to już w ogóle nigdzie nie jestem zapraszana, nawet na loda (jakkolwiek to brzmi 😛 )

  8. Zgadzam się, że na kawę to do kawiarni, a na herbatę do herbaciarni, a na na randkę do domu jak za dawnych dobrych czasów, gdzie panowie musieli się trochę zabiegać o względy swojej wybranki. Pozdrawiam

  9. W tej piosence facet śpiewa „I am the American Dream” 😉 I chyba się parudziesięciu milionom podoba. Podobnie jak w Ch. Bukowskim, nie chodzi tu chyba o dobry, czy zły smak, ale o społeczeństwo, które ona opisuje 😉 Ale mogę się mylić.
    Co do tego „Seksualnie niebezpieczna”, to nie znam się na dysko-polo, czy jak się ten styl nazywa. Pewnie w Polsce popularna, ale podejrzewam, że nie uzyska to takiej popularności, czy nie utrzyma jej po 20 latach, jak „Bobby Brown”. Na temat strony muzycznej, to się nie wypowiadam 😉 Ale nie o to nam też w tych porównaniach chodziło 😉
    Pozdrawiam 🙂

  10. Niestety mężczyźni często mylą przyjazne zachowanie kobiet jako zachętę …
    Musisz się mniej serdecznie uśmiechać hehe wiem po sobie ! 😛
    pozdrawiam

  11. ło matko!!! A ja myślałam , że tylko mi się taki delikwent trafił, że gdy ja poszłam robić herbatę-on wskoczył nago do mojego łóżka. I to był kolega, którego znałam od podstawówki z tego samego bloku.
    A że mieszkam na parterze-to pierwsza myśl jak przyszła mi do głowy -to złapać jego ubranie i wypierdzielić przez okno…Musiałby lecieć po nie z gołą d***.
    A na tekst , że ja do Ciebie nie przychodzę nie rozbieram się i nie wskakuję Ci do łożka, usłyszłam -„A mogłabyś”…z rozbrajającym uśmiechem.

  12. Romantyk jestem, Poznań, tragi Polagra, Joanna hostessa obo, wspólny wieczór zdala od innych uczestników targów, spacer, a później moje ” Chodź odwiozę Cię do domu”. Na drugi dzień czułem się jakbym zrobił jej krzywdę, traktowała mnie jak wroga. A ja chciałem pokazać jej piękno romantycznych chwil, Może na drugi dzień byłoby inaczej, a do tego byłem wariacko zakochany w żonie i dzieciach. No cóż, nie zawsze obowiązują stereotypy.

  13. trafił Ci się rodzynek a Ty przypisujesz cechy całemu gatunkowi… ehhhh
    swoją drogą – nie jedna by tak chciała, a niejedna nie 🙂

  14. Kiedyś odprowadzałem do domu koleżankę i pod jej domem zaproponowała żebym wszedł na chwilkę. Oczywiście się zgodziłem. Dopieropo naszym ślubie przyznała się, że tak tylko powiedziała z grzeczności w nadziei, że odmówię, a kiedy się zgodziłem była w szoku, bo chciała żebym sobie już poszedł. Od tego się zaczęła nasza bliższa znajomość He he

    1. Wasz przykład to chyba taki wyjątek od reguły 😉 jakoś nie wiem czy zaraz po jednej wspólnej nocy można zbudować całą przyszłość…

  15. Matko dziewczyno a Ty nie potrafisz powiedzieć „nie”? Musisz prawie obcych do domu ciągnąć? Albo do nich chodzić jak nie masz ochoty? Trochę więcej stanowczości. Bądź miła, ale i pewna tego co mówisz a nie pozwalaj, by każdy facet zabierał Cię tam, gdzie właśnie ma ochotę. Ktoś dobrze napisał kawa w kawiarni i już!
    Kolegi z pracy też nie masz obowiązku do domu zapraszać – troszkę asertywności!

    Poza tym nie każdy facet marzy tylko o tym aby od razu iść do wyra, są tacy, którzy idą trochę później, bo jak pójdą za szybko to z niego równie szybko uciekną a jak potem już idą to w nim zostają 🙂

    Mój mąż na przykład….

    Taki facet właśnie ciekawy, przystojny, inteligentny i z pasją..iśiwtny w tym łóżku jest i świetną parzy kawę – u nas w domu, codziennie rano dla mnie..

    pozdrawiam

  16. oj Telimeny jedyne! Kobieta jak chce a myśli, że nie ma ochoty to w podświadomości jej natura i tak zwabi faceta pod ròżnym pretekstem by tylko ją adorował i może coś więcej. Tik tak pracuje na korzyść, spekulując i szukając najlepszej okazji na zbliżenie. A facet jak to facet poczuje i się głupio z tego cieszy, co więcej..

  17. Hahahaaa… doskonale znam problem 🙂
    W moich kręgach słowa „umówić się na herbatkę” używane są jako synonim słów „umówić się na seks” tak więc trzeba być bardzo ostrożnym zapraszając i przyjmując zaproszenie na cokolwiek 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.