gdy w pracy chce się płakać…

źródło: www.kamudan.com
źródło: www.kamudan.com

Powoli odzyskuję swój psychiczny spokój. Minął tydzień od podpisania wypowiedzenia a ja się czuję , jakby z klatki piersiowej ktoś zdjął mi stukilogramowy ciężar. Przyszedł czas na podsumowanie mojej 3-latniej kariery w budżetówce i definitywne pożegnanie się z cyrkiem.
Kiedy zostałam przyjęta do pracy, na korytarzu popłakałam się ze szczęścia. „Chomikowa! To twoja szansa! Zdobędziesz doświadczenie, zmienisz swoje życie i powoli zaczniesz swoje życie zawodowe rozwijać”- naiwnie sobie myślało dziewczątko…

Wynagrodzenie odrobinę niższe, niż w oświacie, ale to miało być na początek. Myślałam, że przemęczę się przez rok, gdzieś sobie będę dorabiać, pokażę na co mnie stać i może dostanę chociaż ze 150 zł podwyżki. Nic bardziej mylnego. Ale od początku.
Myślałam, że zostałam przyjęta do pracy, bo dziewczyna z mojego miejsca odeszła lub została zwolniona. Otóż nie- została odsunięta od tego stanowiska, bo za dobrze dogadywała się ze swoim szefem i była solą w oku oślicy. Wprowadziła mnie do pracy poprzedniczka. Przez jeden dzień nie można dowiedzieć się wszystkiego, ale musiało mi to wystarczyć. Na szczęście na tym samym piętrze pracowała Pozytywna (pracownik działu oślicy), która dawała mi wiele rad i poprawiała, to co ewentualnie zrobiłam źle. Miałam też normalną kierowniczkę i nawet udawało mi się przełamać pierwszą niechęć szefa do mojej osoby.
Po miesiącu polecenia zaczęła mi wydawać kierowniczka innego działu- oślica.
-Masz tu do mnie przyjść i przygotować tabelki.-takie z reguły odbierałam telefony. Pytałam się mojej kierowniczki o co chodzi i że to chyba nie jest normalne, że polecenia wydaje mi ktoś z zupełnie innego działu. Poradziła mi, żebym lepiej zaczęła się do tego przyzwyczajać, jeśli nadal chcę pracować.
Ahaaaa……..
Do pracy przychodziłam najczęściej z dobrym nastawieniem. Starałam się jak mogłam, nie spóźniałam. Czasem zostawałam dłużej, bo chciałam mieć wszystko dobrze przygotowane na kolejny dzień. Dawałam z siebie ponad 100% a w zamian otrzymywałam uśmiech szefa i zawsze miłe słowo. Tak zdobywałam zaufanie innych pracowników, którzy coraz częściej zaczęli mnie ostrzegać przed oślicą i przed ogólnie panującym rygorem. Pamiętam jak szeroko otworzyłam oczy, kiedy koleżanka z działu poinformowała mnie, że właśnie pisała wyjaśnienia do Najwyższego z tłumaczeniem 10-minutowego spóźnienia do pracy (małe dziecko bardzo jej się rozchorowało przez co spóźniła się na autobus). Prawie codziennie dochodziły do mnie informacje  o tym, co się tak naprawdę w tej administracji dzieje. O tym, jak bardzo trzeba uważać na jakikolwiek błąd i na jakiekolwiek słowo. Zaczęłam się troszkę niepokoić, ale wszystko jak do tej pory odbywało się koło mnie. Aż do pewnego dnia…
Poszłam z papierami do Pozytywnej i tam zastałam oślicę.
-Czy możesz mi wyjaśnić dlaczego to pismo już wyszło na zewnątrz?!
Patrzę cała w nerwach na tą kartkę papieru i jestem ciężko zaskoczona, że pismo, na które pisałam odpowiedź zaledwie godzinę temu już wyszło na zewnątrz. Dokonuję absurdalnie szybkiej analizy i uzmysławiam sobie, że to szef musiał jakoś załatwić wysłanie tej odpowiedzi.
-To chyba szef musiał je puścić, bo ja je miałam przygotowane na jutro. Nie wiedziałam, że będzie sobie życzył natychmiastowego wysłania odpowiedzi- odpowiadam grzecznie i zgodnie z prawdą.
-Ty NIC nie chcesz wiedzieć! Nic do ciebie nie dociera co do ciebie mówię! Takie pisma muszą najpierw przejść przeze mnie a nie ty je sobie wysyłasz jak chcesz!- i tak mnie opieprza przy dziewczynach z jej działu. Próbuję w odmętach mojej świadomości przypomnieć sobie JAKĄKOLWIEK rozmowę z oślicą na JAKIKOLWIEK temat i za cholerę NIE MOGĘ SOBIE PRZYPOMNIEĆ. Zawsze wydawała mi tylko krótkie polecenia przez telefon. ŻADNEJ rozmowy nigdy wcześniej ze mną nie przeprowadziła.
-Proszę na mnie nie wrzeszczeć, bo ja nic nie zawiniłam i tak naprawdę nie wiem o czym pani do mnie mówi, bo nigdy wcześniej nie rozmawiałyśmy na temat wysyłanych pism.
Dziewczyny z jej działu sztywnieją. Mają kompletne przerażenie wypisane na twarzy .
-I jeszcze bezczelnie kłamiesz! To ci nie udzie płazem!
Trzasnęła tyłkiem i poszła na skargę do Najwyższego. Nihil novi.
A ja wyszłam do siebie z rykiem. Pierwszy raz w życiu ktoś się na mnie darł w pracy czy na studiach, czy w szkole. Pierwszy raz w życiu zostałam opieprzona za  coś, czego nie zrobiłam.
Nie minęły 2 minuty a już dzwoniła do mnie moja kierowniczka mówiąc, że właśnie otrzymała telefon od Najwyższego z informacją o mojej niesubordynacji.
Świetny czas! Mogliby wymyślić nową dyscyplinę na Olimpiadzie a tamci mieliby na bank przewagę nad pozostałymi zawodnikami…
Po pół roku pracy omówiłam z moją kierowniczką kwestię mojego urlopu. Uznałyśmy, że najlepiej będzie jeśli na urlop pójdę w tym samy czasie, co szef. Poszłam. Moja kierowniczka dostała naganę za udzielenie mi urlopu a moim przełożonym stała się oślica… Wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego. Liczyłam po cichu, że to nigdy nie nastąpi, ale jednak… Każdy mnie ostrzegał. Inni mówili, że będą się za mnie modlić 😛 Oślica wezwała mnie do siebie i powiedziała, że przez takie rządy, które wprowadzam sobie poza jej plecami z moją kierowniczką, ona będzie teraz wydawać mi polecenia i szef oczywiście.
Miałam łzy w oczach.
-Przynieś mi no ten… no wiesz.- i waliła słuchawką od telefonu.
-Nie to! Czy ty w ogóle myślisz?!
-Ale to gdzie ja mam to podpisać? Jako kto?! Jak to nie wiesz?! Od czego ty tu jesteś?
Od stawiania tarota, co by mi wyjaśnił co ty masz w tej mózgownicy, bo racjonalne myślenie w tym wypadku odpada…
Biegałam pomiędzy jej pokojem a pokojem mojego szefa. Kondycję miałam świetną 😛 Po jakimś miesiącu pod pretekstem nauczenia się nowych rzeczy z nowego działuzostałam przeniesiona do pokoju, w którym pracowały dziewczyny już z mojego nowego działu. Co 2 tygodnie któraś z dziewczyn przechodziła pracować z moim szefem a ja się „uczyłam”. Byłyśmy przestraszone, bo tak naprawdę nie wiedziałyśmy o co chodzi. Nie wiedziałyśmy, czy któraś z nas ma być zwolniona, czy po prostu przeniesiona na inne stanowisko. Atmosfera była fatalna. Oślica przybiegała do naszego pokoju za każdym razem, gdy dzwonił telefon. Stała, przysłuchiwała się, po czym wyrywała telefon z ręki i dalej sama kontynuowała rozmowę. Pamiętam, jak kiedyś rozmawiałam z kierowniczką innego działu przez telefon. Próbowałam na spokojnie wyjaśnić jakąś sporną kwestię zebrania. Oczywiście wszystko usłyszała tamta. Wyrwała mi telefon z ręki i nie przedstawiając się zaczęła mówić:
-Czy pani w ogóle pamięta, co się do pani mówi? A może jak zwykle będzie pani udawać, że o niczym pani nie pamięta? Już ja o wszystkim powiem Najwyższemu! – i rzuciła słuchawką.
Na moje nieszczęście głos przez telefon miałyśmy podobny… W ciągu dwóch godzin przyszła od tej kierowniczki na mnie skarga, w której cytowano słowa oślicy. Tamta rzuciła mi skargę na kolana i powiedziała z kpiną w głosie:
-Skarga na ciebie. Brawo. Musisz odpowiedzieć.
Byłam taka załamana i przestraszona, że nie wiedziałam co mogę zrobić innego, więc na skargę odpisałam…
Po niecałych dwóch miesiącach tego zamieniania stanowiskami zafundowali nam przeprowadzkę do innych pomieszczeń. Po co? Tego do tej pory nie wiedziałyśmy. Na szczęście mogłam nadal zajmować się sprawami szefa, ale nie mieliśmy szansy zostać w jego pokoju choćby na chwilę sami, bo zawsze w tej samej chwili do jego gabinetu przybiegała oślica. I stała, udając, że chce się czegoś dowiedzieć. Oczywiście, że chciała się czegoś dowiedzieć. Czegoś, o czym mogłaby szybko poinformować Najwyższego.
Kiedy mojego szefa oddelegowano do pracy powiedzmy w innym „oddziale”, mnie postraszono zwolnieniem.
-Masz ostatnią szansę! Masz o wszystkim informować swoją kierowniczkę!- tak mi wrzeszczał Najwyższy i machał wypowiedzeniem jak szabelką.
-A jakie ma pan zastrzeżenia do mojej pracy?-zapytałam resztkami racjonalnego myślenia.
-Czy ty słyszysz co ja do ciebie mówię?! Ostatnia szansa!- brzmiała odpowiedź na moje pytanie. I jaka furia! Skakał po tym gabinecie, darł się! A ja stałam jak ta sierota i nie wierzyłam własnym oczom.
No to wiedziałam, że muszę zacząć szukać innej pracy, bo donosiciela ze mnie nie ma i NIE BĘDZIE. Brzydzę się nieczystą grą. Pionkiem w takich gierkach nie będę. Choćbym miała zęby wbić w ścianę NIE BĘDĘ. NIGDY.
Chwilę później oślica zorganizowała nam zebranie, w którym na próbę zmylenia zawodnika udawała naszą największą przyjaciółkę. Bo jak to ona dba o nas, jak zawsze o nas walczy, jak nas broni, i że jesteśmy w tej robocie najważniejsze. A w ramach „wdzięczności” za to jak się dla nas poświęca mamy mieć, cytuję „uszy szeroko otwarte i o WSZYSTKIM natychmiast informować”. Czy ktoś zauważył podobieństwo do polityki prowadzonej przez takiego jednego rządnego władzy w Europie dżentelmena????
Komedia.
Później znów zostałam przeniesiona tym razem do pracy z Maczo.  Tyle było w tej mojej przeprowadzce dobrego, że nie widziałam oślicy, która znów poniża Pozytywną mówiąc jej, że nadaje się tylko do wycierania podłogi. Po raz nie wiem który uczyłam się czegoś nowego nie mając oczywiście zmniejszonych starych obowiązków. Raz jeden chciałam iść na szkolenie, za które sama sobie chciałam zapłacić. Napisałam podanie z prośbą o udzielenie 5-dniowego urlopu szkoleniowego.
-Ty sobie chyba żartujesz? Sama podejmujesz decyzje na jakie szkolenia chcesz iść?
-Chcę dobrze wykonywać moją pracę.
-Wiesz co? Jak ty coś powiesz, to mnie ręce opadają.
Odwróciłam się na pięcie i z gabineciku wyszłam. Znów płacz. Wściekłość, poczucie poniżenia.
2 tygodnie później miałam wypadek. Pamiętam, kiedy na wózku inwalidzkim, cała obolała, z trudnością w oddychaniu zerkałam przez okno i myślałam, że zdecydowanie wolę być tutaj- w szpitalu z tym bólem wszystkiego, niż siedzieć w pracy. Nikomu nie życzę takiej pracy. NIKOMU.
Wierzę, że kolejna rzecz, którą chcę się zająć zawodowo przyniesie mi w końcu satysfakcję. Ktoś mi tu napisał, że teraz wezmę się za siebie choćby po to, żeby zrobić innym na złość; żeby funkcjonować wedle idei „ja wam pokażę”. I coś w tym jest 🙂

moja ogródkowa twórczość ;)
moja ogródkowa twórczość 😉

Wiecie jaką miałam satysfakcję, kiedy kilka dni temu mijałam na ulicy oślicę i po prostu przeszłam obok? Pierwszy raz w życiu udałam, że kogoś nie znam. Z podniesioną głową 🙂

103 odpowiedzi do “gdy w pracy chce się płakać…”

  1. PIERWSZY!!
    Wyrazy uznania proszę przesyłać przelewem na konto zbierające pieniądze na pomoc w zorganizowaniu dla mnie wakacji…;D

    Teraz poważniej…

    O w mordę… Dobrze, że stamtąd zwiałaś. Czytałem co prawda część poprzednich postów (chyba regularnym czytelnikiem zostałem od rozważań wyższości „kawy” nad kawą;p), ale nie przypuszczałem, że to było aż tak poważne…

    1. Co Ty tak rano tu robisz? 😀 O takich godzinach na blogach? To nie jest zdrowe 😉 więc ja nie wiem czy wspieranie czubów przelewami pieniężnymi to dobry pomysł 😉
      Było i jest cholernie poważnie. Ja tutaj nie opisywałam klimatów, które dotyczyły innych pracowników a można by na ten temat napisać książkę… Pozdrawiam 🙂

  2. Czytam i normalnie szczęka mi do ziemi opada. W budżetówce taki mobbing? Ja pracuję w samorządówce i wydawało mi się, że jest kiepsko ( bo od lat nie było podwyżek – pacuję 7 lat i nawet inflacyjnych – czy jak tam one się nazywają – nie było), awansów coraz mniej rocznie i średnia oczekiwania to 10 lat ( zestawiając liczbę awansów rocznie do ilości pracowników) , ale w dziale, gdzie pracuję atmosfera jest naprawdę dobra. Szef potrafi tupnąć nogą i nie pozwoliłby komuś z innego działu besztać swoich pracowników.
    Ostatnio myślałam nad składaniem papierów do innych instytucji ale po Twoim wpisie jakoś mi opadł zapał:)

    1. W samorządówkach i w ogóle we wszystkim, gdzie kasa idzie z głównego polskiego wora, na jakieś podwyżki nie ma za bardzo co liczyć. No może w wysokości 100zł brutto. Trzeba się z tym liczyć. Osobiście wychodzę z założenia, że w takim miejscu można pracować tylko po to, żeby czegoś na początek się nauczyć a potem szukać czegoś innego, bo bez doświadczenia nigdzie nikogo nie przyjmą. I można jakoś to wszystko przełknąć, jeśli atmosfera jest w porządku. Tak jak ja dorabiałam jeszcze po pracy, więc wychodziłam na tym całkiem w porządku. Ale podkreślam- atmosfera musi być w porządku!

  3. Rany… 3 lata!
    3 lata to ja w żadnej pracy nie wytrzymałem :D.
    Z całej tej historii morał taki – uciekaj szybciej.
    I noś przy sobie dyktafon. Nagrywanie non-stop.
    Choćby po to, żeby wysłać to później do gazety, skoro oślica i najwyższy grali w jednej drużynie :).
    Tak czy inaczej – ponownie gratuluję decyzji o odejściu z siedliska patologii :).

    1. Do żadnej administracyjnej pracy nie chcą przyjąć, jeśli nie masz chociaż 2-3 lat doświadczenia. Jak masz łeb 6/9 i pracujesz w zawodzie choć odrobinę niszowym, to możesz sobie pozwolić na zmiany prac a takie głupiutkie humanistyczne chomiki muszą się męczyć 😛
      Z tym dyktafonem to oczywiście próbowałam, próbowałam ratować się na różne sposoby, ale niestety okazuje się, że świat jest cholernie mały; że każdy kogoś zna i idąc na wojnę z zarządem, pozbawiłabym pracy kilka osób z mojej rodziny… 🙁 (tu głębokie pełne bólu westchnienie…)

      1. Wszędzie chcą z doświadczeniem :).
        W aktualnej robocie kontrahent zażyczył sobie ludzi z minimum 7-letnim doświadczeniem. Co się chłopaki na ostatnich latach studiów nakombinowali, żeby to kryterium spełnić… :D.
        Oczywiście byli jednymi z najlepszych pracowników w zespole :D.

        To, że wszyscy wszystkich znają… nie zazdroszczę. Ale haka warto mieć tak czy inaczej :).
        Gdybyś nie miała już urządzonego swojego gniazdka (i nowiuśkiej, 7-letniej lodówki w perspektywie), to bym Ci polecił zmianę miasta :D.
        A tak… trudno, szukaj poza budżetówką – jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie :).

        1. 7-letniego doświadczenia??? 😀 a nie wymagali do tego długich nóg i miseczki D? 😀
          SokoleOko,CV wysyłałam po wszystkich większych miastach w Polsce-nawet ich nie otwierali. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest stworzenie czegoś swojego lub zmywak gdzieś, gdzie chociaż świeci sporo słońca 😉 i będzie pięknie i będzie normalnie 😛 😉

          1. Długie nogi to w sumie dwóch w zespole ma (z racji wzrostu), ale miseczki D to nawet ja nie mam 😀
            Że wysyłałaś po innych miastach to dobrze. Ale nie wierzę, że nie otwierali – może po prostu nie oddzwaniali.
            Generalnie na pobieżną analizę CV rekruter przeznacza zazwyczaj jakieś 10 sekund. Może masz je w jakimś nietypowym formacie, które odrzucają na wstępie jako „nieczytelne”, albo cholera wie co jeszcze…
            No albo jeszcze lepiej – jakiś własny biznes. Masz jakiś pomysł?

            1. Myslę, że nie masz nawet miseczki A 😉 Przykro mi 😉
              Na pracuj.pl na przykład kiedy wysyłasz CV i zostaje ono przez rekrutera otworzone dostajesz e-maila zwrotnego „twoje CV zostało otworzone”. I tak miałam w 4 przypadkach na 70, z czego zostałam zaproszona na dwie rozmowy. Tak- mam na razie dwa pomysły. Zobaczymy… Proszę trzymać kciuki, bo w innym wypadku tylko będę się rozwijać przy zlewie za granicą 😉

              1. Oj mam, już mówiłem że jestem żywym przykładem, że rafaello idzie w cycki :D.
                Dziwny ten mechanizm z pracuj.pl… ale może i faktycznie tak działa.
                Tylko głupia sprawa – po cholerę dają ogłoszenie, skoro później CV nie czytają?
                No chyba, że dostają ich 100, wtedy znajdują 5 kandydatów i ich zapraszają, a dalej już nawet nie próbują czytać…
                Wtedy by wychodziło, że „kto pierwszy ten lepszy”.
                No nic, trzymam kciuki :).

              2. Z tym raffaello to chyba tylko na Ciebie działa w tak magiczny sposób,bo mnie wchodzi w tyłek 😉
                Jest sporo ogłoszeń o pracę,które sobie wiszą co najmniej od czerwca (też tam aplikowałam i też CV nawet nie zostało otworzone). Dają ogłoszenie,bo np.mają umowę z UP lub dostają za to unijną kasę a że odpowiedniego pracownika „nie mogą znaleźć”… To samo było,kiedy Przyszywany Ojciec szukał pracy. W końcu ktoś mu powiedział z UP,że tak pracodawcy robią,żeby albo kasę dostawać albo wykazywać zatrudnianie pracowników. Do tego dodajemy zatrudnienia po znajomości i na samym końcu gdzieś jest nieszczęśliwy chomiczek z marnymi szansami…
                Ale chomik waleczny jest! I jeszcze pokaże co potrafi! 😉

              3. To się do ust wsadza, chomiczku :D.
                A z tymi ofertami pracy… rany – patologia na patologii i patologią pogania…
                Dzięki, zawsze to dobrze mieć takie „kwiatki” w dyskusjach „jak to urzędy są potrzebne i robią nam dobrze” :D.

              4. 😀 😀 będę pamiętać, że raffaello to tylko do ust… Jakbym wcześniej wiedziała, że od tego, co się wkłada w usta rośnie miseczka, to zupełnie inaczej bym do wielu kwestii podchodziła 😀
                Masz czym „błysnąć” w towarzystwie, jak będziesz poruszał temat bezrobocia 😉

              5. Nie wszystko, co wkładasz do ust – idzie w miseczkę… Sorry – pączki od razu idą w 4 litery;p

              6. Pączki to wychodzą z czterech liter jeżeli już :).
                Moje pączki zawsze idą w miseczkę. Tylko trzeba jeść parzystą ilość – inaczej robi się asymetrycznie :).

  4. Jak czytam takie historie, zastanawiam się, czy nikt tym ludziom nigdy nie powiedział, że atmosfera w pracy przekłada się na wydajność i przywiązanie do firmy. Jeśli ktoś ma kompleksy, powinien zafundować sobie intensywną terapię, a nie wyżywać się na pracownikach. Choć zbyt miękkich szefów też nie lubię, bo wszystko rozłazi się w szwach. Idealna była moja pierwsza szefowa. Wprawdzie liczyła sobie tylko jakieś 154 cm wzrostu, ale jak spojrzała na człowieka, to się czuł, jakby stał przy Goliacie. 😀 Ten groźny wzrok i twarde wymagania… Była postrachem okolicy. Ale też potrafiła docenić dobrych pracowników jak nikt na świecie. Chyba nikt mnie nigdy tak nie dopieszczał jak ona. Pozdrawiam, życząc znalezienia nowej drogi.

  5. Brawo! Brawo za ten wpis. Powinno się go pokazywać wszystkim, którzy myślą, że budżetówka to kraina mlekiem i miodem płynąca. Trzymam za Ciebie kciuki i myślę, że tej decyzji nie będziesz żałowała. Ja swojej nie żałuję, przynajmniej do tej pory ;). A jutro taka mała trasa mi się trafiła, z Norwegii do południowych Niemiec, jedyne 1600 km :). Dobrej nocy Chomiczku :).

    1. Wolę nie wiedzieć, czy taki burdel jest w całej Polsce… Wolę myśleć, że są miejsca, gdzie jest chociaż odrobinę lepiej…
      Ta wycieczka to rozumiem z noclegiem po drodze????

      1. Tak, z noclegiem. W kabinie :P. I prysznicem na stacji benzynowej ;). Ale zostało mi już tylko jakieś 400 km ;). Start jutro rano, więc życząc dobrej nocy, uciekam spać :).

    2. „Brawo za ten wpis. Powinno się go pokazywać wszystkim, którzy myślą, że budżetówka to kraina mlekiem i miodem płynąca”. Jako osoba pracująca w prywatnych firmach nie bardzo rozumiem. Jeśli ktoś twierdzi, że „budżetówka to kraina mlekiem i miodem płynąca”, to raczej chodzi mu o normowany czas pracy, zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę, wszystkie weekendy i święta wolne oraz dodatki na wczasy pod gruszą, ołówkowe, przywileje branżowe i inne takie, a nie o to, że w budżetówce nie ma mobbingu. Mobbing może zdarzyć się wszędzie – wystarczy trafić na psychola.

      1. O budżetówkach mówi się, że tam jest „ciepła posadka”-bez zwolnień, z tymi przywilejami, o których piszesz i bez nerwów, bo skoro zarobki są tak beznadziejne, to chociaż musi być spokój. U mnie były tylko „grusze”. Żadnych „13-stek”, czy jakichkolwiek dodatków do świąt. Nie było żadnego powodu, dla którego warto by było tam pracować, no chyba że systematycznie opłacany ZUS…
        te wolne święta i weekendy to nie wiem czy w dzisiejszych czasach tak motywują. Mam wrażenie, że większość poszłaby do pracy w weekend, gdyby za te dni były dodatkowe pieniądze.

        1. Obawiam się że piszesz tak, ponieważ nie pracowałaś w weekendy i święta. Jak masz rodzinę, to wolisz mieć wolny weekend lub święto. Poza tym wystarczy że masz w umowie nienormowany czas pracy – wtedy pracujesz na okrągło za te same stawki, czy to weekend czy dzień powszedni.

          1. Owszem- nie mam rodziny, więc praca w weekendy nie jest dla mnie problemem. Teraz też dodatkowo pracowałam w soboty i czasem w niedzielę (dodatkowa praca), żeby starczyło mi do przysłowiowego „1-szego”. Oczywiście nie wiem też co to jest nienormowany czas pracy. Jeśli dostaję taką umowę do podpisania, to zastanawiam się czy wynagrodzenie „wynagrodzi” mi te mankamenty.

            1. Oczywiście, że tak – nikt nikogo do pracy na szczęście nie zmusza:) Często jednak ludzie z braku innych możliwości nie mają wyboru i to jest zatrważające. W sektorze prywatnym jest wiele nadużyć, z którymi nie ma komu walczyć. W starciu pracodawca-pracownik ten drugi jest zawsze osamotniony i na straconej pozycji. W strefie budżetowej nie ma aż takich przegięć.

      2. Fakt Zyto, masz dużo racji. Mogę teraz spojrzeć na to od drugiej strony, bo od lipca pracuję w prywatnej firmie, tylko w zupełnie innej branży niż poprzednio. I zdarzają się pracujące weekendy, święta też być może będą, nie ma przywilejów branżowych (zresztą w poprzedniej pracy też ich nie było), ale za to jest umowa na czas nieokreślony, konkretne wynagrodzenie, szefostwo też w porządku. No i praca wiąże się z sześciotygodniowymi wyjazdami za granicę, przeplatanymi dwutygodniowym pobytem w domu. Ale nie zamieniłbym tego w tym momencie ponownie na budżetówkę.
        PS Co to jest „ołówkowe” :>?

        1. Ołówkowe to coroczny dodatek na wyprawkę szkolną dla dziecka (nie chodzi wcale o małe pieniądze, obeznani z tematem wyciągają po kilka tysięcy). Poza tym są jeszcze: Florianki, Comber Babski, 13-tki, wypłata zysków, deputat węglowy, wczasy pod gruszą, posiłki regeneracyjne (raz na miesiąc pobierasz zapas mleka, soków, sera żółtego, konserw lub kiełbasy), bony z okazji świąt i uwaga moje ulubione: darmowa pasta do zębów, ręczniki, mydło, proszek do prania i kremy do rąk (serio, nie kłamię). I to wszystko jest tylko w jednej firmie – spółce skarbu państwa która zajmuje się miedzią. Ww. otrzymują zarówno pracownicy produkcji, jak i biurowi.
          P.S. Nie żeby było mi żal kupić sobie samej mydło (myć się lubię:)), ale to jest trochę szokujące, jak się to podliczy.

  6. I pomyśleć, że ci wszyscy ludzie to znoszą… W imię czego? Ty – dla zdobycia doświadczenia zawodowego. Rozumiem. Wszędzie wymagają, niezależnie od branży. Najlepiej, gdybyś te doświadczenia zaczęła zdobywać zaraz po urodzeniu, bo wtedy wszystkie wymogi można bardzo ładnie zgrać, wiek do 25, doświadczenie zawodowe co najmniej 20, rozumiesz…
    Jednak chyba nie wszyscy zdobywali tam konieczne doświadczenie – więc nadal nie rozumiem, po co znosić coś takiego i robić sobie rozpierduchę pod czaszką???

    1. ja to znosiłam dla zdobycia doświadczenia. Inni to znoszą, bo nie mogą znaleźć pracy. Bo takie są nasze polskie realia… A coś do gara trzeba włożyć… I taki „przełożony” pięknie to wykorzystuje, bo wie, że i tak 90% nie odejdzie, bo pracy nie ma. I tak sobie robią co chcą z ludźmi.

      1. Jednak tylko dlatego, że ludzie się na to godzą. Miejsce pracy, to nie jakiś prywatny folwark. Gdyby wszyscy solidarnie sprzeciwili się temu i załatwili to tak, jak się takie sprawy załatwia, może i Ciebie doświadczenie zawodowe nie kosztowało tylu nerwów. Są sposoby na mobbing, ale trzeba działać solidarnie. To karygodne – tak traktować pracowników.

  7. Po 23 latach pracy w administracji przeszedłem na własną prośbę na emeryturę.
    Pracę miałem prawie bezstresową bo:
    1. Trzymałem dystans – żadnych przyjaźni w pracy, żadnych pogaduszek poza służbowymi.
    2. Opracowałem własne standardy wykonywania pewnych prac – po ich przyjęciu przez biuro byłem niezbędny bo nikt się na nich nie znał.
    3. Nikomu ze współpracowników nie zdradziłem numeru komórki. Telefon stacjonarny z reguły okupuje żona.
    4. Nawiązałem kontakty z pracownikami innych biur, od których miałem informacje o „tryndach” i mogłem szybko reagować.

    Smutne, co? Ale działało bez pudła. A radość życia – to to co poza pracą.

  8. Kurczę znam takie klimaty dobrze. Sama wytrzymałam 1,5 roku w takiej atmosferze ale jak dla mnie to i tak za długo. Bezcenna była mina szefowej jak składałam wypowiedzenie 😉 Oczywiście jeszcze musiałam przejść przesłuchanie dlaczego się zwalniam „przecież tu jest tak super”. Za dobrą pracę otrzymywałam więcej obowiązków i właściwie miałam być za to wdzięczna, że tak jestem doceniana. Pracować lubię i w sumie obowiązków się nie boję ale jak cała otoczka jest beznadziejna i do tego szefowa zołza to już nic nie pozostaje innego jak szybka ewakuacja.

      1. Szefowa oczywiście nie widziała w sobie żadnej winy jeszcze nasłuchałam się wypominania, że tyle mnie nauczyła a ja ją teraz zostawiam. Koniecznie muszę dodać, że wszystkiego musiałam nauczyć się sama łącznie z programem dostałam na wstępie papiery i musiałam się z nimi bujać. Jeszcze miałam liczony czas ile dana czynność mi zajmuję horror. Przyrzekłam sobie żeby nigdy więcej nie godzić się na takie warunki pracy i jak do tej pory udaje mi się dotrzymać przyrzeczenia 🙂

  9. Ehh… poczułam się przed chwilą, jakbym czytała wywody o swojej oślicy 🙂 Wypisz, wymaluj moja „kierowniczka”… tylko trzeba by było dodać do jej wypowiedzi piękną, polską łacinę podwórkową – typu ” co tam dziewczynki, popierd*******?”… co niby ma być żarcikiem szerzonym w ramach zacieśniania działowych więzi. I potem się dziwić, że ludzie myślą o budżetówkach to co myślą… ehh.

    Pozdrawiam 🙂

  10. Dziwię się, że wszystkiego nie nagrywałaś i nie oskarżyłaś ich o mobbing. 😕 Takie zachowania trzeba tępić, a nie uciekać. Jak w Polsce ma być lepiej, skoro każdy ucieka, a osoby mobbingujące robią co chcą i czują się bezkarne. STRASZNE.

  11. ciekawe 😉 realne … to ile Ty pracowałaś, że cię tak zwolnieniem straszyli ?? ja bym zrobiła tak jak ty, ale ta sytuacja znalazłaby się w sądzie 😉 tak wiem nie należy palić mostu bo może się wróci … ale jak się wróci kiedy nikt ich za to nie rozliczy – dopiero wtedy nie będzie przesłanek do powrotu 😉 weź to pod uwagę, że kłamstwa i sposób traktowania pozostaną bezkarne …

    1. Pisałam w notce, że 3 lata. Pierwszy raz mnie straszyli zwolnieniem po niecałych 2 latach pracy. I ja tam nie wrócę. Na bank. A już pisałam w komentarzach z SokolimOkiem dlaczego nie poszłam do sądu, ale kilka dowodów mam (tak na wszelki wypadek).

  12. Kochana przeszłam przez to samo! Męczyłam się kilka lat aż został ze mnie wrak emocjonaly i powiedziałam KONIEC albo psychiatryk albo …. odeszłam z dnia na dzień i nie żałuje. Trzymaj sie pozdrawiam.

    1. jak się cieszę, że udało Ci się odejść i nie żałujesz … 🙂
      Kurczę, jakie to popularne- robienie z pracowników kozłów ofiarnych…

  13. Niestety, takie szmaciarstwo i kurestwo nie tylko po urzędach się pałęta, ale i po prywatnych firmach.
    Niemniej, życzę powodzenia i okazji do spojrzenia na oślicę z poczuciem wyższości i pogardą >:)

    P.S. Rada na przyszłość: Obowiązki służbowe na papierze, wtedy kierowniczce innego działu się mówi: „cudzej pracy za darmo nie wykonuję”.

    1. odnośnie Twoje go P.S-a to właśnie też próbowałam walczyć o dopisanie mi obowiązków służbowych, to zostałam wyśmiana. Od tamtego momentu zbierałam dowody na mobbing na to, że pracuję „za darmo”, tylko że do sądu na 90% nie pójdę… i już pisałam w komentarzach dlaczego.

  14. A ja wciąż wiszę w takim miejscu, gdzie moja osoba jest od tej co zawsze zostanie po pracy, zawsze zrobi wiścej, zawsze, zawsze, zawsze… Jak napyskowałam delikatniej w minionych miesiącach, to nagle poleciałam z trzaskiem w dół i rownie nagle znalazła jakaś nowa kierowniczka z kosmosu, lepsza na moje miejsce, bardziej doświadczona i te duperele…
    Dziękuje za motywacje do rozpoczecia poszukiwań…

    1. Sytuacja jak u mnie… boże, to jest nie do pomyślenia, że tak się w tym kraju dzieje. Że to wszystko jest bezkarne… W jakim ja kraju żyję…

  15. Ale ten wpis się wpasował w mój dzisiejszy dzień! Też się poryczałam przez taką jedną panią…Wysłałam jej w piątek materiały, które przygotowywałam, aby je mogła do agencji reklamowej przesłać, a ona dziś do mnie z pretensjami, że są tam błędy TECHNICZNE i braki. Zdziwiona się pytam jakie, bo przecież wszystkie dane techniczne kierownik produkcji weryfikował. A ona, że RYSUNKÓW nie wkleiłam, że jak to tak, że to w ogóle nie wiadomo jaki produkt, a już się pojawiły na wystawce, że jak to, że to trzeba przecież na stronę wrzucić…Jak miałam wkleić w Word rysunki, które potem agencja ma obrabiać graficznie? (Rysunki są dostępne „w chmurze”, każdy odpowiednio podpisany, agencja ma dostęp, może ściągnąć tak, jak to działa od kilku miesięcy). I nie jest to pierwszy raz, kiedy babsko się mnie czepia. Ciągle jej coś nie pasuje, ale gdyby jej samej przyszło to samo zrobić, to wyszłoby jedno wielkie guano (prosta tabelka w Excelu ją przerasta, miałam okazję widzieć kilka jej „dzieł”).

    Ja wiem, że się baba wścieka, bo specjalnie dla mnie utworzono stanowisko, co wiąże się z wydatkami (pensja, komputer itd.), a jej się wydaje, że gdyby nie ja, to może ona by dostała więcej (nawet nie wie, w jak wielkim błędzie jest), w dodatku jestem od niej młodsza, w wielu sprawach łatwiej sobie radzę (i ona to widzi), żeby dogadać się z kontrahentami nie potrzebuję tłumacza, bo znam kilka języków. Nie wiem, może to zazdrość? Albo po prostu „ten typ tak ma”.

    Też się połakomiłam na perspektywy rozwoju, bla, bla, bla… A tymczasem bardzo żałuję, że zrezygnowałam z poprzedniej pracy. Miałam super szefa, atmosfera była świetna, wszyscy się lubiliśmy i szanowaliśmy, nie było wyskakiwania z pretensjami do nikogo. Pracuję tu dopiero 6. miesiąc, a mam wrażenie, że siedzę w tym bagnie od wieków. Niebezpiecznie zbliżam się do granicy swojej wytrzymałości nerwowej i czuję, że po prostu, któregoś dnia poproszę o zwolnienie za porozumieniem stron, bo nie wiem, czy będę w stanie wytrzymać jeszcze miesiąc od złożenia wypowiedzenia.

    1. A ja Ci mówię, że to typ, który widzi w Tobie rywala. Oślica u mnie też tak miała (żadnej znajomości języka, nieumiejętność budowania zdań poprawnych pod względem gramatycznym i studia magisterskie kupione w wieku 46 lat…). Przykro mi, że zostawiłaś fajną pracę dla tej, w której się męczysz teraz… A może warto szukać czegoś innego? Chyba nie jest to zawód, w którym trudno byłoby coś znaleźć, hm?

  16. Przeczytałam i natychmiast przed oczami stanęła mi moja była praca (prywatna polska firma). Miałam za szefową bardzo podobny typ psychiczny co Twoja Oślica. Z tym, że moja Mistrzyni PRu była na tyle bezczelna, że wlazła za mną do gabinetu Najwyższego, który wezwał mnie do siebie, żeby zapytać o powód złożenia przeze mnie wypowiedzenia. Cóż, doszłam do wniosku, że nie warto palić za sobą mostów, więc powiedziałam, że dostałam lepiej płatną ofertę pracy (co akurat było prawdą). Mobbing przemilczałam. Mistrzyni PRu oprócz akcji i poniżania jak wyżej, miała zwyczaj opierniczania mnie za jedzenie w pracy oraz zatajania istotnych dla mojej pracy faktów, co później było wykorzystywane do ośmieszania mojej niewiedzy przy klientach. Poza tym w innych działach i Najwyższemu opowiadała jak strasznie ciężko pracuje podczas gdy robił na nią cały nasz dział, a ona w tym czasie przeglądała tylko allegro. Dodam tylko, że pracowałam tam na śmieciówkę, więc o żadnym odpoczynku nie było mowy, a zapiernicz był straszny bez chwili przerwy (żeby odpocząć i choć trochę złagodzić ból głowy wychodziłam do WC pod pretekstem potrzeby). Wytrzymałam tam pól roku. Reszta działu stopniowo też potem odchodziła. Jak odeszli już wszyscy którzy na nią robili, to jej dział został zlikwidowany jako nieprzynoszący zysków.

    1. Ooo, naprawdę- toż to Oślica! Ale taki dobry koniec tej historii, że dział Oślicy w końcu został zamknięty… A powiedz mi co się z nią stało? Zwolnili ją?

      1. Tak, zwolnili, ale ze względu na brak zysków, a nie mobbing. Firmie było obojętne jak się traktuje pracowników. Najważniejszy był zysk.
        Kiedyś na przykład wystosowano do pracowników pismo na temat dress codu – jak mamy się ubierać, a jak nie – z adnotacją, że jeśli kogoś nie stać na żakiet czy garnitur, to nie jest to wymówka, ponieważ, może nabyć taki strój w second-handzie. To chyba jasno pokazuje, jakie było podejście firmy.

  17. To straszne. Nieźle musiało cię to kosztować. Nerwów.

    Ja co prawda pracuję na bloku operacyjnym. Na razie krzykow ani pomiatania nie ma ale czekam na ten sądny dzień. Bo dzień bez krzykow chirurga na bloku op to dzień stracony 😉

    1. Ja nigdy nie zapomnę stwierdzenia, które utkwiło mi-chyba do końca życia „dzień bez zrypki dniem straconym” i niestety tą maksymę wciela w życie coraz więcej szefów – tyranów.

    1. masz rację- jak do tej pory w ogóle dość rzadko trafiają się hejterzy na moim blogu. Choć nie powiem, że chyba ze 2 razy w historii bloga usunęłam komentarze, które nie nadawały się do publikacji…

  18. Moja koleżanka miała podobne przeżycia ze swoją kierowniczką w MOPS w Krakowie, ale miała satysfakcję jak złożyła wypowiedzenie z dnia na dzień, wyraz twarzy kierowniczki bezcenny. Tylko na zdrowie to jej wyszło, bo teraz ma pracę 5 razy lepiej płatną i z możliwością awansu do tego może dorabiać nadgodzinami. Kierowniczki nie lubią jak ktoś jest mądrzejszy od nich, bo automatycznie jest dla nich zagrożeniem.

  19. Jak juz wiedziałas że odchodzisz trzeba było założyć sprawe o mobing, sobie byś juz nie zaszkodziała, a tym co zostaja pomogła 🙂 Znam osobiście trzy przypadki kiedy osoby mobbujace straciły pracę, bo to pracodawca musi udowodnic że nie ma mobingu a nie pracownik że mobbing jest jesli sprawa trafia do sądu, takie zachowania trzeba piętnować bo jedna wieźma zniszczy 20 osób.

    1. Masz rację, ale ja już pisałam na początku w komentarzach dlaczego nie mogę założyć sprawy. gdyby świat nie była taki mały, to sprawa już by dawno była w sądzie.

    1. Masz rację- kierownicy w postaci kobiet to najczęściej te oślice. Natomiast Dyrektorzy to też chamy. U mnie np. i Najwyższy to facet, który stosował mobbing i jego „uczynna donosicielka” oślica.

    2. masz rację… ale – wiesz, czemu tak jest?? Bo facetowi na kierowniczym stanowisku wiadomo o co chodzi, gdy w specyficzny sposób traktuje jedną podwładną…
      Zgodzi się?? Będzie łatwiej, nie zgodzi?? No to taka podwładna jest mu zbędna…

  20. Też pracowałam w budżetówce przez 5 lat i te lata wspominam jako największy koszmar mojego życia. Koszmarna atmosfera, jakieś głupie niedomówienia, wrzaski i sztuczne afery, wszystkie dodatki i premie trafiały do osób przy korycie, a zwykły pracownik mógł liczyć co najwyżej na dodatkowe obowiązki i zastraszenie zwolnieniem, bo przecież na jego miejsce jest tyle chętnych osób. Nagrodą za dobrze wykonaną pracę miało być to, że się pracuje. Nie raz próbowałam zmienić pracę, ale jak wiadomo w naszym pięknym kraju bez znajomości ani rusz, co do portalu pracuj.pl – bez komentarza, co do innych nie lepiej. U mnie skończyło się to bezsennością i uciskiem w klatce piersiowej na tle nerwowym oraz bólami brzucha. W całej tej szopce najgorsze było to, że ktoś, kto nie przeszedł przez takie piekło, w życiu nie zrozumie o czym mowa, bo przecież praca od – do, wszystkie weekendy i Święta wolne, no i przecież w Państwówce nic się nie robi ,,Czy się siedzi, czy się leży…”, bo tam jak za komuny przywileje, a atmosfera zła, bo nie ma co robić, więc się wymyśla itp. itd. No, ale w końcu chyba mój los za mnie zadecydował, że najwyższy czas skończyć z tym cyrkiem. Co do ofert pracy zamieszczanych w internecie – ostatnio słyszałam przykład ,,z życia wzięte”. W pewnej dużej Firmie w dużym mieście, po dwóch tygodniach od zamieszczenia oferty pracy Prezes pyta Rekrutera:
    -No i co znalazłeś już dla mnie jakichś ciekawych kandydatów?
    Rekruter wskazując stertę dokumentów, piętrzących się mu na biurku odpowiada:
    – Szefie, tyle CV do nas wpłynęło, że ledwo je zdążyłem wydrukować.
    Prezes zgarnął stertę papierów i połowę z tej kupki wyrzucił do kosza, a Rekruterowi oznajmia:
    -No to teraz masz mniej roboty.
    -Ależ Szefie przecież wśród tych CV, które trafiły do kosza mógł być jakiś wartościowy kandydat.
    -A co Ty chcesz pechowców zatrudniać?!
    Ot, taka Nasza polska rzeczywistość…..
    Smutne, ale prawdziw

    1. Dokładnie! Hasło „na twoje miejsce jest mnóstwo kandydatów” znam doskonale. Powiedz mi czy nadal tam pracujesz? Czy udało Ci się od tego uciec…?
      Ja z pracuj.pl miałam w ciągu trzech miesięcy dwie rozmowy kwalifikacyjne. Pracuj.pl nie sprawdza ofert pracy i nie wie, że połowa z nich jest ściemą. To pracodawcy robią sobie z potencjalnych pracowników pośmiewisko. Dają ogłoszenie o pracę tylko po to, żeby wykazywać w UP, że szukają pracownika, ale „nie mogą znaleźć” odpowiedniego… I Twoja anegdota jest aż do bólu prawdziwa…

      1. Nie pracuję tam już od czterech miesięcy. Przez 5 lat nie miałam stałej Umowy. Kiedy się okazało, że koniec z tym cyrkiem, odprawili standardową szopkę pożegnalną, oczywiście z życzeniami znalezienia lepiej płatnej pracy itd. i wysłali na niewykorzystany urlop. Po 2 tygodniach pojawiłam się odebrać Świadectwo Pracy i słyszę od tych największych jędz, które najbardziej dawały w kość i przez które nieraz w nocy trzeba było się ,,modlić o sen”: ,,jak Ty ładnie wyglądasz, widać, że na urlopie, jaka wypoczęta” i próbują coś jeszcze zagadać (wiadomo plotki w takich postkomunistycznych Zakładach na porządku dziennym), ale olałam je, zabrałam swój dokument i poszłam. Szukanie pracy to była kolejna droga przez męki. Przeglądając codziennie te daremne oferty, mozolnie wysyłając po kilka, nieraz kilkanaście CV dziennie i patrząc na ile z tych wszystkich wysłanych ofert, ktoś zechciał odpowiedzieć chciało się wyć. No, ale w końcu po 3 miesiącach mozolnych poszukiwań udało mi się wreszcie coś znaleźć (w małej prywatnej firmie). Jak do tej pory jest w miarę OK- tzn. nie ma mobbingu i plotek i niedomówień, a to jest dla mnie w pracy najważniejsze. Jeżeli nic złego się nie wydarzy to myślę, że na razie tam popracuję.

  21. Chomiczku, tu już wszystko powiedziano i tak mi przyszło tylko do głowy, że ten Twój wypadek samochodowy i pobyt w szpitalu miał dobre strony. Pozwolił złapać oddech i spojrzenie na to, co dzieje się w pracy. I chyba był przyczynkiem do jej zmiany. Coś złego obróciło się na dobre. A od takich ludzi i takich miejsc trzeba zwiewać jak najdalej.
    Trzymam kciuki Maleńka za Ciebie…

    1. Jak się chce, to można znaleźć dobre strony wszystkiego… nawet i wypadku 😉 Ja sobie mogłam pozwolić na podpisanie wymówienia z podniesioną głową, ale jest szereg ludzi, którzy nie mogą tego zrobić i to jest koszmarne… A kciuki zawsze się przydadzą 🙂

  22. Jak czytam Twoją opowieść, to jest nieco podobna do mojej historii… Chociaż ja mam tyle szczęścia, że ludzie, z którymi bezpośrednio pracuję są świetni i atmosfera w pokoju przynajmniej jest pozytywna. Poza tym budżetówka, zwłaszcza urzędy miast/gmin, to jedna wielka patologia, gdzie żadne prawa pracownicze nie są respektowane, a „Najwyżsi” uważają, że pracownicy są do pomiatania i zastraszania. Tak przez najwyższych, jak przez petentów-wyborców.

    Nie wiem, co (poza brakiem innej opcji) powoduje, że boję się złożyć wypowiedzenie i poszukać czegoś innego… Nie mam pojęcia, jak kobieta taka jak ja, pracowita, zorganizowana, świadoma swojej wartości i przebojowa daje się tak poniewierać i traktować jak niewolnik… Chyba paraliżuje mnie paniczny strach przed bezrobociem.

    Czytając Cię cieszyłam się, że Tobie się udało i że Twój koszmar się skończył – wyszłaś z tego silniejsza i mądrzejsza, trzymam za Ciebie mocno kciuki, aby w nowym miejscu było tylko i wyłącznie LEPIEJ! Pod każdym względem 🙂 Pozdrawiam gorąco!

    1. Właśnie, ten strach przez bezrobociem… Ale wiesz co? Teraz z UP jest sporo dofinansowań dla ludzi bezrobotnych, którzy chcą po raz pierwszy założyć swoją działalność. Zawsze jest to jakieś wyjście z sytuacji, tylko trzeba mieć pomysł na siebie… Pozdrawiam również i odwagi 🙂

  23. Koszmar.

    Fajnie, ze zwiałaś.

    W swoim czasie przeszłam w pracy mobbing na skalę mega- nikt ze mną nie rozmawiał.
    Zawsze na kogoś musi paść …..

    Zaszłam w ciążę, uciekłam na zwolnienie, a kiedy wróciłam wrócił i love do mnie i znowu byłam super pracownikiem oraz kumpelą.

    Z ludźmi mozna dostać świra.

  24. Czytając Twoją wypowiedź , to tak jakbym czytała o swoim dyrektorze . Potrafi krzyczeć na pracowników , obwiniać za coś na co nie miałeś wpływu, lub żądać abyś przyznał się do
    czegoś czego nie zrobiłeś ( np. twierdził ,że dzwoniłam na ” pewne ” numery ze służbowego telefonu , ja na to ,że proszę wskazać mi te numery z bilingu, a on że zaraz mi pokaże , ale do dziś mi nie pokazał , bo biling tajemniczo zaginął w akcji ) , poniża pracowników ( wyzywa ich , twierdzi ,że jesteśmy zerem , że nie potrafimy myśleć ) . O mnie jako matce trójki dzieci powiedział ,że żaden pracodawca nie trzymał by mnie na takich warunkach jak ( byłam tylko raz na zwolnieniu , bo córka złamała nogę ) . Chciałby , abyśmy byli bezwolnymi pracownikami , ślepo posłusznymi , nie protestowali i nie żądali wypłaty . Nieraz wyłam i życzyłam najgorszego, ale ” ostygłam”
    i dalej pracowałam . Jednocześnie wysyłam setki cv, chodzę na rozmowy , ale póki co nie mam widoków na zmianę pracy. Ale cieszę się ,że Ci się udało .
    Brawo za odwagę .

  25. Chomikowa, masz bardzo fajny styl pisania. Lekki, łatwy i przyjemny do czytania, ale z finezją, „pieprzem” i nutą cynizmu, a’la Maria Czubaszek. Spróbuj w gazetach, pokaż im „próbki”, jakieś urywki z bloga, które oczywiście możesz.
    Pozdrawiam. Też jestem urzędniczką (lat 40), wiem o czym piszesz 😉

  26. Wiesz mam teraz to samo, a pracuję dopiero od grudnia, ale jak tak czytam to mam do czynienia z podobną osobą, ciągle mówi do mnie, że nie chcę się uczyć i nic do mnie nie dociera a często mówi, że powiedziała a nie mówiła i mnie obraża, po 3 tygodniach chciała, żebym wiedziała to co ona jak pracuje już 10 lat, nie wiem jak to dalej będzie chociaż praca jest fajna ale atmosfera fatalna. co robić, uciekać czy jeszcze nie?

    1. Ojej, ojej…. 🙁
      Powiem Ci, że lepiej już raczej nie będzie 🙁 Rozglądaj się za czymś innym. Może szybko coś znajdziesz i będziesz mogła stamtąd uciec.
      Sporo prac jest w porządku, ale jak atmosfera jest do bani to można skończyć u psychiatry….
      Trzymam kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.