Chomikowa na diecie

źródło: www.demotywatory.pl
źródło: www.demotywatory.pl

Jak już wspominałam dzięki braku asertywności jestem na kolejnej diecie. Nie wiem już której w moim życiu. Przestałam liczyć chyba w wieku 18 lat, kiedy po raz 5-ty w moim życiu podjęłam decyzję o zrzuceniu kilku kilogramów. Piąty raz… Od tego czasu postanowiłam nie liczyć tych wszystkich diet, ćwiczeń, nowych wspaniałych produktów dzięki którym moja talia będzie jeszcze doskonalsza, niż jest 😛 Zamiłowanie do dobrego jedzonka odziedziczyłam po Rodzicielce i ciotce. W sumie można rzec, że też we krwi mam zamiłowanie do próbowania różnych diet. Z zamiłowaniem czytałam o nowej diecie i z zamiłowaniem łamałam jej zasady. Bo JAK TO? Znów mam sobie czegoś odmawiać? Życie jest wystarczająco smutne, żeby jeszcze pozbawiać się takich przyjemności jak choćby kawałek mlecznej czekolady, czy ziemniaczek z sadzonym jajkiem… MNIAM 🙂
Przed kolejnym treningiem z SS-manem otrzymałam od niego tabelkę z rozpiską mojej n-tej diety.
– 7 posiłków  co 2,5 h w ciągu doby (szczerze mówiąc nie wyrabiam aż 7, tylko 6). Okej- do tej pory też jadłam jakoś co 3 godzinki, więc tutaj nie wyrażam sprzeciwu.
– na śniadanie i kolację ciemne pieczywo. Oczywiście, że się zgadzam- chlebek już piekę sobie sama, więc wiem co jest najlepsze.
– owoce z naturalnym jogurtem lub koktajl. Tu muszę się dobrze zorganizować, bo nienawidzę rozstawiać sprzętów kuchennych zbyt często (zbyt często, czyli więcej, niż raz w tygodniu 😛 )
-warzywa wszelkie, tylko NIE GOTOWANE. I tutaj nagle zaczynają się schody. Okej- marchewkę zjem na surowo, pomidora też, ale taki np. mój ukochany KALAFIOREK..????
-Słuchaj, jak a mam jeść te warzywa, skoro zabraniasz mi je gotować? Mogę jeść kalafiora i brokuły, tak?- zadaję na wszelki wypadek pytanie SS-manowi, bo chyba coś mu się w głowie pomieszało a wygląda mi trochę na zakręconego, WYGLĄDA 😉
-No normalnie! Zalewasz je wrzątkiem i jesz prawie na surowo.
A jednak świadomie mi to wpisał w tą cholerną tabelkę…….
-Ty! Jak to na surowo??? Kalafior??? Czy ty chcesz zrobić ze mnie KOZĘ?!- Oburzona jestem i to nie na żarty.
-Ja tak jem! Sparzam wrzątkiem i JEM.
-I skutki są jakie są…- Mruczę pod nosem. Za głośno.
-Chomik! Czy ty zawsze tyle dyskutujesz?
-Gdzieżbym śmiała!
Tylko wtedy, kiedy ktoś mnie chce pozbawić aktualnie jedynej przyjemności w życiu, jaką jest jedzenie i zrobić ze mnie meczące zwierzę.
-A może chłopa ci trzeba, co?
-Sugerujesz coś? Czy tylko przekraczasz granice przyzwoitości?
-Gdzieżbym śmiał!

Tośmy sobie PODYSKUTOWALI. W ramach chyba zemsty trener zafundował mi znów ostrą jazdę po materacu 😛 Starałam się skupić, bo wiedziałam, że kolejnym razem będę ćwiczenia już wykonywać sama albo na siłowni, albo w domu.
No starałam się, ale mi nie szło… 🙁
-Chomik! Ty się skup!
-No przecież się staram… To nie jest mój dzień, nie jest ewidentnie…
-Ustaw się w pionie i złap równowagę!
-Nie mogę! Zawsze miałam na początku problemy z równowagą! Muszę to wyćwiczyć…- Mówię już prawie z płaczem- Czy ktoś już ci się popłakał na zajęciach?
-Pewnie, że tak! I jedna osoba nawet pawia rzuciła.- Mówię Wam z jaką dumą mi to oznajmił! Ten człowiek to ŚWIR!- Jak możesz mieć problemy z równowagą i koordynacją? Przecież samochód prowadzisz. Co prawda z różnym skutkiem jak do tej pory, ale prowadzisz.

I dziękuję. Leżę ze śmiechu. Łzy mi ciekną i nie mogę się pozbierać 😛 Scena wyglądała chyba bardzo drastycznie, bo przybiegł do nas jeszcze jeden trener. Niby z troską dlaczego ja płaczę i czy aby wszystko jest w porządku 😛
SS-man chyba zaczął się powoli poddawać, bo spojrzał na mnie wzrokiem pełnym litości i wdał się z kolegą w rozmowę. Oczywiście o mnie.
-Ale ja WSZYSTKO słyszę! To, że się pozbierać nie mogę, to nie znaczy, że nie CZUWAM! Chłopaki, wystarczy pogaduszek! Ja panu za troskę dziękuję, ale jak się mocno skupię, to ćwiczenia wykonam i jeszcze nie płaczę z bólu. „JESZCZE” podkreślam! Może pan się zająć swoim podopiecznym- wydaję rozkazy, bo widzę, że sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli.
Zajęcia mnie wykończyły. I znów wcale nie czułam żadnych endorfin. To wszystko jest zdecydowanie PRZEREKLAMOWANE. Wychodząc z siłowni muszę wyglądać jak półtora nieszczęścia, bo podbiega do mnie trenerka.
-Dziewczyno, to były ciężkie godziny, prawda?
Co oni się tak uparli? Mało tu ludzi na tej siłowni? Niektórzy wyglądają gorzej ode mnie a jakoś nikt się tak bardzo  nimi nie interesuje…
-Niestety ciężkie, ale podobno na tym mają polegać takie ćwiczenia… Prawda?- gadam już z uśmiechem, bo widzę, że kobitka ma wypisaną troskę na twarzy.
-Ale czy ty naprawdę potrzebujesz aż tyle ćwiczeń? Przecież nie masz ani grama nadwagi, to może nie wyznaczyłaś sobie zbyt odległej granicy?
-Ale ja miałam mieć zajęcia na wzmocnienie kręgosłupa a schudnąć to ja chcę tylko 3 kg… Ja nie wiem czemu to poszło w takim kierunku.
-No i piękne cele! Jak przyjdziesz następnym razem, to zrobię ci badanie masy ciała i zobaczmy czy ty w ogóle musisz te 3 kg chudnąć. Ale co na pewno, to kondycję masz kiepską i o to warto powalczyć.
Ojejku, jejkuuuuuuuu…………

W domu czeka niecierpliwie Rodzicielka.
-I jak tam? Jak tam? Co z tą twoją dietą?- jakaś niewytłumaczalna ciekawość ją ogarnęła.
-Generalnie mogę jeść wszystko, tylko warzywa mają być surowe i mięso byle nie smażone.
-Nie smażone? To znaczy jakie?????
-NIE WIEM. Ja już w ogóle NIC nie wiem!
-To idź dziecko do swojej kuchni. Tam czeka na ciebie zasłużona nagroda.- Powiedziała z niepokojącym błyskiem w oku.

TABLICZKA CZEKOLADY.
FUCK! Własna rodzona matka!

A dzisiaj ledwo chodzę. Już miałam problem ze zwleczeniem się z łóżka. Dobre określenie- „zwlekłam się”, bo na pewno nie wstałam. I przeczołgałam się do łazienki. Nogi bolą mnie po treningu niemiłosiernie. Dobrze, że mam poręcz przy schodach prowadzących do mojego mieszkanka, to chociaż z jej pomocą mogę się jakoś przetransportować z góry na dół. I złapałam kilka bardzo ciekawych figur. Muszę je komuś opchnąć 😛 Medal w jeździe figurowej na łyżwach murowany.

69 odpowiedzi do “Chomikowa na diecie”

  1. Spokojnie, jeszcze z miesiąc takich treningów i już nie będzie tak bolało na drugi dzień :).
    Ale SS-man mi się podoba, fajne ma podejście.
    A mięso… pieczone, gotowane, grillowane, ewentualnie na parze…
    Trochę możliwości jest, tyle że to upierdliwe :).
    Tak czy inaczej – treningi bym zniósł, diety nie. I nie wiem czy Ci gratulować czy współczuć :).

    1. Takie treningi powinnam mieć 3 razy w tygodniu na siłowni i 2 razy w domu, czyli aż 5 RAZY W TYGODNIU! To jest niewykonalne…
      Ej! Mięso na parze NIE MA smaku! Nie wiem jakie przyprawy należałoby w to ładować, żeby smak JAKIKOLWIEK poczuć 😛 Pieczone? Grillowane? Codziennie? Ile to kasy w to mięcho pójdzie… Żeby to smaczne jeszcze było. No, ale trudno. Skoro się podjęłam, to muszę przeć do przodu i znów wprowadzić reformę mojemu układowi pokarmowemu…
      Trening lepszy…? Masochista 😛

      1. Chomikowa, mięso możesz piec. Możesz też kupić sobie patelnię grillową (taką karbowaną, najlepiej z powłoką teflonową, ceramiczne się nie sprawdzają), na której smażysz bez użycia tłuszczu, a wręcz go wytapiasz. Smak? No problem. Przyprawiasz jak zwykle, rzucasz na patelnię grillową lub do piekarnika i jest smacznie i chudo.

        1. Wiem, że mogę piec, wiem 😉 Tylko cholernie dużo z tym zachodu. Już piekłam teraz pulpeciki z mięsa indyczego. Te są pyszne. Reszta coś średnio mi idzie, ale to może dlatego, bo generalnie kuchnię wolę omijać szerokim łukiem i nie do końca zawsze wiem którą przyprawę łączyć z którą, żebym potem nie spędziła popołudnia na klozecie 😉

      2. Pewnie, że trening lepszy. Jedzenie to jedna z większych przyjemności w życiu.
        Wylegiwanie się i lenistwo też w sumie, ale chyba jednak mniejsza :D.

  2. Chimikowa Ty się nie daj tym wszystkim trenerom, bo oni tak nie z troski tylko klienta szukają.
    Podziwiam Cię z tą dietą. Dla mnie siedem posiłków dziennie to jakiś kosmos. Przecież to co chwilę trzeba jeść. Jakoś nigdy nie potrafiłam trzymać się żadnej z góry rozpisanej diety. Najczęściej sama sobie narzucam rygor i stosuję dietę „na czuja”. Zdecydowanie jednak wolę więcej się poruszać niż bawić się w kuchni. Zamiast piec czy grillować a do tego wrzątek lać na warzywa to wolę iść i tą godzinę pobiegać.
    A co do Twojego trenera to czy on czasem Cię trochę nie podrywa?:)

    1. właśnie! Dieta „na czuja” to jest moja ulubiona dieta! 🙂 dzięki niej jakoś się nie roztyłam specjalnie i w ogóle jakoś funkcjonuję 😉
      Z tymi trenerami, to np. wiem, że ten mój SS-man to mnie złapał właśnie dlatego, żeby móc trochę zarobić a reszta to jeszcze nie próbowała wydębić ze mnie kasy 😉 I nie myśl kochana, że mnie to każdy facet podrywa 😉 Zresztą ostatnio to ja się tylko podrywam z przystanku, jak nadjeżdża mój tramwaj 😉

  3. Ty to wiesz jak sobie życie umilić :DDDD

    A kalafiora można zjeść na surowo – ścierać na tarce, na drobno, dodajesz trochę majonezu i gotowe 😛 :DD (ups, majonez …..:D )

    Ja tam wolę wyłożyć nogi na stół………….czy tam jakieś pagonyy :):P

    1. Wiesz Arte… wzięłabym sobie twoja rady do serca, gdyby właśnie nie ten pieprzony majonez… Zresztą dzisiaj wpieprzyłam golonkę 😛 Trenerowi nic nie poweim 🙂

  4. Nie znasz dnia ani godziny
    gdy zaatakują Cię z czekolady endorfiny;p

    Mam dla Ciebie złą wiadomość – szykuj się na treningi kondycyjne;p

    Aczkolwiek… z drugiej strony… Później będziesz mogła pomagać innym ludziom w odchudzaniu!!
    Zadzwonisz do takiego Macho, umówicie się gdzieś, po czym powiesz mu, że będziesz jego, jeśli Cię dogoni… ;p

    Zaczynam lubić Twoją mamę – jest murowaną faworytką w konkursie na najgorsze wyczucie czasu;D

    A co do tekstu Twojego „ukochanego” trenera – ciekawe, czy pamięta „Seksmisję”… Tam dokładnie wyjaśniono, co znaczy mieć chłopa;p

              1. Powiedziałbym Ci staropolskie „spie…”;p, alem kulturny człek, więc… sam se tak biegaj;p

    1. Hahahaha. faktycznie- jest to genialny sposób na zrzucenie kilku kilogramów, lub wyćwiczenia kondycji 😀 Ale pozwólcie, że nie będę tego ćwiczyć na Maczo, bo … nie czuję się zbyt mocna, żeby jednak przed nim póki co uciec. Potrzebuję jeszcze kilku miesięcy 😉
      A Rodzicielka dzisiaj „zmusiła” mnie do zjedzenia golonki. I taka właśnie moja dieta… :/

  5. Czytam i dochodzę do wniosku, ze masz źle dobraną aktywność fizyczną do siebie i Twoich oczekiwań. Piszesz, że chcesz wzmocnić kręgosłup (a raczej mięśnie wokół niego) i przy okazji trochę zrzucić sadła. Dlaczego w takim razie wybrałaś siłownię, która obciąża kręgosłup? I czemu wydaje Ci się że tłuszczyk zniknie tylko przy morderczym treningu z SS-manem? No i czemu mam wrażenie, że sport zamiast sprawiać Ci radość, po prostu Cię męczy? Ja z własnego doświadczenia polecam Ci zajęcia pilates, najlepiej takie z dopiskiem „zdrowy kręgosłup” (powinny być w każdym klubie fitness). To są bardzo dobre ćwiczenia – nie tylko wzmacniają gorset mięśniowy kręgosłupa (tzn. mięśnie wokół niego), ale spłaszczają brzuch, wysmuklają sylwetkę, wzmacniają plecy i pośladki, wyrabiają równowagę (Tekst SS-mana „jak możesz mieć problemy z równowagą i koncentracją, przecież prowadzisz samochód” mnie powalił. Otóż możesz, jeśli masz słabe mięśnie kręgosłupa i brzucha, bo to one głównie utrzymują nasze ciało w równowadze.).
    Chodzę na takie zajęcia od 3 lat 2xw tygodniu (wersja „zdrowy kręgosłup” + „mental body”) . Zaprowadził mnie na nie właśnie nieznośny ból kręgosłupa, który budził mnie nawet w środku nocy. Od 3 lat nie boli mnie kręgosłup, brzuszek mam płaski jak ta lala, a tyłek jędrny jak brzoskwinka:) No i po zajęciach czuję się ekstra:) Serio, polecam zmianę siłki na pilates. Tylko wybierz klub, zamiast nagrań z you tuba w domu, bo ważny jest dobry instruktor oraz poprawne wykonywanie ćwiczeń.

    1. Wiesz co, Zyto… ja w ogóle bardzo nie lubię zajęć, które ktoś prowadzi… dltageo przez rok chodziłam sama sobie na siłownię (siłownia tylko z nazwy, bo ograniczałam się do bieżni, orbitreku, rowerku i sprzętów na mięśnie brzucha). Nigdy ćwiczenia fizycznie nie sprawiały mi specjalnej frajdy… Może trochę basen. Takie kompletne lenistwo ze mnie 😉 Teraz natomiast 1/4 ćwiczeń jest na kręgosłup (i tak mnie męczą), część to stretching (umieram 😛 ), 5 ćwiczeń samej siły i bieżnia na kondycję. Jest to wszystko na to, co w sumie chciałam. Teraz ćwiczenia znam, wiem jak je wykonywać i będę ćwiczyć już sama bez SS-mana nade mną.
      A Twojej figury może trochę zazdroszczę, ale typową modelką nigdy nie byłam… za bardzo kocham czekoladki 😉

      1. Zazdroszczę w takim razie samozaparcia do samodzielnych ćwiczeń. U mnie taki zryw trwa zwykle 2 tygodnie, po czym siada mi motywacja. Zdecydowanie wolę sporty grupowe i zajęcia w grupie z instruktorem. Nie tyle muszę mieć bata nad sobą co kogoś, kto będzie zapewniał ciekawy zestaw ćwiczeń i stale wymyślał coś nowego. Poza tym wiadomo, w kupie raźniej:) Z indywidualnych sportów sprawdza się u mnie tylko pływanie i rower, który odkryłam niedawno i sprawia mi niesamowitą frajdę oraz masę siniaków:)

  6. Mam nadzieję, że Ty za tę siłownię nie płacisz, tylko dostałaś ją jako prezent pożegnalny od wrednych współpracowników, a że z Ciebie dobry Chomiczek to na to chodzisz. W przeciwnym razie powiem otwarcie, że Tobie chyba rozum odebrało. Bo nie dość, żeś chuda jak przecinek, to jeszcze płacisz za coś co nie jest ani miłe, ani nie daje radości, że o korzyściach nie wspomnę…
    Oooo !
    Chodź sobie na te zumby Chomiczku, pilatesy i co tam jeszcze w tej materii wymyślono, ale po siłowni to Ty nie schudniesz ani kilograma, bo wzrośnie Ci masa mięśniowa i może się zdarzyć, że będziesz ważyć więcej. I jeszcze jedno! Żaden mądry ortopeda nie pozwoli chodzić na siłownię tylko po to, by wzmocnić mięśnie. Bo siłownia temu nijak nie służy, tylko szkodzi..

    1. Sama z własnej kieszeni płacę. Tak mnie pogięło, Alu… Ale to wszystko przez brak asertywności… Z może pierwszy raz w życiu uda mi się mieć figurę prawdziwej modelki (na pewno nie anorektyczki, bo za bardzo kocham jedzenie 😀 ). Zumby u mnie nie ma… Musiałabym dojeżdżać z 10km a to dla mnie kłopot. Zresztą wolę już sama ćwiczyć, niż patrzeć na kogoś, kto się wygina i przy kim nie nadążam 😉
      I nie martw się o mnie, bo z ćwiczen stricte siłowych mam ułożone chyba tylko 10 minut z tego wszystkiego- reszta to stretching, kondycja i kręgosłup 🙂 jeśli w końcu nie padnę, bo nogi i tyłek bolą mnie nadal 😛

  7. Dzięki zakupom odzieżowym znam Twoją sylwetkę, więc mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że powinnaś zainwestować w młotek i wybić sobie z głowy jakiekolwiek diety. Sport pominę milczeniem, bo kondycja, kręgosłup i tym podobne… Ale dieta?! Twoja mamusia miała rację, kupując Ci czekoladę. Podziękuj jej w moim imieniu. 😀

    1. Gdyby nie te zakupy, to mogłabym zostać uznana za chomika z krwi i kości 😉 Ten młotek to odpada tak czy siak, bo nie umiem go obsługiwać 😉 A ta dieta… może pierwszy raz w życiu będę wyglądać jak modelka Claudia Schiffer????? 😀

      1. Jeszcze jedno…
        „Waży 58 kg przy wzroście 180 cm, a jej wymiary to 95-60-90.”
        Schudnij tak, a osobiście przyjadę do tej Twojej mniejszej miejscowości przy większym mieście i kopnę Cię w chudą dupę.
        I nawet kawy potem nie zaproponuję.

              1. Nawet to 65 to przegięcie.
                Przy takim wzroście to tak na moje oko 70 minimum.
                Próba zejścia niżej z wagą to głupota.

              2. Mówię, że to MINIMUM :).
                Optymalnie to tak bliżej 80…
                Choć są na świecie koneserzy widelców 😀

              3. …od wczoraj próbuję wymyślić, jak wygląda dziewczyna – widelec… nie mam aż takiej wyobraźni…;D

  8. Myślę, że czasami warto poszukać aktywności sportowej, która po prostu sprawia przyjemność, czy to taniec, czy gra w spalonego 😉
    Ale, możliwe, że się nie znajdzie. Sporo zależy od nastawienia i towarzystwa na sporcie. Ja to jak jestem w nowym miejscu, to szukam takiego klubu, czy grupy, w której dobrze się czuję, choćby dlatego, że są tam seksy dziewczyny 😉
    Pozdrawiam 🙂

    1. Podbno tak jest, że seksy dziewczyny potrafią zmotywować do wysiłku 😀 Ja tak nie mam przy seksy facetach 😀 chociaż może to dlatego, że takowych nie spotykam 😉
      Masz rację, że najlepiej jakąs aktywność uprawiać z kimś. Swojego czasu pamiętam, że squash sprawiał mi radochę, ale odpadłyśmy z koleżanką z powodu zbyt wysokich kosztów tego portu 😛

  9. Witaj Chomikowa 🙂

    Od jakiegoś czasu czytam i czytam te Twoje wpisy. Nadszedł dzień kiedy stwierdziłam, że i ja coś napiszę. Bardzo lubię Twoje poczucie humoru i sposób w jaki opisujesz codzienność. Chce mi się napisać, że poproszę więcej 🙂 taka chyba trochę moja bratnia duszyczka jesteś. Pozdrawiam Cię serdecznie z Poznania 🙂

    1. witam Zielonooką Bratnią Duszę 🙂
      dziękuję za tyle miłych słów- od razu motywują do działania i pisania 🙂 Staram się jak mogę i napierniczam tymi paluszkami po klawiaturze kiedy tylko mam wolną chwilę 🙂 Zapraszam Cię częściej do siebie i życzę jak najmilej spędzonych chwil 🙂

      1. Dzięki, dzisiaj znów się pojawiam i nadrabiam kilkudniowe zaległości, już się nie mogę doczekać co tam wyczytam i dowiem się co u Ciebie 🙂

  10. Masz, Kochana, samozaparcie! Nie znoszę siłowni a diet nie stosuję. Jestem zdecydowanie typem hedonistki, nie ascetki 😉 . Skoro jednak tego Ci trzeba, to powodzenia i wytrwałości życzę. No i udanego weekendu 🙂 .

  11. O ile mnie pamięć nie myli, to w jednym z odcinków „Świata według Kiepskich” była propozycja diety – piwo, wódka, faja ;). Ja sobie na weekend taką dietę zaaplikuję :>.
    PS Mam całe pudełko żelków Haribo :>.

    1. Na zumbę mam za daleko a poza tym nie przepadam za zorganizowanymi zajęciami. Teraz nie jest tak źle… zawsze mogło być gorzej 😉

  12. „Ty! Jak to na surowo??? Kalafior??? Czy ty chcesz zrobić ze mnie KOZĘ?!”
    Ale dlaczego nie chcesz być kozą? Wiesz, że kozy, to bardzo fajne zwierzęta? W ostatnie wakacje dużo się ich naoglądałem. Poza tym koza zje też ugotowanego kalafiora, a nie tylko sparzonego… 🙂

    1. Właśnie siedzę a Twoich blogach! 🙂
      No jak to z chomika kozę???? To naturalnie niemożliwe 😉 Tak, ja wiem, że kozy też są spoko, ale… no ALE 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.