„podsłuchane” przed koncertem

źródło:pixabay.com
źródło:pixabay.com

No proszę… Kto by pomyślał, że w oczekiwaniu na koncert stanę się niechcianym świadkiem ubiegłej nocy jednej z dziewczyn, która również przyszła posłuchać jednego ze swoich ulubionych zespołów.
Dość elegancko ubrana. Nienachalny makijaż, włosy upięte w kitkę, w ręku telefon. Mojej uwadze umyka moment, kiedy telefon dzwoni lub kiedy ona wybiera numer z kontaktów. Niezauważona niestety nie może być jej rozmowa. Dziewczyna stoi niecałe 2 metry od mnie i od jakiś 15 innych osób. Jej głos jest wyraźny. Wcale nie jest skrępowana tym, że przynajmniej 15 innych osób słyszy każde jej słowo. Może wcale nie jest świadoma, że jest aktorką małego, prywatnego teatru.

Sama nie wiem, czemu się zgodziłam, aby druga randka była u niego w domu. W sumie to jasne, że jak zaprasza do domu, to randka ma się skończyć w łóżku, ale ja jakoś nie pomyślałam. I wiesz, on w sumie tylko dał mi buzi w policzek, zdjął ze mnie płaszcz i od razu powiedział, żebym zobaczyła wyremontowaną sypialnię.
Stary numer 😀

To ja mu mówię, że na pewno sypialnia jest bardzo ładna, ale nie muszę jej dzisiaj oglądać, ale on mówi, że szkoda by było, żebym nie zobaczyła sypialni, w którą włożył tyle pracy i pieniędzy. No to ja wchodzę do środka, mówię, że faktycznie ładna- światła przygaszone, masa już nadpalonych świeczek na parapecie (Casanova się trafił 😀 ), fajny obraz i wielkie łóżko. Na co on mi mówi, żebym zobaczyła jakie fajne jest łóżko i się na nim położyła. Wiesz, trochę nie chciałam, bo miałam wrażenie, że on tylko zmierza do jednego, ale skoro już tam poszłam, to co miałam zrobić? Położyłam się na tym łóżku a on obok mnie. Zaczął mnie smyrać i rozpinać sweter. Nie byłam wcale przekonana, bo to przecież dopiero druga randka. Znam go tylko tydzień. I tak zaczął mnie całować, aż poszliśmy na całość. Wiesz, szału nie było, ale przecież chyba sama tego chciałam. Wszystko ci zresztą opowiem jak się spotkamy, bo idę już na salę i muszę kończyć.
Rozłącz.
Koniec przedstawienia.
Komuś błąkał się uśmiech pod nosem, ktoś udawał, że nie słyszy, ktoś że nie jest zainteresowany. Ja się zastanawiam czy ona była świadoma tego, że wszyscy słyszeli opowieść o czymś, co powinno pozostać tylko miedzy nią i tym facetem lub ewentualnie jeszcze najbliższą przyjaciółką. A może ona doskonale sobie zdawała z tego sprawę, tylko nie robiło to na niej żadnego wrażenia…? W dzisiejszych czasach lubimy udostępniać innym swoją prywatną część życia, intymną. Gdzie rodzice, którzy uczą, że o pewnych rzeczach lepiej nie mówić? A już na pewno nie o tym, że na drugiej randce ktoś „się bzyknął”. Nie wyobrażam sobie, żebym miała opowiadać obcym ludziom, co i jak robiłam z facetem ubiegłej nocy, zeszłego tygodnia, czy miesiąca.
A może tylko urodziłam się o te 10-15 lat za wcześnie? Może, gdybym przyszła na świat w latach 90-tych, moje podejście do publikowania intymnych kwestii byłoby zupełnie inne.
A może najzwyczajniej w świecie niektórym brakuje wyobraźni…

31 odpowiedzi do “„podsłuchane” przed koncertem”

      1. cóż… część może nabrała chęci na łatwą zabawę… inni pomyśleli, że współczują gościowi… skoro ona taka szybka, to i w stosunku do innych też mogła taka być…

  1. Wiesz, mój kochany Chomiczku, myślę, że to nie jest wcale kwestia roku, w jakimś ktoś się urodził, a jego poczucia przyzwoitości i klasy jaką reprezentuje. Widocznie ktoś, z kim miałaś „przyjemność” przebywać w windzie nie ma tych pojęć w swoim osobistym słowniku:)

  2. teraz tylko czekam na komentarz w stylu – Pani Chomikowa,skoro już tu trafiłam to ja wszystko opiszę dokładnie jak było 😀 taki typ ekshibicjonistki 😉

    1. Może ja też powinnam zacząć opisywać swoje seksualne przygody 😉 w końcu blog jest jakąś formą ekshibicjonizmu,więc czemu nie iść na całość?;)

  3. Ponoć świece, które są dekoracją powinny być już nadpalone, co by robiły wrażenie naturalności, a nie ustawki ;-))) To tak przy okazji ;-)))
    A takie publiczne obnażanie się nie jest kwestią czasów, w jakich ktoś się urodził. Ja jestem z lat 60-tych, a też byłam świadkiem podobnych „wystąpień”, tyle, że nie do telefonu, ale opowiadania koleżance, która stała 30 cm od bohaterki. Niemniej słyszalność była świetna, do 10 metrów. Wtedy oceniłam to jako pozowanie na otwartość i wyluzowanie. W otoczeniu wywołała raczej zażenowanie. Mężczyzn też.

    1. Jezuśku!!!! Z tymi świecamì to naprawdę????? A może lepiej spalone?;)
      Teraz zaczęłam się zastanawiać jak często ludzie słyszeli moje rozmowy z N….

      1. Z tymi świecami to tak twierdzi perfekcyjna pani domu czyli teściowa mojej Córci. Skoro tak mówi, to tak jest! ;-)))))))))))))))))))
        A telefon komórkowy, znaczy mobilny, stwarza sytuacje, że są świadkowie naszych rozmów. Chcemy czy nie.

          1. Od razu widać, że nie znasz teściowej mojej Córci;-))))))))))))))))))))))))))))))))))). Gdyby było inaczej nawet by Ci przez myśl nie przeszło powątpiewać w słuszność tej (oraz setki innych) teorii;-))))))))))))))))

  4. A może jej się wydawało, że spotkała ją tak zajebiście romantyczna historia miłosna, że po prostu żal nie powiedzieć o niej światu. Tylko, że za kilka lat jak ją sobie przypomni to…, naprawdę chciałabym się mylić,… sama się zawstydzi swojej naiwności. Facet nawet się zbytnio nie wysilił. Pewnie gdzieś przed inną salą opowiadał kumplom jak łatwo poszło. Pal licho jeśli jej też tylko o to chodziło. Gorzej jeśli miała nadzieję na coś poważnego. Dużo gorzej….

  5. Ja tak myślę o tej sprawie od wczoraj i doszłam do wniosku, ze skoro „szału nie było”, to jakby wcale nie było. Ergo- można o tym publicznie i głośno mówić 😉

    Sytuacja lekko niesmaczna, z drugiej strony – kto nigdy publicznie nie wyryczał do telefonu czegoś, co powinien zachować w dyskrecji – niech pierwszy rzuci kamieniem. Ja w nerwach nie panuję nad jęzorem , może panienka nie panowała takoż ? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *