naiwnie? o pomocy wszelakiej

źródło:pixabay.com
źródło:pixabay.com

Mam w sobie bardzo duże pokłady empatii i współczucia. Na widok zbłąkanego psa, czy kota serce łamie mi się na pół. Wylewam łzy nad zdjęciem dziecka, które straciło swoich rodziców. Mam w sobie pełno zrozumienia i współczucia dla starszych ludzi. I pomagam jak tylko mogę i kiedy tylko mogę. Może żyję w świecie utopii, ale wydawało mi się, że jednak sporo w nas ludziach jakiejś mądrości życiowej a co za tym idzie rozsądnej pomocy.
Kiedy widziałam, że ktoś potrzebuje pomocy, to tę pomoc ktoś otrzymywał. Na facebooku ciągle zdjęcia zwierząt, które bezduszny człowiek potraktował w okrutny sposób, ale zaraz potem wiadomość, że zwierzak pomoc otrzymał a nawet ma nowy dom. Chore dziecko potrzebujące tysięcy złotych na leczenie? Tydzień i udaje się zebrać upragnioną kwotę. Potrzebująca rodzina? Miesiąc i jest dla nich nowa lodówka, telewizor a nawet komputer dla dzieci. Można? Można. Oczywiście, że MOŻNA i ja to widzę każdego dnia i dziękuję ludziom dobrej woli, że istnieją, bo jest ich cała masa CUDÓW.

Jest?
Czy może ja się naiwnie skupiam na tych dobrych wiadomościach?
Jechałam kilka dni temu z Rodzicielką autobusem miejskim. Pierdu, pierdu, myśli błagające o odrobinę słońca (chyba jednak zawsze będę narzekać albo na brak słońca albo na jego nadmiar. Maruda- Chomikowa 😛 ) i nagle słyszymy dźwięk telefonu. Kilka metrów dalej ktoś zaczyna się wiercić.
-Przepraszam, czy mogłaby mi pani pomóc i wyjąć telefon? Nie mam rąk- wstaje mężczyzna, któremu z kieszeni przeraźliwie rozdzwania się telefon.
Kobieta odwraca wzrok i spogląda za okno.
-Halo, proszę pana, przepraszam pana! A czy pan by mi mógł wyjąc telefon? Widzi pan, że nie mam rąk i nie mogę tego zrobić bez pomocy.
Tara ra, tara ra, tara ra…melodia wydziera się coraz głośniej. Mężczyzna bez rąk podtyka mu prawie pod nos kieszeń, z której cały czas dzwoni telefon.
Kolejny raz pudło.
Patrzę na tę scenę i w ogóle nie rozumiem o co chodzi. Rodzicielka patrzy mi w oczy i widzę, że obie nie pojmujemy abstrakcji, która rozgrywa się na naszych oczach.
-Halo, proszę państwa, czy mógłby ktoś… Rodzicielka podsuwa mu pod ucho telefon, który wyciągnęła z kieszeni.
-Tak córciu? 5 z klasówki? No pięknie! Tatuś jest z ciebie bardzo dumny! Tak, tak, już jadę do domu. Jestem w autobusie i niedługo będę w domu. Pewnie, że naleśniki! Dzisiaj zasłużyłaś na naleśniki!
-Uprzejmie pani dziękuję!

Naiwna Chomikowa szuka cudów…?

34 odpowiedzi do “naiwnie? o pomocy wszelakiej”

  1. Co za swiat. Tak naprawde bylo ciezko pomoc w tak.prostej.kwestii?
    Latwiej przelac.pieniadze i poczuc sie lepszym.
    Kupowanie wlasnego sumienia.
    A na ulicy zenujaca obojetnoac.
    Ygh..

    1. Hmm… czemu dziwne…? Może tata jechał do pracy czy tam z pracy? W pracy zawsze jest się z kimś, w autobusie też. w sumie zawsze mamy koło siebie kogoś. A dziecko może już z pół godziny wcześniej dzwoniło, ale tata właśnie nie mógł wyjąć telefonu, więc teraz dzwoniło jeszcze raz? Hmmm… Mówisz, że naprawdę jestem naiwna? 😉

      1. Skoro byłaś tego świadkiem, to gdzie w tej historii Twoja łatwowierność miałaby być? Chyba, że masz na myśli czyjąś łatwowierność.

  2. Zawsze się znajdą osoby, których zachowania nie zrozumiemy.
    Bywa… nie widzę sensu zastanawiania się dlaczego ktoś postąpił tak a nie inaczej. Może było mu głupio, może myślał że ktoś go wkręca (bo zgadzam się z Zante, że sytuacja cokolwiek niecodzienna), a może po prostu się brzydzi, nie lubi pomagać, zabrakło mu papieru w toalecie i musiał się podetrzeć dłonią… 😀

    Ważne, że Rodzicielka pomogła – i tak to się kręci.
    Tak czy inaczej – dobrych ludzi jest dużo. I tego/takich się trzymajmy 🙂

    1. Też czasem nie widzę sensu, żeby się zastanawiać nad zachowaniem pewnych ludzi. I wiesz… niby życie mnie uczy, żeby pokojowo podchodzić do wszystkich ludzi, bo każdy jest inny, ale jeszcze czasem się łapię na tym, że nie rozumiem i gardzę. Może przyjdzie taki moment, że będę na spokojnie brać do wiadomości wszystko jak leci….

  3. Ciekawostka…

    Pracownicy pewnej ochrony na szkoleniu dowiedzieli się, że NIE MAJĄ PRAWA BEZ WYRAŹNEJ PROŚBY pomóc osobie niewidomej… bo to może urazić uczucia…

    Jeśli mam być szczery, to nie rozumiem, po co osobie bez rąk urządzenie, którego obsłużyć nie może… Nie jestem do końca pewny, ale wydaje mi się, że są sprzęty dostosowane do obsługi przez osoby niepełnosprawne… jasne – tanie to to nie jest… z drugiej strony – skoro facet jest w stanie samodzielnie podróżować, to telefon nie jest chyba niezbędne do życia…
    W sensie, że nie musi być pod stałym nadzorem, czy wszystko ok z jego zdrowiem…
    Do tego dochodzi motyw grzebania po cudzych kieszeniach – jasne, że za prośbą osoby, do której te kieszenie należą… ale jednak…

    Podsumowując – nie wiem, jak bym się zachował w tej sytuacji

    1. No to po co buty osobie na wózku? ;P Phoenix, no nie wyobrażam sobie życia bez telefonu czy mam ręce czy ich nie mam (tfu, tfu).
      Jak ratujemy komuś życie resuscytacją to też osoba nieprzytomna później może mieć do nas pretensje, że złamaliśmy jej żebro na przykład, ale myśli się o tym jak ratujesz życie..? Zawsze może być jakieś ‚ale’ ale kiedy ktoś nas o zwykłą przysługę prosi…

      1. dlatego powiedziałem – nie wiem, jak bym się w tej sytuacji zachował…

        Kolejna ciekawostka…

        Kobieta na peronie kolejowym – nawalona tak, że ledwo była w stanie stać… Ochrona ją odtransportowała w bezpieczne miejsce (czyli poza schody prowadzące na ten peron) – następnego dnia ochroniarze zostali pozwani PRZEZ NIĄ o molestowanie i próbę gwałtu…

        Tak, na peronie pełnym ludzi… Na szczęście monitoring był na tyle wyraźny, by panienka stuliła pysk…

        jak widzisz – czasem nawet osoba ratująca cudze zdrowie (nietrudno sobie wyobrazić „zderzenie” pociągu z osobą leżącą w torowisku…) może zostać przez ratowanego oskarżona…

        1. Taaa… nie pomógłbyś człowiekowi, który o pomoc prosi 😀
          Ty – harcerz i krwiodawca – odpowiesz człowiekowi bez rąk „nie pomogę Panu wyciągnąć telefonu z kieszeni, albowiem obawiam się, że mógłby mnie Pan później oskarżyć o molestowanie” 😀

  4. A ja bym pomogła. Kurcze ludzie co to kosztuje? Nic, jedynie trochę trzeba wyjść po za granice własnego świata w którym jest nam tak bardzo wygodnie.

    Nikt nie każde rozdawać milionów, ani poświęcać całego wolnego czasu na filantropię. Czasami wystarczy poświęcić godzinkę w niedziele na wyprowadzenie psa ze schroniska na spacer, można też dać domek tymczasowy dla kotka lub psa, który ma ofertę adopcyjną i potrzebuje tylko miejsca by poczekać na swojego człowieka.
    Albo wystarczy podejść do starszej samotnej sąsiadki spytać się jak się czuje i czy nie potrzebuje pomocy w zakupach.

    Trzeba tylko wyjść ze strefy komfortu.

    1. Pewnie, że można pomagać na tysiąc sposobów 🙂 i tak sobie myślę, że całe szczęście, że niektórzy robią to bezinteresownie i nie kalkulują jakie mogą nyć konsekwencje tej pomocy 🙂

  5. Może kiedyś spotkało ich coś kiedyś takiego jak mnie, że teraz nie bardzo się garnę do bezpośredniej pomocy na ulicy. Biegłam do domu z pracy, gdy zobaczyłam starszego pana leżącego na trawniku w pozycji tak jak by zasłabł. Podeszłam i się nachyliłam i pytam czy mogę jakoś pomóc. Na to słyszę – a co k..a nie można się wyspać?

  6. Podejrzewam, że też bym się zastanawiała, gdzie jest ukryta kamera. I podobnie jak poprzednicy sądzę, że to dziwna sytuacja.

    Natomiast Chomiczku istotne jest nie to, że ileś osób zignorowało prośbę- ważne jest to, że ktoś zareagował.

    Osobiście uważam, że ludzie nie garną się do pomagania z pewnej… obawy. My, pólnocniaki, mamy bardzo mocno zarysowaną strefę prywatności. I jest cholernie trudno przełamać zahamowania dotyczące tej strefy – czujemy się niekomfortowo, gdy ktoś obcy nas prosi o poszukanie czegoś w kieszeni, podanie ramienia, pomoc we wstaniu z krzesełka. Z drugiej strony mamy też cholerny problem z proszeniem o pomoc w takich sytuacjach. Tak więc nie jest to proste dla żadnej ze stron. Pomaganie finansowe, zwłaszcza via internet jest łatwiejsze, bo nie ma kontaktu fizycznego. Nie ma w związku z tym poczucia zażenowania 🙂

    Nie jest źle z naszą empatią, tylko jest źle z naszym sztywniactwem 😉

    1. Myślisz, że to zażenowanie z niesienia pomocy?
      W róznych sytuacjach już pomagałam ludziom. Czekałam też kiedyś z jedną rodziną na ulicy na pogotowie do nieprzytomnego członka tej rodziny. Dużo ludzi stało naokoło nas i oczywiście patrzyli ale zażenowania nie czułam. Ale może masz rację… ktoś inny mógł być zażenowany tą sytuacją.

  7. Zdarzenie autentyczne
    Kilka miesięcy temu impreza w przedszkolu (piknik z okazji dnia matki i dnia dziecka). Po imprezie w ogrodzie (podwórku) przeszkola NAGLE wszyscy rodzice i dzieci (czego wymagać od przedszkolaków kiedy mają TAKI przykład) się zmyli. No to zostalim z Najlepszym Dzieckiem Teściowej i pomagamy to poznosić (nauczycielki zaraz po imprze miały kilkugodzinną radę – koniec roku). Nagle słyszę, jak jedna z przedszkolanek op… obsztorcowuje męża przez telefon „To tak? Zostawiłeś mnie z problemem?” i potem tłumaczy koleżance (ja wszystko słyszę), że zabrała dziecko (8 czy 9 lat) na piknik, mąż nie odbierze bo coś tam, a ona teraz musi zostać na radzie, a dzieciak? Ma czekać te parę godzin…
    Wtrąciłem się, że nie ma problemu. Niech poda adres zawiozę dziecko (no samo przecież nie pojedzie komunikacją miejską).
    Ranyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy
    Ile ta kobieta miała problemów? Czy aby moja żona wie, że chcę jechać?
    Czy aby moje dzieci na tym nie ucierpią (CHOLERA zostały w przedszkolu, do którego chodziły pod opieką WŁASNEJ MATKI !!)
    Do brzegu
    Żyjemy w szalonych czasach. Powiem więcej, w poj…nych czasach. Gdzie odrobina empatii, uśmiechu normalnego (a może ja jestem z piosenki Kazika-ChomiQ nie pamięta, jej wtedy nie było jeszcze na świecie „już jesteśmy nienormalni dla nas wszystko jest normalne”) zachowania odbierana jest zupełnie odwrotnie do zamierzenia. Jest takie miasto w naszym pięknym kraju, na W się zaczyna (nie Wrocław i nie Wałbrzych, Włocławek też nie :D), gdzie jak powiesz w sklepie, urzędzie, czy na ulicy „proszę, dziękuję, przepraszam” to patrzą na człowieka gorzej niż gdyby rzucił starą, pospolitą, nie zużytą k…wę (kwokę miało być, a Wy? co pomyśleli?)
    PS. W mieście gdzie dzieje się Chomikowa opowieść lata temu uśmiech w sklepie i dziękuję działało? Czyżby ta zaraza z W… tam już dotarła?…
    (boje się jechać o się na wieś… a święta blisko….)

    1. Hahaha. Ale ja też bym Ci zadała 1000 pytań czy na pewno to dla Ciebie nie kłopot 😉
      Na szczęście jestem otoczona ludzmi, którzy zawsze pomagają i nie doswiadczam obojętności ale jak jestem za granica i walczę ze wszystkim sama to dostrzegam, że czasy są chyba inne…

  8. Czy ten człowiek mówił do wszystkich, czy do konkretnej osoby? Bo jeżeli mówił do wszystkich, to reakcja jest zrozumiała, tak ludzie reagują z natury i nie jest to żaden przykład zwyrodnienia. Na wszystkich kursach ratownictwa uczą prawidłowego wzywania pomocy – nie wołamy, czy ktoś może zadzwonić po pogotowie, tylko zwracamy się do konkretnego człowieka, „Czy pan w zielonym sweterku może zadzwonić po pogotowie?”

    1. Do konkretnych osób, później do wszystkich.
      Z drugiej strony to straszne, że po pomoc musimy się zwracać osobiście, bo jest prawdopodobieństwo, że z tłumu nikt nam nie pomoże…

      1. Myślę, że to też kwestia logiki. Bo co, wszyscy mają dzwonić na to pogotowie? Ludzie chętnie zadzwonią, jak wiedzą, że oni to mają zrobić.
        Co do tego faceta bez rąk, to telefon może na przykład nosem obsługiwać, jak mu go ktoś na stole położy, czy jakimś przedmiotem w ustach. Wiadomo, jak ma go w kieszeni, to trudno.
        Ale jak on te naleśniki chce zrobić? Na zdrowy rozum, to mógłby telefon też głosowo, za pomocą słuchawki bluetooth obsługiwać, ale może go na takie gadżety nie stać.
        Pozdrawiam 🙂

        1. Yellowish 🙂
          Ludzie bez rąk prawie normalnie funkcjonują. Uźywają stóp czy ust. Dają radę ale czasem potrzebują pomocy.
          Z rymi gadżetami pewnie masz rację-nie stać ich…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *