praca nad spokojną głową, czyli niech ten świat będzie lepszy

źródło:giphy.com

Nie jestem normalna 😛 To znaczy już mam wrażenie, że jestem normalniejsza, niż kiedyś 😉 ale do doskonałości niestety nadal mi daleko 😉
Jeszcze na studiach byłam bardzo zakompleksioną dziewczyną. W ogóle nie wierzyłam we własne siły i trzymałam się ludzi, którzy tylko mnie akceptowali. Nie było ważne, czy byli dla mnie dobrzy, czy nie i co tak naprawdę ze mną robili. Ważne było to, że mnie akceptują. Dlatego moje pierwsze „związki” to istna pomyłka. Dawałam sobą poniewierać i nie miałam nic przeciwko wykorzystywaniu mojej osoby. Do tego wszystkiego ogromne kompleksy, zmartwienia… I taka toksyczna mieszanka wyniszczała mnie wewnętrznie. I psychicznie i fizycznie.Gdzieś przypadkiem trafiałam w Internecie na artykuły opisujące toksyczne związki, artykuły o tym jak powinny wyglądać zdrowe relacje międzyludzkie i czego powinno się oczekiwać od ludzi nam bliskich oraz od ludzi, którymi się otaczamy. Obserwowałam moje „przyjaźnie”, wyciągałam wnioski z relacji między mną a partnerem i próbowałam wprowadzać w swoim życiu ZMIANY.
Odsuwałam od siebie koleżanki, które wiecznie „nie miały czasu” na spotkanie ze mną. „Przyjaciółka”, która nigdy nie słuchała tego, co mówię już nie jest nawet moją koleżanką. Mężczyznom, którzy nie potrafili spełniać moich podstawowych oczekiwań też przestałam pozwalać na wprowadzenie się ze swoim zbyt dużym obciążającym mnie bagażem w moje życie.
Najgorzej szło mi ograniczenie relacji w rodzinie. Bo przecież to RODZINA. Nieszczególnie zainteresowana moim życiem. Do tego wieczne kłótnie, sceny zazdrości i… najzwyklejsza w świecie GŁUPOTA.
NO NIE! Po co mi coś, co tylko powoduje u mnie ból głowy i nerwy? Wystarczy, że w pracy jestem zmuszona mieć do czynienia z ludźmi, którzy doprowadzają mnie do stanu lekkiego szaleństwa. Czas prywatny ma być czasem, kiedy odpoczywam i się uspokajam. Przy bliskich chcę nabierać energii, chcę się śmiać i czuć SENS.
Efekt jest taki, że moja rodzina w tej chwili to dla mnie tylko 3 osoby a grono znajomych to niewielka grupa ludzi, która zawsze mnie słucha, nigdy nie krytykuje, ale WSPIERA i ma CZAS. I wiem, że jakbym stała pod ścianą, to oni  pomogą mi tę ścianę obejść lub ją przeskoczyć.
Zmieniłam też sposób myślenia a raczej staram się NIE MYŚLEĆ. Myśli, to tylko… MYŚLI. One nie zostawiają żadnego śladu w rzeczywistości. Moje dotychczasowe myśli to generalnie „zamartwianie się” oraz bezsensowne analizowanie,które nic nie wnosiło w przyszłość. Po co mi coś, co nie przynosi żadnych efektów? Po co zadręczać się czymś, co nic nie wnosi w moje życie? Tylko alkohol w lodówce mi się ciągle kończy 😉

Szkoda tylko, że ilość ludzi, która próbuje wprowadzać pozytywne zmiany w swoim życiu jest tak niewielka… A co jeszcze bardziej mnie zaskakuje, to BRAK wiary, że może być lepiej i chęci podjęcia jakiejkolwiek próby.
Mam w pracy naprawdę przystojnego kolegę. Jest wysoki, proporcjonalny, dowcipny i bardzo szczuplutki (zawsze sobie powtarzam, że go nienawidzę, kiedy jak zwykle słodzę mu kawę i herbatę trzema łyżeczkami cukru 😛 ). I właśnie to „szczuplutki” jest jego OGROMNYM kompleksem. Chodzi 3 razy w tygodniu na siłownię, wyżera wszystko co ma masę białka. Ubiera się w bardzo luźne bluzki, kupuje modne spodnie i kurtki i zawsze, kiedy zakłada coś nowego pyta się mnie jak wygląda.
-Dobrze. Elegancko jak zwykle, tylko nie wiem po jaką cholerę ci ta luźna bluza na tą cudowną bluzkę.
Mamrocze coś pod nosem a ja dobrze wiem, że chodzi mu o to, że jest chudy.
-Ty! Ogarnij się!-Krzyczę na niego w kuchni. Mało ci kobiet, które się za tobą odwracają? Do tego masz ŻONĘ a ty masz nadal kompleksy???
-Bo Chomik, jak ja WYGLĄDAM?! Jak taki ludzik z plasteliny, który ma wszystko za długie! Ja nawet nie potrafię się poruszać jak prawdziwy maczo!
Wzdycham…
-No, ale czy ktoś ci kiedyś powiedział, że tak wyglądasz?
-No nie…
-To skąd ten pomysł? Co ci się w tej główce pomieszało?
-Bo ja TAK WYGLĄDAM! Łażę na tą siłownię już rok i tylko 5 kg przybrałem na wadze.
-Do tego słodzisz 3 łyżeczki, wyjadasz pierogi i bezczelnie na moich oczach wciągasz kanapki z Nutellą. Nienawidzę cię, wiesz?-Mówię do niego spożywając sałatkę owocową…
-I dalej wyglądam jak wyglądam.
Wzdycham, bo wiem, że to jest kwestia, która zatruwa mu życie. Nie ma dnia, kiedy nie widziałabym jak poprawia na sobie bluzę, żeby wydawał się „szerszy”.
-A ty nie myślałeś o tym, że po prostu zaakceptować siebie? Nie jesteś głupi, masz fajny styl, masz wspaniałą rodzinę i dobrą pracę a ty nadal masz ze sobą problemy.
-I jeszcze chciałbym sobie wstawić licówki.
-Bo co? Zęby też nieładne?
-Bo są okropne!
-Ja bym ci radziła iść do psychologa! Bo ty masz naprawdę problem ze sobą.
-Zwariowałaś? Ja po prostu muszę przytyć i muszę mieć nowe zęby. Wtedy będzie super!
-Wątpię. Znajdziesz sobie coś nowego, co trzeba poprawić.
-Chomik! Ty i ten twój optymizm!

Dzisiaj w pracy rozmawialiśmy na lunchu o toksycznych relacjach z rodzicami. W rozmowie wspomniałam o alkoholizmie i o samotnej matce, która nie pozwala dorosłemu synowi założyć własnej rodziny, bo ta „umrze” albo na każdy jego powyższy pomysł reaguje dusznościami.
-I wiecie co jest najgorsze? Ze te żony od alkoholików, którzy je biją, to nie odchodzą a nawet skaczą dookoła nich a ten syn nigdy nie ułoży sobie życia, bo mamusia to typowy bluszcz, który go osaczył. To są chore relacje.
Większość wybuchnęła śmiechem.
Patrzę się na nich z wymalowanym na twarzy znakiem zapytania.
-Co was tak rozśmieszyło?
-Bo ty, Chomik tylko byś kasowała ludzi dookoła siebie.
-Ale to chyba nie jest normalne, że mąż znęca się nad żoną a mamusia osacza dorosłego synka?
-Ale to są rodziny, no wiesz… Rodzin się nie wybiera. Trzeba je jakoś zaakceptować-oznajmia koleżanka.
Mam wrażenie, ze się przesłyszałam.
-Ale SERIO? Jak ci siostra mówi, że jesteś nikim, i że życzy ci jak najgorzej, to tak po prostu to akceptujesz? I to nie jest raz, tylko systematycznie. A jak tatuś cię tłucze i twoją matkę, to też chodzisz dookoła niego i go wspierasz w jego działaniu? SERIO?
Ciśnienie mi się podniosło.
-Chomik! Nie można tak kasować ludzi. Tym bardziej, że to jest rodzina-popiera koleżankę Baton.
Gratuluję. Naprawdę.
Na szczęście wtrąca się druga koleżanka.
-No wiecie… Ja tam bym nie chciała całe życie mieć do czynienia z kimś, kto robi mi krzywdę albo  mojemu dziecku. To raczej nie jest normalne. Mam być nagrodą dla takiej osoby? Bo uważam, że taka toksyczna osoba jak ma wiernych ludzi dookoła siebie, to czuje się w tym bardzo pewna siebie.
-I co z tego?-znów wypowiada się kolega. trzeba z tym żyć. Życie nie jest łatwe, dobrze o tym wiecie.

Zostałam nad swoim talerzem sama. Zagubiona. I wściekła. Bo jeśli ludzie naprawdę uważają, ze takie życie to NIC i trzeba je akceptować, to ten świat NIGDY nie będzie nawet odrobinę lepszy.

16 odpowiedzi do “praca nad spokojną głową, czyli niech ten świat będzie lepszy”

  1. Jak dobrze że ten artykuł napatoczył Ci się. Z twojego artykułu wynika że ludzie nie potrafią znaleźć normalnych znajomych a rodzina no cóż jeśli nie idziesz na ślady takie jakie oni mają to dziwak jesteś, odwagi dalszej życzę ci. Abyś znalazła kogoś fajnego by być razem z nim.

  2. Gratuluję odwagi w robieniu porządków towarzyskich.Często jest tak,że mamy świadomość wykorzystywania przez innych,ale brakuje odwagi,żeby to zmienić.W pózniejszym wieku jest to lęk przed samotnością i się godzi na bylejakość w codziennym życiu.

    1. Brakuje odwagi, żeby powiedzieć „nie” temu komuś lub „czemuś”, kto nas niszczy? Nie mamy NIC innego w życiu, oprócz SWOJEGO życia. To jest jedno jedyne, co mamy i mamy je sobie niszczyć przez kogoś, przez brak odwagi…?

  3. czas na jeden z najdłuższych, a zdecydowanie najpoważniejszych (kto wie – może nawet najmądrzejszych…) moich wpisów na Twoim blogu…

    Są osoby, które myślą o sobie tak, jakby byli bluzkami. Osoba taka trafia na wystawę (staje się singlem) – na początku pełna cena, no bo wiadomo, nówka sztuka… Mija tydzień, drugi, trzeci… cena zaczyna spadać (samoocena), bo zero zainteresowania… Po jakimś czasie sprzedawca chce taką bluzkę sprzedać za wszelką cenę – choćby za 1% wartości… to właśnie w takim momencie tacy single łapią się byle kogo, byleby był…

    Cały dowcip polega na tym, że to nieprawda. Człowiek nic nie traci na swojej wartości przez to, że jest sam. Oznacza to również, że nie ma sensu być z byle kim, byleby tylko być, ponieważ to tylko pogarsza samoocenę… (wracając do porównania – bluzki z second handu nigdy nie będą w cenie bluzki prosto spod igły…)

    Wiem to po sobie. Potrzebowałem sporo czasu, oraz nawiązania kontaktu z tą właściwą osobą, bym to pojął… Czego życzę wszystkim, którzy obecnie są zagubieni

    1. Oczywiście, że człowiek przez to, że jest sam nic nie traci na swojej wartości. Często jest tak, że są to osoby właśnie silniejsze, bo potrafią działać w życiu samemu i nie łapią się byle czego, co jak widać często ludzie robią.
      Kwestia jest też inna, o czym tutaj teraz pisałam- relacje z innymi nas niszczą, nasze kompleksy nas niszczą a my NIC z tym nie robimy…

  4. Egoizm kwitnie więc ten świat nie będzie lepszy. A kult własnego wyglądu mnie przeraża. Rozumiem dbanie o siebie ale to co teraz ludzie wyczyniają… Nawet nie wiem jak to nazwać.
    Ale tak – jestem za kasowaniem toksycznych istot z najbliższego otoczenia.

  5. można, trzeba, dla własnej ochrony, ale u nas rodzina to mocno zakorzeniona instytucja – jeszcze jak Bóg zwiżzal to o joj joj…..mąż bije? poradzisz sobie tylko nie bierz rozwodu bo jak to tak? nie wypada…..
    nie wypada
    nie można
    a gucio!
    Można, Trzeba.
    Matka toksyczna? A sio.
    Rodzeństwo ma coś z głową? A sio.
    Nie trzeba być ofiarą. Nie trzeba wysłuchiwać. Wolność ….:)

    Najważniejsze to żyć zgodnie z sobą i własnymi zasadami. To daje poczucie siły i bezpieczeństwa.

    Jak usłyszałam, że ja matka kupuję w w TYM wieku motor ,,,jak to tak…..pokazałam tylko uśmiech, bo czy macierzyństwo ma mnie ograniczać, dlaczego? a wiek tym bardziej? nie rozumiem.

    nie rozumem ludzi, którzy sami sobie i dla siebie zakładają sidła
    a potem płaczą bo boli…….

    1. WŁAŚNIE! „Samo sobie zakładają sidła!! To jest genialne określenie! 🙂
      Arte, wyjaśnij mi czemu nie wszyscy tak myślą…?

  6. Ej wiesz co? Chyba też bym została z tym lunchem sama. Nie rozumiem jak ludzie mogą dawać przyzwolenie na krzywdzenie innych. Bo to rodzina. A chu* że rodzina, to taki sam człowiek jak ja i ty, jedynie genom po części wspólny. Ja moje relacje z rodziną ograniczyłam do minimum. Mam też tylko parę najbliższych mi osób, a resztę omijam szerokim łukiem i nie przyznaję sie nawet że to moja rodzina, no bo w imię czego? Tego że zawsze mną poniżali, nigdy nie szanowali? Uważam że nie zasługują na moją uwagę.
    Odkąd odcięłam tych wszystkich fałszywych przyjaciół i „życzliwych” członków rodziny moje życie jest spokojniejsze, pełniejsze i szczęśliwsze.
    Owszem nadal mam problemy jak każdy inny, ale to są moje problemy z którymi sobie poradzę, a gdy będę potrzebować pomocy mam zawsze kogoś blisko mnie.

    1. Ty to rozumiesz, ja to rozumiem… Wiesz jak mnie denerwuje, kiedy ludzie myślą tak, jak bohaterowie mojego wpisu? STRASZNIE mnie to wkur**** :/ I jak to Arte napisała „sami sobie zakładają sidła a potem płaczą, bo boli”. A jak to dotyczy bliskich mi osób, to już w ogóle szlag mnie trafia. SZLAG NAJJAŚNIEJSZY.

      1. To mamy bardzo podobne postrzeganie tego. Ja się dosłownie gotuję na takie teksty i nie umiem przejść obok tego obojętnie. uważam że to jest nic innego niż czysty masochizm.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *