nie lubię niespodzianek

źródło: pixabay.com

Już długo nie zastanawiałam się nad tym dlaczego nie przepadam za niespodziankami. Odkąd tylko pamiętam na samą myśl o słowie „niespodzianka” dostawałam dreszczy i zamykałam się w sobie. Staram się sobie przypomnieć, czy przeżyłam kiedykolwiek jakąś traumę związaną z niespodzianką, ale… no nie… Albo NIE PAMIĘTAM 😉 bo było to tak traumatyczne przeżycie, że wyparłam z pamięci 😜
Jestem natomiast pewna, że bardzo często, gdy słyszałam słowo „niespodzianka” później byłam dość głęboko rozczarowana. Nie, żebym spodziewała się nie wiadomo czego, ale te niespodzianki chyba z reguły były kompletnie nietrafione… Czytaj dalej nie lubię niespodzianek

bo ty, chomik jesteś twardsza, czyli przyjaciółka w akcji

źródło:pixabay.com

Robię w swoim życiu ostatnio dużo zamieszania. Wszystko oczywiście tylko po to, aby uzyskać spokój wewnętrzny i równowagę. Jak zwykle 😛 Cała JA. Zaczęłam rozmawiać z ludźmi i przyglądać się sobie. Chcę zmienić, to co jest złudne lub mylące, bo wiem, że często daję błędny obraz samej siebie.
Nauczyłam się (tak- nauczyłam ) być twardą kobietą. Rodzicielka pokazywała mi taką siebie, więc i ja uczyłam się do niej taką być.
Śmiało podejmowane decyzje, żadnych głębszych analiz. Kolory czarny lub biały. W lewo lub w prawo. Żadnych półśrodków. Taki stworzyłam obraz siebie, tłumiąc w sobie wiele emocji i myśli.
I właśnie taki obraz siebie dopiero uczę się zamazywać.
Były Żołnierz ma przyjaciółkę. Dobra, powiedzmy, że jestem w stanie wziąć na barki tę ich przyjaźń. Ja też mam przyjaciół pod męską postacią, choć muszę przyznać, że flirt od czasu do czasu między nami się pojawia. Taka damsko-męska przyjaźń. Dupa a nie przyjaźń, ale niech będzie, że taka relacja ma prawo istnieć. Ma prawo bez łóżka, ale na pewno nie jest to czyściuteńka relacja.
U Byłego Żołnierza podobno jest.
AKURAT.
Czytaj dalej bo ty, chomik jesteś twardsza, czyli przyjaciółka w akcji

wykreować życie z artystą..?

źródło: pixabay.com
źródło: pixabay.com

W końcu obie z Moją N. znalazłyśmy czas na spotkanie. Dużo się w ciągu ostatnich tygodni wydarzyło i obie z niecierpliwością czekałyśmy na omówienie wszystkich spraw.
-Dobra, Chomik, ty mi lepiej szybko opowiadaj o twoich randkach. Co tam się dzieje? Są szanse, że w końcu coś się zacznie z twoim życiem dziać?
-Uspokój się! Za mąż nie wychodzę!
-No JESZCZE nie, Chomik! Nastaw się pozytywnie! I opowiadaj. Z kim się spotkałaś. Od samego początku-tonem rozkazującym nakłania mnie do zwierzeń Moja N.
Nakłaniać wcale mnie nie musi 😛 Czytaj dalej wykreować życie z artystą..?

historie miłosne na książkę

źródło: pixabay.com
źródło: pixabay.com

Jestem w Grecji ponad 2 miesiące. Niedługo. Na wiele rzeczy potrzeba więcej czasu, niż te marne 2 miesiące. Człowiek przez ten czas nawet nie zdąży porządnie się zakochać a tu proszę… Tyle się dzieje. Wysłuchałam tylu nieszczęśliwych historii, byłam świadkiem wielu rozczarowań, kłótni, rozstań i łez, że mam wrażenie, że przeżyłam tutaj przynajmniej rok (oby nie 😛 ).
Pamiętacie mojego sąsiada, któremu pół roku temu zmarła narzeczona? Pisałam o nim jakoś na początku mojego przyjazdu do Grecji.  http://niecodzienne-notatki.blog.pl/2016/05/02/opowiesci-o-bylej-czyli-mistrzyni-faux-pas/
Chłopak mówił, że potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby sobie wszystko poukładać w głowie, bo to była prawdziwa miłość i miała się przecież sformalizować przed ołtarzem.

Czytaj dalej historie miłosne na książkę

siła przyciągania

customer-magnet-1019871_1280Znacie to uczucie, kiedy ubranie się naelektryzuje i czepia się go wszystko, co tylko może? Od drobnych paproszków po większe nitki i paskudztwa. Ręką przecierasz, mokrą szmatką machasz a to tylko pogarsza sprawę. Czepia się wszystko to, co chcielibyśmy, żeby się nie czepiało.
Ja też tak mam.
Najczęściej, jeśli chodzi o nieodpowiednich facetów. Ale o tym już było wiele razy, więc nie ma, co roztrząsać tego, że Poliglota i tak się do mnie odzywa i tak, i  że liczy na to, że jednak nadchodzący sezon spędzę z nim w pracy w Hiszpanii; że zaczepi mnie na mieście największe (nie o centymetry niestety chodzi 😛 ) „nieszczęście” zagajając w najgłupszy z możliwych sposobów („O rety! Ile masz wzrostu?”) itd.
Mam znajomą. Wiecznie psuje jej się telefon. I to nie jest tak, że ta dziewczyna nie ogarnia nowinek technologicznych. Jej autentycznie ZAWSZE coś w telefonie szwankuje. Średnio raz na pół roku swój każdy kolejny nowy telefon oddaje do naprawy. A to bateria, a to oprogramowanie a to nie wiadomo co jeszcze…
-Chomik, cholera jasna! Daj mi swój numer telefonu, bo oczywiście mam zapasowego smartphona a ciągle jakoś mi umyka wgrać tam na wszelki wypadek swoje wszystkie kontakty. Nic mnie to życie nie uczy- pisze do mnie na komunikatorze.
-Laska, a ty myślałaś o jakiejś akcji zrzucania klątwy, czy egzorcyzmach?- pytam ze śmiechem, bo naprawdę bawi mnie jej los 😉
-Ty! A ty taka mądra się zrobiłaś? Może pogadamy o tym, co ciebie się trzyma całe życie, co?-odgryza się- Może pójdziemy na takie przyjęcie razem, co?
Wybuchnęłam śmiechem, bo faktycznie „taka mądra się zrobiłam”. Całe moje życie przyciągam do siebie dziwne osoby, albo ludzi z nieszczęśliwymi historiami. Ja już się zaczęłam bać kontaktów międzyludzkich! Idę ulicą i doczłapuje się do mnie jakaś babulina z potrzebą porozmawiania. Wiadomo jak wygląda babulina. Najczęściej smutna taka, zszargana życiem… Zresztą nie ma się co dziwić- w tym kraju nie znam zadowolonego emeryta. A nie, przepraszam- moja babcia cieszy się od jakiegoś pół roku ze wszystkiego. Łyka codziennie „pocieszacze” przepisane przez psychiatrę…
No to jak nie przystanąć i nie wysłuchać babuliny, która najwyraźniej „pocieszaczy” nie łyka…? I opowiada mi historię, jak to ją własna córka wyrzuciła z mieszkania i musi teraz mieszkać gdzieś, gdzie nie ma nawet bieżącej wody… Jak całe życie pełna dobroci i miłości pomagała dzieciom, wnukom a teraz spotkał ją taki los. Aż się boję spytać „Czy jakoś pomóc?”, bo może mi życia może nie starczyć na pomoc. „Nie, ona tak tylko…” A mnie się serce łamie. Wyrzutów sumienia mam jak stąd na Księżyc. Mogłabym pół Europy nimi obdarować…
I tak jest prawie cały czas. W ciągu ostatnich 4 miesięcy odebrałam tyle telefonów od znajomych, którym świat się walił, bliscy ciężko chorowali i inne nieszczęścia na nich spadały, że brakowało mi sił na walkę z codziennością. Jakbym sama miała mało zmartwień i stresów…
Haloooooo! Czy jest tu ktoś, u kogo wszystko okej?
Kto musiał wysłuchać moich wszystkich zmartwień? Padło na Moją N. Dobrze, że dziewczyna jest wrodzoną optymistką, więc jakoś zniosła te wszystkie nieszczęścia, którymi obdarowałam jej blond główkę… Ciekawe, czy ktoś jeszcze też ją obdarowuje takimi smutkami 😛
-Bo ty za miła jesteś! Po co to wszystko robisz?- pyta znajoma.
-Nie wiem! Chyba wydreptuję sobie drogę do nieba! Wiem, że jestem za dobra, że wysłuchuję itd! Wiem! Ale z drugiej strony, czy coś mi w życiu ubędzie, jak kogoś wysłucham, albo komuś sprawię przez chwilę przyjemność?
-To idź wydrepcz drogę do baru i przynieś coś nam dobrego- kwituje ze śmiechem znajoma.
Wzdycham sobie tak teraz. Może to, że koleżance ciągle psuje się telefon, to po prostu jakieś fatum. A to, że ja ciągle przyciągam ludzi z nieszczęściami, to…
To co???? Opętanie? 😛

kobiety muszą znać prawdę

beyonce laughing gif
źródło: giphy.com

Każda kobieta chce być kochana. Miłością wielką, namiętną, do końca życia. I SZCZERĄ.
BANAŁ.
Chcemy wierzyć w te ogromne męskie miłości, w te bajki, które nam opowiadają mężczyźni już na drugiej randce, po to tylko, żeby nas zaciągnąć do łóżka. Tak bardzo przywykłyśmy do tych bajek, że kiedy któryś z nich chce być  z nami szczery i nie snuje opowieści o wielkiej miłości, która rozjaśniła im życiową drogę, niczym księżyc w pełni oświetlający zagubionym drogę w ciemnym lesie codzienności 😛 to nie potrafimy się w tym odnaleźć.
Zadzwonił do mnie zza wielkiej wody Prawie Idealny. Babiarz okrutny. Mistrz w swoim fachu. Krążą legendy, że kiedyś była taka, która mu nie uległa.
Miała na imię Chomikowa 😀
Mimo wszystko UWIELBIAM GO. Uwielbiam słuchać jego opowieści o nowych podbojach miłosnych, bawią mnie jego zdjęcia, które mi wysyła z kolejną „tą jedyną” (co oni mają z tym wysyłaniem mi zdjęć z laskami???) i o nowych tekstach, którymi podrywa kolejne ofiary na jedną noc. Ale w tych wszystkich jego podrywach nigdy nie usłyszałam, żeby którejkolwiek powiedział, że ją kocha lub coś z tych rzeczy. I chyba żadna go do tej pory się go o to nie pytała, albo może nie była tak zdziwiona odpowiedzią. Aż do wczoraj….
-Chomik! No słuchaj! Leżę sobie wczoraj po całkiem niezłym seksie z jedną panną i ona raptem się mnie pyta, czy ja jestem w niej zakochany.
Wybucham śmiechem 😀 Matko, jakie to typowe 😀
-Baby to mają wyczucie chwili, prawda?- pytam, kiedy już mogę złapać oddech- A ty oczywiście wyjmujesz z majtek pierścionek zaręczynowy i opowiadasz o miłości aż po grób?- ironizuję.
-Taaa. Trochę mnie znasz- odpowiada bardzo ubawiony- ale ty, Chomikowa słuchaj, bo dalszy ciąg jest lepszy. Mówię, że oczywiście nie jestem zakochany a ta cała w szoku! Mówi, że to NIEMOŻLIWE, żebym jej nie kochał! Czujesz?!
-Uuu, kochany! To wyrwałeś chyba niezłą pannę, którą każdy adorował słowami „kocham cię”. Albo jest taka boska, że faktycznie się w niej zakochiwali.
-Chomikowa, czy ja kiedyś spotykałem się z jakąś panną wybrakowaną? Zresztą słuchaj dalej! Ona się mnie pyta, czy ja w ogóle kiedykolwiek kochałem jakąś kobietę. No to ja znów mówię, że „nieeeeee”. Przecież nie będę jej wciskał kitów. A ta ma oczy już szerokie jak nasze pięciozłotówki, po czym mi mówi, że ja w takim razie jestem gejem. GEJEM! CZUJESZ?! JA!!!
Ja się znów pokładam ze śmiechu. Jego życie towarzyskie nadaje się na książkę, o czym zresztą go poinformowałam 😀
-Chomikowa, to nie wszystko- kontynuuje wesoły Prawie Idealny- ona mi normalnie wmawiała, że ja MUSZĘ być gejem, skoro jej nie kocham, aż się zacząłem denerwować!
-Ty?! Przecież ty jesteś oazą spokoju!
-Właśnie! Ale jak się nie denerwować, kiedy ona tak się nakręciła, że to wszystko zaczęło się robić NIESMACZNE? Ja gejem!
-I co zrobiłeś?
-Kurde… opuściłem jej domostwo, bo kompletnie się zniesmaczyłem. Odechciało mi się kobiet na jakieś 2 tygodnie.
-Chłopaku, ty za długo w tych Stanach siedzisz. Kiedy lecisz dalej?
-Właśnie! To był gwóźdź do trumny. Decyzja podjęta. Za tydzień lecę albo do Meksyku, albo na Kubę. Będę pił, to co się pije i będę palił, to co się tam pali.
-I będziesz uprawiał seks z pięknymi kobietami.
-Będę!
-I będziesz mi wysyłał kolejne zdjęcia z twojego pięknego życia.
-Będę!
-Spadaj.

Tak sobie myślę o tych wszystkich biednych, wykorzystanych (na własne życzenie) dziewczynkach, które dziwią się i płaczą, kiedy okazuje się, że facet, z którymi spędziły jedną lub dwie noce jedyne plany jakie ma na przyszłość, to te jak „wyrwać” kolejną pannę. Czy one naprawdę nie potrafią wyczuć, że ten konkretny podryw jest podrywem tylko na raz…? Czy może są tak naiwne i liczą, że „akurat może mnie się uda”? Kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jednak nic z tego nie będzie, trzeba się upewnić pytaniem „czy mnie kochasz?” Najlepiej zaraz po seksie 😀

zakochana Blondynka i świetlana przyszłość Chomikowej

źródło: giphy.com

W weekend spotkałam się z Moją Blondyną. Jakaś kawa, zakupy, pierdu, pierdu. I jak bumerang wrócił temat Zaślepionego. Temat Zaślepionego ciągnie się już dobre 3 lata.
Swoją drogą tylko ta dziewczyna potrafi wszystko tak rozwlec w czasie… Chłopak próbuje ją zdobyć już właśnie jakieś 3 lata. Dobra- idealny nie jest, ale Moja Blondynka też nie 😉 Tak więc jak na moje Chomikowe oko pasują do siebie IDEALNIE. Dziewczyna kołuje nim, kręci, odrzuca, flirtuje, po czym dla odmiany znów kołuje, kręci tylko po to, żeby za chwilę śmiertelnie się na niego obrazić. A on? A on nadal wierny jak pies.
Jakiś rok temu podczas kolejnej rozmowy straciłam cierpliwość, bo mi się chłopaka autentycznie szkoda zrobiło.
-Laska! A możesz mi wyjaśnić czemu ty nie chcesz z nim być? Czego mu brakuje?!
-Bo on mnie za dobrze zna.
-Proszę cię! Nie doprowadzaj mnie do szału!- zaczynam podnosić na Blondynę głos, co oznacza, że naprawdę tracę cierpliwość- Ty się powinnaś cieszyć, że on dobrze cię znając nadal chce z tobą być! Bo ja bym nie chciała, zabiłabym cię.
-Oj, nie przesadzaj… Jestem troszkę zakręcona i niezdecydowana, ale żeby zabić…?
-Tak! Bo ty robisz facetowi wodę z mózgu! Radek też ci tak robił i ile się z niego leczyłaś?! Jak możesz tak robić komuś innemu? Zaślepiony to nie jest zły chłopak, on sobie na to nie zasłużył!
-Nie krzycz na mnie, Chomikowa!-Blondyna widzę, że też mimo szczerej miłości do mnie również zaczęła tracić cierpliwość.
-Bo ja ciebie nie rozumiem! Skoro nie chcesz z nim być, to czemu z nim flirtujesz i dajesz mu nadzieje?!
-Ja mu niczego nie obiecywałam.
Dostaję szału. To nie jest zła dziewczyna. Naprawdę nie jest. Raz została mocno skrzywdzona przez Radka (na własną prośbę zresztą, bo mnie nie słuchała) i od tego czasu coś się z nią porobiło.
-Ale cały czas odpisując na jego smsy i umawiając się z nim na którąś tam z kolei kawę (o wspólnych wakacjach do cholery nie wspominając!) dajesz mu nadzieję, że jednak coś z tego będzie a sama zresztą mówisz, że go lubisz, to czemu NIE CHCESZ spróbować?
-Bo on mnie zostawi.
-Bredzisz. Skąd wiesz? A nawet jeśli, to TRUDNO. Świat się nie skończy, uwierz mi.
-Dobra, nie będę z tobą gadać na ten temat.
Proszszszszszsz…….
I nie gadałyśmy. Dobre kilka miesięcy. Aż w ten weekend znów niestety wrócił temat Zaślepionego.
-Wiesz Chomikowa, to taki dobry chłopak i tak fajnie nam się znów gada.
Biorę głęboki wdech. Nie chcę się nic odzywać, bo zaraz znów się pokłócimy.
-To nic nowego, Blondyna.
-No właśnie… To niesamowite, że on tak dobrze mnie zna. On czyta już w moich myślach, wiesz?- zamyśla mi się.
Obserwuję ją, bo przy temacie Zaślepionego zdarzyło się to tylko raz a potem i tak nic z tego nie było. Przy okazji oczywiście przeglądam sukienki, które są BOSKIE… Tylko gdzie ja bym takie cacuszka założyła… 🙁 Chyba tylko na Sylwestra, którego spędzę znów nie wiadomo jak…
-To chyba dobrze, że… tak dobrze cię zna, nie uważasz?
-No nie wiem, czy dobrze… I używa nowych perfum… Pachnie w nich BOSKO. Wyprzystojniał…
-Matko kochana, to się z nim chociaż prześpij- daję radę ostateczną, bo już mi sił brak.
Blondyna jednak obrzuca mnie wzrokiem śmierci.
-A ty co taka święta?! Ty mnie tak nie karć wzrokiem! Nie masz 15 lat i dziewicą też nie jesteś! Jak nie wiesz co z nim zrobić, to się z nim prześpij. Może wtedy będziesz wiedziała.
Jejku… SPÓDNICZKA! Czarna! Potrzebuję czarną spódniczkę…. ale mam taką już niebieską i szarą… Ale czarnej nie mam. Blondyna jako głos rozsądku przypomniała mi, że mam taką niebieską i szarą. Niech ją szlag. Rozsądek zwycięża… 🙁
-Nie pójdę z nim do łóżka- odpowiada, ale coś nie jest przekonana.
-A niby czemu NIE?!- pytam podirytowana i bardzo mnie ciekawi jaką wymówką mnie teraz poczęstuje.
-A no nie wiem. Na pewno jest dobry w łóżku… Ale co jak mnie zostawi? Co jak nam nie wyjdzie?
-To świat się NIE SKOŃCZY! Radek też cię zrobił w trąbę i popatrz- jesteś tu i teraz ze mną na zakupach. Zobacz jak jest fajnie- ciuchy przymierzamy, kawę pijemy, śmiejemy się. Żyjesz i jest dobrze. Jak nie wyjdzie, to pójdziesz na wino, trochę popłaczesz i świat się będzie dalej kręcił.
-Pójdę na wino z tobą, Chomikowa.
-Oczywiście, że ze mną. Ze mną się chodzi na wina wszelakie 🙂
– Jak to dobrze, że cię mam, Chomikowa! Ty mi zawsze humor poprawisz!
-To czasem posłuchaj rad cioci Chomikowej. Kto, jak kto ale ja mam za sobą tyle rozstań, że wiem jak to działa. Ogarnij się więc i zrób coś z tym wszystkim. W jedną albo drugą stronę. Nie można tak kołować człowiekiem.
-Może i powinnam, ale mnie przeraża to, że on mnie tak dobrze zna, i że wszyscy nas widzą jako przyszłą parę…
-Bo PASUJECIE do siebie a on cię naprawdę musi kochać. Pomyśl jaki skarb jest koło ciebie a ty nie chcesz mu nawet dac szansy, bo…? Bo co jak cię zostawi? Błagam cię.

Kilka minut temu dostałam smsa od Blondyny. „Ja pierdzielę. Jestem przerażona. Spędziłam z Zaślepionym cały weekend i jestem spanikowana. On jest wspaniały, męski, podniecający i taki kochany. Całuje świetnie! Już sobie wyobrażam jaki musi być w łóżku! I chyba ja też jestem zakochana! Chomiczku, dziękuję ci za tą naszą ostatnią rozmowę! Dziękuję!”
3 lata na to czekałam….
I w tej chwili coś sobie uświadomiłam… Moja Blondyna to była ostatnia dziewczyna z mojego otoczenia, która nie miała partnera… Właśnie otworzyła się przede mną perspektywa spędzania wszystkich wolnych wieczorów z Trytkiem, czyli kotem Rodzicielki i Przyszywanego Ojca.

Bosko.
Tak, użalam się nad sobą.

subiektywnie o rodzicielstwie

bachorKiedy moja N., którą znam chyba od najmłodszych lat dzieciństwa (jedno z moich pierwszych wspomnień dotyczy nocnego powrotu z ogniska, w którym obie uczestniczyłyśmy z naszymi rodzicami) pokazała mi jakieś 3 lata temu swój pierścionek zaręczynowy, ogromnie się ucieszyłam i odetchnęłam z ulgą. W końcu chociaż jedna z nas będzie mogła zapomnieć o wszystkich dziwnych randkach, o swoich ex chłopach, którzy nie nadają się nawet na wspominanie o nich na tymże blogu 😉 i na spokojnie zaplanować swoją przyszłość. Bo kto jak kto, ale my obie zasługujemy na ułożenie sobie życia 😉 Gdzieś sobie uroniłam łzę na jej ślubie i chociaż nie przepadam za weselami, to u niej robiłam wszystko, żeby bawić się dobrze (może to też dlatego, że pół wesela przestałam przy fontannie z czekolady 😉 ). Aż pewnego dnia moja N. powiedziała mi… że jest w ciąży. Wszystko super, no cieszę się razem z nią, ale… Kto wypije ze mną prawie dwa wina i przeczołga się po pijaku do łazienki? Kto wyjedzie ze mną do SPA? Kto wyjedzie ze mną do TURCJI i zrobi mi najpiękniejszy turban pod słońcem? Kto o każdej porze dnia i nocy odbierze ode mnie telefon i wysłucha jak ryczę i smarczę do słuchawki, bo właśnie rozstałam się z kolejnym facetem..? I kto z pełnym optymizmem mi powie, że Ten Kolejny mój facet to już NA PEWNO Ten Jeden i Jedyny? No KTO????? Przecież teraz to już w ogóle koniec życia. Kaplica. Teraz to już o  niczym z nią nie porozmawiam oprócz o kupkach, mleczkach, kolkach nie wspominając o wyjściu gdziekolwiek. I czy w ogóle da sobie radę? Nie przytłoczy jej to wszystko? Ja byłam przez prawie całe studia nianią i wiem co to znaczy mieć dzieciaszka pod opieką. To wszystko reorganizuje. WSZYSTKO. A przecież jeszcze trzeba jakiś obiad ugotować, umyć się, wyjść czasem do toalety, nawiązać kontakt słowno-logiczny ze znajomymi. Ech…

Odwiedzam ją w szpitalu niedługo po porodzie. Błądzę po ogromnym parkingu, oddziałach, szpitalnych piwnicach i w końcu docieram do jej łóżka. Maluch urodził się za wcześnie, więc jest w inkubatorze. Ja wiem, że tragedii nie ma. Że takie rzeczy się zdarzają, i że minie kilka dni i będzie git, ale ona..? Pewnie jeszcze rok temu przyznałaby mi rację, ale teraz jest MATKĄ. A matka to najgroźniejsze stworzenie na ziemi i najbardziej zlęknione. Spodziewam się łez, nerwów i nie wiadomo co jeszcze. Jestem czujna jak wypłoszona sarna i patrzę na nią, jak na granat z odblokowaną zawleczką… Ale! O dziwo! Ona się uśmiecha, chodzi, odrobinę żartuje i czym zaskakuje mnie najbardziej zadaje mi pytanie jak JA się czuję. Bo to nie był mój najlepszy czas ani w życiu prywatnym ani zawodowym. Jestem w szoku, że tak dobrze się dziewczyna trzyma. Jestem w szoku, że się o mnie też martwi.
Po niecałym miesiącu odwiedzam ją pierwszy raz u niej w mieszkaniu. Jestem przygotowana na króciutką wizytę, bo zdaję sobie sprawę z tego jak wyglądają pierwsze tygodnie przerażonych i niezorganizowanych rodziców 😛 Robię slalom pomiędzy rozstawioną deską do prasowania, wystawionym wózkiem, gdzieś plącząca się piłką do fitnessu i docieram do łóżeczka maluszka. No jest to małe cudo, nie da się zaprzeczyć 🙂 Kiedy małe cudo się budzi, N. i jej mąż stają na baczność. Widzę, że NIC się na ten moment nie liczy- nawet wybuch jądrowy nie byłby w stanie zmniejszyć ich czujności 😉 Usuwam się na bok. Karmienie. Moja N. jak na kobietę, która niedawno rodziła, wygląda ślicznie. Nawet z tym cyckiem na wierzchu 😉  który dodaje jej- matce uroku.
Od tego momentu otrzymuję od niej regularnie wiadomości na gadu-gadu o bardzo dziwnych godzinach- o 1 w nocy, o 3, czasem nawet o 5. Nawet się dziewczyna rozpisuje!Ma czas- w końcu karmienie nie trwa 10 minut 😛
Moje kolejne wizyty pozwalają mi zaobserwować, że małe cudo jest uwieszone na swojej mamie NONSTOP. Kiedy wchodzę do jej mieszkania- ona karmi, w trakcie karmi, kiedy wychodzę- karmi. W krótkim międzyczasie trzyma małe cudo ciągle na rękach, mówi do niego, przewija je, nosi, siedzi z nim na kolanach i KARMI. Z reguły jak maluch zasypia, to śpi na jej kolanach lub ramieniu. Ha! Mało tego! Ona w międzyczasie prowadzi ze mną DIALOG! Normalny dialog o rzeczach, które dzieją się naokoło nas! To jest dopiero podzielność uwagi! 😀 Zastanawiam się kiedy ona zdążyła się umalować..? Może osiągnęła czwarty poziom wtajemniczenia wykonywania makijażu nogą? Kiedy chodzi zaspokoić najzwyklejsze potrzeby fizjologiczne…? I już kompletnie nie jestem w stanie rozwikłać zagadki przygotowania przez nią posiłku. Bo obiad na stole stoi. Nie wspominając o upieczonych babeczkach… Patrzę na to wszystko i jestem lekko przerażona. Poziom mojej paniki i zdumienia sięgnął zenitu, kiedy moja N. z marudnym małym cudem na kolanach usiadła na piłce do fitnessu i lekko podskakiwała, co by dziecko się uspokoiło. I MÓWIŁA do mnie w tym czasie! Prowadziła ze mną najzwyklejszą rozmowę na świecie! Tylko ja nie byłam w stanie się skupić ani na tym, co mówi ani na jej podskokach 😛 A dziecko zasnęło………
Patrzyłam na to wszystko z szeroko otwartymi oczętami. Nawet próbowałam moje okulary przetrzeć, bo mówię „chyba coś jest nie tak” 😉  Są pewne kwestie dla mnie niepojęte 😛

Podobno takie rzeczy można zrozumieć dopiero, jak się samemu zostaje rodzicem. No może. Zaprzeczać nie będę 😛 Jednak w szoku jestem permanentnym. I wyjść z niego nie mogę 😛 A to dopiero trzeci miesiąc jej macierzyństwa…