dziecko artystów

źródło:pixabay.com

Przyszywany jest dziadkiem od ponad roku. Za swoim wnukiem świata nie widzi (zresztą Rodzicielka będąc Przyszywaną Babcią też widzenie świata już przez małego ma ograniczone) a ja jako ciocia (chyba nie „przyszywana’?) staram się zachować resztki rozumu, co wcale przy tym maluchu nie jest proste 😉
Wyzwaniem absolutnym są natomiast rodzice malucha. Ja od samego początku wiedziałam, że to dziecko nie będzie się wychowywać w standardowej rodzinie. Jego rodzice są artystami przez wielkie A. Ojciec muzykiem i po części grafikiem a matka… matka mam wrażenie, że robi wszystko- począwszy od robienia filmów animowanych, skończywszy na ceramice. Oboje żyją w swoim świecie a rytm ich dnia wyznacza Słońce i Gwiazdy oraz… czarnoksiężnik Merlin.

Taaa.
Przyszywanemu pierwszy raz skoczyło ciśnienie, kiedy jeszcze 2 lata temu przyszli rodzice zastanawiali się nad zasadnością stosowania szczepionek. Pamiętam, jak dziś stół wielkanocny. Pięknie przyozdobiony koszyczek, szklane zajączki, rzeżucha zasiana w pięknych świątecznych miseczkach, wielkanocne potrawy na stole, piękne tulipany obwieszczające nadejście wiosny, delikatne słońce wpadające przez okno do salonu i ona… Przyszła matka, która decyzje o szczepieniu dziecka podejmie po powrocie ze Stonehenge, gdzie czarnoksiężnik Merlin podpowie jej, co jest słuszne…
Ja podniosłam głowę znad talerza wypełnionego różnymi pysznościami (informacja naprawdę musiała na mnie zrobić wrażenie, skoro cokolwiek było w stanie oderwać mnie pieczonego karczycha podawanego z ręcznie tartym chrzanem) i pytająco podniosłam lewą brew. Kątem prawego oka zauważyłam Przyszywanego, który nerwowo wyjął ze swojej doskonale wyprasowanej marynarki najnowszą wersję najlepszego e-papierosa dostępnego na rynku polskim i zaciągnął się głęboko…

W salonie zawisła mgła chemicznego dymu o delikatnym pięknym zapachu wanilii.
I cisza.
Jak na złość nikt nie dzwoni.
Nikt nawet nie puka do drzwi.
Rodzicielka z nadzieją spogląda na przyszłego ojca. Łudzi się, że chłopak może powie coś mądrego, zabłyśnie jakąś nową myślą, choćby chrząknie porozumiewawczo. Nic z tych rzeczy. Facet zdaje się być kompletnie nieobecny. Jak zwykle. On zawsze sprawiał wrażenie, jakby się czegoś ziołowego nawciągał. Póki przynajmniej 3 razy nie pada na głos wykrzyczane jego imię, na jego udział w konwersacji raczej liczyć nie można.
Nie wiem jakim cudem ten facet tworzy taką dobrą muzykę.
No właśnie- cudem.
-To ja zrobię herbatę. Herbatę. Nooo… zrobię herbatę. Albo drinka. Mamo-zwracam się do Rodzicielki swojej- chcesz drinka, prawda? Bo ja bym chciała. A dla reszty herbata, prawda???
Nie czekając na odpowiedź, wyprułam do kuchni.

Na szczęście czarodziej Merlin podpowiedział, że szczepienia są w XXI wieku słusznym rozwiązaniem.
Ciekawe jak często Merlin doradza młodym rodzicom… W doborze odpowiedniego obuwia dla małego dziecka na pewno nie, bo przez całą zimę maluch miał na nogi zakładane sandałki. Dobrze, że praktycznie zimy w tym roku nie było…
I tak mijają miesiące. Co tydzień młodzi rodzice czymś nas zaskakują. Ona potrafi polecieć sama na 3 dni do Londynu na zjazdy wielbicieli UFO, on nie wie, że fotelik samochodowy trzeba zmienić, kiedy dziecko z niego wyrasta. Ja się staram w to wszystko nie mieszać. Nie mój cyrk, nie moje małpy. Tylko Przyszywany ciągle robi się z nerwów purpurowy a denerwować mu się nie wolno. Rodzicielka coraz częściej sięga po alkohol i za wszelką cenę próbuje młodym rodzicom udowodnić, że ich dziecko nie boi się wody i można je normalnie kąpać a nie tylko wycierać wilgotną ściereczką 😛
Piękne to wszystko 😀

W weekend pojechałam z Przyszywanym i Rodzicielką po małego. Jego matka pojechała na dwa dni do Warszawy na zlot czegoś tam. Czarownic, czy UFO. Zresztą na jedno wychodzi 😉 Podjeżdżamy pod chałupę. O dziwo brama w końcu przymknięta. Drzwi od domu już nie. Witamy się z młodym ojcem i idziemy na górę do małego, który akurat drzemie. Rodzicielka delikatnie go budzi. Mały jest markotny, ale na widok babci zaczyna się śmiać. Uroczy jest 🙂 Chwilę „gadamy” do siebie i nagle z Rodzicielką słyszymy dobiegający z dołu kobiecy głos. Patrzymy na siebie jak na idiotki, bo przecież po to tu jesteśmy- żeby zabrać małego do siebie, bo ojciec cały dzień sam może nie podołać.
Może się nam wydaje?
Rodzicielka sprawdza pieluchę. Do wymiany. Pielucha. Nie Rodzicielka 😉
Schodzę na dół.
-Chłopie! Twój syn ma pełną pieluchę!
Artysta oczywiście nie zwraca na mnie uwagi. Trzeba się postarać, żeby mnie nie zauważyć. On ma to opanowane do perfekcji.
-Chcecie kawy? Zrobię kawę. I idzie do kuchni zrobić kawę.
No oczywiście.
Nagle z gościnnego pokoju wyłania się kobieca postać. Krótkie brązowe włosy, zaspane oczy i piżama w misie. Na oko w moim wieku. Pierwszy raz ją widzę na oczy.
-Dzień dobry! Jak miło pana poznać!-Mówi rozentuzjazmowana do Przyszywanego.-Miło pana poznać! Ja jestem przyjaciółką można powiedzieć tego domu. Znam Bisię prawie od urodzenia!
Przyszywany znów robi się purpurowy. Jego syn jak gdyby nigdy nic idzie na taras z kawami. To piękny, wiosenny słoneczny poranek. Dziewczę z misiami na piżamce wychodzi za kawami na taras. Wznosi ręce w kierunku słońca, lekko się wyciąga po czym wykonuje perfekcyjną… jaskółkę. Hmmm… no trzeźwa jest. Temu nie zaprzeczę.
Ogarniam wzrokiem scenę jak z filmu. W ciszy obserwuję dziewczę, które po jaskółce wykonało jeszcze kilka innych dziwnych ruchów rękoma (oczywiście skierowanych ku słońcu), młody ojciec wystawia twarz również do słońca i w ciszy sączy kawę z odrobiną półtłustego mleka. Matka moja znów zaniemówiła. To jej się zdarza. Wyjątkowo rzadko, ale zdarza…

No dobra. Wystarczy. Czas na nas.
-Matka! – Zwracam się do Rodzicielki. Bierz dzieciaka. Spruwamy stąd.

Do tematu już nie wróciliśmy.





4 Replies to “dziecko artystów”

  1. Kiedyś słyszałem takie zdanie
    „Na wzór prawa jazdy, powinny być wydawane licencje na bycie rodzicem”
    Więcej na temat tych ludzi nie napiszę.

    PS. A Przyszywany zanim spurpurowieje do końca, niech się zastanowi, kto wychował TAKIEGO zawodnika…

    1. Też uważam, że przed zostaniem rodzicem każdy powinien przejść choćby krótki obowiązkowy kurs…

      A co do wychowania… cóż. Nie będę ani nikogo oskarżać ani bronić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.