remont w czasach zarazy

źródło:giphy.com

Niech szlag te wszystkie marzenia do których się dąży! Wymarzyłam sobie kuchnię. Wymarzyłam i nie bacząc na wirusa krążącego wtedy jeszcze tylko po Azji postanowiłam zrobić sobie remont kuchni. Ja nie zrobię?! JA?! Wszystko zrobię. Choćbym miała sobie żyły wydrapać i leżeć miesiąc z bólem kręgosłupa na wykładzinie w pracy, to go sobie ZROBIĘ.
Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Jeden z remontowców uświadamia mnie, że niecałe 3 tygodnie temu wrócił z Włoch. Nie panikuj, Chomik. W Polsce to jeszcze nie ten moment, kiedy wszystkich zza granicy wysyła się na kwarantannę. Facet jest w kraju już jakieś 16 dni. Jakby coś go miało dopaść, to raczej już by dopadło. Oddychaj, Chomik. 
Etap wyburzania ścian i rozbierania starej boazerii, pod którą nikt nie wiedział co się może znaleźć doprowadził mnie jednak do ataku paniki. Facet, który „wyburza” mówi, że boi się zrywać te elementy dachu, które pojawiły się pod boazerią. Facet od remontu mówi „BURZYĆ”. Obaj patrzą się na mnie i czekają na moją decyzję. Jestem zmęczona wszystkim. W pracy pracuję za 3 osoby, Przyszywany chodzi na jakieś rozprawy sądowe, o których nikt mi nic nie chce powiedzieć a teraz dwóch facetów czeka na moją decyzję, od której zależy czy mi dach zwali się na mój potargany łeb czy nie.
-Pani Chomikowa! To są poważne rzeczy! Ja nie będę czekał tutaj do jutra na pani decyzję, proszę to zrywać, bo inaczej nie zrobimy tego, co mamy zaplanowane-podniesionym i zirytowanym tonem przemawia do mnie Szef remontowców.
-Proszę na mnie podniesionym głosem nie wymuszać od razu wszystkich decyzji! Facet od wyburzenia lekko przerażony patrzy się na mnie pytająco.
Nerwowo oddycham, patrzę na ten cholerny sufit i staram się rozsądnie do wszystkiego podejść.
-Zrywać.
Kolejne dwa dni przy każdym powiewie wiatry i najmniejszym trzasku drewna w dachu, zrywam się nerwowo na nogi. Prawie nie śpię w nocy… A jak zasypiam, to z paniką

źródło:własne

otwieram oczy. Będę w psychiatryku. Mam znajomości. Szybko mnie przyjmą…
Rodzicielka nawet nie wchodzi na górę. Chyba boi się, że tym remontem tak sobie doładuje w psyche, że tego nie wytrzyma. A ona znajomości nie ma.
Ilość szklanej waty i wszelkich innych niespodzianek przy rozbieraniu ścian mnie dobija. Wszystko mnie dobija. W pracy się ze mnie śmieją. Pracuję ostatnio z samymi facetami. Ich podejście do życia i świata niesamowicie różni się od kobiecego. Dla nich wszystko to „pikuś”. Pewnie, jakby dach się zwalił któremuś na łeb, to też byłby to pikuś.
Niech mnie ktoś przytuli i uspokoi….
Po generalnym rozpierdzielu do pracy wchodzi ekipa remontowa. Wszędzie widzą same problemy. Nic się nie odzywam. Słucham i słucham. Muszą sobie pogadać. Robota ma trwać jakiś tydzień.
Liczę się z tym, że będzie trwać jakieś 10 dni. Liczę wszystko z zapasem.
Z Szefem remontowców umawiam się na zakupy do marketu budowlanego. Pakuje mi się do mojego auta. Nie wierzę. 3 km chce zaoszczędzić na benzynie.
-Pani Chomikowa, a pani chłopa nie ma, żeby pomógł?
-Jakoś tak wyszło.
-A ojciec?
-Ojca będzie miał pan przyjemność na pewno poznać, więc pan zrozumie.
-Ahaaa. Widzę, że to będą ciekawe tygodnie, Pani Chomikowa.
– W dużej części to od pana zależy jak długo ten remont będziemy wspominać- oznajmiam zaśmiewając się.

Przez pierwsze 5 dni jestem cierpliwa. Niczego się nie czepiam. Na marudzenie, że skończyła się kawa czy nie ma kanapeczek (!!!) staram się nie reagować. Powtarzam sobie, że będzie dobrze.
Przyszywany słabo znosi ekipę. Ma pretensje codziennie o WSZYSTKO.
-Chomik! Płytkę urwali! Mają to naprawić!
Oglądam na dziesiątkach zdjęć relację z zerwanej płytki. Dzwonię do Szefa i mówię o płytce. Krzyczy na mnie, że to NA PEWNO nie oni, tylko hydraulik.
-Czym hydraulik??? Tą cienką rureczką??? ZLITUJ SIĘ PAN!
-To NA PEWNO NIE MY!
Przyszywany krzyczy, Szef krzyczy, Rodzicielka milczy, remontowcy mamroczą a ja już wiem, że na szefową bym się nie nadawała.
Po godzinie Szef przyznał nam rację. Naprawią.
Już to widzę. Po drodze jeszcze zerwali mi jedną deskę i przerwali kabel od wi-fi.
Przyszywany codziennie na mnie krzyczy. Rodzicielka krzyczy na Przyszywanego a ja tylko sprzątam i czekam na cud.
Po 5 dniach Szef poczuł, że jestem FAJNA.
-Pani to fajna jest!
Jestem, jestem….
-Tak, wiem. Wszyscy mi to powtarzają a skromność mam wrodzoną.
-No właśnie! Ja widzę jaka fajna a ja się nie mylę. Ja tu wszystko tak wyremontuję, że sobie razem gniazdko tu zrobimy.
Bożesz…. Zaczyna się. Jak ja to znam. Teraz będę mieć przerąbane do końca remontu.
-Pan się za robotę bierze a nie mi tu o wiciu gniazdka!
-Z tatusiem też się polubimy! Zobaczy pani!
-Wątpię….
😀
Codziennie od 7.30 odbierałam telefon od Szefa co jest nie tak i że musi prąd wyłączyć a Przyszywany nie pozwala i że on w takich warunkach nie będzie pracować.
Już zapomniał o wiciu gniazdka…
Na krótko.
Po kilku godzinach już spokojniejszy dzwoni po raz kolejny. To jutro o 12.00 wyłączymy prąd, okej Pani Najwspanialsza?
-Okej, tatusia poinformuję ale nie muszę być „najwspanialszą”.
-Ale pani jest! I to tego niezła dupa!
Wzdycham.
-A tatusia to jednak współczuję-gada i się śmieje.
Wzdycham…
Przy 9-tym dniu remontu już mam dość. Codziennie wracam z pracy i pokazuję co jest do poprawki. Codziennie znów szlifują i codziennie mam ogromny syf. Jestem mistrzynią mopa i szmaty. W pracy chodzę tylko i wszystko dezynfekuję. Chłopom od remontu nie mogę przemówić do rozsądku, żeby ręce myli. Mają na wirusa wywalone. Jeden z nich tak śmierdzi, że nawet jak wychodzi ode mnie, to jego smród mi się plącze po mieszkaniu. Smród niemytych stóp! Bród, smród i głupota.
To jest ponad mnie.
Szef codziennie do mnie wydzwania z problemami. Myśli, że mnie ułagodzi jak będzie mi prawił komplementy. Mam za dużo lat na to wszystko.
-A twoja partnerka co na te wszystkie komplementy i chęci zamieszkania ze mną?
-Moja partnerka umarła 2 lata temu.

Jezuuuu!
SERIO????


Facet znika na weekendy, prawie go nie ma wtedy pod telefonem i myśli, że ja uwierzę, że mu PARTNERKA UMARŁA. Bo o tym, że była żona umarła w styczniu to już też słyszałam.
To jest ŻAŁOSNE.
Mam jechać na jakieś kolejne zakupy, bo znów czegoś zabrakło.
-Człowieku! Ludzie mają w domach siedzieć a ty znów mnie wysyłasz do sklepu? Nie możesz usiąść i dokładnie wszystko policzyć? Nie będę biegać 4 razy w tygodniu na zakupy w czasach pandemii!
-Okej, to ja pojadę.
-Wielka różnica! I tak się z tobą widuję codziennie! Chociaż ręce byś mył jak z dworu przychodzisz!
-Czuję się jak z żoną teraz! Biorę!

Schodzę na dół do Rodzicielki. Siedzi przybita.
-Dziecko… jak ty sobie z tym domem poradzisz sama…?
-JAKA KUR*** MAĆ SAMA?
-No sama… jak mnie ten cały wirus dopadnie, to wiemy, że ja tego nie przeżyję.
-WIEMY KUR*** MAĆ! WIEMY! WIEM, ŻE ANI TY ANI PRZYSZYWANY NIE PRZEŻYJECIE! WIEM! ALE PRZESTAŃ! Zapal sobie papieroska na te twoja płuca, to ci będzie lepiej!

Wracam do siebie, siadam na dywanie i ryczę. Mam dość. Chcę do wszystkiego podejść rozsądnie, ale dopadł mnie Pan Słabość.
Nazajutrz po pracy wyrzucam ekipę z domu.
-Ale to jeszcze nie jest wszystko zrobione!
-Ale ja mam dość. Proszę sobie wszystkie te zabawki zabrać i już nie wracać. Ja sobie wszystko dokończę. Bałagan, smród i ilość wszystkich poprawek jest nie do przyjęcia. Biorą i wychodzą.

AMEN.
Przyszywany w końcu przestał krzyczeć.
Amen.
Weekend spędziłam na poprawkach i sprzątaniu. Wszystko skończone. Jeszcze tylko meble do wymarzonej kuchni i koniec.
Amen.
Jeszcze tylko meble. I niech się ta pandemia skończy. Wszystko kiedyś się kończy…
Nawet remont 😉 Pandemia więc też się skończy 😉

16 odpowiedzi do “remont w czasach zarazy”

  1. *poklepuje po ramieniu* 🙂
    Dalas rade, dach sie nie zawalil, remont sie skonczyl – nawet jesli sama dokonczylas 🙂
    Gratulacje, bo wiem ile to ogarniania.
    Teraz jeszcze meble i voila, jeszcze bedzie przepieknie, jeszcze bedzie normalnie :).
    I pamietaj… *poklepuje po ramieniu* 🙂

  2. A ja się zastanawiałem czemu ChomiQ tak długo nie piszesz.
    A Ty Wredoto remont wolisz niż czytelników.
    Oj, ChomiQ Ty 😀 (napisał NIEdźwidź wredny 🙂 )

  3. Oj, remont, to nie jest moje ulubione słowo :(. Bardzo ciężko trafić na sensowną ekipę. Ale niedługo będę musiał się przymierzyć, bo administracja jakiś czas temu rury wymieniała…

  4. Ja na czas zarazy sobie załatwiłam przeprowadzkę do Mojego Słońca.

    Znaczy się gniazdko wiję, tak? Geeeenialny pomysł – wszystko kupowane na Allegro, odbierane ze strachem z paczkomatu lub wyrzutami sumienia od kuriera (nie dość, że wirus, to jeszcze czwarte piętro). Słońce ma od poniedziałku dwa tygodnie przestoju… Ciekawa jestem – pozabijamy się, czy nie?

    Uściski, Chomiczku! Damy radę 🙂

    1. Zyjesz! 🙂 🙂 🙂
      Nie pozabijacie się. Dla początkujących par ten cały wirus to świetny „zbieg okoliczności” 😉 TRZYMAM KCIUKI 🙂 I dbaj o siebie 🙂

      1. Ej, nooo .. Dwa lata się bujamy ze sobą, to już nie tak bardzo początkujący jesteśmy :)))
        Chociaż w sumie w lipcu byliśmy razem na wolontariacie, w miejscu gdzie psy tyłkami szczekają i poza naszą gospodynią i od czasu do czasu także gospodarzem – nie było do kogo pyska otworzyć i daliśmy radę 😉 Nie było łatwo co prawda… Ale jednak.

        Tak więc – jest nadzieja 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.