zapraszam cię na kolację

źródło:pixabay.com

Dzwoni do mnie kumpela.
-Chomik! Ale ty głucha jesteś! Trąbię na ciebie i trąbię a ty nic!
Aaa… to była Blondyna.
-Laska! 3 auta na mnie dzisiaj trąbiły! Ja na takie rzeczy już nie zwracam uwagi! Ty do mnie dzwoń a nie na mnie trąbisz!
-Prowadziłam ! A telefon miałam w torebce. Lepiej mów, gdzie maszerowałaś, bo zniknęłaś mi z pola widzenia.
Gdzie maszerowałam… Piękna pogoda, to wybrałam się pieszo na zakupy. Na zakupy bez kompletnego pomysłu. Samotna kobieta i to na diecie nie ma zbyt dużego pola do popisu, jeśli chodzi o zakupy spożywcze. Buciki, czy torebki to już zupełnie inna kwestia 😉 W tym zakresie mam większe doświadczenie 😉 Czytaj dalej zapraszam cię na kolację

musimy od siebie odpocząć, czyli Chomikowa robi remont

źródło: własne
źródło: własne

Uwielbiam robić remonty. Kocham wynosić stare rzeczy z pomieszczenia, które będzie odnawiane i snuć wizje jak pokój, który nic nie przypomina zamieni się w pełne klasycznego uroku wnętrze. Ekscytuję się zakupami w marketach budowlanych i nawet nie przeraża mnie wizja pustego portfela po szaleńczych zakupach paneli, farb, pędzli, kontaktów, kołków, listew i innych takich 😉 a zmęczenie po całym dniu pracy tylko utwierdza mnie w słuszności podjętych działań 😉 Nie mam nic przeciwko paplaniu się w farbach i noszeniu cholernie ciężkich płyt karton-gipsowych. Serio 🙂
Czytaj dalej musimy od siebie odpocząć, czyli Chomikowa robi remont

jak każda kobieta?

źródło: pixabay.com
źródło: pixabay.com

Ostatnio na zajęciach językowych, znajomy zapytał się mnie jaki jest MÓJ sposób na prawdziwe odstresowanie się. Po chwili namysłu powiedziałam „Jak każda kobieta lubię iść na przyjemne zakupy”. Powiedziałam i od razu pomyślałam „Kurde… jaka KAŻDA? Przecież znam kobiety, które chodzić na zakupy nie lubią. Rodzicielka na przykład 😛 „. Sama się zdziwiłam moją spostrzegawczością w tym temacie, bo przecież tak często się mówi „każda kobieta”, „każdy facet”. Uogólnia się po prostu. Czyli robi się coś, do czego ja sama mam skłonność, choć próbuję z tym walczyć 😛 Bo co? Bo każda kobieta nosi szpilki. Pitu, pitu- sama nie noszę. Moja N. też nie. Bo każda kobieta lubi chodzić do fryzjera. Nienawidzę. Zostawiam tam za dużo pieniędzy. Wolałabym sama sobie zrobić to wszystko, co mi tam robią. Każda kobieta marzy o dziecku. Znam przynajmniej 2, dla których posiadanie dzieci to obrzydliwość. Każda kobieta marzy o całej szafie butów. Hmmm… jest tu taka, która o tym nie marzy…? Ja bym wolała całą szafę toreb, ale w sumie butami też bym nie pogardziła 😛 Już mam- moja Rodzicielka marzy o jednej parze butów, które będą na nią pasować. Czyli znów pudło.
To o czym marzy ta każda kobieta?
Pytam wujka google.
Skubany ma dla mnie mnóstwo odpowiedzi…
Królewicz z bajki. W sumie… Jakby był nieskazitelny, to czemu nie… Z drugiej jednak strony taki nieskazitelny… nudny by był…
Idealny kochanek. O! O! O! Brałabym 🙂
Spotkania przy świecach. Odpada, uczulenie mam.
Upominki. Oj, coś w tym jest 🙂 Kochamy dostawać prezenty, ale tylko TRAFIONE! Bo to pewnego typu sprawdzian „słuchał/a co chcę dostać, czy nie; zna mnie, czy nie”. Dla dobra ogółu, lepiej, żeby upominek był trafiony 😛
w dalszej kolejności są oczywiście kosmetyki, gadżety, modne i dopasowane sukienki (istnieją takie?), perfumy i inne duperele.
A co ze zdrowiem? Co ze SZCZĘŚCIEM? Naprawdę żadna nie wymieniła takich punktów? Nie wierzę. To nie może tylko o to chodzić…
To czemu mówimy „jak każda kobieta?” Mam wrażenie, że tylko po to, żeby się jakoś usprawiedliwić. Bo czemu znów wydałam 200zł na torebkę? – Przecież kocham zakupy, jak każda kobieta. To „jak każda kobieta” brzmi jak usprawiedliwienie czegoś głupiego, infantylnego, czegoś za co mogłybyśmy zostać skarcone.
Czyli idąc wielkim skrótem. Być kobietą, to być głupiutką, infantylną istotką?

A może by tak w końcu „być jak każda kobieta”, czyli być odważna, zaradna. I co z tego, że ze słabościami? Nawet największa wichura może wyrwać najsilniejsze drzewo.

niebezpieczny seks

źródło: Internet
źródło: Internet

Co wam przychodzi na myśl jak słyszycie słowo „seks”? No zboczuchy kochane, CO? 🙂 Kto jest tutaj anonimowo, niech mi się od razu przyzna a kto nie jest i ma odwagę, niech się również przyzna 😉 Może ktoś tutaj nawet okaże się ekspertem i uświadomi PRUDERYJNĄ Chomikową o co w tym wszystkim chodzi…
Byłam ostatnio troszkę można rzec zmuszona przyjrzeć się z bliska transakcjom kupna-sprzedaży produktów erotycznych. Nie pytajcie po co i na co, bo i tak nie uwierzycie. Jeśli bardzo chcecie, to możecie przyjąć, że chciałam sobie zrobić mega zapas tychże produktów dla użytku własnego 😛
Otworzyłam pierwszą lepszą stronę internetową z gadżetami erotycznymi i… oczy otwierały mi się z każdą minutą coraz szerzej. Dobra, jak jeszcze pompki powiększające penisa, silikonowe pierścienie na penisa, różnego rodzaju wibratory i koronkowe lub lateksowe wdzianka nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia, tak zatrzymałam się na dłużej przy korku analnym (MEGA KOREK ANALNY! krzyczała reklama) uwaga… z lisim ogonem od strony uchwytu. Patrzyłam na to podejrzliwie i z lekkim powątpiewaniem. Bo że JAK? Że KOREK? Korki to ja znam od zlewu, ale to chyba nie o to chodzi… no i ten LISI OGON. Zahaczamy o zoofilię? Naprawdę kogoś może to kręcić? Myślałam, że takie rzeczy tylko w tych krajach Bliskiego Wschodu, ale jak widać MYLIŁAM SIĘ.
Płynnym ruchem myszki (KOMPUTEROWEJ! 😉 ) przeszłam do kulek gejszy. Spoko. „4 kulki o różnych gramaturach, które podczas ruchu wywołują intensywne łatwo wyczuwalne drgania. Produkt jest bardzo cichy, dzięki czemu możesz używać go kiedy zechcesz”. Jak to kiedy zechcę? I wibrują? Normalnie idę do sklepu  a one WIBRUJĄ? Przecież ja bym kroku z tym zrobić nie mogła. Nogi bym połamała podczas wchodzenia po schodach. I jak to tak ciągle „bzzzz… bzzzzz… bzzzz”. Oszaleć by można było 😉

Najlepsze „zabawki” były jednak dopiero przede mną. Pompka do sutków to tylko jedna z nich (SERIO????), pompka do pochwy również. Zaniemówiłam na… zestawach do lewatywy. To rozumiem, że jako gra wstępna…?
-Kochanie, czy mógłbyś mi tu włożyć. Odpowiednio ci się wypnę a ty potem puścisz wodę.
-Mrau… kochanie (tutaj namiętny klaps w pośladek) ależ oczywiście… a potem razem wszystko posprzątamy.

Źle to sobie wyobrażam???????

Perełka na sam koniec- to chyba tylko dla KONESERÓW. Wziernik ginekologiczny. Automatycznie założyłam nogę na nogę a nieustający szok otworzył mi usta tak szeroko, że ocknęłam się dopiero wtedy, kiedy zaschło mi gardle 😛 Trzeba było mnie zobaczyć przed tym monitorem.
To ja w gabinecie ginekologicznym aż się kurczę sama w sobie, kiedy widzę wziernik, a on służy jako zabawka erotyczna??? Przecież tym można krzywdę zrobić! Błagam, powiedzcie mi, że to jest jednak sprzęt dla studentów medycyny!
Nie…? SIET.

Naprawdę to wszystko ludziom sprawia przyjemność? To ja się do seksu nie nadaję. Moim „byli” się mylili 😛
Nawet czuję, jak rymuję 😀

winna wina

źródło: własne
źródło: własne

Pamiętacie Zaślepionego i Moją Blondynę? http://niecodzienne-notatki.blog.pl/2015/11/16/zakochana-blondynka-i-swietlana-przyszlosc-chomikowej/ Blondyna zakochana po uszy, chodziła przez prawie miesiąc jak w skowronkach i co drugi dzień mi dziękowała za to, że dałam jej motywującego kopa w tyłek. Miała być miłość, miał być ślub i szczęśliwa Chomikowa. A wyszło jak zwykle 😛
Spotykam się z Blondyną gdzieś na mieście. Zbankrutuję przez to zamiłowanie do sweterków i spódniczek :/ Coś mi się Blondyna jakaś sztywna zrobiła. Aż boję się zapytać o cokolwiek a już na pewno o Zaślepionego…
1,2,3… Dajesz, Chomikowa!
-Dobra, gadaj. Widzę, że coś jest nie tak.
-Nie wiem, czy chcę o tym rozmawiać…
Świetnie. Po prostu pięknie. Znów muszę z niej wszystko wyciągać, chociaż sama nie wiem czy jest sens, bo coś czuję, że szlag mnie trafi a po co? Taki piękny dzień, słońce świeci, Poliglota nie odzywa się już drugi dzień, nowy sweterek w reklamówce. Życie jest piękne!
Nie jest.
-Chomiczku! On mnie zostawił!- Zalewa się łzami.
-Matko kochana! Nie rycz, ja cię błagam, bo zaraz będą dwie zapłakane na środku ulicy a to nielogiczne- błagalnym głosem przemawiam do Blondyny.
-Tak, wiem. Muszę być dzielna. Ja czułam, że tak będzie. Wiedziałam, że jak tylko pozwolę sobie na to wszystko, to będzie jak jest! Wiedziałam, Chomiczku!
A ja do cholery NIE WIEDZIAŁAM. Byłam przekonana, że skoro facet łaził za nią ponad 3 lata i w końcu wyłaził swoje, to skończy się to rychłym ślubem. Jak Rodzicielkę kocham! Oddałam temu facetowi całą swoją wiarę! I co?! I teraz jestem „niewierna”. I czuję się cholernie winna, bo to ja ją do tego nakłoniłam. To ja jej powiedziałam, że to musi być TO. Że skoro facet tyle łaził w nią wpatrzony, to nie zrobi jej krzywdy. No SZLAG BY TO!!!
-Ale co ci powiedział? O co chodzi? Przecież jeszcze w Święta cię zapraszał do rodziców! Przecież mieliście jego mieszkanie sobie zrobić dla siebie! Oświeć mnie, bo chyba błądzę w ciemnościach jeszcze większych, niż ty.
-Nie wiem, Chomiczku- pochlipuje- pod domem jak się żegnaliśmy, powiedział mi, że chyba ta wielka miłość, którą mnie darzył jeszcze kilka lat temu już nie wróci, i że musimy zwolnić tempo.
Gorąco mi. Jakbym miała 20 lat więcej, to bym się nie dziwiła uderzeniami gorąca, a tak… Za młoda na to jestem. Za młoda na te wszystkie rozczarowania dookoła…
-A co ty mu powiedziałaś?
-Nic, wybuchnęłam płaczem i uciekłam do domu.
-No tak. Nie rozwinęłaś się zbytnio w swojej wypowiedzi… Odzywał się do ciebie od tego czasu?
-Nie, Chomiczku. I dobrze. Ja nie mam na to siły. Ja się naprawdę zakochałam i znów muszę przez to wszystko przejść…- mówi przez te swoje łzy.
-No już. Będzie dobrze. Pójdziemy na zakupy i będzie dobrze- głaszczę ją po tej małej, załamanej blond główce.
Kretyn skończony (żeby nie rzec dosadniej). Głowę  zawracał tyle lat.
-Mała, ja cię przepraszam, że tak cię namawiałam na to, ale naprawdę myślałam, że to ostatni porządny facet na tej planecie. Przepraszam…- Naprawdę czuję się winna. Mea culpa. No cholerna mea…

-Ty mnie nie przepraszaj, tylko teraz zrób, co mi obiecałaś w razie niepowodzenia.
-Dobrze. Oczywiście! Jasna sprawa! Jutro wino u mnie. Zostaniesz na noc.
Wino. Trzy co najmniej. I dobre jedzonko muszę zrobić. I ciasteczka jakieś… Dużo ciasteczek…
MUSZĘ SIĘ NAUCZYĆ GOTOWAĆ.
———————————-
Zapraszam na fb 🙂 Tam jest weselej 😉

mam dziecko

źródło: Internet

Wybrałam się z Rodzicielką na zakupy.  Wiecie, prezenty i takie tam. Łazimy po centrum handlowym w poszukiwaniu natchnienia. To nie takie, tamto za drogie, tamto zbyt pospolite. Nie wiem kto wymyślił prezenty pod choinkę…

Nagle na środku centrum handlowego dostrzegamy uroczą świąteczną chatkę przygotowaną specjalnie dla dzieci- zabawkowe postacie z bajek „lepią” ciasteczka, „ubierają” choinkę, „wałkują” ciasto i „karmią” zwierzaki. Chatka była naprawdę śliczna i spełniała swoją rolę, bo dzieciaków w środku była cała masa.
-Dziecko! Jakie to cudne! I ten miś, co robi ciasto!- zachwycona krzyczy do mnie Rodzicielka.
Nie zdążyłam dobrze mu się przyjrzeć a Rodzicielka już była koło misia i pełna radości przyglądała mu się, jak „pracuje”. Westchnęłam głęboko i stanęłam obok kilkorga rodziców, którzy przyglądali się swoim uradowanym pociechom. Zaraz koło mnie stał troszkę starszy pan, który robił zdjęcia swojemu wnuczkowi. Chcąc nie chcąc przyglądałam się małemu dzieciakowi, który zajadając loda pozuje dziadkowi do zdjęcia. Uśmiechnęłam się do dziadka, na co ten zaczął szukać wzrokiem mojej „pociechy”. W chwili, gdy zauważył, że moja pociecha ma ponad 50 lat, popatrzył na mnie pytającym wzrokiem. Tylko znów się głupio uśmiechnęłam i wzruszyłam ramionami.
-Mamusiu, ja cię błagam, czy możemy już iść?- pytam 50-letniej kobiety, która pełna radości robi zdjęcia misiom.
Niestety nie otrzymuję odpowiedzi. Radość jest zbyt wielka, żeby usłyszeć jakiekolwiek pytanie…
-Widzi pani-zagaduje dziadek obok- coś mój wnuczek jest bardziej zainteresowany lodem, niż tą całą szopką. Nawet się nie uśmiechnie do zdjęcia.
-Widzi pan, a moja MAMUSIA ma zabawę na całego- odpowiadam i odciągam Rodzicielkę tym razem od zabawkowej choinki. Pan patrzy na mnie zdumiony jeszcze bardziej, niż na początku. Uśmiecham się do niego szeroko, jak tylko można udawać, że wszystko jest jak najbardziej w porządku 😛
-Życzę panu miłych zakupów i częściej uśmiechniętego wnuczka. Może za jakieś 50 lat będzie miał z tego więcej radości- mówię do dziadka i puszczam mu oko.

-MAMO! Czy ty mi zawsze musisz wstydu narobić?
-Ale o co ci chodzi? To już nie można misiowi zdjęcia porobić? Przecież jest boski! Poza tym cały czas się zastanawiam czy nie kupić sobie tej bluzy z Minionkami. Tylko pewnie na mnie rozmiaru nie będzie… A ty byś nie chciała?
-NIE, mamo.

A ja się zaczynałam martwić, że nie mam w wieku 30 lat jeszcze swojego własnego dziecka. A mam- mieszka piętro niżej i mówię do niego „mamo”.

bajki… nie dla wszystkich?

źródło: Internet

Niedawno potrzebowałam kupić bajki dla dzieci. Takie na DVD, do puszczenia dziecku na 1,5 h, żeby dziecko „zniknęło” 😉 Nie szukajcie zbyt daleko przyczyn, bo są prostsze, niż może się wydawać 😛 Potrzebowałam i już 😛 Bajka miała być coś w stylu „Czerwonego Kapturka”, „Calineczki”, czy czegoś podobnego. Obstawiałam raczej Andersena, choć nie pogardziłabym innym autorem.
Najtańszym i najszybszym źródłem dostępu do bajek na DVD jest ryneczek. Od wieków stoi tam dwóch panów, którzy sprzedają „przeterminowane” gazety i płyty DVD z tychże gazet.
-Przepraszam, czy ma pan może jakieś bajeczki?- pytam i uśmiecham się przyjaźnie, bo dzień mam wyjątkowo przyjemny a i pan wydaje się być bardzo przyjemny 😉
-Ależ oczywiście! Zaraz coś tutaj dla pani znajdziemy. Niech pani sobie tutaj poszuka czegoś dla siebie- i wyjmuje spod „lady” sporych rozmiarów torbę.
Cała uradowana wkładam w torbę prawie że całą głowę i rozpoczynam poszukiwania. Biorę do ręki pierwszą, drugą, piątą płytę i… aż zaniemówiłam. Owszem, trzymałam w rękach „Czerwonego Kapturka” i „Królewnę Śnieżkę”, ale na pewno nie była to wersja dla 7-letniego dzieciaka.  To była wersja dla mnie 😛
-Panie! Ja chciałam BAJKI DLA DZIECI a nie dla dorosłych!- mówię i w rezygnacji rozkładam ręce pełne filmów erotycznych 😀
-A, to takich to nie mam-pan mi odpowiada i wyrywa płyty z rąk, po czym szybkim i sprawnym ruchem chowa torbę z powrotem pod „ladę”.
-Ktoś to w ogóle w dobie Internetu jeszcze kupuje?- pytam z czystej ciekawości.
-A czasem kupują. Nie wszyscy mają przecież komputer w sypialni.
No racja.
Bajkę dla dzieci puszczę jednak online 😛

zakochana Blondynka i świetlana przyszłość Chomikowej

źródło: giphy.com

W weekend spotkałam się z Moją Blondyną. Jakaś kawa, zakupy, pierdu, pierdu. I jak bumerang wrócił temat Zaślepionego. Temat Zaślepionego ciągnie się już dobre 3 lata.
Swoją drogą tylko ta dziewczyna potrafi wszystko tak rozwlec w czasie… Chłopak próbuje ją zdobyć już właśnie jakieś 3 lata. Dobra- idealny nie jest, ale Moja Blondynka też nie 😉 Tak więc jak na moje Chomikowe oko pasują do siebie IDEALNIE. Dziewczyna kołuje nim, kręci, odrzuca, flirtuje, po czym dla odmiany znów kołuje, kręci tylko po to, żeby za chwilę śmiertelnie się na niego obrazić. A on? A on nadal wierny jak pies.
Jakiś rok temu podczas kolejnej rozmowy straciłam cierpliwość, bo mi się chłopaka autentycznie szkoda zrobiło.
-Laska! A możesz mi wyjaśnić czemu ty nie chcesz z nim być? Czego mu brakuje?!
-Bo on mnie za dobrze zna.
-Proszę cię! Nie doprowadzaj mnie do szału!- zaczynam podnosić na Blondynę głos, co oznacza, że naprawdę tracę cierpliwość- Ty się powinnaś cieszyć, że on dobrze cię znając nadal chce z tobą być! Bo ja bym nie chciała, zabiłabym cię.
-Oj, nie przesadzaj… Jestem troszkę zakręcona i niezdecydowana, ale żeby zabić…?
-Tak! Bo ty robisz facetowi wodę z mózgu! Radek też ci tak robił i ile się z niego leczyłaś?! Jak możesz tak robić komuś innemu? Zaślepiony to nie jest zły chłopak, on sobie na to nie zasłużył!
-Nie krzycz na mnie, Chomikowa!-Blondyna widzę, że też mimo szczerej miłości do mnie również zaczęła tracić cierpliwość.
-Bo ja ciebie nie rozumiem! Skoro nie chcesz z nim być, to czemu z nim flirtujesz i dajesz mu nadzieje?!
-Ja mu niczego nie obiecywałam.
Dostaję szału. To nie jest zła dziewczyna. Naprawdę nie jest. Raz została mocno skrzywdzona przez Radka (na własną prośbę zresztą, bo mnie nie słuchała) i od tego czasu coś się z nią porobiło.
-Ale cały czas odpisując na jego smsy i umawiając się z nim na którąś tam z kolei kawę (o wspólnych wakacjach do cholery nie wspominając!) dajesz mu nadzieję, że jednak coś z tego będzie a sama zresztą mówisz, że go lubisz, to czemu NIE CHCESZ spróbować?
-Bo on mnie zostawi.
-Bredzisz. Skąd wiesz? A nawet jeśli, to TRUDNO. Świat się nie skończy, uwierz mi.
-Dobra, nie będę z tobą gadać na ten temat.
Proszszszszszsz…….
I nie gadałyśmy. Dobre kilka miesięcy. Aż w ten weekend znów niestety wrócił temat Zaślepionego.
-Wiesz Chomikowa, to taki dobry chłopak i tak fajnie nam się znów gada.
Biorę głęboki wdech. Nie chcę się nic odzywać, bo zaraz znów się pokłócimy.
-To nic nowego, Blondyna.
-No właśnie… To niesamowite, że on tak dobrze mnie zna. On czyta już w moich myślach, wiesz?- zamyśla mi się.
Obserwuję ją, bo przy temacie Zaślepionego zdarzyło się to tylko raz a potem i tak nic z tego nie było. Przy okazji oczywiście przeglądam sukienki, które są BOSKIE… Tylko gdzie ja bym takie cacuszka założyła… 🙁 Chyba tylko na Sylwestra, którego spędzę znów nie wiadomo jak…
-To chyba dobrze, że… tak dobrze cię zna, nie uważasz?
-No nie wiem, czy dobrze… I używa nowych perfum… Pachnie w nich BOSKO. Wyprzystojniał…
-Matko kochana, to się z nim chociaż prześpij- daję radę ostateczną, bo już mi sił brak.
Blondyna jednak obrzuca mnie wzrokiem śmierci.
-A ty co taka święta?! Ty mnie tak nie karć wzrokiem! Nie masz 15 lat i dziewicą też nie jesteś! Jak nie wiesz co z nim zrobić, to się z nim prześpij. Może wtedy będziesz wiedziała.
Jejku… SPÓDNICZKA! Czarna! Potrzebuję czarną spódniczkę…. ale mam taką już niebieską i szarą… Ale czarnej nie mam. Blondyna jako głos rozsądku przypomniała mi, że mam taką niebieską i szarą. Niech ją szlag. Rozsądek zwycięża… 🙁
-Nie pójdę z nim do łóżka- odpowiada, ale coś nie jest przekonana.
-A niby czemu NIE?!- pytam podirytowana i bardzo mnie ciekawi jaką wymówką mnie teraz poczęstuje.
-A no nie wiem. Na pewno jest dobry w łóżku… Ale co jak mnie zostawi? Co jak nam nie wyjdzie?
-To świat się NIE SKOŃCZY! Radek też cię zrobił w trąbę i popatrz- jesteś tu i teraz ze mną na zakupach. Zobacz jak jest fajnie- ciuchy przymierzamy, kawę pijemy, śmiejemy się. Żyjesz i jest dobrze. Jak nie wyjdzie, to pójdziesz na wino, trochę popłaczesz i świat się będzie dalej kręcił.
-Pójdę na wino z tobą, Chomikowa.
-Oczywiście, że ze mną. Ze mną się chodzi na wina wszelakie 🙂
– Jak to dobrze, że cię mam, Chomikowa! Ty mi zawsze humor poprawisz!
-To czasem posłuchaj rad cioci Chomikowej. Kto, jak kto ale ja mam za sobą tyle rozstań, że wiem jak to działa. Ogarnij się więc i zrób coś z tym wszystkim. W jedną albo drugą stronę. Nie można tak kołować człowiekiem.
-Może i powinnam, ale mnie przeraża to, że on mnie tak dobrze zna, i że wszyscy nas widzą jako przyszłą parę…
-Bo PASUJECIE do siebie a on cię naprawdę musi kochać. Pomyśl jaki skarb jest koło ciebie a ty nie chcesz mu nawet dac szansy, bo…? Bo co jak cię zostawi? Błagam cię.

Kilka minut temu dostałam smsa od Blondyny. „Ja pierdzielę. Jestem przerażona. Spędziłam z Zaślepionym cały weekend i jestem spanikowana. On jest wspaniały, męski, podniecający i taki kochany. Całuje świetnie! Już sobie wyobrażam jaki musi być w łóżku! I chyba ja też jestem zakochana! Chomiczku, dziękuję ci za tą naszą ostatnią rozmowę! Dziękuję!”
3 lata na to czekałam….
I w tej chwili coś sobie uświadomiłam… Moja Blondyna to była ostatnia dziewczyna z mojego otoczenia, która nie miała partnera… Właśnie otworzyła się przede mną perspektywa spędzania wszystkich wolnych wieczorów z Trytkiem, czyli kotem Rodzicielki i Przyszywanego Ojca.

Bosko.
Tak, użalam się nad sobą.

można kochać na wiele sposobów, czyli Chomikowa w seks-shopie

źródło: własne
źródło: własne

Nowy Rok to nowe wyzwania, prawda? 😉 A że ja wyzwania i nowości uwielbiam (życiowe tym bardziej 😉 ) więc postanowiłam odwiedzić „sklep z z seksem” (jak to mawia pewien znajomy 😉 ). Wszystko dla ludzi, prawda?
Zmuszona zakupić (już naprawdę nieistotne po co i na co) gadżet erotyczny, zaczęłam szukać sklepu przez internet. I klikając za pierwszym razem ENTER byłam w lekkim szoku. Dlaczego? Bo tego jest OD CHOLERY i ciut ciut. Szybciej kupię przez internet sztuczną waginę lub wibrator, niż ulubiony błyszczyk 😛 Wszyscy oferują dyskretną przesyłkę, wabią rabatami i promocjami na kolejne zakupy (KOLEJNE???) oraz dołączają do produktów filmiki z instrukcjami.
Z rozdziawioną buzią przesuwałam kursorem po liście linków coraz niżej i po upływie mniej więcej  45 minut najzwyczajniej w świecie się znudziłam i rozczarowałam. Bo to wszystko to trochę, jak lizanie lizaka w papierku 😛 Ja chcę tego wszystkiego DOTKNĄĆ, posmakować, SKOSZTOWAĆ!
CHCĘ!
JADĘ! 😀
Podobno wizyta w takim sklepie jest bardzo krępująca. Bo przecież jak to o moim prywatnym świecie i o tym, co robię w łóżku mam rozmawiać z kimś OBCYM? Przecież to takie krępujące… Bo ja mam przecież takie fantazje nieprzyzwoite, że NA PEWNO nikt inny takich nie ma i może to jest CHORE…? A co, jeśli sprzedawca sobie o mnie pomyśli, że jestem zboczony/zboczona i ojejku… jaki to w ogóle WSTYD. Otóż nie jest to wstyd. Wstydem byłoby, gdybyśmy chcieli zakupić film ze zwierzątkami lub nie daj Boże… no właśnie. Takiego człowieka za ladą w sex-shopie trzeba potraktować jak znudzonego swoją pracą ginekologa lub urologa- już się tyle naoglądał, że mało co ją/ jego zaskoczy i „ruszy”.
Żwawo podchodzę do drzwi wejściowych. Otwieram i… Rzuca się na mnie tona pudełek z… matko… ze WSZYSTKIM. Dostaję oczopląsu od kolorów i od rodzaju asortymentu. Staję na środku troszkę jak wryta i nie mogę przestać się rozglądać. Po lewej kostiumy: Pani Mikołajowej (to pewno na topie), Pokojówki, Policjantki, Kelnerki i… no chyba Pani Lekkich Obyczajów 😉 Bo jeden skórzany pasek na piersiach i coś co miało być koronką na biodrach, ale mniemam że materiału u krawcowej zabrakło 😉 to chyba miała być spódniczka z tejże koronki 😉 Troszkę bardziej na prawo: cały segment FILMÓW. Tylko zerkam, bo chyba jednak jestem troszkę zawstydzona 😉 Wybaczcie, to mój pierwszy raz, więc cała ta nagość jednak troszkę mnie peszyła. Dalej na prawo widziałam setki pudełeczek z „czymś”. Siatki na ciało z dziurkami w odpowiednim miejscu, afrodyzjaki, żele, kajdanki, paski (dokładnie jak te skórzane od spodni!!!)- do podduszania(????), pejcze (nooo- jeden z moich byłych i na szczęście niedoszłych na pewno ma taki zestaw u siebie w sypialni. Pamiętacie? 😀 ), kaftany (jak Bozię kocham- takie, co to na filmach kręconych w psychiatrykach pokazują!), obroże (!!!), smycze i już zaczynam się zastanawiać czy ja na pewno jestem w sex shopie czy może w zoologicznym… Staram się wyglądać inteligentnie i nie dawać po sobie poznać, że jestem tu pierwszy raz, ale chyba mi nie wyszło…
-W czym mogę pani pomóc?- z kompletnego zamyślenia wyrywa mnie męski głos.
Zerkam na człowieka, który wstał zza lady i aż mi dech zapiera. CIACHO. Ciacho w sklepie z seksem. Nie wyjdę stąd. Będę tu siedzieć całe popołudnie, póki nie wypróbuję choćby połowy z tego, co tutaj wisi/stoi/leży właśnie z nim. Bo przecież jak mam wydać tyle kasy, to nie w ciemno, nieprawdaż? 😀
Dobra, ogarnęłam się 😛
-Nie, dziękuję panu uprzejmie. Najpierw się rozejrzę.
I rozglądam się. Stoi masa sprzętów, o których nigdy w życiu nie słyszałam i nie wiem do czego służą. To wszystko ma dziwne kształty i naprawdę nie wiem jak można to wykorzystać. I chyba nie chcę wiedzieć 😛 Aż nagle mój wzrok pada na całą gablotę z wibratorami. Dziesiątki wibratorów. SETKI. W kolorach… wszelakich… Różowe?- PROSZĘ. Czarne?- Ależ nie ma problemu. Czerwony- oczywiście, proszę pani. Biały?-doskonały wybór na noc poślubną 😛 Kremowy? Niebieski?- KAŻDY. Typu króliczek, prosty,  zakrzywiony, z wypustkami, bez wypustek, z silikonu, z gumy, na baterię, na ładowarkę, wodoodporny, wstrząsoodporny (a gdzie ognioodporny? 😛 ), ogromnych rozmiarów, malutki, średni, z dziurkami, z jedną dziurką, dla par, dla homoseksualistów, z przyssawką i bez.
Taaaaa….
Patrzę na to wszystko, jak wiewiórka na piwnicę wypełnioną orzechami 😛 Oglądam, dotykam i oczom własnym nie wierzę. Muszę wyglądać na bardzo zainteresowaną zakupem, bo Ciacho przynosi mi chyba z 10 pudełek z jeszcze innymi wibratorami. Zrobiło mi się gorąco i zdejmuję szalik.
-Wie pan co? Bo ja się troszkę czuję jak w sklepie z torebkami- tyle cudów a tyle pieniędzy! Jeden mnie zachwyca. Gładki, biały, elegancki…. Dyskretny. Z 9-cioma różnymi wibracjami (że też mój telefon nie ma tylu opcji). PIĘKNY.
Za 700 zł.
Rzucam pudełkiem jak oparzona. Proszę- i od razu Chomikowej rozum zwróciło 😛
-Proszę pana, ja tutaj w sumie po coś zupełnie innego… Ale! Obiecuję, że jeszcze pana odwiedzę 🙂 Cieszy się pan, prawda?
-Jestem pewien, że coś dla pani znajdziemy- i szelmowsko się uśmiecha.
Ja też jestem pewna 😉

Troszkę jestem zaskoczona, że te sklepy w dobie internetu jeszcze istnieją, ale chyba całkiem nieźle się trzymają, bo u mnie w mieście na każdym osiedlu widzę reklamę sex shopu. Przecież kochać trzeba na wiele sposobów, prawda…? 😉

——————————————–

Przypominam o blogu niecodzienne-notatki na fejsie! 🙂 tam będziecie na bieżąco 🙂

jeden dzień z Rodzicielką, czyli kupujemy meble kuchenne…

nie mam pojęcia skąd źródło...
nie mam pojęcia skąd źródło…

Kilka dni temu Rodzicielka ni stąd ni zowąd oznajmiła mi, że wymienia meble kuchenne oraz lodówkę. Mało co z krzesła nie spadłam. Bo JAK TO???? Ja te meble znam od urodzenia! One już się pięknie wkomponowały w wyremontowaną kilka lat temu kuchnię. Kuchnię! Ba! Ona wbiła mi się gdzieś bardzo głęboko w moją psyche! Po co to?! I tyle pieniędzy! I ta lodówka przecież była kupiona dopiero 7 lat temu! Nie czuję tego, nie czuję…
Ale jak Rodzicielka decyzję podjęła, to podjęła. Może nawet mnie troszkę zmotywowała mówiąc, że „starą” lodówkę dostanę w spadku, więc mojego radzieckiego rzęcha (co jak co, ale chodzi bez usterki już prawie 30 lat! ) będę mogła się w końcu pozbyć. Chociaż światło będzie stałym elementem wyposażenia lodówki 😉
Postanowiłyśmy, że nie będziemy wspierać tych ogromnych salonów meblowych typu agata, czy inne imiona żeńskie, tylko postawimy na małe przedsiębiorstwa produkcyjne działające w naszym mniejszym mieście (mieszkam na granicy dwóch miast- w mniejszym mam domek, pocztę i Urząd Miasta a w tym dużym całą resztę mojego życia). Wujek google pomógł mi znaleźć w mojej miejscowości 5 przedsiębiorstw, które wykonują meble pod wymiar. Adresy zapisałam, zdjęcia Rodzicielce pokazałam, dzień na poszukiwania zaplanowałam. Ruszyłyśmy a ja zapomniałam jak to jest robić z mamusią zakupy. JAKIEKOLWIEK.
-Mamo, ja w ogóle nie czuję tych mebli… ja nawet nie wiem czego my będziemy szukać. NIC.
-Wiem, dziecko, że nie czujesz, bo one mają 30 lat i wyryły się w twojej psychice. Ja też tego nie czuję, ale najwyższa pora je wymienić. – zdecydowanie i ostatecznie stwierdziła Rodzicielka.
Docieramy do pierwszego hmmm… sklepu (???) W całym pomieszczeniu wystawiona jest tylko jedna „kuchnia”. Za ogromnym biurkiem siedzi lalunia-cwaniara. Widzę, że Rodzicielce coś już nie odpowiada, ale stara się zachować twarz. Ja się plączę i szukam jakiś próbek płyt, z których mają powstać meble. Nie widzę… Rodzicielka pyta się o możliwość zamówienia mebli pod wymiar.
-No można.- odpowiada rezolutnie lalunia.
Już widzę, że w mamusię piorun strzelił.
-A może by mi pani powiedziała coś więcej? Gdzie znajdę jakieś przykłady państwa projektów? Bo tutaj widzę tylko jeden.
-Resztę może pani zobaczyć na stronie internetowej.
-Ale to jak? Wcześniej nie będę mogła tych materiałów zobaczyć „na żywo’? Dotknąć?
-No nie. Wszystko jest na stronie internetowej.
Ja jeszcze jakoś to przełykam, ale Rodzicielka jest oburzona.
-Wychodzimy, dziecko.
Oczywiście…
Jedziemy kilka kilometrów pod drugi adres, gdzie… stoi stary drewniak. Na pewno nie z meblami jakimikolwiek. Świetnie. Po drodze próbuję dowiedzieć się od Rodzicielki jaką ma wizję tej jej kuchni, bo nie wiemy czego szukamy a biorąc pod uwagę jej wrodzony talent do tworzenia nieosiągalnych wymagań wolę mieć swoje stanowisko w sprawie.
-Chomiczku, mają być takie szafki jakie były do tej pory, tylko niech to będzie nowe i bardziej eleganckie.
-Ale jak to takie same? Przecież ty masz w kuchni 15 szafek! I te 15 ma być w dalszym ciągu? A co z materiałem? Też takie coś przypominające drewno???
-Tak.
-No chyba żartujesz? Teraz takich mebli się nie robi! Teraz szafek ma być mniej a są szersze. Po głowie plącze mi się tego typu wizja:

źródło: www.kuchenne.net
źródło: www.kuchenne.net

ale ewidentnie widzę, że Rodzicielka ma zupełnie inne plany. – Wszystko w kuchni ma być jakby „spłaszczone” a ty chcesz sobie machnąć znów meble à la stary Gierek???? Powinno być MNIEJ szafek i jakieś szuflady.
-Nie chcę żadnych szuflad! Ma być jedna mała szuflada na sztućce.
Szlag mnie trafia.
-Kobieto! To po co ty chcesz w ogóle te szafki zmieniać? Chcesz wydać grube tysiące na coś, co będzie przypominać epokę Gierka?!
-Ale ciotka ma całkiem ładną kuchnię a nie jest z epoki Gierka. Taką mogłabym mieć.

tak mniej więcej wygląda kuchnia ciotki źródło: www.sprzedajemy.pl
tak mniej więcej wygląda kuchnia ciotki
źródło: www.sprzedajemy.pl

-Ciotka robiła remont kuchni prawie 20 lat temu! Kobieto! Idź ty wreszcie do przodu! Tobie nic nie pasuje z tego, co nas otacza w teraźniejszości! Zacznij żyć w tych czasach!
-Bo wszystko, co jest teraz modne, to było w tych czasach, kiedy NIC nie było! A ja nie chcę o tych czasach pamiętać! Nie chcę mebli z połyskiem, bo tylko takie rzeczy były 30 lat temu! Taka tandeta! NIE CHCĘ!
I się nadęła.
Dobra, rozumiem, że nie chce mebli z połyskiem. Okej. Ale niech to nie będzie znów 15 szafeczek! Niech będzie chociaż jedna szafka z szufladami. Niech zamykania tych szafek będą do góry a nie na boki. No trochę nowoczesności!
NIE.
Jedziemy do kolejnego sklepu, ale ja nie wiem jak to będzie, bo się tylko pokłócimy. Kolejny sklep jest… zamknięty.
Wisi kartka z numerem telefonu. Dzwonię. Nikt nie odbiera.
Noż cholera jasna! Ja się nie dziwię, że te wszystkie małe prywatne przedsiębiorstwa padają, skoro one sobie żyją jak chcą! Jak klient nie może niczego zobaczyć, to mają zamknięte! Jestem wściekła. Matka dalej nadęta.
Sklep nr 3. Domek jednorodzinny. Już to widzę….
Dzwonię do furtki.
-Przepraszam bardzo! Ja w sprawie mebli kuchennych. Dobrze trafiłam?
-Tak, oczywiście!- odpowiada mi z balkonu blondyna.
-A czy państwo mają jakąś ekspozycję?
-Nie, nie mamy, ale proszę poczekać 10 minut. Mąż zaraz przyjdzie.
-Mąż przyjedzie! To są jakieś KPINY- słyszę w tyle Rodzicielkę.
-A przepraszam panią bardzo! Mąż przyjedzie i co? POROZMAWIA ze mną o meblach????-pytam już z ironią, bo szlag mnie trafia najjaśniejszy.
-No tak- porozmawia z paniami.
Wierzyć mi się nie chce! I ludzie naprawdę tak kupują meble??? Oglądając zdjęcia i ROZMAWIAJĄC??? Gdzie ja do cholery mieszkam?! To już nawet nie jest małe miasto, tylko WIOCHA! Trzaskam dupą, trzaskam drzwiami od Pędzidła i ruszam z piskiem opon.

Ponawiam pytanie Rodzicielce odnośnie jej wizji mebli. Przekonuję, że nie chcę, żeby wydała tysiące złotych na coś, co będzie parodią nowych mebli.
-Zrozum, że ja nie potrzebuję więcej szuflad! Ja muszę mieć więcej szafek, żeby mi się wszystko pomieściło!
-Przecież powierzchnia szafek będzie taka sama! Tylko zrób te szafki szersze i niech będą z czegoś gładkiego!
-Nie chcę szerszych! Chcę taką samą liczbę szafek!
-To Ty chcesz mieć meble à la nowoczesna 70-tka! A tobie do 70-tki brakuje jeszcze 20 lat! Młoda jesteś, więc żyj jak młoda! Rodzice M. tak pięknie sobie wyremontowali kuchnię a to ludzie, którym słoma z butów wystaje! Zacofani! A ty co?! Taka „nowoczesna” z nowoczesnymi poglądami walniesz sobie kuchnię à la 70-tka! ZLITUJ SIĘ! Wstyd mi!
Oczywiście milczy.
Muszę jeszcze podjechać do PZU. Jadę tymi małymi uliczkami i nerwowo zmieniam biegi. Nawet wycieraczki wyczuły napięta atmosferę i poruszają się zbyt ekspresyjnie.
Leje. W prognozie pogody wspominali coś o lekkich opadach a lekkie to ja mam na razie nerwy.
Matkę zostawiam w Pędzidle i dobiegam do PZU… Zamknięte. Przez oszklone drzwi widzę tylko panią na mopie. Patrzę na godziny otwarcia 8-16.00.
No i wpadłam w furię.
Widzę z daleka Rodzicielkę z papierosem oczywiście w ustach, która jest mocno zaskoczona tak szybkim „załatwienem sprawy” w PZU.
-Kur***mać! Gdzie ja mieszkam?! Żeby PZU było otwarte do godziny 16?! Takie rzeczy tylko w tej pieprzonej wsi! Tu jest wszystko pozamykane! Ja się nie dziwię, że to miasto przestało się rozwijać 30 lat temu, skoro tu sobie ludzie pracują jak chcą! Ja pierd***!
-Dziecko, pan na ciebie patrzy a ty tak krzyczysz.
-A ja pierd*** czy pan patrzy czy NIE! Tu NIC nie można załatwić! PZU do 16??? Gdzie PZU jest otwarte do 16?!!! Gdzie jakakolwiek firma ubezpieczeniowa czy bankowa ma otwarte w dzień powszedni do 16?!
-Chomiczku, taka elegancka dzisiaj jesteś a tak krzyczysz i ten pan na ciebie z przerażeniem patrzy.
Doskonale zdaj sobie sprawę z tego jak wyglądam- włos rozwiany, furia w oczach, nerwowy krok w obcasach i powiewający w wirze powietrza rozpięty żakiet. Gdyby nie ubranie to pacjentka oddziału psychiatrycznego 😛
-Jestem elegancka, bo na pogrzebie dzisiaj byłam! A pan niech sobie patrzy! Tutaj nawet ludzi na ulicach nie ma, to niech patrzy! Dziura pieprzona! Dawaj kolejny adres!
-Sieradzka, ale może się uspokój…
-Nie! Nie uspokoję się!
Po 15 minutach docieramy do sklepu nr 4.
Na wystawie widać ładne mebelki nawet z dużą ilością szafek, ale z połyskiem… Wszystko ładnie się komponuje. Dostrzegam próbki płyt. Podoba mi się, tylko Rodzicielka coś się podejrzanie miota. Widzę, że szlag ją trafia na te błyszczące płyty.
-Mamo, przestań szaleć! To są bardzo ładne meble i nie są takie szerokie. Może pan będzie coś miał w macie i się uda coś kupić.
-Chcę, żeby były podobne do tych, co mam TERAZ.
Nie wierzę.
Zaczynam podnosić na nią głos w tym cholernym sklepie, bo jak nie zrobię jej obciachu przy ludziach, to się nie ogarnie.
-Nie będziesz miała mebli jak 70-latka! To są BARDZO ŁADNE meble! W sam raz na nasz KOMPROMIS! Zmień myślenie!
-Dziecko… przychyl się odrobinę do mnie (mam obcasy, więc mamusia sięga mi w tej sytuacji do ramiom 😛 ) i coś ci powiem.
Nachylam się i słyszę moją słodką Rodzicielkę:
-Jak nie przestaniesz na mnie krzyczeć, to ci przypier***
Wiem, że to możliwe, więc się odsuwam 😛 Co prawda ostatni raz dostałam od niej w tyłek jak miałam 5 lat i rzuciłam się w nerwach na podłogę, bo bardzo chciałam wyjść o godzinie 22.00 na dwór, ale tenisówka w kwiatki z gracją lądującego na moim tyłku pamiętam po dzień dzisiejszy 😛
Rodzicielka w nerwach wyjmuje papierosa i zapala razem z właścicielem. Pan coś jej tłumaczy, coś pokazuje, ja pokazuję jej próbki płyt, które ona sama chce, po czym Rodzicielka… wybiera gładkie meble z POŁYSKIEM!
Boże Mój…

W drodze do domku chwalę mamę za mądry wybór i cieszę się, że kuchnia będzie nowoczesna, ale też odrobinę taka, jak sobie życzyła Rodzicielka. Wspaniały kompromis. Szkoda tylko, że okupiony takimi nerwami 😛
-Dziecko, po co te nerwy… Przecież ja bym nigdy nie kupiła mebli à la 70-tka…