trening Chomikowej na kołowrotku…

źródło: www.zdrofit.pl
źródło: www.zdrofit.pl

Po dłuższej przerwie spowodowanej nieszczęsnym wypadkiem samochodowym w końcu udałam się na siłownię. Nie żebym jakoś specjalnie skakała z radości na myśl, że znów będę wylewać siódme poty na bieżni, ale żebym znów zadbała o kondycję, bo wejście na II piętro w robocie kończyło się lekką zadyszką i sapaniem przypominającym dźwięk starej lokomotywy 😛
Na siłowni zauważył mnie jeden z trenerów, który wyznaczył sobie już wcześniej jeden cel- spowodować, żebym przestała się przygarbiać… Jakby od urodzenia słyszał pytanie o wzrost, to też by się odrobinę garbił… Walkę miał dość utrudnioną, ponieważ najczęściej jego uwagi chowałam głęboko w… czarną dziurę 😉 Wdajemy się w grzecznościową rozmowę. Tłumaczę, że byłam nieobecna na siłowni, ponieważ miałam wypadek, lekko złamany kręgosłup i srutu tutu 😉 Trener proponuje mi w takim razie rozpoczęcie zajęć wzmacniających kręgosłup, skorygowanie sylwetki i co tam będę sobie jeszcze życzyła (życzyć to ja sobie mogę bardzo dużo, tylko nie sądzę, żeby życzenia były do spełnienia;-) ). A ja z racji, że kłopoty z asertywnością mam od czasów zamierzchłych (już o tym wspominałam) z uśmiechem na ustach i nieskrywaną radością umówiłam się na trening…
Tylko, niech nikt sobie nie myśli, że ja faceta nie wybadałam przed tym treningiem 😛 W Internecie można dzisiaj znaleźć WSZYSTKO, więc opinie o zajęciach z Trenerem również. „Ostry jak brzytwa”,  „Wymagający”,  „Wredny i wymagający”. „Nigdy wcześniej nie byłam tak wyczerpana” oraz tego typu opinie, tylko w innej konfiguracji.
Poległam. Jeszcze nie zaczęłam, ale już czuję, że poległam na całej linii… Już oczami duszy mojej widzę siebie wyczerpaną na podłodze w siłowni i śmiech  wszystkich obecnych na sali.
Sama tego chciałaś Chomikowa, ty sieroto boska. Zgodziłaś się, to nieś teraz swój krzyż 😛

Wysyłam Trenerowi maila z informacją o moim stanie kręgosłupa i na zajęcia idę z wielką butlą wody i z pozytywnym nastawieniem. Przecież plątałam się po tej siłowni, nie jestem w beznadziejnej kondycji… DAM RADĘ.
-Słuchaj Chomikowa, twój kręgosłup nie jest w najgorszym stanie. Musimy go wzmocnić i to zrobimy. Do tego skorygujemy odrobinę sylwetkę, bo ciągle masz ramiona opuszczone w dół i ja to rozumiem, bo jesteś bardzo wysoka. PODNIEŚ TE RAMIONA.- słucham wywodu SS-mana i ramion póki co podnosić nie zamierzam.- Powiedz mi jeszcze Chomikowa co byś chciała razem ze mną osiągnąć?
-Może schudłabym ze 3 kg…?-pytam nieśmiało, bo obawiam się, że utrata 3 kg wagi będzie obarczona strasznym wysiłkiem i niejedną łzą. Moją oczywiście.
-Schudniesz 3 kg. Oczywiście, że ze mną schudniesz. Ułożę ci dietę, codzienne ćwiczenia i schudniesz.
Zaraz… Moment… WRÓĆ!
Jakie do cholery CODZIENNE ĆWICZENIA???!!! Jak ja wracam z jednej i drugiej pracy, to jedyne o czym marzę to są ćwiczenia w wybieraniu pozycji do spania a nie jakieś SPORTY! Ja się nie zgadzam, NIE… NIE… NIE…

-Dobra, to zabieramy się do roboty. PODNIEŚ TE RAMIONA. Ja rozumiem, że ty jesteś bardzo wysoka, ale to nie jest powód, żebyś psuła sobie sylwetkę.
-Mnie życie przytłacza i to dlatego. Poza tym nie jestem bardzo wysoka, bo są kobiety wyższe ode mnie, więc się czep.
-Jak masz powyżej 180 cm, to jesteś bardzo wysoka. A masz, prawda?
-Niby mam, ale są wyższe ode mnie.
-Dobra, to teraz kładź się na plecach na tym materacu.- wskazuje mi materac koło nas.
-Spoko, tylko mogę się wzdłuż nie zmieścić 😛

Rozgrzewka jest dla mnie całkiem znośna. Później przechodzimy do bardziej skomplikowanych ćwiczeń. Komenda (tak, te polecenia trochę przypominają mi komendy i musztrę 😉 Wiej Chomikowa, WIEJ! ) „prawa noga wyprostowana, stopa do siebie, lewa noga podniesiona do klatki piersiowej, schwytana prawą ręką, lewa ręka łapie prawe biodro” wprawia mnie w lekkie osłupienie… leżę jak ta sierota na materacu i patrzę się na faceta szeroko otwartymi oczami. Mój wyraz twarzy na pewno nie wyrażał w tym momencie ani grama inteligencji.
-Oooo, widzę, że dziewczynka ma problem ze zrozumieniem! To nic nowego, zdarza się.- i składa mnie jak kartkę w orygami.
Zostanę w tej pozycji na amen. To pewne. Jak mnie nie porozkłada, to zostanę tak do śmierci. I hamuję wybuch śmiechu 😛
-Ty się tam nie podśmiewaj pod nosem, tylko ćwicz!
Gdzieżbym śmiała 😛
Ćwiczenia mnie męczą, ale jest wesoło. Opowiada mi dowcipy, składa mnie i rozkłada z różnych figur i prosi, żebym uporała się z synchronizacją stóp, bo mam z tym mały problem. Dobrze wiem, że MAM. Moje stopy zawsze żyły swoim życiem 😀 Nigdy nie mogłam dojść z nimi do porozumienia. Może to jest wytłumaczenie tego, że doszłam tylko do miejsca, w którym jestem a nie tam, gdzie bym chciała… Moje stopy muszą zacząć ze mną współpracować. Zdecydowanie. Bo jak na te moje lata, to już powinnam zajść dalej a ja ciągle stoję w miejscu…

Pod koniec treningu ledwo żyję. Nogi bolą mnie niemiłosiernie, ale jestem nawet zadowolona. Godzina zleciała mi bardzo szybko i czuję, że mam w sobie tyle energii, że spokojnie mogę jeszcze iść na orbitrek.
-No Chomikowa! Nie jest z tobą tak źle! Ale będzie lepiej! Jak tylko będziesz współpracować, to osiągniemy bardzo wiele.- tak mnie pociesza 😛 – Widzisz tego faceta na bieżni?
Ojejku… takie słodkie nieszczęście z brzuchem opadającym prawie na kolana i ręcznikiem na szyi. Ledwo ciągnie kuloskami na bieżni.
-Słuchaj Chomikowa, to jest moja, jak do tej pory jedna jedyna porażka zawodowa. Facet chodzi do mnie na zajęcia od ponad miesiąca i przytył.
Wybucham śmiechem.
-Jak to?- pytam, kiedy już mogę się wysłowić
-No normalnie! Jego też życie przytłacza i ciągle tylko wpierdziela ciasteczka!

Ciasteczka… Jak ja KOCHAM ciasteczka. I kasztanki, i raffaello… Przecież to mój jedyny sens życia!
Nie chcę siać defetyzmu, ale… Czarno to widzę… Czarno…

64 odpowiedzi do “trening Chomikowej na kołowrotku…”

  1. No pięknie, gratuluję! 😀
    Ja muszę się w końcu wybrać na siłownie… Może jutro się uda? Karnet mam tylko korzystać jakoś nie ma komu ostatnio 😉
    Co do takich trenerów kojarzy mi się jeden z zajęć pływania, który mnie „poganiał” chlapiąc stopą wodę na twarz ;-D

      1. Haha, dzięki! ;D ruchu chyba nigdy za wiele 😉 zresztą uwierz mi ostatnio (no ok oprócz „kontrowersyjnej” soboty 😉 ), ruchu miałam niewiele. Zmotywowałaś mnie i jednak poszłam dziś na zajęcia na zumbe 🙂

  2. Szeregowa Chomikowa! Co jest z Wami!? Brać się w garść i ćwiczyć! 😀
    Fakt, ciasteczka i rafaello zdecydowanie przyjemniejsze :>.
    A może chcesz parę razy silos pozamiatać w środku i po drabince się na niego powspinać :P? Też się można zmęczyć ;).

    PS W przyszłym tygodniu chyba wyjazd na Szwecję. Zostałem wybrany na ochotnika :>.

    1. TAK JEST!
      To znaczy ja wcale nie wiem… 😛 Silos po drabince??? Tam jest chyba z tysiąc schodków! daj żyć!

      Szwecja? Miłej podróży 🙂

      1. Miałem na myśli silos, z którym ja jeżdżę :P. Tam schodków jest może z 15 :P. A później można w nagrodę zjeść ciasteczko :D.

        Dziękuję, później zdam relację co i jak :).

        1. A skąd ja mogłam wiedzieć, że Ty silosa wozisz..??? U mnie w mieście to stoją inne silosy i właśnie jak widziałam jak do nich wchodzą, to zanim wyszli to zdążyłam obiad zjeść 😉
          na relację czekam 🙂

  3. W czasach licealnych zapisałyśmy się z przyjaciółką na ćwiczenia. Miałyśmy dwóch trenerów, którzy dawali nam niezły wycisk. Nie darzyłam ich z tego powodu ciepłymi uczuciami, co dzisiaj wydaje mi się dosyć zabawne. Przecież oni to robili dla naszego dobra. 🙂 I trzeba przyznać, że byli cholernie skuteczni. Chyba tylko taki model ma szansę zadziałać w moim przypadku. Myślę, że w Twoim też i wbrew obawom trener odniesie jednak spektakularny sukces. 😀

    1. Ej! To wtedy już byli trenerzy osobiści? Bo ja myślałam, że to wynalazek ostatnich lat… Trener odniesie sukces jak będę ćwiczyć w domu a obawiam się, że w domu na podłodze to ja usnę 😛

  4. Czyli co? żadnych ciasteczek i kasztanków? nawet po jednym do kawusi?Nawet raz dziennie?
    Boziu!! co to za straszne miejsce? Gdzie Ty trafiłaś? Przecież to miejsce tortur jest, przecież nie dość, że męczą, to nawet śmiać się nie pozwalają.
    Chomiczku zwiewaj stamtąd do lasu !!!!

    1. Prawda, że straszne??? Dlatego ja Ci mówię,że czarno to widzę… Bo jak to bez kasztanków? Przecież ja w depresję wpadnę. Ja myślę,że trzeba będzie zwiewać dla zdrowia psychicznego…

      1. Chomiczku? a gdybyś tak na te bieźnie i siłownie zabierała ze sobą jakieś ciasteczka? no wiesz…że niby energetyczna przekąska Chomikowa, no żeby całkiem nie opaść z sił, albo nie daj book zemdleć 😉

  5. No, trafiłaś wreszcie w dobre ręce. Skoro już chodzisz na siłownie to dobrze będzie ten czas spędzić pod okiem profesjonalisty a nie snując się bez celu 😉 . Tylko nie myś o dezercji, to w końcu dla Twojego dobra.

    Druga sprawa, nie spoufalaj się z wrogiem…znaczy tymi ciasteczkami i całą resztą . To tylko krótka chwila przyjemności, a potem konsekwencje na całe życie 😛 .

    1. Bez celu mówisz??? Bez celu to się plącze smród po gaciach 😉 a ja to ćwiczyłam! I to prawie namiętnie 😉
      Jak to z wrogiem się nie spoufalać? Ależ ja jestem do wszystkich bardzo pozytywnie nastawiona! Ja ze wszystkimi się zaprzyjaźniam,to jak mam się skłócić z ciasteczkami? Co Ty mi każesz robić? Nie spodziewałam się tego po Tobie! 😉

      1. czyje?? jak swoje – będzie to głupio wyglądało, jak Twoje lub kogoś innego… cóż – wyglądać to będzie jeszcze głupiej;p

  6. Oj ja też przerabiałam siłownię ale krótki to był zryw. Jednak wolę ćwiczenia na świeżym powietrzu np. ławka w parku 🙂 Też trzeba tam dotrzeć jakby nie było pięć minut spaceru z punktu A do punktu B i z powrotem w przeliczeniu na kroki jest wyczyn 😉
    Ja jednak ze słodkości mogę zrezygnować no chyba, że to są żywe Ciasteczka to już gorzej 😉 ale pozostają wszystkie smakowite makaroniki, pierożki, kluseczki no jak dobrowolnie z tego zrezygnować? ktoś ma jakiś pomysł?

    1. Oj tak! ławka w parku z książeczką! 🙂 Tylko ja mam „gorzej”, bo mam ogródek…
      Ale z czego Ty chcesz rezygnować? Z Ciasteczek, czy pierożków, bo się pogubiłam 😉 Bo chyba nie warto ani z tego ani z tego 😉

      1. Ok z Ciasteczek rezygnuje będę tylko zerkać dyskretnie ale nawet palcem nie dotknę 😉 ale pierożki to już inna sprawa bo jeść przecież trzeba. W innym wypadku nawet nie byłoby siły na ten pięciominutowy spacer 😉
        ale za Ciebie trzymam kciuki 🙂 i do boju Chomiczku 🙂

          1. Kurczę tylko ciągle w tych Ciasteczkach mało tego „nadzienia” 😉 a takich pustych to wcale nie chce mi się dotykać i nawet nie przekonuje mnie efekt chudnięcia. Może kiedyś… na starsze lata zmądrzeje i rzucę się w końcu w wir przyjemności 😉

  7. Chomikowa, puknij tego trenera na zachętę to będziesz miała większą motywację. A w dodatku szybkie, intensywne cardio w magazynku po lub przed treningiem zwiększy jego efekty…

    1. No jest to myśl! Ile kalorii zgubię! A ile w tym przyjemności! Uprzedzę tylko jego żonę, żeby się nie niepokoiła dłuższą nieobecnością po zajęciach…

  8. jak to się mówi nie taki diabeł straszny jak go malują naczytałaś się że to żyleta i w ogóle a okazał się całkiem przyjemny facet wiadomo że po treningu byłaś padnięta ale uwierz mi na słowo z dnia na dzień będzie lepiej … powiem ci też że jak ułoży ci dietę super oczywiście zdarzają się wpadki ja też uwielbiam Rafaelo i inne pyyyszne słodkości mniam mniam … trzymam za Ciebie kciuki a powiedz sałatkę już robiłaś czy jeszcze nie ?

    1. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej… Tylko jak zrezygnować z tych słodkości…
      A sałatka niestety czeka… Mówiłam, że u mnie z gotowaniem kiepściutko, ale zrobię, OBIECUJĘ 🙂

  9. zobaczysz wiem sama po sobie a te twoje bułeczki robią furrore u mnie w domu ale to chyba już ci mówiłam. Uważam że wszystko jest dla ludzi ( słodycze ) i jak tu z tego zrezygnować dla nas ,, łakomczuchów ” odpowiedz jest prosta nie da się .. wiem sama po sobie ale ja wyznaje zasadę słodycze raz w tygodniu dzisiaj wcinałam ze smakiem 3 gałki lodów mm pycha i pół białej czekolady no niebo w gębie ale od jutra znowu przez cały tydzień zero słodyczy .. ta zasada pomaga ( zazwyczaj ) może spróbuj. A co do sałatki mam nadzieje że będzie ci smakowała jak ci posmakuje zapraszam po więcej przepisów 🙂

    1. Cieszę się,że bułeczki Wam smakowały,ale one nie są ‚moje’ 😉
      Słodycze raz w tygodniu??? A może chociaż dwa razy??? Pliiiisss.

  10. Treningi na pewno efekty przyniosą. Co byś nie robiła to zawsze jednak dodatkowy ruch, kalorii spalisz więcej więc teoretycznie ta sama procja kasztanków powinna Ci mniej „zaszkodzić”. Ja sama muszę w końcu znaleźć czas, żeby pomaszerować na siłownię. Moją asertywność przed osobistymi trenerami wzmacnia zawsze myśl na co innego kasa bardziej jest potrzebna;). Chociaż na pewno z takim gościem łatwiej o efekty i motywację niż samemu. Trzymam kciuki za efekty u Ciebie 🙂

    1. Właśnie też wychodzę z założenia, że ta sama porcja kasztanków mi nie zaszkodzi… 😉 Wiesz- gdybym nie była po wypadku i cos tam nie obijałoby mi się w kręgosłupie, to też bym się nie zdecydowała na te zajęcia. Zresztą ja myślę, że to będzie nasz krótki „romans”- najwyżej 2-miesięczny, bo kasy mi szkoda…

  11. według legendy Feniks żyje 500 lat, wraca do swojego gniazda, ginie w płomieniach, by odrodzić się z jego popiołów…

    Dzięki za wczorajszą rozmowę!! Chyba sam sobie musiałem napisać końcówkę, by zrozumieć, czego tak naprawdę mi brakuje, by móc się odrodzić…

  12. Słodycze nie tuczą! Zjadam ich sporo ostatnio i jakoś waga stoi w miejscu, a nie prowadzę sportowego życia od kilku lat. Więc to chyba nie słodycze, a jakiś składnik wdychanego przez nas powietrza na niektórych tak działa;) Wracając do treningu… są ludzie – ludzie i ludzie – sportowcy. Ci ostatni za punkt honoru obrali sobie uaktywnić wyczynowo nawet tych co już zeszli z tego świata. Nie dziw się zatem, skoro żyjesz… moja córcia – sportowo nastawiona do życia od bobasa – ma ostatnio spore problemy z tego wynikłe, jest po zabiegu jednego kolana i oczekuje na kolejny. Ortopeda zakazał jakiejkolwiek gimnastyki do czasu, aż oba kolana będą sprawne i wystawił stosowne zwolnienie z WF. Pani wuefistka jednak, stwierdziła co następuje – Na mojej lekcji ćwiczą wszyscy, z wyjątkiem tych co mają zwolnienie lekarskie, które nie jest dla mnie powodem do niećwiczenia, więc i tak będą ćwiczyć. Tak to mniej więcej zabrzmiało. I dziecię ćwiczy, ćwiczy, a jakże…

    1. EJJ NO!! Ty zjadasz słodycze, a ja przybieram na wadze?? TO NIEUCZCIWE!! ZABIERZ SOBIE W CHOLERĘ TE SWOJE KALORIE:P

      Co do tej wuefistki… czy to nie jest narażanie kogoś na utratę zdrowia??

      1. To nie od moich słodyczy – to prawdopodobnie jakiś składnik powietrza powoduje przyrost wagi – może metale ciężkie znajdujące się w zanieczyszczonym powietrzu?
        Ze sportowcami się nie dyskutuje – przynajmniej z nawiedzonymi.
        Córka w dalszym ciągu jest sprawniejsza fizycznie od nauczycielki WF -u. W końcu lata treningów zrobiły swoje.

        1. Metale ciężkie?? W powietrzu?? W WARSZAWIE??????

          … eee – nie sądzę;p

          Pamiętam minę swojego wuefisty z uczelni… jak mu powiedziałem, że ponownie chcę chodzić do niego na zajęcia… Na obowiązkowe 60 h w ciągu 3 lat wyrobionych miałem 105…;D I to na pierwszym roku… nie moja wina, że bardziej opłacało mi się prosto z zajęć pojechać na piłeczkę o 17:30, by tam doczekać na swoje zajęcia na 19:15…
          Niestety – to właśnie na wf na drugim roku kolano mi walnęło (naderwana torebka stawowa) – według lekarza operacja daje mi tylko 1/3 szans na to, że będzie lepiej…

    2. Ja też myśle, że to coś, co powoduje wzrost wagi to na pewno wisi w powietrzu! To TYLKO to!
      A co do córci i w-fistki to nie wiem czy jest to mądre podejście… żeby naprawdę nie zrobiła sobie dziewczyna kłopotu…

      1. NINIEJSZYM OGŁASZAM KONKURS NA PRZEPIS NA LATAJĄCE CIASTKO!!

        Zwyciężczyni otrzyma w nagrodzie prawo do zaproszenia mnie na kawę;p

        1. ha ha jestem pewna, ze zwyciężyłabym w tym konkursie, ale… no własnie zawsze jest jakieś ale… musielibyśmy w tym celu spotkać się na kawie:)))

  13. CHomikowa dasz radę, nie szukaj wymówek, poza tym ćwiczenia uwalniają serotonine, hormon szczęścia, gdy zaczniesz ćwiczyć, będziesz pozytywnie nastawiona do świata, zobaczysz gdy nie bedziesz ćwiczyć, zacznie Ci tego brakować, przynajmniej u mnie tak było. Chyba zacznę znowu … pozdrawiam serdecznie.

      1. Właśnie 😀
        Ja już ćwiczyłam prawie rok i w sumie nie za często czułam się specjalnie szczęśliwa po ćwiczeniach i po wysiłku na bieżni 🙂

  14. Same ćwiczenia nie pomogą. Jedyny sposób na zdrowe odchudzanie i długotrwałe wyniki jest zmiana nawyków żywieniowych. Po co całe życie się odchudzać, to jest bardzo męczące dla naszego organizmu.
    Ja już z tym nie mam problemu, zmieniłam nawyki żywieniowe, ale pomógł mi w tym polecając mi świetny program konsultant Wellness(idealnafigura.com/gberes), schudłam zdrowo, bezpiecznie, co najważniejsze utrzymuje już ponad rok świetną figurę.Każdemu to polecam

  15. No proszę, Chomikowa dostała osobistego treneiro.
    Wiele to pewnie nie pomoże „na masę” ale może uda się nieco przesunąć wymiarów w rejony bardziej pożądane :).
    No i okazja do ćwiczenia asertywności – w końcu będziesz musiała powiedzieć panu rzeźnikowi „koniec z nami”, jak już będziesz miała dość, a portfel podniesie lament :).
    A serotonina chyba faktycznie się wytwarza. Z tym, że oprócz bycia „hormonem szczęścia” ma jeszcze taką cechę, że reguluje sen.
    Objawiało się to u mnie tak, że przychodziłem z treningu i zasypiałem ze zmęczenia :D.

    1. Nie tyle co dostała, co sam się przyplątał 😉 naszą współpracę widzę tylko przez najbliższe 3 miesiące, później trzeba będzie się rozstać. Ze snem nigdy nie miałam problemów 😉 Ale to prawda- po takich zajęciach człowiek jest kompletnie wykończony i śpi się zdecydowanie lepiej 🙂

  16. Znam ten ból odchudzania i ćwiczeń 😀 bo wielu różnych eksperymentach znalazłam wyjście dla siebie – ćwiczenia w domu i zdrowe odżywianie a małymi grzechami 😀 korzystam z diety i zestawów z lionfitness.pl i przyznaję, że efekty są, chociaż mogłyby być większe jakbym nie grzeszyła 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.