oceńmy ich. Wydajmy wyrok.

Turcja, Flagi, Cudzoziemców, Niemcy, Obejmują
źródło: pixabay.com

Zanim rozpoczęłam pracę, miałam tygodniowe szkolenie. Mieszkaliśmy w hotelu, w pokojach dwuosobowych. Jako współlokatorkę dostałam Agniątko. Niezmiernie miłe, ciepłe i dobre dziewczę.
Wiecie jak to jest, kiedy zaczyna się mieszkać z kimś obcym- po jakimś czasie zaczynają padać pytania o związki, miłości itd. To NORMALNE. U mnie jak ogólnie wiadomo za dużo do opowiadania nie było 😛 O wszelkich nieudanych randkach i rozwianych nadziejach myślę, że jest za wcześnie opowiadać 😛 a koleżanka w sumie ograniczyła się tylko do informacji, że od roku jest w związku. I to by było na tyle. Żadnych zdjęć, opowieści o pięknej miłości i innych tego typu pierdół. Za język z reguły nie ciągnę. Będzie chciała powiedzieć więcej, to powie.
Po jakimś czasie dziewczyna sama wyjęła swój telefon i pokazała mi „człowieka, Chomikowa którego kocham tak mocno, jak nikogo do tej pory”.
I oczom mym ukazało się fantastyczne ciacho. Pierwsze zdjęcie- boski. Drugie- jeszcze bardziej boski, trzecie- wpatrzony w Agniątko Adonis. Matko kochana! Czemu ona takiego faceta ukrywa?! Jak szybko o tym pomyślałam, tak szybko mnie olśniło…
-Mała, a skąd on jest? Bo Europejczykiem z dziada-pradziada to chyba niekoniecznie…?
-Widzisz, Chomiczku…-i spuszcza wzrok jak małolata zapytana o pierwszy pocałunek- on pochodzi z tych dla nas zakazanych rejonów Iraku, Iranu, Palestyny.
No tak. Jasne.
Nie, wcale nie jasne. Ciemne i to jeszcze bardziej, niż kolor jego skóry.
Od razu robi mi się cholernie przykro. Za nią i za nich. Bo oni się kochają. Na szczęście nie jest im dane żyć w Polsce, bo tutaj na pewno nie daliby rady być razem dłużej, niż 2 miesiące. Zostaliby zgnębieni. I tak czuję, że Agniątko właśnie zostało przez swoją rodzinę i znajomych zgnębiona. Inaczej nie potrafię wytłumaczyć jej smutku…
Dopiero po kilku miesiącach zdobywania jej zaufania, dziewczyna opowiedziała mi o tym jak ciężko rodzina i znajomi reagują na jej związek z obcokrajowcem i to jeszcze „TAKIM”. Ilość wypowiedzianych zdań, pretensji, łez i żalu doprowadziła ją prawie że do depresji.
Tak łatwo nam włazić z buciorami w czyjeś życie. Taki łatwo nam przypinać innym łatki. Oceniać, mówić jak mają żyć, z kim chodzić do łóżka i w jakich pozycjach płodzić dzieci. To takie proste. Zatruć komuś życie.
Na wycieczce do Istambułu byłam świadkiem jak połowa turystów z mojego autokaru cały czas krytykowała ten naród. Bo przechodzą na czerwonym świetle jak osły; bo prowadzą samochody jak samobójcy- terroryści; bo zamiast po Bożemu siedzieć wieczorami w domu, to oni wyłażą jak szczury na ulice; bo najgorsze co się może przytrafić Polce, to związek z takim „arabusem”.
-No właśnie! A już najgorsze jak się taka Polka zwiąże z takim Irakijczykiem lub Palestyńczykiem. Gorzej być nie może!- dokrzykuje załamane Agniątko.
A mnie się serce łamie… Bo to taka dobra dziewczyna. Zasługuje na wiele pięknych chwil, zasługuje na normalną miłość a co ma? Ciągłą walkę o swoją miłość. I to nie tylko ona. O swoją miłość walczy codziennie tysiące par. Bo ona jeździ na wózku inwalidzkim; bo on jest jeszcze nierozwiedziony; bo ona jest wyższa od niego; bo on jest dla niej za gruby; bo ona jest starsza; bo on jest… ona jest… tysiące przykładów.

Kiedyś ludzie też próbowali na siłę wtargnąć w mój związek. Oceniając, przypinając łatkę i niszcząc całą radość z początków miłości. Moja N. zacytowała mi wtedy bardzo ważne słowa: „Chomikowa, nikt za ciebie nie umrze, więc niech ci nikt nie mówi jak masz żyć”.
Bo to moje życie. TYLKO moje.

55 odpowiedzi do “oceńmy ich. Wydajmy wyrok.”

  1. Widzisz… z jednej strony stereotypy (wiadomo, jaki mamy stosunek do Żydów… a ilu ich tak na serio widziało na oczy??)… ale z drugiej…

    Nie – jednak nie wiem, co z drugiej… To Jej życie i jeśli uważa, że ten akurat będzie normalny – życzę powodzenia…

    1. a z drugiej strony ludzie boją się tego co nieznane i być może dlatego są na NIE co do takich związków…ale tak jak napisała Chomikowa – tak łatwo nam oceniać,krytykować,doradzać a sami mamy burdel w życiu…

    2. Bo że co???? Że co się może stać??? Pouwiesza Jej bomby na szyi??? Ubierze w burkę??? Są już rok ze sobą i jest im dobrze. Inne związki upadają z tysiąca innych powodów a nikt się ich nie czepiał (bo na pierwszy rzut oka wszystko było normalne) tylko petem okazało sie, że on miał jeszcze 5 innych a ona jest w ciąży nie wiadomo z kim.
      Tati,pięknie napisała, że sami mamy burdel w życiu a czepiamy się innych.

      1. nie chodzi o zamachy… tylko o traktowanie kobiet… Biorąc pod uwagę fakt, która religia tam dominuje… oraz podejście Jej wyznawców do kobiet… mam pewne obawy…

        1. wiedziałam,że to napiszesz – czyli myślenie stereotypowe – więc idąc tym tokiem myślenia każdy kibic to kibol a każdy Polak to pijak i złodziej…i ZAWSZE są wyjątki od reguły i w to trzeba wierzyć…i tak jakby polski chłop nie potrafił przylać swojej kobiecie…czy traktowanie drugiego człowieka to tylko kwestia pochodzenia,wyznania?nie sądzę…

            1. masz rację – po co?zwłaszcza,że człowiek sam siebie nie jest w stanie do końca poznać a co dopiero drugiego człowieka…ale wydaje mi się,że ludzie zachowują się jak się zachowują,bo mają na to przyzwolenie od innych…no ale łatwo się komentuje…bo wszystko jest do czasu…

              1. mam szczerą nadzieję, że za jakiś czas Chomikowa napisze na ich temat kolnego posta, a ja będę mógł napisać, że się pomyliłem

              2. to jeszcze raz…nie ma znaczenia czy to obcokrajowiec jest mężem czy Polak…jak będzie chciał kobietę traktować jak śmiecia to tak zrobi…i to nie ma nic wspólnego z miłością…to raczej związek na zasadzie kat – ofiara…

          1. Nie – nie byłem… Nie chce mi się szukać linków z opisami historii kobiet, które również znalazły w tamtym regionie świata swojego wyśnionego… i jak ten jedyny się po ślubie zmieniał…

            Ale – w sumie to chyba każdy po ślubie się zmienia… albo pokazuje swoje prawdziwe oblicze

  2. Po części a propos. Po części, bo nie chodzi o uprzedzenia oczywiste: rasowe, wyznaniowe czy zdrowotne. Gdy moja Córcia wybrała sobie partnera życiowego miałam wątpliwości, co do Jej wyboru. Nauczona doświadczeniem wielu przypadków wokół siebie milczałam, nie dzieliłam się z Nią wątpliwościami, potakiwałam. Czułam się z tym fatalnie, bo w jakimś sensie Córcię oszukiwałam. Ale się zawzięłam i postanowiłam, że choćby gówniany deszcz padał nie będę usiłowała wpływać na Jej wybór. Facet ma mnóstwo zalet i z jednej strony rozumiałam Jej fascynację. Z drugiej jest strasznie kontrolujący swoje i cudze życie. W tej kontroli poszedł tak daleko, że jest hiper poprawny: nigdy nie choruje, nigdy nie jest zmęczony, zawsze w świetnym humorze. Tylko, że to tak wali sztucznością i fasadą, że to jest często nie do wytrzymania. I całe swoje życie trzyma w tabelce Excela. Dwa tygodnie przed ślubem, w naszym domu, na piętrze, doszło między Nimi do kolejnej (setnej? tysięcznej?) awantury. Darł się jak opętany. Wtedy, gdy poszedł, opuchniętą od płaczu Córcię pierwszy i ostatni raz zapytałam czy jest pewna, że chce za Niego wyjść. Tak! Bo go kocha, bo On jest fascynujący, inteligentny, bo Jej imponuje…
    Tym samym dotarło do Córci, że nasze (tzn Jej rodziców) oceny przyszłego zięcia nie są pozbawione wielu wątpliwości. Przez kilka lat mieszkali stosunkowo daleko od nas.
    Los tak sprawił, że teraz mieszkamy w odległości 300 metrów od siebie. Czasem widzę podpuchnięte oczy Córci, smutną zwieszoną głowę. To na przemian z euforią i błyszczącymi oczami szczęścia. Nie dopytuję, nie drążę, udaję, że nic nie widzę. Niedawno mój syn, a Jej brat puścił farbę i stwierdził, że Córci czasem bardzo źle, bo ma rodziców tak blisko, ale nie może się przyjść poskarżyć i przytulić, bo … moglibyśmy nabrać niechęci do zięcia, a jak On to odczuje będą jeszcze częściej awantury, bo On nie zniesie świadomości, że w oczach teściów nie jest doskonałym opiekunem i ostoją swojej rodziny tylko czasem jednak nerwy Mu puszczają.
    Często myślę o tym czy dobrze zrobiłam, że gdy zaczęli z sobą chodzić na poważnie, milczałam i nie mówiła głośno o swoich wątpliwościach. Może jednak trzeba było mówić?

    1. Przykre to, co piszesz… Ale gdyby Corka nie chciała,to by z tym facetem nie była…. Myślę, że wzięłaby to pod uwagę,ale decyzji by nie zmieniła…
      I uważam, że raz można wyrazic swoje wątpliwości (jeśli są ku temu podstawy) a potem odpuścić.

      1. To nie ulega wątpliwości, że Córcia i tak by za Niego wyszła.
        Ja sobie tylko słabo radzę w tej sytuacji, bo wiem, że Córci byłoby lżej, gdyby mogła przyjść się wyryczeć czy pozłorzeczyć. Znaczy może, rzecz jasna, ale nie robi tego, by swoich relacji z mężem nie pogarszać. Stąd czasem od nowa rozkminiam czy to dobrze, że się całkiem nie wtrącałam. Może trzeba było powiedzieć od początku do końca co myślę, a tym sposobem dać Córci jasny przekaz, że ma w nas oparcie, bo nic już naszego zdania o zięciu nie pogorszy, a i w naszych relacjach z Nim od początku byłaby jasność. Teraz jest tak, że On żyje w przekonaniu, że my wierzymy w obrazek, który maluje przed wszystkimi, także przed nami.
        To jest dziwny człowiek. Z jednej strony pieruńsko inteligentny, błyskotliwy, robi szybką karierę, znajduje czas na interesujące i nietuzinkowe hobby, szybciej da się pokroić niżby Córci i Wnuczce czegokolwiek brakowało. A z drugiej obraża się szybko, jest pełen konwenansów, sztuczności, lekceważy ludzi, nie ma w Nim za grosz życzliwości dla innych, nie mówiąc o jakiejkolwiek tolerancji dla zwykłych ludzkich słabości. Spóźnisz się 5 minut (słownie: pięć) na spotkanie to nieważne czy to Jego kolega czy teściowie spotkasz się od drzwi z fochem i komentarzem w stylu „od innych nie wymagam więcej niż od siebie” itd, itd

        1. Ciężki przypadek… Ja się właśnie czasem trochę boję tych „idealnych, pracowitych” typów. Bo oni właśnie stawiają innym bardzo duże wymagania. Czasem nierealne. Ale Córcia przecież wiedziała, że On taki jest. Nie zmienił się po ślubie. To był Jej świadomy wybór. A Ty teraz pewnie możesz tylko wspierać…

          1. Czy się nie zmienił po ślubie? Im starszy tym to się pogłębia. Udane życie zawodowe, spełniający się plan na życie, wcześniej zapisany w arkuszu kalkulacyjnym powodują nabieranie pewności siebie i przekonanie o swojej doskonałości.

            1. Co do Córci to ci powiem tak. Podejrzewam że jest od niego uzależniona psychicznie, a oprócz tego on ją uzależnił od stwarzania pozorów. Mnie moja mama nauczyła szczerość ponad wszystko. Zawsze mówi mi prosto z mostu aż czasem w fotel wciska, i daje do zrozumienia że ma takie a nie inne zdanie. A ja to zdanie szanuje, nigdy nie ukrywa że jest ok jak nie jest ok. Ale z drugiej strony powtarza mi dziecko żyj tak by tobie było dobrze, nie ważne czy pochwalam czy nie pochwalam, ale zawsze cię wysłucham, a jak będziesz chciała radę to poradzę. Być może powinnaś w ten sposób do córci uderzyć. Niech się nie martwi co ludzie powiedzą, ludzie zawsze gadać będą, a wy jej życia z mieniać nie chcecie bo sama takie wybrała, ale też nie musi za wszelką cenę pozorów stwarzać. Myślę, że wam obydwóm ciężar z pleców zejdzie, a ona nie będzie czuła się samotnie.

  3. Z jednej strony trudno się dziwić, rodzice martwią się, bo przecież to inna kultura, z pewnością nasłuchali się też opowieści, jak on ją porwał, wpakował w burkę, zabrał dzieci. My przecież ciągle jesteśmy karmieni strachem przed islamem. Z drugiej, w każdym z nas budzi się opór przed przyklejaniem łatek, uleganiem stereotypom. A z trzeciej jeszcze, na swoim przykładnie wiem, że czasami warto też posłuchać przeczuć rodziców. Po swoim rozwodzie śmiałam się, że powinni mnie przed ślubem zamknąć w jakiejś komórce i nie pozwolić wychodzić za mąż. Mieli przeczucie, ale się nie wtrącali. Od początku widzieli w nim to, co ja zobaczyłam dopiero kilka lat później.

    1. a gdyby się wtrącili,posłuchałabyś ich?czy to nie jest tak,że dopóki człowiek się sam nie przekona to nie uwierzy,że coś jest nie tak i że to ktoś inny ma rację,bo przecież człowiek zaślepiony miłością nie dostrzega wszystkiego…

      1. Pewnie, że bym ich nie posłuchała. Teraz tak myślę, że szkoda, że nic nie zrobili, ale wtedy pewnie kompletnie bym nie słuchała. Wiem, że chcemy się uczyć na swoich błędach.

    2. Więc właśnie… Tak jak powiedziała tati- jakby rodzice Ci mówili co widzą, to pewnie i tak byś wyszła za swego byłego męża za mąż 😉 A co do tych związków „mieszanych”… W TV mówią tysiące różnych rzeczy, w Internecie również. Trzeba mieć trochę rozumu, żeby umieć spojrzeć na pewne rzeczy trzeźwym okiem…

      1. Racja, ale uważam, że ludzie mają też prawo się bać. Od wieków baliśmy się tego, co inne, dlatego trzeba to oswajać. Byłam ostatnio na weselu polsko-tureckim. Nie mam nic przeciwko mieszanym małżeństwom.

        1. często wspominam tą Twoją wizytę na tym weselu 🙂
          A co do lęków. Pewnie, że człowiek ma prawo się bać… ale też nie powienien tym strachem zarażać innych…

  4. Chomikowo…

    No czasem to mi system rozwalasz :). Ale generalnie, wiesz, to mnie też strasznie dziwi, że ludziska tak się emocjonują mężem/narzeczonym arabskiej proweniencji, a nie widzą, że całkiem spory procent Polaków , rodzimych naszych katolików – potrafi wpierdziel taki drogiej żonie/narzeczonej/mamusi spuścić, że ta zęby w szklance potem trzyma oraz że dzieje się to z zadziwiającą regularnością.

    Co do uczuć – tu nie ma mądrych. Bywa, że się na nietypowych wyborach wygrywa, czasem dostaje się za nie w dupsko :). Niezależnie od pochodzenia mężczyzny, którego się kocha… Ot, co!

    1. Oj, ja niczego nie chcę rozwalać! Ja daleka jestem od rozwalania… wolałabym budować 😉
      I wiesz- właśnie Twój komentarz powinien też się znaleźć w moim wpisie, bo też o to mi chodzi. Wszystko, co złe może się przydarzyć zawsze i wszędzie. Bez względu na nasze wybory. Pozdrawiam 🙂

  5. jedno jest pewne: nikt za nas życia nie przeżyje, a przeżyć musimy to co chcemy, choćby bolało, ból jest lepszy od „a co by było gdyby…” 🙂

    zresztą, kto ogarnie tą miłość? 😛 🙂

  6. Coż, ma dziewczę presję. Nie zazdroszczę.
    Jeżeli jest tak źle jak tu opisujesz, to rodzina – moim zdaniem – przegina.
    Natomiast to naprawdę nie jest prosta sprawa… jest o wiele więcej kwestii do rozwiązania niż z osobą z tego samego kręgu kulturowego.

    Mam znajomą… też zajmuje się klientami biura podróży.
    I była w związku z Egipcjaninem.
    Przyjechał kiedyś do Polski, miałem okazję poznać. Zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie – inteligentny, z nieprzeciętną wiedzą, otwarty, ciężko pracujący, widzący wady i patologie swojego kraju…
    Związek się ostatecznie rozpadł. I to nie przez presję otoczenia (choć rodzice powiedzieli po wszystkim, że w sumie trochę odetchnęli)… po prostu są różnice w myśleniu, które naprawdę ciężko przeskoczyć.
    Jasne, dopóki ludzie są w sobie zakochani, to wiele trudności łatwo się przeskakuje. Ale gdy kończy się prozac, a zaczyna proza życia – nagle się okazuje, że ludzie mają kompletnie inne wyobrażenia na temat podziału ról w związku, wychowywania dzieci…
    O tysiącu mniejszych „pierdół” nie wspomnę…

    Niestety jest wiele osób, które nie potrafią tego zobaczyć dopóki życie boleśnie nie kopnie ich w dupę.
    O Ciebie, Chomiczku, bym się nie bał – głowa Ci działa niezależnie od serduszka.
    Ale Agniątko… nie wiem, nie znam… sama oceń czy potrafi racjonalnie podejść do sprawy.

    Jeżeli rodzice widzą więcej niż dziecko – tak, uważam że mają prawo się wtrącać.
    Oczywiście jest jeszcze kwestia czy rodzice faktycznie widzą więcej, czy tylko jadą stereotypem…

    1. O, Sokole 🙂
      Z tą Twoją koleżanką, to po części masz rację- różnice bywają spore i po pewnym czasie te różnice mogą zabić związek. Choć z drugiej strony… ile związków Polak-Polka się rozpada właśnie z powodu różnic wszelakich…? Co do Agniątka, to doskonale Jej nie znam… Nie poznałam też tego faceta, więc nie chcę wyrażać swojego zdania, ale wiem jedno- na pewno łatwo Jej nie jest, skoro tak trzyma ten związek w tajemnicy>
      A co do mnie… Wiesz Sokole… ja już się zastanawiam czy jednak nie powinnam zacząć chodzić ze tym moim sercem, bo idąc za rozumem zobacz gdzie jestem… Nigdzie.

      1. Co to za zdziwienie? Jestem tu cały czas, po prostu czasem nie mam nic do dodania 🙂
        Ty… Ty może i jesteś „nigdzie”, ale lepsze to niż „w czarnej dupie” 🙂 Myślę, że nie powinnaś tego zmieniać (już nie wspominając, że rozumek u Ciebie się nie da zepchnąć na margines 🙂 ).

        A że związki rodaków się rozpadają – jasne. Wiadomo, że sama narodowość to nie klucz do szczęścia.
        Ale tak samo jak należy się 3 razy zastanowić przed wejściem w związek z kimś z – powiedzmy – rodziny patologicznej… tak samo trzeba być ostrożnym przy kimś wychowanym w kompletnie innej kulturze.
        No ale jak po trzykrotnym zastanowieniu wychodzi „tak, tak, tak”… no to trzeba dać szansę.
        Ktoś tu w każdym razie będzie musiał sprzeciwić się dużej części tego, co wpajano mu przez większość życia. To trudne, choć dla niektórych wykonalne.

        1. hahaha. Dobrze, że jesteś 😉
          A powiedz mi jaka jest różnica pomiędzy „nigdzie” a „w czarnej dupie”? 😀
          Powiem Ci szczerze, że jak patrzę na większość związków, to dochodzę do wniosku, że tam na pewno nie było żadnego zastanawiania się nad „warto, czy nie i czy w ogóle coś z tego będzie” 😉 Tam po prostu „płynęło się z prądem”.

          1. Różnica jest zasadnicza… „Z dupy” trzeba się dopiero wydostać do „nigdzie” 😀
            Za to „nigdzie” jest niezłą pozycją wyjściową 🙂
            A że ludzie tak sobie płyną z prądem niczym kawałek… khem… 🙂
            No co kto lubi 🙂

              1. Oj nie marudź. Nie masz dziecka z pierwszego małżeństwa, nie masz ex-męża, co nie płaci alimentów, nie musisz łapać pierwszej-lepszej roboty, żeby rodzinę wyżywić…
                A znam takie, które mają tak urozmaicone życie i wiele by dały za „pozycję wyjściową”… No, dziecko mogłoby zostać 🙂

              2. czyli obiektyw Cię kocha…to znajdź sobie faceta,bo jak nie to zgłoszę Cię do kolejnej edycji Kto poślubi mojego syna:D wiesz,że Cię lubię 🙂 😉

              3. nie wiem czy pamiętasz, ale był już taki epizod, że szukałam 😛 Nie mam z tego okresu najlepszych wspomnień 😛

      1. A no jest, niestety często te dwa pojęcia są mylone.

        A tak po za tym to mam sąsiadów z mieszanego małżeństwa. On Afgańczyk, ona Polka. Mają 3 już dorosłych dzieci. On i syn muzułmanie, Ona i córki chrześcijanki. A i żyją sobie, spokojnie. On niesamowicie miły człowiek, lekarz zawsze chętny do pomocy, ona nauczycielka, ciepła uśmiechnięta. Nie wchodzimy im butami w życie, akceptujemy ich. Nawet w sumie nie zauważamy że on nie polski jest, mimo że polskiego imienia za cholere nie ma 🙂 Ale podejrzewam że mieli równie ciężko jak Agniątko. Z tym że oni juz prawie 30 lat po ślubie są. 🙂

        Ale wiecie co? Da się 🙂 Trzeba tylko pozwolić żyć każdemu po swojemu 🙂

  7. To prawda Chomikowa człowiek sam musi przeżyć swoje życie i nie ma znaczenia jak inni to ocenią. Najważniejsze, że Ty postępujesz tak jak czujesz. Jeśli nawet się pomylisz to będzie to Twoja pomyłka. Jeśli czujesz, że warto za jakimś głosem iść to nie ważne co mówią inni – idź za nim.

  8. To trudny temat. Ciekawa jednak jestem czy znajoma zdaje sobie sprawe np z tego ze decydujac sie na zwiazek z muzulmaninem, musi zaakceptowac fakt ze jej dzieci beda wychowywanw wedlug zasad islamu. A jesli nie doszlo miedzy nimi do rozmowy na ten temat to znaczy ze nie traktuje jej powaznie.
    Czy sama jest gotowa tych zadad przestrzega? Bo to ze teraz jest „normalnie” nie znaczy ze tak bedzie zawsze.
    Od ponad 20 lat mieszkam na Zachodzie Europy, killa lat mieszkalam w kraju arabskim, znam bardzo wielu musulmanow, ba bylam
    nawet w zwiazku z jednym z nich, i to co pisze to nie uprzedzenia tylko wnioski na podstawie obserwacji oraz wlasnych doswiadczen.
    Przykre to, ale niestety prawdziwe.

  9. To oczywiscie nie znaczy, ze nie zdarzaja sie wyjatki, napewno sie zdarzaja. Faktem
    jest jednak ze zwiazek z partnerem o innej kulturze i religii jest o wiele bardziej ryzykowny, trudniejszy. Zwlaszcza ze islam to nie tylko religia, to styl zycia oraz prawo sharia, ktore stawia kobiete w bardzo niekorzystnej sytuacji.

    1. Ciekawe czemu na początku te związki są zawsze „normalne” a później coś wychodzi nie tak…? I to nie tylko po ślubie. Czasem i bez ślubu coś w tych związkach zaczyna się psuć.
      Odważę się powiedzieć, że możliwe że to normalne, bo każdy związek po jakimś czasie przechodzi reformę i w kazdym są cięzkie chwile. Nie wiem jak będzie z moją koleżanką. Nie widziałam ich razem i nie wiem jak wygląda ich relacja, ale to nie moja sprawa, tylko ich. Jak Agniątko dojdzie do wniosku, że ten związek się nie uda, to niech sama do tego dojdzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *