sama, rozczarowana i załamana

 sad crying control collector disapointed GIF
źródło:giphy.com

Dobra, czas się przyznać przed samą sobą- to nie jest najlepszy okres w moim życiu. Poziom rozczarowań i lęków związanych z przyszłością nabrał tak szerokich rozmiarów, że zaczęłam porównywanie w aptekach cen Xanaxu 😛 Uwierzcie mi- jeśli radość sprawia mi pójście do pacy i czuję lęk poza nią, to znaczy, ze NIE JEST DOBRZE 😛
W sytuacjach beznadziejnych ratunkiem bywa dla mnie Prawie Idealny. Wspominałam o nim już wiele razy. Facet dla kobiety IDEALNY. Całkiem przystojny, zabawny, niegłupi, miły, sympatyczny, ciągle uśmiechnięty, z niesamowitą bajerą i… z jedną wadą. Uwielbia wszystkie kobiety. A kobiety uwielbiają jego. Tylko, że on każdą kolejną wielbi najwyżej 2 miesiące i przechodzi do ubóstwiania kolejnej.
Po jego nieudanych próbach podrywu Chomikowej (przygód na kilka tygodni nigdy nie szukałam) stworzyliśmy bardzo fajną relację. To on mi ratował tyłek (niemały przypominam) w Bułgarii, to ja go kryłam przed byłymi ukochanymi i tylko my nie działaliśmy sobie nigdy na nerwy. Uwielbiam jego poczucie humoru i podejście do życia. Kiedy już mi nic na poprawę humoru nie pomaga (z alkoholem włącznie), dzwonię do Prawie Idealnego. Wiem, że postawi mnie na nogi.
Kilka miesięcy temu, kiedy odwiedzałam go na Mazurach, oznajmił, że czas zaprzestać hulaszczego życia i znaleźć sobie kobietę na stałe. Taką, z którą założy rodzinę, bo on chce mieć dzieci. Kocha dzieci i chce je wychowywać.
Podniosłam lewą brew w oznace ogromnego zdziwienia, niedowierzania i kpiny 😛
Co jak co, ale szybciej ja zostanę panią dyrektor w mojej firmie, zbuduję dom i urodzę dwójkę dzieci, niż on się ustatkuje. I w sumie bardzo dobrze. Kocham go takiego nieustatkowanego 🙂 Dzięki temu jest moją jedyną ostoją w tym singlowym świecie. Dzieci niech sobie płodzi, ale niech reszta pozostanie bez zmian.
Kilka dni temu na fejsie, zobaczyłam, że umieścił kilka zdjęć ze swoją najlepszą przyjaciółką. Dziwne. On z żadnymi dziewczynami nie umieszcza ŻADNYCH zdjęć… Następnego dnia pojawiły się kolejne a ja zaczynałam powoli panikować… Komentarze ich bliskich znajomych w stylu „tyle lat trzymaliśmy za was kciuki” przyprawiały mnie o dreszcze. NIEDOBRZE.
Piszę do Prawie Idealnego, próbując wybadać o co chodzi. Może coś sobie ubzdurałam… Może Prawie Idealny jak zawsze mi powie „Chomik, to takie wygłupy. Lepiej spotkajmy się i napijmy czegoś”.
Zagaduję o pierdoły i raptem czytam:
-Chomik, słuchaj! Jest HIT!
-Znalazłeś wymarzoną robotę…?- kpię jak zwykle.
-Lepiej! ZAKOCHAŁEM SIĘ! Czujesz, Chomik? Zakochałem!
SZLAG BY TO NAJJAŚNIEJSZY!!!!!
-No wiem… W Monice. Ale nie przejdzie ci jak zwykle po tygodniu…?
-A skąd wiesz???
Mężczyźni…
Odrobina kobiecej intuicji i już są zagubieni,
-Chłopaku, głupia nie jestem. Ale przecież mówiłeś, że ona ZA DUŻO GADA i że nie wytrzymałbyś z nią dłużej, niż 1 dzień…-dogaduję załamana.
-No gada! Ale nie wiem co mi się stało! Naprawdę mnie wzięło! Tylko wiesz co? Ona wylatuje za ocean i ja się boję, że ona już tam zostanie a wcale tego nie chcę. Zresztą… wcale nie jestem pewien, że ona coś do mnie czuje.
Dobra, STOP!
Nie chcę tego czytać. Nie jestem jego kumpelą, której zwierzał się kiedykolwiek z takich rzeczy i wcale NIE CHCĘ być. Nasz relacja od zabarwiania rzeczywistości bardzo mi pasowała. Poza tym czułam, że skoro ja nikogo nie mam, to nie jestem z tym jedyna na tym cholernym świecie. Zresztą mieliśmy z Prawie Idealnym układ. Co prawda po pijaku sobie powiedzieliśmy, że jeśli w ciągu kilku lat żadne z nas nic a nic z kimś innym, to stworzymy sobie swój układ. I TAK MIAŁO BYĆ! A jemu raptem rozum odebrało!
Zmuszam się bardzo do dalszej konwersacji.
-Kiedyś mówiłeś, że mógłbyś mieszkać za oceanem, to masz okazję.
-Nie, nie… Nigdzie się nie wynoszę. Będzie musiało mi po prostu przejść. Zresztą, Chomik. Wcale nie jestem pewien, że ona coś do mnie czuje. Nie chcę zamulać, wiesz…
-I całe szczęście. Nie zostawiaj mnie tu samej w tej Polsce! To co zamierzasz…?
-Nie wiem… Napiszę jej list pożegnalny i tyle.
LIST?!?!?!
POŻEGNALNY??????????
POGIĘŁO GO.
-Facet, ja cię dzisiaj nie ogarniam.
-Sam siebie nie ogarniam!

Przepadł.
Przepadł! A mówił, że nie mógłby z nią wytrzymać!
Zostałam kompletnie sama na tym świecie.
Sama, rozczarowana i ZAŁAMANA.
I barek pusty. I ferrero zakazane. To może ten Xanax.

28 odpowiedzi do “sama, rozczarowana i załamana”

  1. Nie jesteś sama – też mam pusty barek;p

    W sumie, to wcale mnie nie zaskoczy, jak za jakiś czas wstawi swoje zdjęcie z TOBĄ… i też pojawi się komentarz, że od lat trzymali za Was kciuki (chwilka… od lat? albo ktoś tu mocno podkoloryzował, albo nie znasz wszystkich Jego koleżanek z czasów np. ogólniaka…)

  2. Ale ferrero możesz jeść! 😉
    No taką przyjaciółkę od 20 lat to miał jedną… Z tego, co wiem ;P Poznałam dziewczynę nawet. Taka całkiem normalna… gaduła 😉

      1. (oczywiście miało być „dobre serce” – sam jestem w czasie drugiego śniadanka i mi się wyraz zjadło;p)

  3. Tjaaaa….. Mężczyźni

    Ferrero zjedzone w stanie permanentnego stresu nie tuczy.
    Alkoholu pic nie mogę, ale dziś chyba zrobię wyjątek i coś sobie dziabnę. Tak konkretnie sobie dziabnę. Cholera jasna…

    Mężczyźni, Chomiczku, są zjawiskiem niekorzystnym dla dobrostanu ludzkości! A ło!

  4. Nie ogarniam dzisiejszych kobiet. Mają wszystko. Dobre ciuchy(nie będę opisywać jak w latach 60-tych chodziłam w płaszczu przerabianym z babcinego, bo w sklepach nie było), buty, pracę, seks bez zobowiązań(bez wywożenia na taczkach na rozstajne drogi). Nikt nie wytyka palcami, że się jest starą panną, albo panną z dzieckiem. Nic tylko używać świata, cieszyć się dniem dzisiejszym. Jutro będzie się starym, chorym, z głodową emeryturą i niewidzialną dla mężczyzn. To dopiero będzie trauma. Ani pić się nie chce, choć pełny barek. Pozdrawiam.

    1. Wiesz… to jest tak, jak z tymi gwiazdami Hollywood. Mają wszystko- sławę, pieniądze, uwielbienie, często rodziny… A ile z nich jest tak bardzo nieszczęśliwych? Leczą się na depresję, wpadają w nałogi… Bo w życiu nie chodzi o to, żeby mieć nowe sukienki (choć oczywiście nie pogardziłabym 😉 ). Chodzi o wartości i ludzi, których mamy dookoła…

      1. Niestety, z tym jest gorzej. Takich przyjaźni jak były w moich szkolnych latach,teraz trudno zdobyć. Ja pielęgnuję swoje przyjaźnie ze średniej szkoły do dzisiaj (to już 49 lat od matury). Spotykamy się przynajmniej raz w roku w Krakowie, a dzwonimy raz w miesiącu i są to godzinne pogaduszki. Jak napisałam – „pielęgnuję”, czyli dzwonię, pytam jak się czuje, co u dzieci, co u wnuków itp. One też dzwonią do mnie (szczególnie jak teraz jestem po operacji). Warunkiem takiej przyjaźni jest brak krytyki drugiego człowieka i nieudzielanie dobrych rad. Męskie przyjaźni też miałam, ale nie mogę ich kontynuować ze względu na moje drugie „Alter Ego”. Jest zazdrosny i te odległości, czasem dosłownie na drugim końcu świata. Pozostają kartki świąteczne, które sygnalizują, że się pamięta i myśli. Moje dzieci są już inne. Nie czują takiej potrzeby, przyjaźnie (o ile to można nazwać przyjaźnią) są „on line”, czyli na danym etapie życia, w danej sytuacji. Żadnych sentymentów. Inne pokolenie, inne warunki. Każdy zapatrzony w siebie (narcyzm w czystej postaci). Przykład – fb- patrzcie gdzie byłem, co jadłem, albo ”słit focia” – jaka jestem seksi, a w domu rozmemłany, niedomyty facet siedzący przed kompem.

        1. Dokładnie, Kochana Emerytko… Dokładnie. Ciężko w dzisiejszych czasach o prawdziwe relacje. Ja i tak mam szczęście, że jestem otoczona ludźmi (bardzo mizerną ilością, ale zawsze jednak), dla których rzeczywisty kontakt jest bardzo ważny. Ale z drugiej strony… Nie zawsze jest czas na te prawdziwe kontakty. Czasem zmęczenie i natłok wszystkich zajęć nie pozwala na prawdziwy relaks.
          Wspominałaś o portalu społecznościowym. Działam tam i znam go bardzo dobrze i właśnie… Jest on na swój sposób przykry. Ludzie tylko „lajkują”, unikają prawdziwych słów. Jak się nie ma dookoła siebie prawdziwych słów i ciepła… To jest jak jest, Emerytko. I zauważ, że coraz więcej ludzi chodzi do psychologów. To nie tak, że to jest modne. Ludzie są samotni i zlęknieni.

  5. Hmmmm nie bardzo wiem o co Ci chodzi…Skoro nie dałaś się poderwać,to po ptokach.A teraz jesteś zazdrosna,że on się zakochał w innej?A kilka lat to chyba nie dwa,trzy?Zresztą – ludzie przysięgają sobie dozgonną miłość przed ołtarzem,a i tak się rozstają.Brak cukru tak źle wpływa na Twoją psychikę czy o co kaman Chomikowa?Normalnie zaczynam się martwić o Ciebie…

    1. Nie dałam się poderwać, bo wiem że ro by było na chwilę. Jestem zazdrosna, bo w takiej sytuacji Jego prawdziwego zakochania, wiele się zmieni. Już sobie nie zadzwonię kiedy będę chciała, nie zaplanujemy spontanicznego wyjazdu itp.

      1. A to jest nieprawdziwe zakochanie? Chomikowa a może Ty go kochasz a nie chcesz się sama przed sobą przyznać?A może jesteś jak ten pies ogrodnika…?

        1. Piws ogrodnika? Może. A może jest mi trochę przykro, że facet jest jaki jest. Bo jakby z kobietami miał normalne relacje to pewnie poderwać bym się dała. Na oewno bym dala. Ale wtedy to On by już miał na bank kogoś na stale.
          Także tak.

          1. Jak się jak już jakiś sensowny gość objawi w babskim żywocie, to zawsze się okazuje, że ma jakiś zasadniczy feler.
            Jak w tym zakichanym democie – albo pomyłka, albo zajęty, albo poza zasięgiem 😛

          2. Krótko, zwięźle i na temat:

            czemu uważasz się za gorszą od innych??

            precyzyjniej to od tej jednej, co miałaby Ci go odbić…

            1. Zgadzam się a jak 🙂 A tak na prawdę a niech ona wyjeżdża a ty tam go porządnie pocieszaj tak by zapomniał o niej dość szybko i na stałe 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *