nieodpowiedzialne oswojenie…

źródło: Internet

Jestem załamana nieodpowiedzialnością ludzi. DOROSŁYCH ludzi. Bo nawet niektóre dzieci potrafią się troszczyć o swoje zabawki, nie wspominając o swoich zwierzątkach, a dorośli… Nie chcę się denerwować, pozostaje mi tylko głośno westchnąć.
Kilka lat temu spotykałam się z pewnym facetem. Spotykałam się, to właśnie zbyt duże określenie w tej sytuacji… Spotkaliśmy się 2 razy, potem wyjechał na 3 tygodnie. Przez te 3 tygodnie z moimi telefonem komórkowym nawiązałam tak bliską relację, że nie rozstawaliśmy się nawet w toalecie 😛 Wszystko przez niego. Nie mogliśmy się doczekać kolejnej wiadomości od siebie, kolejnej rozmowy telefonicznej. Zapewnieniom i tęsknotom nie było końca. A potem wrócił do domu i słuch po nim zaginął…
Pisałam wiadomości, płakałam, próbowałam dzwonić, szlochałam, ryczałam i straciłam zaufanie do ludzi 😛 A on po kilka latach napisał maila, że przeprasza i… znów zrobił to samo.
Egoizm i strach sprawił, że skrzywdził drugą osobę tak mocno, że stała się ostrożna aż do granic możliwości.
Szkoda, że tak rzadko myślimy o tej drugiej osobie…
Moja N. opowiedziała mi dzisiaj o koleżance. Po rozstaniu z mężem bardzo nie ufała mężczyznom. Z racji, że ma pod opieką córeczkę, tym bardziej długo „badała” każdego z nich, zanim „dopuszczała” go do swojego świata.
Jakiś czas temu poznała Adama*. Często podróżował służbowo, więc nie mieli szans spotykać się tak często, jakby chcieli, ale znajomość podtrzymywali przez skyp’a i wszelkimi innymi wirtualnymi sposobami.
Zaufała. Z lekkim lękiem, ale wpuściła go do całego swojego świata.
Córce opowiadał bajki przed snem. Na żywo i przez Internet. Powoli, ale systematycznie oswajał je ze sobą.
I zniknął.
Bez odpowiedzi na smsa, bez odebranego telefonu. Zniknął. Rozpłynął się.
I już pal sześć z tą dziewczyną, bo to jest dorosła kobieta i będzie potrafiła sobie uporać z uczuciami i wszystkimi ogarniającymi ją myślami, ale tak mi szkoda tej dziewczynki, która cieszyła się na każdą kolejną rozmowę z Adamem.
ZERO cholernej odpowiedzialności i tchórzostwo na poziomie mistrzowskim.
Pogratulować.

*imię zmienione

17 odpowiedzi do “nieodpowiedzialne oswojenie…”

  1. wrr… takich to bym po prostu zakopała w ciemnym zimnym lesie. Dokładnie jak mówisz, dorośli sobie poradzą, ale tak nieodpowiedzialne zachowanie wobec bezbronnego dziecka jest poniżej wszelkiej krytyki i mam ochotę mordować takich osobników.

  2. Ja zawsze w takich sytuacjach jest ostrożny z osądzaniem ludzi. Relacja jest z trzeciej ręki, wiec tak naprawdę nie wiadomo co wpłynęło na zniknięcie faceta. Na co dzień pracuję z ludźmi z „problemami”, związkowymi także. I widzę według jakich nieuświadomionych programów wewnętrznych oni działają. Szczególnie osoby ostrożne i „skrzywdzone”.
    A z własnego doświadczenia, gdy jeszcze randkowałem, wiem, że najtrudniejsze są związki z kobietami, które mają małe dzieci. Wtedy wiążesz się nie z jedną, a z dwiema osobami. I kiedy dwoje dorosłych ludzi rozstaje się normalnie, bez znikania, niezwykle ciężko jest rozstać się też z dzieckiem, z którym w sposób naturalny została nawiązana więź.

    1. Hegemonie…niby racja.Ale nie znika się tak bez słowa.Powinien najpierw porozmawiać z partnerką i powiedzieć co i jak,i razem powinni ustalić wersję dla dziewczynki.Nawet nie chcę myśleć co ta mała czuje i jak to zaowocuje w przyszłości…

      1. ale co to gnojka obchodzi? Zabawił się, a potem sobie pewnie przypomniał, że w sumie to jest w związku…

        przez takie śmieci (obojga płci – niestety, ale dziewczyny też takie są…) cierpią normalne osoby…

        1. Niekoniecznie się zabawił.Nie czytał by córce tej kobiety bajek.Po prostu spanikował,wystraszył się odpowiedzialności,nie jego geny…Ale…no właśnie to „ale” to małe ,niewinne dziecko,które być może w przyszłości weźmie winę na siebie za jego zniknięcie…
          Kurwa!Czemu ludzie ze sobą nie rozmawiają???

          1. pytanie, czy tak wyrachowaną postać można nazwać człowiekiem… zabawa cudzymi uczuciami? Zwłaszcza dziecka?

    2. Ja wiem, że bardzo trudne są związki z kobietami, które mają dzieci, ale to nie usprawiedliwia „zniknięcia”. Jakkolwiek fatalna by ta kobieta nie była, to dziecko zasłużyło na pożegnanie. A jeśli nawet była taka fatalna, to chyba mógł powiedzieć coś w stylu „Nie mogę z tobą wytrzymać, nic z tego nie będzie”…? Hm?

  3. Kiedyś czytałam artykuł o takich „znikaczach”. Że niby to jest kombinacja nadmiernych oczekiwań jednej strony i wrośniętych w psyche złych schematów postępowania drugiej strony… Coś w tym jest, jednak nigdy nie potrafiłam ani tego ogarnąć, ani usprawiedliwić.

    Raz mi się zdarzyło, ze to ja się tak zachowałam, ale był to poniekąd splot niekorzystnych okoliczności – i do dziś mi wstyd, kiedy o tym pomyślę. A nie chodziło o dziecko, tylko dorosłego, żeby nie powiedzieć – dojrzałego -człowieka…

    1. Wyrośniętych oczekiwań? Hmmm… nie pomyślałam o tym. Wiem, że tak się zachowują ludzie, którzy zaczynają się bać odpowiedzialności i nie mają odwagi powiedzieć, że jest jak jest.
      Też nie wiem co by się miało zadziać, żebym sobie ot tak „zniknęła”… Zawsze tłumaczę o co chodzi.

      1. Mnie się przytrafiło najpierw zniknąć, a potem dopiero, po monitach z drugiej strony, sprawę wyjaśnić. Niemniej jednak przez kilka dni gość warował między telefonem a e-mailem z wiadomym stanem uczuć. A ja po prostu miałam taki bajzel w życiu i w głowie, że nie ogarniałam, że mu robię krzywdę.
        Od typowych znikaczy różni mnie to, że po tej nauczce już tak nie robię 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *