absurdy…

źródło:giphy.com

Zostałam doprowadzona do grubej ściany. Gruba ściana ostateczności. Rodzicielka ledwo mnie powstrzymała przed pobiciem jednego faceta. Po prostu złapała mnie za kaptur i zatrzymała w samochodzie, bo byłam gotowa wyjść i co najmniej go pobić.
Jak nigdy w życiu. Bo przecież panuję nad sobą. Tzn.zawsze do tej pory panowałam nad sobą.
Tamten tydzień to był jakiś ABSURD. Sama nie wiem od czego się zaczęło. Chyba zaczynało mi się ulewać w pracy. Rozleniwiony, ziewający w kółko Brainless, wydający wszystkim polecenia i ucinający sobie za biurkiem krótkie drzemki doprowadzał mnie dzień w dzień stopniowo do małych ostateczności. W momencie, kiedy „przerosło go” wejście na pocztę mailową i sprawdzenie zamówienia złożonego przez klienta, ja nie wytrzymałam, trzasnęłam tyłkiem i wyszłam z biura. Szkoda, że nie palę papierosów… A pić alkoholu w robocie niestety nie można 😛 Wróciłam, wzięłam laptopa i wyniosłam się do końca dnia do innego pokoju. Jego lekceważącej i leniwej postawy to niestety nie zmieniło….
Jakiś czas wcześniej dałam do reklamacji moją lokówkę. Taką samą ma od 3 lat Rodzicielka, więc wiem jak działa. No moja nówka NIE działała. Zaniosłam do reklamacji i poszłam ją odebrać. Odbieram dokument serwisowy i widzę, że „urządzenie sprawne”.
-Jak to „sprawne”?- Pytam się pani z obsługi serwisowej.
-Nie stwierdzono usterki, więc działa.
Zaczyna się we mnie gotować, ale nie podnoszę głosu.
-To proszę mi powiedzieć, gdzie mogę sprawdzić urządzenie czy działa.
Pani wskazuje mi ręką listwę specjalnie dla klientów, gdzie każdy może sobie podłączyć urządzenie i je sprawdzić. Podchodzę. Włączam i… nie działa. Wracam do kobiety.
-Proszę pani, lokówka NIE działa.
– A widzi pani! Bo tam nam korki często wysadza i to dlatego może nie działać!
Szukam ukrytej kamery………………….. i czuję jak robi mi się gorąco.
-To proszę, żeby ktoś te korki włączył.
-Ale serwis napisał, że działa, więc na pewno działa.
-Proszę pani… U mnie w domu też nie działa.
-To może ma pani uszkodzone gniazdko?
I tu nastąpił moment, kiedy ledwo się powstrzymałam, żeby jej nie uderzyć, ale z racji, że z doświadczenia wiem, że klienci są czasem beznadziejni i potrafią chcieć naprawiać sprawne rzeczy, to się powstrzymuję.
-Proszę pani, suszarka mi działa, prostownica również. Nie wspominając o odkurzaczu, więc chyba jednak gniazdko DZIAŁA.
-Niekoniecznie.
Widząc mój wyraz twarzy (chyba widziała, że ją zabiję), zawołała kierowniczkę. Poszłyśmy do gniazdka, w którym już włączono korki i włączyłyśmy lokówkę. Na chwilę się włączyła i nawet trochę zagrzała.
-No widzi pani- działa.
-Ok. To poczekajmy czy załączy się drugi raz.
Odłączam małe cholerstwo i próbuję załączyć drugi raz. Już nie działa.
Pani mnie informuje, że trzeba poczekać, żeby……. się schłodziła.
POCZEKAM. KUR*** MAĆ. POCZEKAM. NIEWAŻNE, ŻE SIĘ SPIESZĘ DO ORTODONTY. POCZEKAM.
Poczekałam,
włączyłam. Na chwilę się znów włączyła i wyłączyła. Według obsługi DZIAŁA. To jakiś ABSURD. To wszystko to absurd…
-Proszę pani, ja się staram być spokojna. Znam to urządzenie, bo takie samo ma moja mama. Wiem jak działa. Może wtyczka jest uszkodzona, że raz się włącza a raz nie. NIE WIEM, ale chcę sprawną lokówkę.
Niechętnie, ale bierze lokówkę znów do serwisu.
Minęło 10 dni. Nie mam znaku od serwisu co i jak. Ok. POCZEKAM.

Ciotka moja ukochana oskarża mnie o kradzież emerytury babci i że „jeszcze wszystkiego pożałuję”, kiedy sama systematycznie podbiera jej pieniądze pochowane po kątach i zabiera „dla bezpieczeństwa” babciny dowód osobisty.
Nie potrafi jej znaleźć opiekunki, bo jedyna jej jakaś znajoma, która mogłaby się opieką nad babcią zająć wylądowała w szpitalu psychiatrycznym.
Ja też zaraz wyląduję.
W przeciwieństwie do ciotki, ja rąk nie załamuję. Opiekunka jest.

Poza tym szwankuje mi moje Pędzidło. Nie ma tragedii, ale muszę się powoli wyciekiem jakimś małym spod głowicy silnika zająć. Przyszywany się wtrąca i krzyczy mi, że jestem głupia, że chcę taką bzdurę naprawiać, skoro silnik dobrze chodzi, w oleju nie ma śladów wody a płynu chłodniczego ubywa minimalnie.
Mam sobie pojechać gdzieś tam i zrobić badanie pracy układu chłodniczego czy czegoś tam. Najlepiej, żebym sobie pojechała we wtorek. No to jadę. Pan mi mówi, żebym auto zostawiła i je odebrała po dwóch dniach….
-Czy ty wiesz, że to badanie trwa dwa dni?- Pytam się Przyszywanego przez telefon.
-No oczywiście, że dwa dni a ty co myślałaś???
NIC KUR*** NIE MYŚLAŁAM. Tylko że wszyscy wiedzą, że ja do pracy NIE DOTRĘ inaczej, jak samochodem a zastępczego sobie z tyłka nie wytrzasnę.
-Przecież ja muszę do pracy dojechać!
-Jak ty musisz do pracy dojechać, to nie oczekuj ode mnie następnym razem, że ci rozwiązań będę szukać.
No już z pewnością nie będę. Poradzę sobie SAMA.

Przecieka mi brodzik na prysznic. Nie mogę z niego korzystać, bo zaleję łazienkę Rodzicielki na dole.
Zapierdzielam do sklepu budowlanego, kupuję silikon. Zaklejam brodzik dookoła. Będę normalnie funkcjonować, choćbym miała sobie tę normalność wydrapać pazurami. Mój olejak też mi się psuje. Nie zapala się. Znajdę kogoś, kto się takimi naprawami zajmuje. 3h przegrzebuję Internet. ZNALAZŁAM. Pojadę i NAPRAWIĘ. Będę normalnie funkcjonować. BĘDĘ.

Wracam z Rodzicielką od babci. Mam wrażenie, że babcia nie jest taka bezradna jak nam się wydaje. Ona jest chyba wygodna i trochę gra głupiutką dla świętego spokoju. Rodzicielkę jej postawa doprowadza do furii a mnie się to udziela…. Jedziemy 3-pasmową ulicą. Lewym pasem wyprzedzam sznur samochodów. Przekraczam dozwoloną prędkość o -dziesiąt kilometrów. Wyprzedzę sznur aut i wrócę na prawy pas, ale panu z Audi, który jedzie za mną, ja jadę ZA WOLNO. Co robi? ŚWIECI MI ŚWIATŁAMI, żebym zjechała mu z drogi. Myślę sobie, żeby pocałował mnie w moje wielkie 4 litery. I tak jadę szybciej, niż pozwalają na to przepisy, poza tym nie mam gdzie zjechać. Jeszcze 10 sekund i zjadę na prawy pas. Panu z Audi jednak mijające kolejne 5 sekund to ZA DŁUGO. W nerwach świeci nieustannie światłami.
NIENAWIDZĘ takiego buractwa. NIENAWIDZĘ „puszczania świateł”. Tych kierowców od razu powinno się holować na pobocze i zabierać im prawko na 3 miesiące, bo stwarzają ZAGROŻENIE. Mam ochotę faceta zabić. Jestem doprowadzona tym wszystkim do OSTATECZNOŚCI. Zatrzymuję się na światłach, rzucam wiązanką iście niecenzuralnych słów, odpinam pasy i idę go po prostu pobić, albo zabić. Cokolwiek. Jest mi to obojętne. Rodzicielka w ostatniej chwili łapie mnie za kaptur.
-DZIECKO! TY SIĘ USPOKÓJ! Gdzie Ty idziesz?!
-Zatłukę BURAKA! Puść mnie!
-USPOKÓJ SIĘ! Wsiadaj cholera jasna i SIĘ USPOKÓJ!
Zielone światło….. wsiadam. Ze wściekłości mam aż łzy w oczach.
Chyba mnie uratowała….


8 odpowiedzi do “absurdy…”

  1. przyhamuj i jedź zgodnie z przepisami… a potem jeszcze trochę zwolnij… na światłach poczekaj na późne zielone, a potem pomachaj takiemu kretynowi „Lichocką”…

  2. Wpier…niczysz debilowi, odpowiesz jak za człowieka. Phoenix dobrze gada – na drugi raz zwolnij. Bardzo. A zamiast przecierać oczko paluszkiem – wyślij burakowi promienny uśmiech. To zagotuje mu du*sko na sto procent.

    Co do reszty – Chomiku kochany, czasem tak jest. I wtedy nic nie poradzisz. Trzeba przetrwać z „siłom i godnościom osobistom”, co oznacza histeryczne wydarcie się na kogoś lub pierdo*nięcie czymś o ziemię, takie spektakularne.

    Ja dziś tak zrobiłam i uważam, że mi pomogło 😛

    Ściskam 🙂

    1. Odpowiesz jak za człowieka… 😁
      Palec Lichockiej pokazałam kilka razy. Takie rzeczy nic nie dają… Gość i tak nie zrozumie.

      1. Pokazałaś palec Lichockiej i nie pomogło…
        Może gdybyś pokazała swój, palec Chomikowej, może wtedy byłby jakiś efekt. Ale palec Lichockiej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.