jak się uwolnić…?

źródło: Twój Styl i Chomikowa
źródło: Twój Styl i Chomikowa

Spędziliśmy ze sobą kilkanaście miesięcy a nawet i lat. Coś jednak jest ewidentnie NIE TAK. Coś sprawia, że się dusimy, nie ma tego magicznego „czegoś”, co porwałoby nas do życia i walki o ten związek. Gdzieś nam koło ucha plącze się wyszeptany głos rozsądku „Skończ to”. Przedłużanie związku na siłę nie ma tak naprawdę sensu. Przynosi nam więcej rozczarowań i powoduje masę blokad emocjonalnych. Nie warto.
Tylko jak temu partnerowi, z którym spędziło się tyle wspólnych chwil o tym powiedzieć…?  Jak go nie zranić…? I co się stanie POTEM?
Sama wiem po sobie, jak ciężko jest podjąć decyzję o rozstaniu. Zresztą podjęcie decyzji to tylko jeden z kroków do rozstania. Najtrudniej jest wprowadzić ją w życie. Ubrać ją w słowa i czyny. No i utwierdzić się w przekonaniu, że decyzja na pewno będzie słuszna i ostateczna…
Wielu psychologów wskazuje, że podjęcie jakiejkolwiek decyzji jest łatwiejsze, gdy rozrysuje się tabelkę z plusami swojej decyzji i minusami. Mnie te magiczne tabelki nigdy jakoś nie przekonywały. Nie chciałam z życiowej decyzji robić papierowej bazgrołki 😛 Zawsze wszystko układałam sobie w głowie. Przed oczami stawał mi obraz sytuacji, która doprowadzała mnie do furii lub płaczu i starałam się odpowiedzieć sobie na pytanie „Czy będę w stanie znosić te same sytuacje do końca życia?”, „Czy widzę tego człowieka koło siebie za 30 lat?” „Czy ja się w tym DOBRZE czuję?” Z reguły odpowiedzi na te pytania utwierdzały mnie w słuszności podjęcia mojej decyzji. Tylko później było gorzej… Najdłużej do realizacji decyzji zbierałam się jakieś pół roku. Beznadziejna Chomikowa. Sierota boska… Kompletnie bez odwagi. Strasznie bałam się tej chwili. Przerażał mnie widok rozczarowania i smutku. Ale wiedziałam, że skoro wcześniejsze rozmowy i próby ratowania tego, co było nie do uratowania nie przyniosły efektu, to nie można tkwić w czymś, co umarło. Zresztą smród byłby nie do zniesienia 😉 Chciałam, żeby zrobił to ktoś za mnie, ale nie było takiej możliwości.
Co powiedzieć?
Jak powiedzieć?
I jak to zrobić, żeby się tylko nie popłakać? Można by przypuszczać, że najdelikatniejszym sposobem zerwania, byłoby powiedzenie „Muszę odpocząć”. Kto z nas usłyszał ten zwrot???? I ilu z nas te słowa nie mówiły NIC? Uważam, że użycie takich słów jest dowodem okropnej niedojrzałości emocjonalnej. Nie potrafisz powiedzieć człowiekowi, że nic z tego nie związku nie będzie, to jak chcesz kiedykolwiek zbudować inny związek oparty na szczerości i zrozumieniu? Poza tym dajemy tej drugiej stronie masę nadziei, że to jeszcze nie koniec. Ryzykujemy, że będziemy odbierać dziesiątki telefonów z pytaniem „Czy już odpoczęłaś/ odpocząłeś i możemy żyć jak kiedyś?” A przecież nie możemy. Decyzja została podjęta. Lepiej powiedzieć krótko „Przepraszam, ale już dłużej nie mogę być z tobą. Taka jest moja decyzja”. Brzmi pięknie, kiedy się to czyta, ale przecież wiemy, że będą emocje, będą łzy, oskarżenia, krzyki, błaganie. Kiedy sobie przypominam dzień, w którym rozstawał się ze mną jeden z moich partnerów, sama się mu dzisiaj dziwię, że zniósł mój płacz i błaganie o wyrok w zawieszeniu 😉 Zbyt mocno mnie to wtedy zaskoczyło (ani razu nie otrzymałam sygnału, że coś jest w tym naszym związku nie tak) i nie potrafiłam zrozumieć DLACZEGO. I jest to normalne i częste. Trzeba jednak umieć powiedzieć „Rozumiem. Bardzo mi przykro, ale decyzja została już podjęta”.
Co później…? Będą telefony, będą próby podważenia decyzji, będzie smutek i będzie złość a nawet i agresja… Zarówno jedna jak i druga strona będzie przechodzić przez te wszystkie elementy złożonego procesu… Ryczałam, przeplatając ryk płaczem i szlochem 😛 Złościłam się, rzucałam wyrafinowanymi przekleństwami i poznałam wiele nowych niecenzuralnych słów, którymi można wyrazić wściekłość i smutek 😉 Jednak zawsze na głos powtarzałam „Przykro mi. Ja po prostu inaczej nie mogłam.”
Po jakiś 4-6 miesiącach będzie można od nowa organizować swoje życie.  Będzie można zaopiekować się tylko sobą, poczuć spokój, zdobywać świat. Nikt nie mówi, że od razu świat stanie się piękniejszy, i że szczęście zapuka do naszych drzwi. Nikt nie mówi, że od razu poznamy partnera naszych marzeń. Ale na pewno wydarzy się masa pozytywnych rzeczy 🙂
I będzie można zacząć pisać bloga 😉

————————————————
A nowego nagrania Chomikowej w Audioblogu już słuchaliście? Tym razem o sweetfociach zakochanych 🙂

50 odpowiedzi do “jak się uwolnić…?”

  1. Nie mam może zbyt wielkiego doświadczenia w kończeniu poważnych związków, byłem zaledwie w dwóch, z czego drugi jeszcze trwa 🙂
    Znam to trochę od innej strony, a mianowicie jakże popularnego Friendzone. Oj mógłbym wykładów udzielać na ten temat. Chodzi o to co napisałaś, by wszystko było jasno powiedziane by nie było miejsca na żadne „może”.

      1. Dokładnie. W przeciwnym wypadku człowiek się męczy, szuka swojej okazji i czeka, a na końcu się okazuje, że od początku nie było szans na coś więcej. Oj przerabiało się, przerabiało. Na szczęście jestem jednym z tych, którzy są żywym przykładem na potwierdzenie słów: co nas nie zabije to nas wzmocni 😀

  2. To są niestety trudne sprawy i chyba nie da się do nich odpowiednio przygotować. Natomiast życie często stawia nas pod ścianą i wtedy trzeba dokonać wyboru. Myślę, że rozstanie i obojętnie którą się jest stroną, czy tą która zrywa, czy ta z którą zerwano, jest trudne dla obu stron.
    Twój wpis uzmysłowił mi, jak na wiele innych wydarzeń w życiu jesteśmy nieprzygotowani…

    1. Czasem druga strona daje znak, że coś czuje że jest nie tak jak powinno. W zdrowym związku powinno się rozmawiać o tym, co się czuje i czego się oczekuje…
      Choć faktycznie- nawet jakbyśmy byli przygotowanie na różne ewnetualności, to spotkanie „twarzą w twarz” z tym, czego się obawialiśmy jest szokiem.

  3. Każde rozstanie jest ciężkie. Nie ma chyba jedynej łatwej drogi by to zrobić. Dojrzewanie do decyzji też zajmuje trochę czasu. Przynajmniej dla ludzi wrażliwych, którym nie jest obojętny partner i jego uczucia. Ale zawsze przychodzi ten moment, że uświadamiamy sobie, że nie ma innego wyjścia i nie należy się ociągać. W przeszłości nie miałem wiele okazji by to przeżywać, bo tylko jedną i to ja musiałem tą decyzję oznajmić swojej dziewczynie. Na szczęście ten związek nie miał długiego stażu i nie było aż tak trudno się rozstać i do tej pory jesteśmy przyjaciółmi.

    Rozstania dwojga ludzi są ciężkie. A co powiedzieć gdy jest się małżeństwem z dziećmi i trzeba podjąć decyzje co robić dalej? Czy zostać dla dobra dzieci i męczyć się we dwoje? Czy tak naprawdę to pomoże latorośli, jeśli dwoje coraz bardziej obcych sobie ludzi dalej będą męczyć się razem? Czy nie lepiej rozejść się i spróbować założyć nowe rodziny, gdzie nie będzie tego zimna jakie wiało w starym domu? Wszak dzieci nie da się oszukać i one czuja wszystko jakby przez skórę. Najgorsze gdy dwoje ludzi nie umie się już nawet porozumieć i rozmowy przypominają walkę w ringu. To są dopiero problemy i najcięższe wybory. Jak się od tego uwolnić? Nie wiem czy można kupić wystarczająco duże nożyce by ten węzeł gordyjski przeciąć 🙂

    Jedno jest pewne. Po jakimś czasie wszystko wraca do normy. Nawet po największej burzy wychodzi słońce. Im mniej czasu spędzamy na użalaniu się nad sobą – a nie jest proste by tak nie robić – tym szybciej wraca balans. Jeśli damy sobie wystarczająco czasu by nie szukać w pospiechu zastępstwa, pocieszyciela/ki, to pojawi się w naszym życiu ta jedyna wymarzona osoba, z która życie będzie harmonijne i szczęśliwe. Sama do nas trafi i to w najmniej oczekiwanym momencie. Czy mamy tylko na to czekanie wystarczająco cierpliwości ?

    1. O rozwodach pisałam już w notce „wychowałam się bez ojca i całe szczęście”. Uważam, ze jeśli dziecko ma patrzeć na nieszczęśliwych rodziców, którzy tylko na siebie warczą nie jest dla niego dobre. Przecież dzieci uczą się relacji międzyludzkich od rodziców właśnie. Ważne, żeby decyzja była podjęta z rozwagą, kiedy wszelkie inne sposoby ratowania małżeństwa się nie powiodą.
      A co potem? Potem może być to, co sam napisałes 🙂

  4. Gdy wychodzilam za maz bylam bardzo szczesliwa gdyz wiedzialam, ze moj maz jest dobrym czlowiekiem, ze bedzie kiedys super ojcem. Nigdy nie myslalam, ze przy jego boku bede przezywala tyle emocjonalnych koszmarow. Wyobrazalam sobie, ze moje zycie bedzie inne niz to, ktorego bylam swiadkiem w domu moich rodzicow. Z dziecinstwa pamietam tate, ktory zapominal o problemach przy kieliszku i mame, ktora byla ciagle nieszczesliwa i niezadowolona. Nie mam wspomnien ze wspolnych wyjazdow czy wspolnych zabaw z nimi. Gdy poznalam mojego obecnego meza bylam po ciezkim rozstaniu z kims kogo bardzo kochalam. Pojawil sie wtedy ON. Byl czuly, romantyczny i pelen pomyslow. Uwielbialam jego poczucie humoru i zaradnosc. Byl jak bandaz na moje zlamane serce. Zdecydowanie nie byla to milosc od pierwszego wejzenia ale po kilku latach bycia ze soba przekonalam sie, lubie z nim byc. Gdy slyszalam bicie jego serca czulam sie taka szczesliwa, ze jest przy mnie. Bolalo mnie na sama mysl, ze moglby umrzec pierwszy i ja bym tego nie wytrzymala. Nie wiem teraz czy to byla milosc czy moze tylko przywiazanie. Wtedy myslam, ze to milosc. Zycie nas wystawilo na ciezkie proby a szczegolnie mojego meza. Do czego sie nie tknal nic mu nie wychodzilo. Przez lata probowalam go wsperac, pomagac jak tylko potrafilam, az w koncu gorycz sie przelala. Moj maz nie jest juz tym pogodnym, zaradnym czy tez romantycznym czlowiekiem. Odizolowal sie od wszystkich, caly swoj czas poswieca na jego nowy sens zycia czyli poszukiwaniu wewnetrznego spokoju. Niestety rodzina jest przeszkoda na drodze do realizacji jego nowego celu. Stracilam nadzieje juz dawno temu ze bedziemy w stanie stworzyc normalny dom do tym bardziej, ze od kilku lat moj maz ne pracuje. Kazda wolna chwile poswieca na swoja nowa pasje, ktora ja nazywam obsesja. Nie potrafimy sie juz dogadac. Za duzo jest w nas zalu i zlosci o wszystko co sie wydarzylo. Rozstania sa bardzo ciezkie ale czesto konieczne i nie ma juz chyba takiego bandaza, ktory moglby wyleczyc moje zranione i zawiedzione serce! Teraz marze tylko o tym, zeby dzieci nie cierpialy ale jest to raczej nieuniknione. Dzieci beda musialy zrozumiec, ze czasami lepiej jest byc z rozbitego domu niz w rozbitym domu. Poza tym gdy zamykamy jedne drzwi czesto otwieraja sie inne. Moze za tymi innymi drzwiami bedzie radosc i milosc. A moze po prostu spokoj!

    1. Dana… ja Cię dobrze rozumiem… Wiem, jak bardzo ludzie potrafią się zmienić po latach małżeństwa… Sama nie wiem czy dałabym radę żyć pod jednym dachem z człowiekiem cóż… zupełnie innym, niż ten, którego pokochałam. Trzeba tylko podjąć mądrą decyzję. Przemyślaną po wszelkich próbach ratowania tego, co kochałaś. Jeśli się nie udaje… To musisz sobie sama sobie odpowiedzieć na to pytanie.
      Pozdrawiam ciepło i trzymam kciuki!

  5. Umiejętność dojrzałego kończenia związków nie jest łatwą umiejętnością. Jeżeli ma się pewność, że „nie”, dobrze jest to uciąć szybko, bez wodzenia za nos. Tylko jest jeden szkopuł, gdzie się takiej postawy nauczyć???

      1. Z domu rodzinnego? Przez całe życie mnie uczyli, aby nie sprawiać drugiej osobie przykrości. Ja się tym niesamowicie przejmowałem. I jest to cecha, która dzisiaj bardzo dużo kłopotów życiowych na mnie ściąga…

        1. Moja matka z Twoimi rodzicami mogłaby sobie rękę podać… Już nie raz miałam do Niej pretensję, że wychowała mnie na tak dobrą osobę… Hegemonie, moze wspólna terapia? 😉

  6. Każdy związek jest inny, bo po pierwsze my jesteśmy inni, gdyż uczymy się stale. A po drugie za każdym razem partnerem jest inna osoba, bądź inny powód rozstania jest.
    Najbardziej niedojrzałe zachowania z jakimi się spotkałam to zerwanie przez sms-a, facebooka (zmiana statusu na wolny), bądź chyba kolejne z bardziej oklepanych zachowań, zniknięcie z horyzontu – czyli nieodbieranie telefonu, unikanie danej osoby i udawanie że się nie istnieje.
    Tak te trzy sposoby są najlepsze by drugą osobę doprowadzić pod drzwi psychiatry.
    Jednakże tak jak minimax zastanawiam się nad tym co powinno się zrobić gdy ma się rodzinę, a tego „kotleta” nie da się dłużej odgrzewać bo jest co raz bardziej niezjadliwy.
    Czy powinno się skończyć taki związek, czy poświęcić siebie dla dobra dzieci. hm/.. tylko jakiego dobra.
    Kurcze nie wiem, i chyba nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi.
    Ja uważam, iż gdy jest się pewnym że coś nie ma sensu powinno się jasno wyrazić i skończyć coś bez miejsca na wątpliwości. I tutaj można by zacytować Stephenie Meyer i jej Sagę Zmierzch: „złamania proste goją się szybko i bez komplikacji”
    Jak dla mnie coś w tym zdaniu jest.

    1. Nawet nie chciałam pisać o czymś takim jak zerwanie przez smsa czy fejsbuka, bo to zachowanie jest tak szczenięce, że nawet niewarte opisanie. I całe szczęście, że taki związek się skończył. Jest też takie przysłowie, który mowi, że drugiego człowieka najlepiej poznasz po rozstaniu. I to jest kropką tego wpisu i komentarza.

  7. Kiedyś też zastanawiałam się jak zakończyć związek, tylko sytuacja byłą inna bo już byłam mężatką i miałam dzieci, ale czułam, że żyjemy już nie ze sobą, a raczej obok. Sama myśl o rozwodzie przyprawiała mnie o dreszcze, w końcu nie chciałam nikogo ranić, a on był i nadal jest wyjątkowym i bardzo wartościowym człowiekiem. Postawiłam wszystko na jedną kartę i postanowiłam spróbować odbudować nasz związek cegiełka po cegiełce od podstaw, od pierwszej randki i tak budujemy go nadal wciąż umacniając,a jesteśmy już razem 10 lat i nie zamieniłabym tych lat na żadne inne:-)

    1. Gabi Szoll, Twoj komentarz dodaje nadziei. Mam podobna sytuacje do Twojej sprzed lat. Zyjemy z mezem zdecydowanie obok siebie a nie ze soba. Pomimo tego, ze jest we mnie duzo mieszanych uczuc takich jak zal czy zlosc, to tez tli sie we mnie jeszcze nutka nadziei. Mamy dwojke wspanialych dzieci i tak bardzo chcialabym dac im poczucie stabilizacji. Boje sie tego, ze kiedys moge zalowac, ze nie zrobilam wszystkiego co w mojej mocy, zeby ratowac nasz zwiazek. Dyskusje nasze jak na razie prowadza donikad. Ciesze sie bardzo, ze Wam sie udalo! 🙂 Jak to zrobiliscie?

    2. I bardzo dobrze! 🙂 Bo o małżeństwo trzeba próbować zawalczyć 🙂 To nie jest przecież kilkumiesięczny związek. jeśli tylko OBIE strony włożą wysiłek w to, żeby próbowac, to szanse na powodzenie są 🙂 Tylko że powtarzam OBIE strony muszą próbować i chcieć 🙂 zyczę Wam jak najwięcej szczęścia 🙂

  8. jakaś nostalgia ostatnio Ciebie nawiedziła czy może znowu ktoś ze znajomych tkwi w sytuacji gdzie od dawna czuć fetor rozkładających się zwłok ? 😉

    1. Tak- zapragnęłam znów się z kimś rozstać! 😛 Już dawno nie miałam tych emocji, że się za nimi stęskniłam 😉

  9. Masz sporo racji, każde rozstanie jest trudne. Najłatwiej jest wtedy, gdy związek jest na początku. Dużo trudniej gdy trwa kilka lat.
    Z moim pierwszym facetem byłam w związku kilka lat. Niby nic się nie działo. Nie było sytuacji pt. „więcej tego nie zniosę”. Nie było awantur. Po prostu coś było nie tak. Nie pasowaliśmy do siebie. Tak jak napisałaś od momentu uświadomienia sobie tego do momentu zakomunikowania decyzji minęło sporo czasu. Samo rozstanie było szybkie, spacer, rozmowa, termin dla niego do wyprowadzki. Później jakieś próby ratowania sytuacji z jego strony, bo chyba obydwoje baliśmy się jak to będzie. A kilka miesięcy później… obydwoje wiedzieliśmy, że to była najlepsza decyzja w życiu. Obydwoje się męczyliśmy w związku. Po prostu ktoś musiał znaleźć w sobie odwagę by powiedzieć „stop”.
    Wydawało by się, że po tamtym doświadczeniu przy następnych razach powinno być łatwiej. Jednak nie było. Pewnie nigdy nie będzie, bo właśnie należę do tych osób, które przejmują się uczuciami innych.

  10. Cierpienie po rozstaniu jest z pewnością zależne od stopnia naszego zaangażowania się w ten związek, który przestaje istnieć; moje najbardziej traumatyczne rozstanie zostało okupione utratą 15 kg, ale jak wiadomo czas leczy rany… Podziwiam natomiast kobiety, które są porzucane przez mężów, mając jedno małe dziecko, a drugie w drodze, bo małżonek się zakochał w kimś innym… Nie wiem, jak można sobie z czymś takim poradzić… podnieść się i żyć dalej…

    1. 15 kg? Ooo, to jesteś lepsza ode mnie 😀 ja zrzuciłam tylko 10 😀
      Ja też nie wiem… Ale jeśli facet miał się okazać skurczybykiem, to lepiej wcześniej, niż później.

  11. Psychologowie to takie zmyślne istotki, które lubią dużo teoretyzować. Jednak trzeba pamiętać coś, czego nie powie żaden lekarz. Każdy przypadek jest indywidualny i wymaga innego leku.

    Ok Chomikowa. Kiedy nagrywamy razem jakiś audio-blogowy-wpis?:) Może by tak o Perwersjach….bo kto powiedział, że o tym nie można nagrać całkiem urodziwego audio-wpisu?:)

    1. Ale przyznasz, że każde rozstanie powinno mieć w sobie klasę? Bo jak już tu wspomniałam w którymś z komentarzy: „Sposób, w jaki kończysz związek mówi o tobie więcej, niż to kim byłeś w tym związku”.
      Z nagraniami mam nawet myśl 😉

  12. Moim zdaniem pytanie nie powinno brzmieć ,czy ja się dobrze czuję w związku? tylko czy kocham tą osobę?A druga sprawa to co to jest miłość?Dla mnie miłość to wcale nie jest romantyczne uczucie,to dawanie siebie drugiej osobie.I wtedy jeśli to jest miłość to warto walczyć o tę miłość,bo więcej prawdziwa miłość może się nie trafić. W każdym związku przychodzi kryzys ,gorsze dni,ale to nie znaczy że taka miłość od razu nadaje się do śmietnika.Sztukom jest wyjść zwycięsko z kryzysu.

    1. wiesz jak to powinno być w miłości-dawać i dostawać,bo często jest tak ,że jedna ze stron daje więcej niż powinna a otrzymuje …,potem się człowiek budzi z reką w nocniku;a najgorsze jest to,że po rozstaniu człowiek zaczyna się zastanawiać czy ja to jeszcze ja???

      1. Po rozstaniu to nowe „JA” nie może być tym starym, bo jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia, nie zawsze przyjemne. Ja zrozumiałem, że zarówno to stare, jak i nowe JA, nie jest prawdziwe. To tylko skupisko myśli, opartych na naszych wszystkich życiowych doświadczeniach, w które w zależności od sytuacji wierzymy lub wątpimy. Tak naprawdę to fikcyjne „JA” tylko nas wprowadza w błąd i zakrywa to prawdziwe nasze oblicze. Jak usuniemy fałsz, to życie nabiera kolorów, staje się pełne, ciekawe i inspirujące. Pojawia się prawdziwa pasja i energia do działania. Nie oczekujemy od nikogo niczego, a sami dajemy. Nie jest proste by ten fałsz z siebie usunąć, ale nagroda czekająca na nas po tym ….. jest niezmiernie kusząca 🙂

            1. „nagroda czekająca na nas po tym ….. jest niezmiernie kusząca „…ciekawa jestem co się kryje za tym stwierdzeniem;)

              1. Oto cytat z książki Ekharta Tolle „Potega Terazniejszosci”.
                Opisuje co czul jak pierwszy raz otworzył oczy po samorealizacji:

                „Obudziło mnie ćwierkanie ptaka za oknem. Nigdy przedtem nie słyszałem takiego dźwięku. Pod
                zamkniętymi powiekami ukazał mi się drogocenny brylant. No właśnie: gdyby brylant mógł
                wydawać dźwięk, brzmiałby on dokładnie tak jak ten ptasi śpiew. Otworzyłem oczy. Przez firanki wlewał się do pokoju pierwszy brzask. Zanim zdążyłem cokolwiek pomyśleć, już czułem, już wiedziałem, ze światło to coś nieskończenie bogatszego niż my, ludzie, zdajemy sobie sprawę.
                Sącząca się przez firanki łagodna świetlistość była samą miłością. Łzy zakręciły mi się w oczach.
                Wstałem i przeszedłem się po pokoju. Bez trudu rozpoznałem w nimwłasny pokój, ale wiedziałem, ze tak naprawdę widzę go pierwszy raz w życiu. Wszystko było świeże i dziewicze, jakby właśnie
                przed chwilą zaistniało. Biorąc do ręki kolejne przedmioty -ołówek, pustą butelkę —zdumiewałem
                się, jakie są piękne i żywe.
                Tamtego dnia chodziłem po mieście, bezgranicznie zdziwiony cudownością życia na Ziemi, jakbym dopiero co przyszedł na świat. Pięć następnych miesięcy przeżyłem w niezmąconym, głębokim spokoju i błogości. Później
                intensywność tego stanu nieco osłabła -a możne tak mi się tylko wydawało, ponieważ stał się on dla mnie czymś naturalnym. Nadal potrafiłem funkcjonować w świecie, chociaż zdawałem sobie sprawę,
                ze nic nie mogę zrobić, aby wzbogacić to, co już mam.”

                Ludzie nie maja pojęcia ze to ich naturalny stan, do którego każdy możne dojść jak tylko przestanie tylko gonić za kasa, miłością która miłością nie jest i nigdy nie była. To co jeszcze przychodzi w tym stanie jest niezrozumiale i niepojęte dla szarego człowieka – a to nasze prawdziwe oblicze, każdego z NAS. Nie trzeba o to się starać, jest w nas i CZEKA z utęsknieniem, aż się obudzimy z egoistycznego snu.

          1. Nawiąże to co powyżej napisałem bardziej do całości Twojego wpisu.
            Dobrze byłoby, gdyby w związku dwojga ludzi do końca życia było wszystko po równo, dawanie-dostawanie, lub choć to nie odbiegało od równowagi. Niestety życie często tak się układa, ze jedna ze stron, a czasami dwie, zagubią się w nim i … balans jest utracony. Kiedy wiemy ze nie dostajemy czegoś ? Wtedy gdy robimy porównania. Nasze myśli porównują i tworzą nasze oczekiwania. Jeśli nie są spełnione pojawia się cierpienie – psychiczny ból. Całość naszych myśli to obraz naszego „JA” – który ciągle ulega zmianie. Dopóki fałszywe „JA” jest w nas, jedynym ratunkiem by nie cierpieć jest ciągła żonglerka obydwojga ludzi by spełnić oczekiwania drugiej osoby. Jeśli się to udaje to jest OK. A jeśli nie? Złość, zal, powątpiewanie w swoja atrakcyjność, wartość itp. wyrastają jak przebiśniegi na wiosnę … i życie nabiera szarego, jeśli nawet nie czarnego koloru.

            Jaka jest alternatywa?

            Zrozumieć KTO w nas oczekuje, pragnie, wymaga, porównuje, daje itp. TYLKO myśli !!! Dopóki się z nimi utożsamiamy jesteśmy skazani na huśtawkę nastrojów i życiowy rolo-koster. Jak zrozumiemy jak to w nas działa, oderwiemy się od tego obrazu SIEBIE, i jeszcze go zlikwidujemy … nie ma więcej miejsca na cierpienie. Nie może się pojawić – bo czujemy tylko radość – nasz naturalny stan. Myśli staja się narzędziem tylko i jeśli dwoje sobie bliskich ludzi doszło do tego stanu, to zaczynają żyć innym życiem. Łatwym, pięknym i pełnym radości. Wtedy prawdziwa nie wymagająca niczego miłość, a ciągle dająca ze studni bez dna, rozkwita w ich życiu. Większość ludzi nie wie ze coś takiego nawet istnieje … i ciągle tylko walczą o kawałek przyjemności, akceptacji, czy miłego słowa od ukochanego. Zycie jest prawie ciągle nieustająca walka, by samemu czuć się ze sobą dobrze – a potwierdzeniem naszej wartości staja się poczynania ukochanej osoby. Dlaczego na tym opierać nasze życie?

  13. Masz rację, że bardzo ważna jest kultura rozstania. Niewiele osób to potrafi.
    Strasznie wkurza mnie, gdy ktoś mówi o swoim byłym facecie czy kobiecie same złe rzeczy. To po cholerę z nim/nią był/a przez kilka miesięcy albo częściej – lat.
    Albo wrzucanie jakichś erotycznych zdjęć byłej partnerki czy partnera do netu. To już trzeba być co najmniej debilem.
    Fajnie, że niektórzy mają szacunek do swoich dawnych partnerów.
    Pozdrawiam:)

    1. To wrzucenie erotycznych zdjęć w sieć to jest ciosem poniżej pasy i to na dodatek ciosem idioty. Chyba że oboje sobie fundują taką jazdę bez trzymanki po rozstaniu, ale to znaczy ze są oboje siebie warci i chyba jednak do siebie pasują 😉

      Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *