znam ten scenariusz…

game of thrones got drunk drinking drink
źródło: giphy.com

Wiecie co jest najgorsze w życiu 30-letniej singielki?- weekendy. W tygodniu mam sporo zajęć: praca, kursy etc. Nie mam za bardzo (jak każdy z nas) czasu na pierdoły. Gorzej, kiedy przychodzi weekend. Prace domowe poodrabiane, mieszkanie wysprzątane, babcia odwiedzona, książki wyczytane, basen zaliczony, moje dziewczyny na randkach i co…? Robi się godzina 20.00 i co…?  I tak któryś z kolei weekend. Oszalałam. Jeszcze jeden nic nie wnoszący w moje życie wieczór i wyprowadzą mnie z chałupy obwiązaną w kaftan bezpieczeństwa. Dlatego też m.in. tak, jak wspominałam w jednym z ostatnich wpisów, http://niecodzienne-notatki.blog.pl/2015/10/30/wsciekla-rozgoryczona-nowa-chomikowa/ wybrałam się na randkę z facetem, który podobał mi się od dłuższego czasu. Co prawda istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że jest w jakimś związku, ale poziom desperacji zbliżał się do poziomu „uwaga! Niebezpieczeństwo!” i nie powstrzymał przed wyjściem z domu.
Romeo przybył punktualnie, wsadził w swój samochód i zabrał do bardzo przyjemnej knajpki na końcu miasta. Nasze rozmowy były ucztą intelektualną. O sprawach dla mnie niepojętych opowiadał z tak doskonale dobranym słownictwem, że mogłabym słuchać jego opowieści nawet o powstaniu Wszechświata. Trochę żartował, opowiadał o pracy, o planach dalekich i bliższych a ja ostrożnie, w zachwycie przechylałam głowę. Nie byłabym sobą, gdybym nie szukała czegoś, do czego mogłabym się „przyczepić”, znaleźć jakiś punkt, który pozwoliłby mi powiedzieć „znów nie ten”. I niczego takiego nie znalazłam. Nawet cholerna sałatka była pyszna! Sałatka! Takie zielone coś!
Szlag by to.
Było prawie idealnie.
Bardzo tego potrzebowałam, bardzo.
A dlaczego „prawie’? Bo raptem po 2 godzinach tak cudnego spotkania powiedział, że czas się zbierać.
???!!!! Matko kochana! Nie jest wystarczająco cudnie?! Coś ze mną nie tak? No dobrze, może nie jestem najpiękniejszą kobietą na tej ziemi i nie najinteligentniejszą, ale przecież…!
Coś jest NIE TAK. Resztki rozumu podpowiadają mi CO, ale ja nie chcę o tym wiedzieć.
W panice dokończyłam kawę, porwałam torebkę i rozczarowana poczłapałam do drzwi wyjściowych.
-Chomikowa, sporo o sobie ci opowiedziałem, ale może chciałabyś wiedzieć o mnie coś jeszcze? Nie ma jakiegoś pytania, które chciałabyś mi zadać?-pyta w samochodzie.
No jasne.
Wszystko jasne jak słońce.
Panika.
Tysiąc myśli na sekundę…
-Wiesz… Nie, nie chcę wiedzieć niczego więcej.
Brawo Chomikowa.
Gromkie brawa za odwagę…

2 dni później dostaję smsa: „Kiedy się zobaczymy?
Cała ja chcę pobiec na spotkanie jak na skrzydłach. Nawet w tej chwili. Wystarczy, że założę moją ulubioną sukienkę i buty. Rzęsy pociągnę tuszem a spód nadgarstka spryskam ulubionymi perfumami. Będę gotowa w 15 minut. Daj mi tylko 15 minut.
Zwlekam z odpowiedzią. Liczę na to, że wydarzy się cud i to on za mnie odpisze prawidłową odpowiedź.
-„Jestem wolna w sobotę”
-„W takim razie sobota. Po drodze jeszcze zadzwonię”.

W sobotę dokładnie wybieram garderobę. Najlepsza bielizna, ulubiona sukienka, delikatna biżuteria, najdroższe kosmetyki. Każdy detal jest dopasowany idealnie. Tylko ja idealna nie jestem. Jak zwykle…
Nie wiem kiedy wziął mnie za rękę. Na środku Starego Miasta całował.
Fatalny moment. Wybrałam jeden z najgorszych:
-Masz żonę, prawda?- pytam i nawet na niego nie patrzę. Chyba za bardzo boję się odpowiedzi…
– Nie będę cię oszukiwał. Mam partnerkę od wielu lat i 9-letniego syna.
SYNA????
Nie może być gorzej. To znaczy może. Przecież mógł mi powiedzieć, że ma narzeczonego.
-Syna?! Dlaczego nie masz fotelika w samochodzie????
-Bo syn jeździ tylko z moją partnerką i tam jest fotelik. Chomikowa- patrzy mi w oczy- czy to coś zmienia?
Matko kochana… To WSZYSTKO zmienia. Co prawda świat nie przestanie się kręcić, ale w dzisiejszym wieczorze to zmienia WSZYSTKO.
-Tak, Romeo… niestety zmienia. Znam scenariusz, jaki by powstał do tego filmu. Choćbym bardzo chciała w nim zagrać, to nie mogę.

Ktoś się jakiś czas temu mnie pytał o randkę, na którą szykowałam się… o wiele za długo.
-Nie, nic z tego nie będzie. On ma rodzinę.
-Noż, cholera jasna… To może chociaż seks?
-No jak seks? Jak idę z kimś do łóżka, to coś muszę do faceta czuć a jak czuję i idę z nim do łóżka, to w niedługim czasie się zakocham a jak się zakocham w zajętym facecie, to…
-Tak, tak… to wiem. A gdyby jednak on cię pokochał?
-Pokochał. Chyba zamroczył. Na pewno jeszcze by mi dawał nadzieję, ze rodzinę dla mnie zostawi. Nawet by mówił, że z partnerką nic go już od dawna nie łączy a ja po roku spotkałabym go na mieście z ciężarną ukochaną. Przecież nic go z nią nie łączy.
Znam doskonale ten scenariusz.

Kolejny weekend za mną…

45 odpowiedzi do “znam ten scenariusz…”

  1. Cholera jasna! Dlaczego młode, silne, wykształcone kobiety, które wiedzą czego chcą od życia muszą trafiać na dupków?! I nie mów mi, że ten był prawie idealny i wcale nie dupek. Właśnie, że dupek, który, żeby żyć potrzebuje wciąż nowych wrażeń i co jakiś czas, od nowa poczuć motylki w brzuchu.
    Miałam kilka lat temu szefa, z którym z czasem zaczęłam się przyjaźnić (tylko i naprawdę przyjaźnić). To był fajny, bardzo inteligentny facet, wrażliwy i twardziel jednocześnie. Był rozwodnikiem (2 dzieci) + po dłuższym związku + właśnie pod koniec trzeciego związku (1 dziecko), bo … znów się zakochał. Mówiłam, że ja tego nie ogarniam. No to mi wytłumaczył: jak uczucie się stabilizowało, a pożądanie słabło to gnało go dalej i do przodu, by znów czuć łaskotanie na myśl o randce. Motorem życia była miłość, ale „ta pierwsza” i ciągle od nowa. Niesamowity ojciec, który nieba przychylał swoim dzieciom (z różnych związków), a one za nim do piekła by poszły. Miał tylko ten feler, że nie umiał trwać przy ich matkach. Taki wieczny chłopiec. Dupek po prostu.

    1. pewnie, Zante… Zakochanie to jedna z najlepszych rzeczy w życiu. Można się od tego uzależnić. U Twojego szefa te kolejne dziewczyny to albo bardzo zakochana, albo zdesperowane… Bo to jasne, że następna nie będzie ostatnią.

      1. Jak tak się go słuchało to zawsze była wielka miłość, z obu stron. Już taki po prostu był: ciągle na adrenalinie. Zabił się na motocyklu, krótko przed 50-tymi urodzinami.

          1. Dokładnie tak. Wręcz banalne.
            Gdy przestałam pracować nasz kontakt się rozluźnił, ale wiem, że 2 lata przed śmiercią się ożenił (czego, poza pierwszym małżeństwem, w wieku 21 lat, unikał jak ognia). Co ciekawe, po raz pierwszy jego żona była w jego wieku (poprzednie minimum 10 lat młodsze), średnio (delikatnie mówiąc) atrakcyjna. Do tego przeprowadził się do niej, do maleńkiej wsi. Wyglądało na to, że dotarł do jakiejś tam swojej przystani, a potrzebę ciągłego dopingu realizował właśnie ma motocyklu i ponoć próbował wodnych sportów motorowych. No i taki pech.

  2. Chomikowo, takie się czasy „zrobili” paskudne, ze ludziom WYDAJE SIĘ, że im się COŚ od życia należy. I zazwyczaj prawo do tego CZEGOŚ realizują kosztem cudzym. Zazwyczaj rodziny. Sytuacja, którą opisałaś jest istotnie typowa. I chyba każda kobieta przerabia ja w rozmaitych wariantach.

    Mam fejsbuka, a co. I mam na nim fajnych znajomych. W tym szalenie sympatycznego pana, który subtelnie i ze sporego dystansu mnie adorował. I pewnego dnia w nim wybuchła namiętność do mnie zgoła monumentalna, którą aktualnie usiłuje realizować drogą wirtualną. Skąd ta nagła zmiana? Ano przyczyny są dwie: zaczął pracować na delegacji i dowiedział się, że jestem mężatką. To drugie zresztą stanowi o mojej szalonej atrakcyjności :)))))))))). Mianowicie gość, który chce skoczyć na lewo, kombinuje, że singielka będzie może chciała od niego czegoś więcej niż namiętnych uścisków i czułych wyznań. Jako mężatka daję gwarancję braku wymagań oraz dyskrecji …

    Czasem po prostu ręce opadają…

    1. Wiesz co? Ja już się zastanawiam, czy to po prostu nie jest normalne? Może właśnie tak te wszystkie związki wyglądają i ja też tak powinnam zacząć funkcjonować? Wszędzie naokoło mnie są takie historie. To chyba w takim razie oznacza nie mniej, ni więcej, że to jest normalne.
      Szlag by to.

      1. Powszechne – zgadzam się. Normalne – nie.

        Rozumiem, że kogoś nagle trafiło znienacka, 10 lat po ślubie spotkał miłość swojego życia i tak jakoś to wszystko się pogmatwało. Tu dramat złamanego serca, a tu kwestia spokojnego dzieciństwa… To akurat jest normalne, choć rozwiązania tej sytuacji mogą być różne, tak jak różne bywają sytuacje życiowe.

        Nie rozumiem skakania w bok z nudy lub „tak sobie”. Skoku w bok, bo w związku jest nuda. Albo po prostu dlatego, że ktoś się wydaje kobiecie/mężczyźnie atrakcyjniejszy niż jej/jego aktualna połówka.

          1. Kiedy w grę wchodzą dzieci – to nie jest takie proste, jak się wydaje. Całkiem spora część ludzkości usiłuje ten stan „pogmatwania” przeczekać ;), z rozmaitymi skutkami…

            Nie pochwalam zdrad w związku. Nie podoba mi się to, ze jest w tej chwili jakieś takie społeczne przyzwolenie na nie. Co więcej, posiadanie kochanki/kochanka jest po prostu modne. Natomiast życie nauczyło mnie jednego: nie oceniam zbyt pochopnie. Bo rzeczy mogą od środka wyglądać zupełnie inaczej, niż to się wydaje na zewnątrz.

  3. Fuck.
    Mi się tylko raz trafił taki jeden z narzeczoną, ale to i tak w ogóle nie to samo co jeszcze na dodatek z dzieckiem ;/
    Pytanie pt. „czy to coś zmienia?”- to po prostu szczyt wyczucia i inteligencji.
    Beznadziejne są takie sytuacje, lepiej w to nie wchodzić.
    Chociaż znam takich, którzy zostawili i dzieci i partnerki… Co nie zmienia dalej faktu, że taka sytuacja jest do dupy.

        1. Jeden raz może się zdarzyć. Czasem coś się nie udaje… czasem ludzie biorą ślub za wcześnie (np.słynne wpadki), czasem partner właśnie zdradzał, więc to też jest jakiś impuls do odejścia. Gorzej, jeśli to zdarza się już drugi raz. Wtedy byłabym ostrożniejsza.

  4. Witaj.
    Ciekawie napisane. Niestety to scenariusz wielu kobiet i mężczyzn. Przez wiele lat i ja miałam takie dni. Ale!! Podobno życie nie znosi pustki.

    Pozdrawiam

  5. Chomiczku, marnujesz swój dar. Z tym szóstym zmysłem zrobiłabyś karierę w „kryminalnych”. Albo jako profiler.
    Głowa do góry. Nie ten, to ktoś inny. Znam to z autopsji ;).

      1. Dobrze że wiesz, ale jakby nagle ci jakiś dziki pomysł się w główce urodzi to proszę ja ciebie w pierwszej kolejności go ze mną skonsultuj. Ja ci dam taki argument, że twoje to pikuś w porównaniu do moich 🙂

              1. Aż doczekałam się maila w sprawie wina 🙂 Chyba wiem co powinnam ci na Mikołaja wysłać 🙂

  6. Też czasami się zastanawiam nad tym co jest tak naprawdę normalne. To raczej oczywiste, że wstępując w związek nie zakładamy sobie klapek na oczy. Widzimy atrakcyjność innych osób. Czy to jednak wystarczający powód by za tym podążyć?
    Miłość się zmienia. Z czasem ogień przygasa i pojawia się rutyna. Niektórzy lubią rutynę, inni wariują od niej. No ale to też jeszcze mało chyba, żeby szukać przygód w życiu.
    Kłopoty z partnerem… to już lepszy powód. Z czasem okazuje się, że partner/ka nie dba o nas tak jak powinna albo ma jakieś inne cechy, których nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Po latach małżeństwa czy związku zaczynamy widzieć, że nie pasujemy do siebie ale… trudno odejść po tylu latach, szczególnie jeśli mamy dzieci. To bardzo poważna decyzja i wymaga przemyślenia, przygotowania i czasami tego impulsu, którym może być inna osoba. No ale… właśnie ale wtedy poznając taką osobę nie sugerujemy od razu, że to tylko na boku będzie. Możemy powiedzieć prawdę. Nawet powinniśmy jednak z naciskiem na chęć zmiany życia. No i jeśli już się zaangażujemy w kogoś to trzeba to powiedzieć partnerowi obecnemu/ mężowi. Nie oszukiwać, nie kręcić. Stawić czoła problemowi z całym szacunkiem do osoby, z którą spędziliśmy te lata. Takie coś jeszcze rozumiem. Każdy ma prawo do szczęścia.
    Jednak liczne skoki w bok… to nie fair, nawet jeśli nie wobec obecnego stałego partnera (bo to np. taki układ dla dziecka) to na pewno wobec tej osoby, która może się w nas zaangażować bo jest samotna. Poza tym co takiego może zaoferować taki facet? Wakacje? Święta? Obecność gdy będę chora, ciepły koc i towarzystwo przez całą noc? To, że pojawi się zawsze kiedy będę go potrzebować? To, że jeśli on będzie potrzebował to będę mogła przy nim być? NIE. Tego taki facet dać nie może. Więc… jeśli jest ryzyko zaangażowania się to trzeba wiać.

    1. Ja też rozumiem, że ludzie się rozstają, rozwodzą i naprawdę nie miałabym nic przeciwko związac się z facetem, który jakąś przeszłość ma za sobą (byle nie za bujną). Skoro w związku jest źle i to od dłuższego czasu, to naprawdę nie rozumiem tłumaczenia „dla dobra dziecka się nie rozstaję”, bo dziecko i tak widzi, że mamusię i tatusia niewiele łączy a i oboje pewno chodzą na boki. Hipokryzja. Mam czasem jednak wrażenie, że spora część tych ludzi po prostu tylko zakrywa się dzieckiem a tak naprawdę nie chce się rozstać.

      1. Masz rację bo czasami jest im po prostu wygodnie. Czasami się boją zmian i chociaż jest im niewygodnie w życiu to perspektywa, że może być gorzej przeważa nad chęcią zrobienia lepiej. Bo niestety ale żyć i być szczęśliwym trzeba się odważyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *